Translate

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 18

   - Ma ktoś ochotę na bajgla?- od poszukiwań portfela odciągnął mnie znajomy głos. W jednej sekundzie moje serca zaczęło walić jak szalone, a gdy tylko podniosłam wzrok na Louisa, który z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy stał w progu wejścia do przedziału, a w prawej opuszczonej wzdłuż ciała ręce trzymał szarą, papierową torbę. Moje oczy zapłonęły, a ciało zerwało się na równe nogi.
   - Poczęstuj naszych znajomych pączkami, a sam chodź ze mną, muszę z tobą porozmawiać- odparłam cicho, po czym wyjęłam z jego zaciśniętych palców paczkę i rzuciłam nią na najbliższe siedzenie. Chwyciłam nadgarstek chłopaka i pociągnęłam za sobą na zewnątrz przedziału. Prowadziłam go na sam koniec wagonu, gdzie w końcu odwróciłam się do niego przodem.
   - O co chodzi?- spytał niewinnie, w odpowiedzi dostał w policzek moją trzęsącą się dłonią. Pod wpływem niespodziewanego ciosu twarz Louisa przekrzywiła się lekko w prawo. Uniósł brwi i skierował wzrok na mnie. Szykowałam się do następnego ciosu, lecz gdy moja ręka zbliżała się do jego zaróżowionego policzka, zatrzymał ją gwałtownym ruchem.- Może mi wyjaśnisz za co tak zawzięcie mnie okładasz pięściami?- spytał, trzymając w kurczowym uścisku moje oba, pulsujące nadgarstki.
   -Zostawiłeś mnie samą. Poszedłeś sobie, nie mówiąc ani słowa i nie odbierałeś telefonu- wykrzyczałam ile sił w płucach.- Martwiłam się o ciebie- dodałam już znacznie ciszej, po czym zbliżyłam się do Louisa i wtuliłam swoją twarz w jego tors, spod którego czułam bicie jego serca.
   - Nie musisz się o mnie martwić, jestem twardszy od skały- powiedział, odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy i założył go za moje ucho.- Nie znaczy to jednak, że możesz traktować mnie jak worek treningowy- musnął ustami moje odsłonięte czoło.
   - Nie rób tego więcej- mruknęłam do niego, a następnie odsunęłam się od jego ciała, wplotłam palce w jego dłoń i pociągnęłam za sobą.- Nie chcę cię już nigdy więcej puszczać- powiedziałam cicho, ledwo słyszalnie.
   - Wolałbym się załatwiać w samotności, ale skoro nalegasz- zachichotał, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
   - Nie jesteś romantykiem, Tomlinson- mruknęłam przed wejściem do naszego przedziału.
   - A jeśli nakarmię cię bajglem, będę romantykiem?- otworzył przede mną rozsuwane drzwi, przez których próg wślizgnęłam się do środka.
   Harrego nie było, a jego mama smacznie sobie spała, rozłożona na trzech siedzeniach. Na ten widok odetchnęłam z ulgą i usiadłam na wolnym fotelu. Obok mnie usiadł Lou, na którego kolanach się położyłam i wlepiłam wzrok w jego czujne oczy, wyglądały, jakby czegoś szukały.
   - Wiesz jak pięknie jest w Hiszpanii?- zaczął, kiedy dostrzegł, że cały czas się w niego wpatruję z delikatnym uśmiechem na ustach.
   - W Anglii też jest ładnie- odburknęłam, wyobrażając sobie bezchmurne niebo, opalonych ludzi maszerujących na plaże z ręcznikami pod pachami i przystojnych Hiszpanów z uroczym zarostem.
   - O czym myślisz?- wyrwał mnie z krainy marzeń.
   - O przystojnych Hiszpanach, uśmiechających się do mnie o ich kilkudniowym zaroście i brązowych oczach- znowu poniosła mnie wyobraźnia.
   - Zmiana planów, nie jedziemy do żadnej Hiszpanii- zaprotestował Lou, a ja cicho, prawie bezdźwięcznie zachichotałam.- Przecież nie lubisz zarostu u mężczyzn- zszedł nieco z tematu.
   - Nie lubię twojego wąsa- mruknęłam, po czym zacisnęłam palce na jego koszulce, podniosłam się do jego twarzy, a kiedy Louis zamknął oczy, żeby mnie pocałować, w jednej chwili ponownie opadłam na jego nogi.- Widzisz twój wąs sam mnie od ciebie odpycha- powiedziałam, wyciągając się na jego kolanach.
   - Jesteś okropna- skomentował.
   - Sam mnie tego uczysz- odpyskowałam, a Louis zmrużył oczy, po czym pochylił się nade mną i złożył pocałunek na moich ustach, co spowodowało, że przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
   - Zimno ci?- szepnął mi do ucha Louis, a ja przecząco pokręciłam głowę i przyciągnęłam go do siebie.
   - Dobranoc- mruknęłam i położyłam się wzdłuż wolnych foteli i zamknęłam oczy.
   Mimo że go nie widziałam, byłam pewna, że chłopak właśnie się we mnie uważnie wpatruje. Po prostu czułam jego wzrok na swojej twarzy. Nie byłam śpiąca, ale nie chciało mi się rozmawiać, nawet z Louisem. Nie chciałam zasnąć, ale tak jakoś się złożyło, że przysnęłam zupełnie się tego nie spodziewając.
   Obudził mnie pocałunek Louisa. Kiedy on delikatnie całował moje usta, ja z wciąż zamkniętymi oczami wsunęłam palce w jego rozczochrane włosy, aby zatracić się w pocałunku.
   - Bardzo romantycznie, ale musimy wysiadać- do mojej głowy dotarł głos Harrego. Dopiero wtedy przypomniałam sobie gdzie właściwie jesteśmy. Niemalże od razu otworzyłam szeroko oczy i odskoczyłam od Louisa, jednocześnie spadając tyłkiem prosto na podłogę.
   - Zakochani- usłyszałam komentarz Anny, po czym rozejrzałam się dookoła i podniosłam do pionu. Ziewnęłam głośno, a wtem pociąg ostro zahamował, a moje bezwładne ciało poleciało wprost na Harrego, który w porę uchronił mnie od kolejnego, niemiłego kontaktu z ziemią. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka cali, a jego zielone oczy, tonęły w moich. Czułam jego oddech na czubku nosa. Dostrzegałam także smutek, który zawładnął mimiką jego twarzy o ostrych rysach, które teraz jeszcze bardziej się uwidoczniły. Odchrząknęłam i odsunęłam się od Hazzy, poprawiając sobie bluzkę, która nieco podwinęła się do góry, kiedy loczek podtrzymał mnie w swoim uścisku.
   - Możemy iść?- wychrypiał Louis, opierając się o dwie walizki. Nikt nie odpowiedział na to pytanie, tylko wszyscy po kolei opuściliśmy przedział, a następnie wygramoliliśmy się z pociągu.
   Gdy tylko postawiłam nogę na peronie, moje oczy zwariowały. Tysiące białych świateł oślepiły mnie na kilka sekund. Zamrugałam szybko powiekami i sytuacja odrobinę się polepszyła. Teraz dostrzegałam kontury moich znajomych, widziałam też zarys wielu innych ludzi, maszerujących wzdłuż peronu numer siedem. Błądziłam jeszcze wzrokiem, kiedy znajoma dłoń zacisnęła się na mojej piąstce. Odruchowo odwróciłam się w stronę Louisa, który się do mnie szeroko uśmiechnął. Złapałam za rączkę swojej walizki i ruszyłam w stronę wyjścia zaraz za panią Styles i jej synem.
   Gdy wyszliśmy z budynku powitała nas niespodziewana, deszczowa pogoda. Drobne krople wody rozbijały się o kostkę brukową i kolorowe parasole przechodniów. Ten widok, spowodował, że w mojej głowie pojawił się widok słonecznej Hiszpanii. Na samą myśl o trzydziestu stopniach w cieniu jęknęłam i spojrzałam na Louisa, który też nie był szczególnie zadowolony z tego co widział.
   - No trudno weźmiemy taksówkę- mruknęła Anna i zaczęła schodzić po schodach, a na jej głowę spadły pierwsze krople deszczu.
   Co prawda do miejsca naszego zakwaterowania z dworca było zaledwie trochę ponad dziesięć minut, jednak pogoda ani trochę się nie poprawiła. Do samego domu, Stylesów taksówka nas nie dowiozła, więc byliśmy zmuszeni przemaszerować kilkaset metrów moknąc i do tego ciągnąc za sobą walizki, które teraz wydawały się wyjątkowo ciężkie i toporne.
   Domek był drewniany i na pierwszy rzut oka bardzo mały. Mieścił się niemalże przy samym jeziorze, sięgającym swoją powierzchnią naprawdę daleko. Wracając do chatki, z zewnątrz wyglądała bardzo zwyczajnie. Duże okna z białymi ramami i drewnianymi parapetami, przyozdobionymi fioletowymi, drobnymi kwiatkami, Drzwi frontowe były wykonane z ciemniejszego drewna niż ściany, co odróżniało je od całej reszty. Do tego spadzisty drewniany dach, po którym spływały strugi deszczówki.
   - Zapraszam- powiedziała Anna, po tym jak otworzyła przed nami drzwi, przez które szybko wślizgnęliśmy się do środka.
   W jednej chwili moje ciało otuliło przyjemne ciepło, płynące z wnętrza domu. Wewnątrz panowała przyjemna atmosfera, w powietrzu unosił się zapach herbat i cynamonu. Na jasnych ścianach korytarza wisiały małe obrazki, przypominające rysunki dziecka, które właśnie dostało zestaw kredek świecowych. Wertowałam każde dzieło po kolei, a moje zachowanie dostrzegła Anna.
   - To prace Harrego z podstawówki- oznajmiła Anna, a na jej twarzy zagościł uśmiech.
   - Marny z ciebie Picasso- zwróciłam się do Harrego, który właśnie zdejmował ze stóp przemoczone buty.    - Nie narysowałabyś lepszych- odburczał.- To są działa sztuki, Picasso, się przy mnie chowa- dodał.
   - Pochowany to on już jest dawno- skomentował Louis, który również przyglądał się malunkom z wymalowanym rozbawieniem na twarzy.
   - Pokażę wam pokoje- wtrąciła się Anna, przerywając nasze spostrzeżenia. Niechętnie ściągnęłam swoje buty i zaczęłam wspinać się po skrzypiących schodach na piętro.- Tu jest łazienka- wskazała palcem na najbliższe drzwi.- Tu jest pokój chłopaków- pokazała na kolejne drzwi na samym końcu korytarza.- A tu nasze.
   - Mam spać z Harrym w jednym łóżku?- zbulwersował się Louis, obejmując mnie rękoma w tali.
   - Nie w jednym łóżku, ty będziesz spał na łóżku, a Harry na materacu- wytłumaczyła Anna, co ani trochę nie spodobało się Louisowi.
   - Mamo!- mruknął Harry, który zdążył już wnieść walizkę na piętro.- Ta kanapa ledwo stoi- dodał znużonym tonem.
   - Możesz spać na ziemi. Koniec marudzenia- szczególnie zaakcentowała drugie zdanie, po czym przepchnęła się przez nas i pomaszerowało na dół.
   - Zajebiście- skomentował cicho Lou, a jego oddech otulił moją odsłoniętą szyję.- W Hiszpanii mam łóżko o wymiarach dwa metry na dwa metry i łóżko wodne w drugim pokoju- szepnął mi na ucho, a moje źrenice się rozszerzyły.
   - Będzie fajnie- mruknęłam w taki sposób jakbym sama nie wierzyła w to co mówię.
   Wzdychnęłam głośno i weszłam do pokoju wyznaczonego dla mnie przez Anne. W środku było paskudnie. Białe meble ślepiły moje oczy, a różowa pościel w wielkie kwiaty  na obu łóżkach tylko pogarszała obraz wizualny, ukazany przede mną. Wszędzie gdzie się nie obejrzałam widziałam liczne motywy z różami, tulipanami i innym zielskiem. Czułam się jakbym zaraz miała zwymiotować tym wszystkim.
   - Kochanie!- krzyknęłam nie wychodząc z pokoju.
   - Tak?- w tym samym czasie odezwali się i Louis i Harry, na co ja wywróciłam oczami i poczekałam, aby zobaczyć jak sytuacja dalej się potoczy.
   - Wydaje mi się, że ona zawołała kochanie, a nie przydupasie- odkrzyknął Louis i wszedł do mojego pokoju.- Ble- skomentował wygląd pomieszczenia, w którym się znaleźliśmy.- Co chciałaś? Pomijając fakt, że na pewno chciałaś sobie na mnie popatrzeć- puścił mi oczko i zrobił kilka kroków moim kierunku.
   - Przyniesiesz mi walizkę?- powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Lou głośno wzdychnął i zniknął za progiem sypialni. Ściągnęłam bluzę i położyłam się na jednym z łóżek i niemal od razu poczułam jak jedna ze sprężyn wbija się w mój kręgosłup. Gdy poczułam lekkie ukucie od razu przypomniałam sobie słowa Louisa dotyczące Hiszpanii.
____________________________________________________________________
Mam nadzieję, że taka długość bardziej wam opowiada. Pewnie z czasem wszystko się rozkręci.
Dziękuję za poprzednie komentarze, proszę o kolejne :)
Jakieś pytania? Zawsze chętnie odpowiem- http://ask.fm/GobyPlane
Ps. Nie piszę Wesołych Świąt, bo mam nadzieję, że jeszcze przed świętami pojawi się tu jeszcze jakiś rozdział jeśli chcecie :)  xx

10 komentarzy:

  1. O, już są w domku :D
    Moment z "kochanie!" mnie rozpierdolił. ahahha
    albo to jak margaret poleciała na harryego.. mrrr.
    Wgl Lou i Hazza w jednym pokoju.... czyżby podwójny pogrzeb? xD
    Serio, bedą pewnie cały czas kłótnie ale kocham ich rozmowy.
    Tylko ta pogoda na razie im nie dopisuje.
    A co do tej Hiszpanii... uh, ja tam wolę domek,
    no ale cóż, ciepełko trochę jednak kusi :)

    Tak wgl chce ci bardzo podziękować za to że dodajesz
    rozdziały i odwiesiłaś bloga. Nawet nie wiesz
    jak się cieszę gdy widzę że jest nowy rozdziałek ! :)
    Bardzo cię za to podziwiam że znalazłaś jakąś choć małą
    motywację do powrotu ;)

    Czekam na następny, kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! To ja ju od zmysłów odchodzę, że dla Lou coś się stało, a ty mi z bajglami wyjeżdżasz... nie no dobra żartuję ;) W całym tym rozdziale najlepszy dla mnie było moment z 'kochanie'. Hazza i jego 'mamo!" to cudowne połączenie :) Jestem ciekawa jak to dalej się potoczy i czy Harry przeżyje końca. Zapowiada się ciekawy wyjazd :D Zyczę weny i duuużo wolnego czasu. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no no no ja to bym tam chciała do Hiszpanii jechać xd
    świetny rozdział!
    ale mnie wystraszyłaś z tym, że Lou zginął -,-
    no ale dzięki temu opowiadanie jest fajniejsze! ;p
    dziękuję, że znajdujesz wgl. czas na pisanie tego opowiadania <3
    czekam na kolejny rozdział ;**
    życzę weny ;pp

    OdpowiedzUsuń
  4. O taką długość rozdziałów możesz nam serwować zawsze ;) Wyszło Ci naprawdę dobrze. Mimo tej długości stworzyłaś coś co czytało się niezwykle płynnie i szybko. Uwielbiam Twoje poczucie humoru :) 'Mamo!' Hazzy wygrało ten rozdział, do tego dowaliłaś z tym kochaniem haha coś zajebistego ;) Dobrze, że Tommo zmył się tylko bo bajgle, bo już myślałam, że uciekł do tej Hiszpanii. Kurdę czuję, że tam było by o wiele ciekawiej. Choć myślę, że zaserwujesz nam sporo niespodzianek na tym wyjeździe. Oby pogoda im dopisała ;)
    Też mam nadzieje, że uda Ci się coś jeszcze opublikować do świąt. Więc trzymam kciuki żeby się wszystko udało ;)
    Całuski ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie się czyta :)
    Ostatni moment z tym "kochaniem" to mnie rozwaliłaś!
    Oj Lou i Harry!
    Hiszpania! Ja chcę do Hiszpanii :)
    Ten wyjazd będzie zajebisty już się go trochę obawiam :(
    Ale będzie nieźle!
    Ej ja już myślałam że Harry wypchnął Lou z pociągu!
    Nie strasz mnie tak!
    Czekam już na następny :)
    A długość tego rozdziału była znakomita :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę dalszej weny :) - @HoranowyWafelek

    OdpowiedzUsuń
  7. No, no już są w domku ^^
    Chociaż Lou pomysł z Hiszpanią jest lepszy ;p
    Uuuuu....Hazza i Lou w jednym pokoju ....
    Będzie ostro XD
    Moment z "kochanie" mnue rozwalił :D

    Również mam nadzieję że dodasz szybko jeszcze jakiś rozdział
    Długość była zabkomita ;3
    No więc.....
    ......Weeeeeeeeeeny ;>

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział świetny. Są już w domu Harry i Lou w jednym pokoju haha nie mogę doczekać się następnego :)

    OdpowiedzUsuń