Translate

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 16

   - Zapomniał. Oczywiście, że zapomniał- jęknęłam pod nosem, po tym jak któryś z kolei raz zerknęłam na ekran telefonu. Zbliżała się północ, a Louis chyba nie miał zamiaru pojawić się w moim mieszkaniu.
   Nie licząc na nic chwyciłam za moją piżamę i ruszyłam wprost do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania i w ekspresowym tempie wskoczyłam pod prysznic, gdzie pozwoliłam ciepłej wodzie spływać po mojej bladej skórze.
   Miałam nadzieję, że gdy tylko pociągnę za klamkę zobaczę gdzieś we wnętrzu swojego mieszkania Louisa, spoglądającego na mnie tym swoim nonszalanckim wzrokiem, delikatnie uśmiechającego się na mój widok, albo przegryzającego w tak seksowny sposób dolną wargę. Marzyłam o takim widoku. Jednak gdy tylko wyszłam za próg doświadczyłam zupełnego rozczarowania. Mieszkanie było puste, jedynie firana w sypialni lekko powiewała, pod wpływem wiatru, który przez otwarte okno wpadał do pokoju. Powietrze cicho opuściło moje usta, a ja zgasiłam wszystkie palące się światła w mieszkaniu, a następnie wgramoliłam się do łóżka, nasunęłam kołdrę na swoje, pulsujące po prysznicu ciało i przymknęłam powieki.
                                                                           
                                                                           ***

   - Louis przestań- wrzasnęłam na chłopaka, który właśnie pchnął bezbronnego Harrego na trawę.- Louis proszę- powtórzyłam i próbowałam go odciągnąć od leżącego na ziemi loczka, w którego Lou co chwilę wymierzał ciosy.
   - Nie broń go! Zasłużył sobie na to- zwrócił gniewny wzrok na mnie, a jago oczy przybrały ciemną barwę, a ja uciekłam wzrokiem wprost z twarzy Louisa, na pokiereszowaną twarz Hazzy. Był nieprzytomny, jego oczy były zamknięte, z nosa spływała krew, a na jasnych policzkach zaczynały pojawiać się różowe plamy.
   - Zabijesz go idioto- zacisnęłam palce na jego zielonej koszulce i pociągnęłam do tyłu, jednak chłopak ani drgnął. Wymierzył kolejny cios w bezwładną twarz loczka. O moje uszy obiło się ciche jęknięcie, a ja osunęłam się na ziemię.- Nienawidzę cię!- wykrzyczałam z ziemi, zgniatając w dłoniach kamienie, którymi po chwili cisnęłam w Louisa.
   - Chcesz dołączyć do przyjaciela, a nie przepraszam, lepszym określeniem będzie kochanek- nigdy nie widziałam go tak agresywnego, jego tęczówki płonęły, szczęki zaciskały się, uwydatniając jego kości. Nie zauważyłam kiedy jego ręka powędrowała ku mojej twarzy, a w mojej głowie zapanowała ciemność.

   Obudziłam się we własnym łóżku, zalana potem i ze łzami w oczach. Moje serce waliło gdzieś w mojej piersi jak szalone, a rozchylone usta drżały.
   - Hej, co się stało?- usłyszałam znajomy głos, a gdy oświetliłam pomieszczenie telefonem, zobaczyłam kto leży obok mnie. Był to Louis, a na sam jego widok, odsunęłam się od niego, źle jednak wymierzyłam możliwości własnego łóżka i spadłam z niego.- Wszystko okay?- posłał mi ciekawskie i nieco przestraszone spojrzenie, a jego ręka powędrowała w moją stronę.
   - Zostaw mnie!- warknęłam na niego cofając się na czworaka.- Jesteś potworem- wrzasnęłam podniosłam się na nogi i popędziłam do łazienki, w której się zamknęłam na klucz i skulona usiadłam w kącie pomieszczenia. Podwinęłam nogi pod brodę i zaczęłam cicho płakać, pozwalając łzom bezkarnie spływać po moich policzkach.
   - Margaret! Otwórz i powiedz mi do cholery co się do diabła stało!- oprócz słów, które zabębniły w moją głowę, słyszałam jeszcze jak Lou bez opanowania walił pięściami w drzwi.
   - Idź stąd- odburknęłam przez łzy, jednak za cicho, żeby moje słowa mogły przebić się przez jego dobijanie się do łazienki.
   Zacisnęłam dłonie w pięści, tak mocno, że poczułam jak paznokcie wbijają mi się w skórę. W mgnieniu oka poderwałam się do góry, jednak zrobiłam to zbyt szybko i obraz przed moimi oczami na chwilę zrobił się zupełnie czarny. Gdy tylko odzyskałam wzrok podskoczyłam do drzwi, które tak szybko jak tylko mogłam otworzyłam.
   - Sło...- nie dokończył, tylko z całych sił przyciągnął mnie do siebie i objął mnie kurczowo, że nawet gdybym bardzo chciała, za żadne skarby nie wydostałabym się z jego uścisku. Wtuliłam głowę w jego ciepły tors i pozwoliłam uszom wsłuchiwać się w rytmiczne bicie jego serca.
   - To był tylko sen, prawda?- wychrypiałam podnosząc wzrok na jego twarz.
   - Zależy o co ci chodzi.
   - Nie zabiłeś Harrego, prawda?- wydukałam cicho.
   - Nawet jeśli bardzo bym tego chciał, nie zrobiłbym tobie czegoś takiego.
   - Obiecujesz?- przymknęłam powieki, kiedy Lou pochylił się nad moim uchem.
   - Obiecuję- odparł, po czym delikatnie musnął ustami mój zaróżowiony policzek.- Tak zmieniając temat. Jest dopiero czwarta nad ranem, nie powinnaś jeszcze na chwilę się położyć?- ujął ostrożnie mają twarz w swoje ciepłe dłonie, podczas gdy ja ziewnęłam.
   - Chyba powinnam- odparłam, odsuwając rękę od własnej twarzy.- O której przyszedłeś?- spytałam kiedy oboje położyliśmy się na miękkim materacu łóżka.
   - Coś po pierwszej. Spałaś już, a ja nie chciałem cię budzić- mruknął przysuwając mnie do siebie, tak żebym mogła przytulić się do jego piersi.
   - Czemu tak późno?- kolejne pytanie swobodnie opuściło moje usta, które chwilę potem pocałował Lou. Był to krótki buziak, który jak to odebrałam miał znaczyć: Jestem zmęczony porozmawiamy jutro.   Uśmiechnęłam się do Louisa szepnęłam ciche dobranoc, po czym oparłam rękę o jego brzuch i zasnęłam.
   Na szczęście, żaden koszmar nie miał zamiaru odwiedzać mnie po raz drugi tej nocy. Natomiast gdy rano wstałam byłam wypoczęta i zrelaksowana. Leżałam sama zaplątana w dwie kołdry, a moja głowa spoczywała bezpośrednio na materacu, przykrytym zielonkawym prześcieradłem. Wyciągnęłam się jak rasowy kocur i powoli wstałam z łóżka.
   - Louis?!- krzyknęłam wyjrzawszy zza progu sypialni.
   - Jestem na balkonie- po kilku sekundach dostałam odpowiedź, na mojej twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech, a nogi tanecznym, rytmicznym krokiem poniosły mnie wprost na mały, w pełni zaniedbany balkon.
   Chłopak siedział na słomianym fotelu i z papierosem w dłoni wertował mnie wzrokiem. Miał na sobie tylko krótkie, jeansowe spodenki i białe skarpetki. Moje oczy od razu zwróciły się ku jego torsowi, wytatuowanemu w trzech miejscach. Powoli analizowałam każdy cal jego umięśnionego brzucha.
   - Gdybym widział, w jaki sposób działa na ciebie moje pół nagie ciało, rozbierałbym się przed tobą częściej- skomentował jednocześnie wyrywając mnie z podziwiania jego mięśni, które akurat się naprężyły. Lou zaśmiał się cicho, gdy potrząsnęłam głową i zwróciłam wzrok ku jego twarzy.- Szluga?- zaproponował, wyciągając w moim kierunku paczkę papierosów i umiejscowioną w niej zapalniczkę.
   - Dzięki- jęknęłam cicho, sięgając po papierosa, którego zapaliłam dopiero za którymś razem, ponieważ utrudnieniem stał mi się wiatr, gaszący co chwilę ogień.
   - Gotowa na przygodę życia?- spytał Lou, na którego kolanach właśnie siedziałam i akurat pozwalałam dymowi z fajki opuścić moje płuca.
   - Urodziłam się gotowa- zachichotałam i znowu zaciągnęłam się nikotyną.
__________________________________________________________
 DZIĘKUJĘ ZA 8 komentarzy, które są dla mnie motywacją.
Dziękuję również za komentarz, który zamierzasz za moment napisać pod tym rozdziałem.
Jesteś dla mnie WIELKI. Bo znajdujesz czas, żeby coś naskrobać <3 xx
  

13 komentarzy:

  1. boze jak ja sie ciesze ze znow zaczelas ciag dalszy strangera, jestes naprawde dobra w tym co robisz, gdy to czytam wciagam sie w ten swiat i sama czuje jakbym byla margaret a wyobraznia tworzy wszystkie opisane obrazy :) dla mnie jestes najlepsza blogerka :) az po tym jak piszesz ma sie ochote czytac coraz wiecej jak i ciebie poznac:) Czekam z niecierpliwoscia na nastepny rozdzial jak i zycze ci bys dostala mnostwo weny przy pisaniu by sprawialo ci mega wielka przyjemnosc pisanie dla nas :* <3 Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Rozdział jak zwykle zajebisty! Jestem szczęśliwa, że pojawił się tak szybko :) Jeśli chodzi o przetoczony tutaj sen to jestem trochę oszołomiona. Ten rozdział jest świetny, od razu się obudziłam jak zobaczyłam, że dodałaś jakiś post w grupie ;) Uwielbiam twój sposób pisania, bo czuję jakbym tam była i to wszystko widziała. Jesteś najlepsza :) Życzę jak zwykle weny i dużo wolnego czasu :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże...to było straszne!
    Dobrze,ze to nie była prawda!
    Bym płakała!
    Uwielbiam Louisa!
    Ciekawie gdzie on był? Może na koncercie chłopaków:)
    Te szlugi...aż mam chęć zapalić :D
    Rozdział jest boski kochana:0
    Oby tak dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra postanowiłam zrobić sobie przerwę w nauce i weszłam na telefonie ;) Dlatego też nie wykluczam błędów i literówek, ale mniejsza o to.
    Rozdział jest bardzo dobry. Lubię to w twoim stylu pisania, że nie pędzisz z akcją za szybko, a piszesz wszystko pokolei. Dodatkowo potrafisz zrobić to w taki sposób, że nie jest to w żadnym stopniu nudne.
    Zastanawia mnie fakt czemj Tomlinson pojawił się tak późno w jej mieszkaniu, ale sam fakt, że się pojawił już sprawia, że mam uśmiech na twarzy.
    Ten sen Margaret był straszny. Przez moment miałam wrażenie, że są już na tym wyjeździe i coś się stało (o to ci za pewne też chodziło :p) ale na szczęście okazało się to tylko snem. Mam nadzieje, ze nie proroczym.
    Uwielbiam dialogi między tą dwójką ;) Są cudowni.
    Ok kończę mój nudny wywód ;) Trzymaj sie i niech wena cie nie opuszcza ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. chciałabym przeżyć taką przygodę jak Margaret. Nie wiem czy się nie powtarzam ale to nie ważne. Ważne jest to żebyś sprawiała przyjemność ludziom którzy to czytają. A opowiadanie jest na prawdę niepowtarzalne ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Julia Tomlinson8 grudnia 2013 11:27

    Spoko rozdział. Czekam na kolejny:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział jak zwykle piękny. Kocham tego bloga jesteś najlepszą pisarką nie moge doczekać się już następnego rozdziału Życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. jejku nawet nie wiesz jaka niespodziankę mi sprawiłaś swoim powrotem :) jak dla mnie był to spóźniony prezent mikołajkowy :)
    na prawdę lubię to jak piszesz, czytanie sprawia mi samą przyjemność byle tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko jaki śwetny *o*
    Dobre było to z tym koszmarem ;3 Nadało to takiej mroczności temu rozdziałowi...
    bardzo mi się podoba ;) czekam na kolejny xd
    życzę weny ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. ŚWIETNY! :) czekam na next :) ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej !
    Rozdział jak zwykle
    Zajebisty !
    O rozdział nie musze
    Się martwić :D
    Jak by ten sen.....
    Koszmar był prawdziwy
    To bym płakała ;'(
    Louis ciągle ma jedno w
    Głowie ;D
    No więc życzę
    Znowu TAAAAAAAKIEJ
    WEEEEENY !! ;*
    Kocham Ciebie i Twoje blogi ! ;)
    Buziole ;*********

    OdpowiedzUsuń