Translate

wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 15

   - Proszę powiedz mi, że nic mu nie uszkodziłeś- szepnęłam, gdy Louis ponownie pojawił się w przedpokoju mojego mieszkania z szerokim, zadziornym uśmiechem na twarzy.- Zayn to mój przyjaciel- dodałam podchodząc do drzwi.
   - Królewnie nawet włos nie spadł z głowy, nie panikuj- zatrzymał mnie słowami, kiedy moja dłoń zaciskała się na klamce frontowych drzwi.- Ale idź do niego, jedź z nim nad to jezioro, a mnie zostaw tutaj, a naszą noc odstaw w niepamięć- warknął na mnie i wszedł do mojej sypialni zatrzaskując za sobą drzwi.
   - Louis!- wrzasnęłam i wyleciałam z mieszkania. Wspięłam się schodami piętro w górę i stanęłam przed drzwiami mieszkania Harrego i weszłam do środka bez pukania.- Harry- mruknęłam, rozglądając się po pomieszczeniu, po chwili zza drzwi kuchni wyszła panie Styles w pobrudzonym fartuchu i łyżką w dłoni.
   - Cześć słoneczko- powitała mnie serdecznie z sympatycznym uśmiechem na twarzy.- Coś się stało?- spytała.
   - Nic takiego, szukam Harrego- oznajmiłam odsuwając spadające mi na twarz włosy.
   - Jest u siebie w pokoju. Ale nic się nie stało, tak? Jedziesz z nami nad jezioro?- spojrzała na mnie ciekawsko, a ja tylko skinęłam głową i pchnęłam drzwi od sypialni Hazzy, zza których dobiegała głośna muzyka.
   - Harry- warknęłam, wyłączając wieżę, z której rozbrzmiewał bass.- O co ci chodzi?
   - O co mi chodzi? Na serio- spiorunował mnie wzrokiem.
   - Tak na serio- odburknęłam i przysiadłam obok niego na rozłożonej kanapie.- Przecież możesz mi opowiedzieć o tym, co cię tak gryzie.
   - Louis mnie gryzie- mruknął pod nosem.- Od czasu, gdy cię poznałem, stałaś się dla mnie kimś ważnym, uważałem cię za przyjaciółkę, której nigdy nie miałem. Bawiłem się świetnie, dopóki nie pojawił się ten natarczywy dupek, który wszystko popsuł.
   - Harry o czym ty mówisz?- otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia, które tyczyło się jego słów.
   - O tym, że przez to, że ty znalazłaś sobie chłoptasia, ja znowu zostanę sam w tym zapiździałym domu- odparł tak cicho, że ledwo jego słowa otarły się o moje uszy.- Dobra, wiesz co? Zostaw mnie samego i wracaj do Louisia...
   - Przestań już- podniosłam na niego głos.- Nie widzisz, że zostawiłam Lou u siebie w domu, żeby przyjść do ciebie, bo się o ciebie martwię- mruknęłam.
   - Nie musisz się nade mną litować- skomentował, spoglądając za okno.
   - Nie lituję się nad nikim, jesteś dla mnie ważny i nie chcę cię stracić- oznajmiłam, po czym posłałam chłopakowi delikatny uśmiech.
   - To pojedziesz nad to jezioro ze mną?
   - Pojadę, jeśli Louis też będzie mógł pojechać- te słowa wywołały na jego twarzy zdziwienie.
   - Stawiam jeden warunek- wtrącił i przegryzł dolną wargę.
   - Jaki?
   - Nie będziecie się lizać na moich oczach, ani nic takiego. Wiesz mam słaby żołądek i nie chcę mieć niechcianych rewolucji w środku- odruchowo pomasował swój brzuch przysłonięty rudym swetrem.
   - Jesteś paskudny- szturchnęłam go w ramię.- Ale zgoda- dodałam i go przytuliłam.
   - A to za co?- zdziwił się, a jego ciemne brwi powędrowały w górę.
   - Za to, że jesteś- mruknęłam i podniosłam się z łóżka.- To idę się pakować. Trzymaj się lokowaty- rzuciłam przez ramię i wygramoliłam się z pokoju.- Do zobaczenia jutro pani Styles- krzyknęłam, żeby mama Harrego, która wciąż pichciła coś w kuchni, usłyszała, że wychodzę.
   - Do jutra- usłyszałam odpowiedź, gdy jedną nogą byłam już za progiem mieszkania. Na mojej twarzy pojawił się ledwo widzialny uśmiech, a nogi pognały schodami prosto pod moje własne lokum.
   Chciałam już łapać za metalową klamkę, gdy ktoś stojący po drugiej stronie ściany mnie uprzedził, co przyczyniło się do tego, że potężne drzwi musnęły moje czoło, jednocześnie zwalając mnie z nóg.
   - Boże dziewczyno- usłyszałam znajomy głos Louisa, który już schylał się, żeby pomóc mi wstać.
   Kiedy stanęłam na nogach zakręciło mi się w głowie i bezwładnie opadłam wprost w ramiona bruneta, który zdołał mnie podtrzymać.
   - Nic ci nie jest?- spytał, wprowadzając mnie do mieszkania, a następnie do salonu, gdzie zajęłam miejsce na jasnej kanapie.
   - Czuję się dobrze, ale będę miała guza- odruchowo złapałam się za pulsujące miejsce na mojej twarzy, w które kilkanaście sekund temu przywaliły drzwi.- Jedziemy nad jezioro- dodałam, odsłaniając zęby.
   - Z palantem?
   - Uważaj, bo ten palant to mój przyjaciel, który może utopić cię w jeziorze- dopowiedziałam i cmoknęłam delikatnie policzek Louisa.- Będzie fajnie.
   - Zapewne- burknął pod nosem.- Jednak najpierw musisz zrobić coś, żebym ci wybaczył, to że kilka minut temu zostawiłaś mnie tu całkowicie samego, wśród tych drwiących ze mnie przedmiotów- rozejrzał się po pokoju, a ja cicho zachichotałam.
   - Ale kombinator- skomentowałam i pochyliłam się nad jego twarzą i zanurzyłam wzrok w jego tęczówkach.
   Czubki naszych nosów się stykały, a moje oczy wciąż wpatrywały się w jego, jakby szukały w nich skarbu.
   - Będziesz się tak patrzeć, czy w końcu mnie pocałujesz?- mruknął, a jego oddech otulił połowę mojej twarzy, wyrywając mnie z podziwiania. Przejechałam delikatnie językiem po dolnej wardze, po czym musnęłam jego usta.
   Były one takie delikatne i miękkie, że moje ciało zwariowało, a w głowie zakręciło się jeszcze bardziej, niż po jakże bliskim kontakcie z drzwiami. Ostrożnie przegryzłam jego wargę, co spowodowało, że z ust Louisa wydobyło się ciche mruknięcie. Odsunęłam się od niego, gdy tylko poczułam jak jego dłoń wślizguje się pod moją bluzkę, i dotyka moich pleców.
   - Nie traćmy czasu, trzeba się pakować- odparłam, wstając z kanapy, a zza siebie usłyszałam głośne westchnięcie.- Wstawaj leniu- rzuciłam do niego przez ramię, na co Lou wywrócił oczami i również podniósł się z mebla.
   - Ale jesteś- mruknął, obrażonym tonem, a następnie dogonił mnie, zaplótł swoje ręce wokół mojej tali i odwrócił mnie przodem do siebie. Nie minęło dużo czasu, a nasze usta znowu się zetknęły, tym razem na krócej.- To idę się pakować do siebie- szepnął mi do ucha, oddalając głowę.
   - Przyjdziesz jeszcze dzisiaj?- rzuciłam. 
   - A chcesz, żebym przyszedł?
   - Głupszego pytania chyba nie mogłam usłyszeć- skomentowałam, a jego kąciki ust powędrowały nieco do góry.
   - Do zobaczenia- powiedział i nie czekając na odpowiedź z mojej strony wyszedł z mieszkania.
   Przejechałam po ustach koniuszkiem palca i wzdychnęłam głośno. Zerknęłam jeszcze kątem oka w stronę przedpokoju, z głupią nadzieją, że będzie tam stał Lou, jednak musiałam pogodzić się z rozczarowaniem.

   Miałam tak niewiele rzeczy, że pakowanie zajęło mi niespełna godzinę. Nie tracąc czasu, sięgnęłam po torebkę, do której wrzuciłam kartę kredytową i telefon i z w połowie odwiązanymi butami wyszłam z budynku. Za cel obrałam sobie pobliskie centrum handlowe, w którym jak zawsze roiło się od sfrustrowanych Anglików i nie tylko. Darowałam sobie wszelkie sklepy z odzieżą, do których w ogóle mnie nie ciągnęło, a to pewnie przez mój brak uwagi przykładanej do mojego ubioru i ogólnie wyglądu.
   Jedzenie uszczęśliwiało mnie bardziej, niż jakaś szmata zwana bluzką. Mknęłam między półkami z jedzeniem, pchając metalowy wózek, który co jakiś czas stawiał mi opór. Pakowałam do jego wnętrza to co najbardziej przykuło mój wzrok. O dziwo nie były to słodycze, za którymi nie przepadałam od dłuższego czasu.
   Stojąc przy kasie dostrzegłam, że dwoje starszych ludzi uważnie mi się przygląda. Wyglądali dosyć znajomo, ale nie mogłam sobie uświadomić, kim oni mogą być. W każdym razie coś do siebie szeptali, wyraźnie wskazując na to, że rozmawiali najprawdopodobniej o mnie.
   - Dzień dobry- rozkojarzona zwróciłam swój wzrok do kasjerki, która przeciągała po ladzie moje zakupy.
   Co jakiś czas spoglądałam w stronę zawistnej pary. Zapłaciłam za produkty, sięgnęłam po siatkę i pewnym krokiem podeszłam do owych ludzi, którzy w jednej chwili umilkli.
   - Czy my się znamy?- spytałam, kiedy odległość między mną, a nimi, była wystarczająco mała, żeby mogli mnie usłyszeć.
   - Nie, nie- momentalnie zaprzeczył wysoki mężczyzna, którego twarz przykrywał kilkudniowy zarost.
   - Wydawało mi się, że państwo się we mnie wpatrywali, zapewne nie szczędząc niepotrzebnych komentarzy- palnęłam, co mi ślina na język przyniosła. Od odpowiedzi uratowała ich mała kilkuletnia dziewczynka z dwoma kitkami na głowie, która przytuliła się do nogi kobiety.
   - To chyba była pomyłka, przepraszamy, ale musimy iść- odpowiedziała kobieta, biorąc dziecko na ręce i razem z jej towarzyszem zaczęła się oddalać.
   - Tak, najlepiej uciekać od odpowiedzi- mruknęłam sama do siebie, a w głowie, próbowałam sobie skojarzyć skąd znam tych ludzi. Jednak moje całe rozmyślenia poszły na próżno, a ja obładowana zakupami wróciłam do domu.
________________________________________________________________
   Przyznam, że dosyć dziwnie było mi  wrócić tutaj, ale wena jakiej doznałam pisząc ten rozdział nieco mnie zdziwiła. Pozytywnie oczywiście. Mam nadzieję, że nie macie mi nic za złe, że tak zmieniam i raz piszę tu, a raz tu. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć to opowiadanie :)
   Z góry dziękuję za wyrozumiałość i komentarze o ile jakieś w ogóle się pojawią.

Serdecznie też zapraszam na mojego aska- http://ask.fm/GobyPlane
Jak i aska bohaterów http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata
 POZDRAWIAM WSZYSTKICH WYTRWAŁYCH <3

8 komentarzy:

  1. Taki pozytywny ten rozdział :)
    Mega fajny :D A Louis tym razem nie jest takim dupkiem :)
    Za to Hazza jak jest zazdrosny to jest słodki :P
    Ciekawe kim byli Ci ludzie na końcu...Hmmm...może jacyś z przeszłości!
    Ciekawe...ciekawe:)
    Trochę trudno mi się przestawić na Strangera:(
    Ale dam radę :)
    Kocham to <3
    Ale ty przecież wiesz,że ja kocham wszystko co piszesz :*
    Przepraszam,że tak krótki komentarz,ale jestem chora i na dodatek boli mnie głowa i ciężko mi się skupić aby napisać coś sensownego:(
    Już wyczekuje następnego :)
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejejejejeje jak się cieszę . Jedyne blogi które czytam to twoje.
    Tylko na nie czekam z utęsknieniem i niecierpliwością.
    Nie zawsze mam czas aby komentować i za to przepraszam ale wiedź że czytam wszystko to co napisałaś. Nie byłam od samego początku ale będę do samego końca :* <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeeeść :)
    Dawno mnie tutaj nie było ;) W sumie to taka miła odmiana. Taki pozytywny ten rozdział. Aż dzień stał się jakiś taki bardziej pozytywny ;) Po tym jak dobrałaś słowa widać, że poczułaś wenę i zdaje mi się jakbyś z jakąś lekkością go napisała ;) Czytało się to niezwykle przyjemnie i szybko.
    Czuję, że ta dwójka to jakaś przeszłość naszej bohaterki, mam pewne podejrzenia, ale zobaczymy ;)
    Jedyne co pozostaje mi tutaj napisać, to chyba życzyć ci weny, więc życzę! Dużo weny kochana, pomysłów i czasu na pisanie.. bo sama wiem, że tego to zawsze mało ;)
    Do zobaczenia przy kolejnym rozdziale ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeeej ;o świetny jest ten rozdział! Nie obraź się, ale nie spodziewałam się, że może być aż tak dobry xd ale to tylko moje zdanie więc wiesz.. ciekawa jestem kiedy ta dwójka starszych osób znowu pojawi się w opowiadaniu hmmm... xd
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;p
    Życzę weny ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny jest ten rozdział :) Louis się zmienia czy mi się wydaję? XD
    życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się że wróciłaś do pisania tego opowiadanie bo je uwielbiam, rozdział jest świetny, ciekawa jestem co będzie na tym wyjeździe ;), czekam z niecierpliwością na następny rozdział i życzę Ci weny :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć! Cieszę się, że jest nowy rozdział w tym opowiadaniu :) Daaawno tu nie zaglądałam. Wciągnął mnie ten świetny rozdział tak, że dopiero jak skończyłam czytać to zauważyłam, że piosenka się skończyła ;) Bardzo ciekawy jest, że po prostu brak mi słów, co według moich koleżanek jest nie do pomyślenia ;) Życzę Ci weny i dużo wolnego czasu :D Pozdrawiam i czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej ^.^ Kooooocham Cię za nowy rozdział !! <3
    Oczywiście jak zawsze wspaniały ;)
    Interesuje mnie kim byli Ci ludzie.....?
    Hazza zazdrosny jak zawsze o Lou ;p
    Lou...jak Lou tylko jedno mu w głowie xd
    Jeszcze raz
    BARDZO CI DZIĘKUJĘ ZA TEN WSPANIAŁY ROZDZIAŁ ^^
    Jak zawsze czekam na nn i
    życzę TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAKIEJ WIELKIEJ weny ;)
    Pozdrawiam ;***

    OdpowiedzUsuń