Translate

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 12

   - Co? Jak to mnie niosłeś?- ze zdziwienia otworzyłam szerzej oczy i zajęłam miejsce na kanapie.
   - Nie byłaś już w stanie iść. A z resztą nie protestowałaś- uśmiechnął się do mnie szerzej.
   - Jakoś sobie tego nie przypominam- powiedziałam, a w myślach usiłowałam wrócić do poprzedniego dnia i po kolei analizowałam to co pamiętałam.
   - Dobra wszystko ci opowiem, tylko siedź cicho i mi nie przerywaj- odparł, po czym wziął głęboki wdech.
   - Jak będę chciała- mruknęłam poważnym tonem.
   - Nie ważne. Byłaś wczoraj w klubie na koncercie...
   - Tak, to pamiętam. To jak do mnie podszedłeś też pamiętam- burknęłam, a Louis przewrócił oczami.
   - Coś mi się wydaje, że to będzie bardzo trudne- szepnął do siebie i wbił swój wzrok w moją twarz.- Jakoś w połowie koncertu byłaś już ładnie najebana. Zostawiłaś swojego chłoptasia i poszłaś do łazienki, ledwo trzymając się na nogach. Gdy wracałaś, zaprosiłem cię do stolika, nie odmówiłaś. Piliśmy wódkę, a ty z czasem zaczynałaś się przede mną bardziej otwierać. Co muszę przyznać bardzo mi się spodobało- uśmiechnął się do mnie szeroko i uniósł jedną brew, po czym wrócił do mówienia.- Mówiłaś o tych dniach, gdy chora leżałaś w łóżku, o tym, że spodobało ci się, gdy cię dotknąłem, mówiłaś że mam bardzo przyjemne wargi, gdy pocałowałem cię w toalecie. Wspomniałaś też o czymś co mi się nie spodobało...
   - Nie rozumiem.
   - Harry. Powiedziałaś, że jedziesz z nim nad jezioro, że go lubisz... Ale i tak cała jazda zaczęła się po tym jak spaliłaś skręta.
   - Zjarałeś mnie trawką?!
   - Sama chciałaś. Dobra nie przerywaj, lepiej słuchaj. Powiedziałaś, że masz ochotę na ostry seks...
   - Nie kłam!- warknęłam na niego.
   - Nie kłamię złotko. Byłaś tak napalona, jak mało kto. Zaczęłaś rozbierać się na środku ulicy, w porę cię powstrzymałem. A chwilę później dotknęłaś dna. Totalnego dna, padłaś na ziemię. Wtedy nie miałem wyjścia wziąłem cię na ręce i przytaszczyłem tutaj. Po drodze jeszcze coś tam mruczałaś, że lubisz wódkę i masz wyjebane na wszystko i takie tam.
   - Jakim cudem przebrałam się w piżamę?- spytałam, spoglądając na mój strój.
   - Nie przebrałaś się.
   - Jak to?
   - Ja to zrobiłem. Przy tym też się nie opierałaś, podobało ci się. Jednak coś mnie zaniepokoiło- ściszył swój głos i spuścił wzrok na podłogę.- Twoje blizny. Masz pełno blizn na całym ciele. Od czego?
   - Od żyletki- postawiłam na szczerość.
   - Czemu to sobie zrobiłaś?- spytał, a ja sobie przypomniałam o poprawczaku o tym jak zrobiłam pierwsze cięcie, zaraz w pierwszym tygodniu pobytu w tym piekle. Sama nie zauważyłam, kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy.- Nie chciałem- szepnął, po czym podniósł się z miejsca, podszedł do mnie, zajął miejsce obok mnie i mocno mnie do siebie przytulił.
   Nie spodziewałam się takiej reakcji, ale w jego objęciach czułam się bezpiecznie. Jego silne, umięśnione ramiona otulały moje mizerne, bolące ciało. Dźwięk jego serca, przy którym miałam głowę powoli doprowadzał mnie do równowagi. 
   - Nie musisz się nade mną rozczulać- szepnęłam odsuwając się od niego, a moje ciało całe płonęło. Ten chłopak działał na mnie rozbrajająco, mimo że nie chciałam tego tak odczuwać. Z jednej strony mnie do niego ciągnęło, a z drugiej, chciałam go od siebie odepchnąć jak najdalej.
   - Muszę. Poza tym twoja twarz mówi sama za siebie, że ci się to podoba- szepnął, a na jego twarzy ukazał się uśmiech.
   - Chyba już powinieneś iść- powiedziałam, gdy w salonie, w którym się znajdowaliśmy zapanowała cisza.
   - Nie chcesz tego.
   - Owszem chcę.
   - Wcale nie- Lou zaczął mnie łaskotać, a z moich ust wydobyły się cicho popiskiwania.
   - Lou, nie rób- krzyknęłam na niego, śmiejąc się.
   - Nie- powiedział i nie przerywał swoich wygłupach, dopóki nie natrafił dłonią na moją największą i najbardziej bolesną ranę. Syknęłam, gdy tylko potworny ból przeszył moje plecy.
   - Uważaj- warknęłam na niego i podniosłam się z kanapy, która cicho zaskrzypiała.
   - Co jest?- spytał, również podnosząc się do pozycji stojącej. Nie czekając na moją odpowiedź, wysłał w moim kierunku swoje dłonie, które zwinnie podsunęły moją koszulkę do góry, odsłaniając część mojego ciała.- Ałć- skomentował, wlepiając swoje oczy w moją bliznę.- Jak to się stało?- spytał, zarywając moje ciało, spuszczając koszulkę.
   - Oberwałam kijem bejsbolowym- powiedziałam, niemalże szepcząc, po czym odwróciłam się do niego tyłem, aby pomaszerować do kuchni, gdzie otworzyłam lodówkę, z której wyjęłam karton mleka, nalałam sobie do szklanki i duszkiem wypiłam wszystko.
   - Nie wiem, co mam powiedzieć- odparł. Wciąż siedział na kanapie z zszokowaną miną.
   - Życie nie jest różowe- mruknęłam do niego.- Raz obrywasz pięścią, a raz kijem- dodałam.
   - Teraz jestem inna, życie mnie zmusiło do zmiany- zaczęłam, podchodząc do okna, przy którym wpatrywałam się w dal, a dokładniej w wzbijające się ku górze drzewa z pobliskiego parku.
   - Jesteś niesamowita, skoro przetrwałaś te wszystkie katusze- powiedział wpatrując się we mnie jak w obrazek.
   - Chciałabym zostać sama- oznajmiłam w pewnym momencie, a Louis uszanował moje słowa, podniósł się z kanapy i zaczął poruszać się w kierunku drzwi wyjściowych.
   - Przepraszam- jęknął, gdy mnie mijał.
   - Co?- zdziwiła się, a kilka sekund później Lou złapał za moje dwa nadgarstki, przyciągnął mnie do siebie i musnął swoimi wargami moje usta. W jednej chwili cała zamarłam. Wszystko po prostu się we mnie zatrzymało, poza sercem, które przyspieszyło i zaczęło walić jak opętane. Jego usta, moje usta, razem... Gorąca fala przepłynęła przez moje ciało, docierając do każdego zakątka w nim.
   - Za to przepraszam- szepnął i wyszedł, podczas, gdy ja przypominałam sobie jak się oddycha.
   Moje nogi zaczęły uginać się pod ciężarem mojego ciała, tak samo jak każdy inny mój organ po prostu odmawiały współpracy. Półprzytomna osunęłam się na podłogę, z trudem oddech.- Jak on to zrobił?- przez moją głowę przez jakiś czas przelatywało jedno i to samo pytanie, na które ja nie byłam w stanie odpowiedzieć.
   Przez dobre kilka minut siedziałam na zimnych kafelkach normując mój oddech i inne czynności życiowe, dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam się z ziemi i otworzyłam drzwi, za którymi stał uśmiechnięty Harry z różą w dłoni i sino fioletowym okiem.
   - To dla ciebie- na wstępnie wyciągnął do mnie dłoń, w której trzymał kwiat.
   - Z jakiej to okazji?- spytałam, odbierając upominek i wpuszczając chłopaka do środka.
   - Z tej jakim okazałem się idiotą wczoraj wieczorem. Poszedłem z tobą na koncert, a zupełnie nie zwracałem na ciebie uwagi. Powinienem się trzymać wtedy blisko ciebie, w razie czegoś ci pomóc, nie pozwolić ci się upić- mówił jak najęty, a kolejne ze słów opuszczały jego usta.- Mam nadzieję, że mi wybaczysz- posłał do mnie jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów.
   - Przesadzasz trochę- odparłam wkładając różę do zielonego kubka, do którego nalałam zimnej wody.- Co z twoim okiem?- zmieniłam temat, kiedy Harry zajął miejsce na jednym z kuchennych krzeseł.
   - Nic takiego- momentalnie odwrócił głowę w przeciwnym kierunku.- Nie zauważyłem, emm klamki jak wczoraj wracałem do... emm domu- zaczął się jąkać, co od razu zdradziło, że nie jest ze mną zbyt szczery.
   - Dobra przejdźmy do konkretów- powiedział poważniejszym głosem.
   - Tylko mnie nie całuj- mruknęłam cicho pod nosem.
   - Co mówiłaś?
   - Nie, nic. Kontynuuj- poleciłam i wykonałam gest zamykania ust na kłódkę.
   - Miałaś się namyślić co do tego wyjazdu ze mną i z moją mamą nad jezioro. Powiedziałaś, że dzisiaj będziesz już wiedzieć- oznajmił, a ja przegryzłam dolną wargę.
   - Kurwa, zapomniałam- szepnęłam sobie w myślach i szybko zaczęłam układać sobie w głowie jakąś sensowną odpowiedź, która zadowoliłaby i mnie i loczka.- Zgoda- powiedziałam po chwili namysłu, a to jedno słowo, spowodowało, że twarz chłopaka rozpromieniała się jeszcze bardziej, niż kiedy wszedł do mojego mieszkania.
   - Naprawdę?- otworzył szerzej oczy, po czym w mgnieniu oka znalazł się przy mnie i mocno mnie do siebie przytulił, miażdżąc mi przy tym wszystkie żebra.
   - Tak- sama do końca nie wierzyłam w to co robię, w to, że zgadzam się z nim wyjechać nad jakieś jezioro.
   - Zajebiście- krzyknął, a ja poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi, a następnie chłopak zaczął wirować ze mną w kółko.
   - Nie przeklinaj gówniarzu- powiedziałam poważnym głosem, usiłując wyrwać mu się z ramion.- Harry, postaw mnie- warknęłam, szarpiąc się jeszcze bardziej z jego ciałem.
   Gdy tylko znowu dotknęłam podłogi ile sił w nogach popędziłam do łazienki i zwymiotowałam do sedesu. Kac plus szybkie kręcenie wokół własnej osi, to nic dobrego nie wróży.
   - Co ci?- spytał Harry, który wtargnął do łazienki, której ja z braku czasu nie zdążyłam zamknąć.
   - Kac i te sprawy- odpowiedziałam przemywając twarz.
   - Tak, też spędziłem pół nocy w kiblu, mimo że nie byłem aż tak pijany- widziałam w lustrze jak się uśmiecha, wpatrując się w tył mojej głowy.
   - Możesz mi powiedzieć, kiedy jedziemy nad to jezioro?- zmieniłam temat, odwracając się do niego przodem.
   - Za dwa dni- odpowiedział spokojnie.
   - Że co?!
   - No za dwa dni, już wszystko jest załatwione- znowu posłał mi jeden ze swoich uśmiechów i wyszedł z łazienki, a ja zaraz za nim.
   - Ale Harry...
   - Pa- powiedział chichocząc i wymaszerował z mojego mieszkania, zamykając ze sobą drzwi.
   - Harry!- wrzasnęłam, łudząc się, że chłopak mnie usłyszy, zawróci i powie, że jego słowa to był jeden wielki żart.- Kurwa- szepnęłam, gdy jednak nie stało się tak jak chciałam, aby się stało.
  
   Otworzyłam lodówkę i znowu przeżyłam rozczarowanie. W moim zaopatrzeniu było jedynie kilka butelek z piwem, litrowa coca cola, pare jajek i jakiś stary, pleśniejący ser. Znowu zakupy, jedna z wielu rzeczy, za którymi nie przepadałam w jakiś szczególny sposób. Niechętnie ubrałam się w jakieś luźnie ubrania, sięgnęłam po telefon i portfel z kartą kredytową.
   Kiedy pakowałam pierwsze produktu do metalowego koszka, z kieszeni moich spodni doszło mnie ciche brzęczenie. Jednym ruchem wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na jej ekran.
   

                                                                       "Pozwoliłem sobie wziąć twój numer telefonu/ Louis"

  
"Jakoś mnie to nie dziwi. Poza tym chciałam
Ci podziękować"


   
                                                                                          "Mi też się podobał ten nasz pocałunek."
                        

 " Nie chodziło mi o to głupku."




                                                                                                                              "Gdzie jesteś?"


"Galeria obok mojego domu, sklep spożywczy"

                 




                                                                                                                        "Będę za 10 minut :)"


"Po co?"

  
Nie doczekałam się już niestety na żadną odpowiedź od niego. Wsunęłam telefon do kieszeni i ruszyłam w stronę nabiału. Przez dobre kilka minut przebierałam w jogurtach bo nie mogłam się zdecydować na któryś. Wszystkie przyciągały wzrok.
   - Co na obiad?- usłyszałam znajomy głos zza pleców, nie musiałam się odwracać, żeby upewnić się, że to Louis.
   - Chłopak faszerowany warzywami w ziołach- odpowiedziałam i po tych słowach skierowałam twarz w jego kierunku, aby móc dostrzec jego uśmiech.
   - Brzmi smacznie. Tęskniłaś?
   - Za tobą? Nie. Za twoimi ustami? Hmm, nie. Za twoim uśmiechem. Trochę- powiedziałam, poruszając sie w stronę kas.
   - Lubisz mój uśmiech- zauważył, a ja czułam jak moją twarz pokrywa czerwień.
   - Tylko twój uśmiech- sprostowałam.
   - Chociaż coś. A usta nie? Może trochę, przecież są takie całuśne. Chcesz się upewnić?- zatrzymał się przede mną, nachylił się w moją stronę, wygiął wargi w dzióbek i zamknął oczy, a ja dla czystej ciekawości jego reakcji, musnęłam jego wargi swoimi ustami.
   - Tego się nie spodziewałem- powiedział zdumiałym głosem, na co ja tylko kiwnęłam głową.
   - Tak ja też- powiedziałam cichym, lecz radosnym głosem.
   - Zjesz to wszystko?- spytał, spoglądając do mojego koszyka, pełnego suchych przekąsek.
   - Wyjeżdżam na takie jakby wakacje- posłałam mu niewinny uśmiech.
   - Mogę wiedzieć gdzie?
   - Nad jezioro z Harrym- odpowiedziałam, gdy staliśmy już przy kasie, a ja wypakowywałam kolejne produkty na taśmę, natomiast Louis stał nieruchomo z szeroko wyszczerzonymi oczami.
____________________________________________________________________
    Dobra to jest długi rozdział. Ogólnie chciałabym wszystki podziękować, że tu jesteście, czytacie i niektóre z was komentują. BARDZO DZIĘKUJĘ. Czekam na długie komentarze :)
A bohaterowie nie pogardzą pytaniami na ich asku.
   Na blogu pojawiła się też ankiety, w której prosiłabym abyście wybrali. Można wybierać więcej niż jedną odpowiedź.

   No to tyle Życzę miłego tygodnia.. xxx

19 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się napisać pierwszy komentarz hehe :D Rozdział świetnyyy!!! kocham!! <333 Margaret i Lou uuuu kolejny raz sie całują haha kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział czekam na następny jestem cholernie ciekawa co zroni Louis

    OdpowiedzUsuń
  3. no to tak : zajebisty rozdział !!!
    Lou i Margaret, nareszcie coś się dzieje, uwielbiam te momenty :)
    i Harry, jest jeszcze Harry w tym wszystkim, jestem ciekawa co wydarzy sie na tych ich wakacjach, już nie mogę się doczekać next
    love <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Akcja sie rozkrecaa i to bardzoo mi sie podoba. Ciekawa jestem co zrobj lou gdy margaret wyjedzie nad jezioro z harrym

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział. Czekam na kolejny:):)

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG....!
    Kurwa,ja nie wiem co powiedzieć w szoku jestem!
    Margaret jest szczera co do Louisa!
    Ja tu myślałam,że szybciej powie wszystko Harremu niż Lou!
    A Louis jest taki troskliwy:D
    Ta wymiana sms jest zajebista:D
    Ten to na serio nie ma własnego życia i ciągle za Margaret chodzi!:D
    A Harry!
    To było po prostu świetne :)
    Tak zajebiście opisałaś te objawy kaca i to kręcenie,fuj i te wymioty też:)
    Harry jest słodki jak tak się pyta i w ogóle jak przepraszał:)
    I ta róża...rozczulił mnie tym!
    Ale ta śliwa pod okiem, na serio klamka? Nie było czegoś lepszego?
    Coś mi się zdaję,że to Louis
    Ale szczerze należało się jemu,że ją w ogóle nie pilnował:)
    Ciekawi mnie co Louis zrobi w następnym rozdziale ???
    A i te ich całusy są słodkie...to zaskoczenie Margaret,ze cmokneła Louisa było niezłe:P
    I to "przepraszam" Louisa...Hmmm...uwielbiam tego gościa:)
    Rozdział jest mega zajebisty!
    Pisz więcej:)
    Czekam już na następny:)
    I uważaj bo robię napad na aska....mam pytania:D
    Kocham twoje opowiadanie <3
    Papa

    OdpowiedzUsuń
  7. Wróciłam yey, nadal nie dostałam swojej ostatniej wypłaty, a nawet wszystkich, ale stwierdziłam, że miło będzie poczytać Ci coś od twojego Krytyka :3 Więc zacznijmy z pewnością da się wyszczerzyć oczy yhy jaasne. Błędów chyba jako takich językowych nie było, a przynajmniej nic istotnego nie zakuło mnie w oczy. Nie chciałabym, aby w tym opowiadaniu było wiele przekleństw, bo czasem to jest już niesmaczne, dlatego podoba mi się Twa wstrzemięźliwość od brzydkich słów przynajmniej w tym rozdziale. Szczególnie interesująca jest zmiana postawy Margi w stosunku do Lou. Jest to dosyć intrygujące, szczególnie zawiłość charakteru postaci. W sumie to obu postaci. Każda z nich jest po jakichś przejściach, jedno utraciło miłość, drugie się okaleczało, oboje byli skrzywdzeni w pewnym sensie, dlatego nie lada umiejętności wymaga stworzenie pomiędzy nimi nici jakiegoś porozumienia. Mam nadzieję, że sobie z tym poradzisz. Jest to naprawdę ciekawe. W szczególności, że na początku ma się wrażenie, iż Lou jest zwykłym psychopatą. To bardzo interesująca postać. Ale Margaret nie możemy umniejszać dziwności. Niby silna i odważna, w poprawczaku przeżywa chwile słabości. To jednak jest piękne w człowieku, że każdy ma jakieś ograniczenie, że nie każdy jest doskonały i nie każdy może znieść wszystko. Podoba mi się to, pomimo, że tego nie rozumiałam na początku. Chyba właśnie przed chwilą zdałam sobie z tego sprawę i nawet jeśli nie miałam tego wszystkiego na myśli, twój tekst doprowadził mnie do zaiste fascynujących konkluzji na temat złożoności ludzkiej psychiki. A co do postaci Harry'ego, to taka cudna osóbka, która wprowadza świeżość i podmuch normalności w to opowiadanie. To takie oderwanie od problemów głównego bohatera. Jest takie żywe, ekspresyjne i zaskakujące w pewnym sensie. Dobrze dobrane. Nie wiem czy o to Ci chodziło, ale ja tak to odbieram. Podoba mi się. Na początku nie byłam co do tego przekonana, ale jednak człowiek zmienia opinię po głębszym zapoznaniu się z treścią, bohaterami i całą problematyką. Uświadamia sobie pewne rzeczy i jest to absolutly incredible. I tym optymistycznym akcentem zakończmy nasze wtorkowe rozważania. Amen. A tak na serio to..
    PISS YOŁ. P.S. Mam nadzieję, że ilość mądrych słów jest wystarczająca.

    OdpowiedzUsuń
  8. A I WSZYSCY GŁUPI LUDZIE, BYŚCIE MOŻE CHOCIAŻ SKOMENTOWALI SŁOWEM FAJNY JAKIŚ ROZDZIAŁ, SKORO JUŻ JESTEŚCIE TAK BARDZO OGRANICZENI, POZBAWIENI KREATYWNOŚCI I ZASOBU SŁÓW. WSZYSCY KURDE CHCĄ NOWY ROZDZIAŁ, NAJLEPIEJ OD RAZU, TU I TERAZ, WSZYSCY CHCĄ NOWE OPOWIADANIA, ALE NAPRAWDĘ NAWET NIE STARACIE SIĘ MOTYWOWAĆ DO PISANIA. KURDE TO TAK JAK BY WAS WSZYSTKICH POSTAWIĆ PRZED WYSTAWĄ Z CZEKOLADĄ I POWIEDZIEĆ PATRZCIE SIĘ FRAJERZY I TAK NIE DOSTANIECIE. LOL. ROZUMIEM, ŻE TO PASJA I LUDZIE PISZĄ TU TYLKO DLA PRZYJEMNOŚCI, ALE RÓWNIE DOBRZE MOGĄ TEGO NIE ROBIĆ. PEACE YO.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Twoje opowiadanie !
    Nie rozumiem czego tak malo osob komentuje ty powinnas miec ich mase ! Piszesz tak ze ahh ! wprowadzasz mnie w taki stan ze wszystko w kolo znika i liczy sie tylko tresc rozdzialu.. wydaje mi sie ze jestem kolo Margi, ze wszystko widze i wszystko dzieje sie na moich oczach .. to naprawde dziwne i to dziwne uczucie !
    Teraz cos na temat rozdzialu :) jestem zdziwiona tymi wyznaniami Margaret.. predzej spodziewalabym sie ze Harremu zacznie sie zwierzac, a tu BUM Louis wszystko wie no chyba.. wszystko, bo nie wiem moze Margi cos jeszcze ukrywa .. ale opowiedziaa mu o tych bliznach i w ogole.. te pocalunki.. co one oznaczaja ? moze Margi cos do niego czuje ? Mysle ze Hazza zakochal sie w niej.. i tu jest problem bo jestem ciekawa jakby na to zareagowala...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups za wczesnie sobie skonczylam :)
      Chcialam Ci zyczyc weny i ze czekam nn i pozdraawiam :* <3

      Usuń
  10. Kurcze. Wszystki jest takie swietne.. jak to czytam to az chcialabym spotkac takiego Louisa. Hehe. :-D uwielbiam czytac o tym jak sie spotykaja to jest super. :-D hehe dzieki temu zdjeciu w tle lepiej jest mi wyobrazoc sobie wszystkie sceny z nim. :-D zakochalam sie w tym opowiadania. Dzien w dzien sprawdzam czy jest nowy rozdzial. Nie moge sie juz doczekac nastepnego. Dobrze ze mam teraz wolne bo bym sie nie zle oposcila w nauce. Ale kij z nauka juz wole czytac twoje opowiadania to jest dobra lektura przed snem. Hehe. :-D pozdrawiam. :*****

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzisiejszy komentarz będzie krotki, bo nie mam pomysłow ani siły po tym dniu xd oczywiście tak jak w szkole mówiłam sytuacja między lou i margaret po prostu aww wwwwww.........♥ czekam na 13 :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialne , kocham to opowiadanie ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Genialne , kocham to opowiadanie ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Jezu uwielbiam Louisa w Twoim opowiadaniu! Dobra pomińmy fakt, że ja kocham go w każdym wydaniu, ale tutaj też ma to coś :D hehe A jego dialogi Margaret z Lou, cudo. Uśmiałam się i szczerzyłam do monitora przez cały czas. No i mamy KISS! <3 I to jaki xd Nie kłamiąc przyznam się, że zamiast Margaret wyobrażałam sobie tam siebie :P Ale wiesz tak to opisałaś, że awwww.. Rozpłynęłam się.
    Ciekawi mnie czemu Hazza nie wnikał jak trafiła do domu, a te jego limo pod okiem to chyba sprawka Tommo, co? XD Tak jak obiecał na Asku tak też zrobił xD
    Przepraszam Cię słońce, że jestem tu dopiero dzisiaj, ale ten szkolny zapierdol mnie wykańcza. Dziś weszłam i od razu poprawił mi się dzięki Tobie humor.
    Czekam na kolejny taki długaśny rozdział :D
    ily <33

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam twoje opowiadanie! Zajebisty rozdział! Jestem ciekawa co wyniknie z Lou+Margaret. Ciekawi mnie też co się stało Hazzie. Jesteś genialna w pisaniu tego bloga. Czekam na 13, mam nadzieję, że nie pechową ;) Pozdrowienia z Podlasia,
    N<3

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejku, rozdział! Kocham cię dziewczyno!
    Wow. Nie spodziewałam się, że Lou to wszystko opowie od tak. Hahahahaha, o matko.. Co ludzie potrafią robić po pijaku. Nieźle to wymyśliłaś. :D <3
    O kurde. Czyli Margaret nie jest taką ostrą dziewczyną na jaką wygląda. Wspomnienia z poprawczaka ją bolą. Nie dziwię się, ale że aż się rozpłakała to to naprawdę mnie zaskoczyło. Myślałam, że nie będzie po prostu na ten temat rozmawiać. Ale kiedy Lou ją tak przytulił, a później powiedział, że jest niesamowita patrząc prosto na jej twarz, to... ojej *-* To było takie słodkie.!
    Jenyyy, ten moment, kiedy miał wychodzić, jednak przebił wszystko. To ci niespodzianka! Jestem w niebie <33 *___*
    Cholera, teraz mam wątpliwości, co do szczerości Lou. Fakt, to wydawało mi się podejrzane od początku, że tak wszystko od tak wyjawił, ale teraz to w ogóle. Oko Stylesa >> robota Lou? ;)
    Jupii! Super, że Marg zdecydowała się jechać z Harrym nad to jezioro. Nie mogę się już tego doczekać! Tylko żeby mi tam do niczego nie doszło! ;D
    Aahahahahahahaha! Ahahahahhahaa.!! Kurde nie mogę.! Ten koniec, jak Marg mówi Lou o wyjeździe z Stylesem! Haahahahahha, tego to się nie spodziewał!! ;D <3333

    Wowww! Super, że rozdział jest taki długaśny! Nawet nie wyobrażasz sobie ile mi tym radości sprawiłaś! W tej szarej, szkolnej codzienności... Wreszcie jakieś światełko! Kocham cię! Nie mogę się odczekać kolejnej notki! Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  17. Omg sbshsgeuhrucehsxnnceuutpypiqibcnmqer *_*
    Louis jest cudowny, a Harry słodki.
    Jestem ciekawa co zrobi Lou jak się dowiedział.
    Dawaj następne

    OdpowiedzUsuń