Translate

piątek, 6 września 2013

Rozdział 11

                                Proszę, jeżeli przeczytasz zostaw po sobie komentarz. Nawet nie wiesz ile
                              komentarze dla mnie znaczę. To cię nie kosztuje dużo czasu, a mi sprawi
                                                    OGROMNĄ RADOŚĆ <3



 - Długo chorowałaś?- zupełnie głuchą ciszę, podczas zjeżdżania windą, przerwał Harry, spoglądając się w moje odbicie w lustrze.
   - Nie- mruknęłam pod nosem.
   - Ej co jest?- spytał, przenosząc wzrok na moją twarz, lecz nie na tę odbijającą się w tafli szkła.
   - Nic- odpowiedziałam, po czym wyszłam przez rozsuwające się akurat drzwi windy.
   Gdy wyszłam na dwór ziemne podmuch wiatru delikatnie otoczył moje odsłonięte ciało i spowodował odczuwalny dreszcz, który przeszedł mnie wzdłuż kręgosłupa i ostatecznie osiadł na moim karku. Nie powiem już po kilku minutach marszu w stronę klubu, zdążyłam się przekonać jak chłodny jest ten wieczór. Jednak mimo to zgrywałam twardą i szłam dalej z splecionymi rękoma wokół brzucha.
   - Margaret- zaczął Harry, kiedy byliśmy już na półmetku drogi.
   - No?- odwróciłam głowę w jego stronę i momentalnie wbiłam wzrok w jego marynarkę, którą trzymał w wyciągniętej w moim kierunku, ręce.
   - Załóż- polecił mi, wkładając ubranie w moje dłonie.
   - Nie trzeba- powiedziałam cicho, ale moje lodowate i trzęsące się z zimna ciało krzyczało, bym bez gadania zakładała tę jego marynarkę.
   - Przestań, tylko bierz bez gadania! Nie pamiętasz? Jeszcze kilka dni temu leżałaś w łóżku z gorączką. Teraz chyba tez do tego zmierzasz- lekko wygięłam wargi w uśmiech i wśliznęłam ręce w szerokie rękawy, części garderoby loczka, a on złapał moje siniejące dłonie i zamknął je w gorącej pięści.
   - Muszę cię o coś spytać, zanim wejdziemy do środka- powiedział, przystając zaraz przed wejściem do klubu, z którego dochodził dźwięk nastrajanych instrumentów.- Co roku w lipcu jeździmy z mamą nad jezioro na kilka dni, do takiego małego domku...- spojrzał na mnie, czy oby na pewno skupiam się na tym co właśnie usiłuje mi przekazać.- Jednak wakacje z samą mamą nie są jakieś odjazdowe...- zaciął się w połowie zdania.
   - Chcesz mnie zaprosić na wspólne wakacje, tak?- w pewnym sensie dokończyłam zdanie za niego.
   - Tak, jesteś moją przyjaciółką i chcę tam pojechać z tobą- uśmiechnął się tak szeroko, że dołeczki w jego policzkach, wyglądały jak wielkie dziury.- Zgodzisz się?
   - Mogę dać ci odpowiedź jutro?- spytałam, a uśmiech na twarzy chłopaka, tak szybko jak się pojawił tak i zniknął.
   - Jasne, a teraz rusz tyłek- niespodziewanie wplótł palce swojej dłonie w moje, a następnie pociągnął mnie w stronę wejścia zastawionego przez bramkarza, który po sprawdzeniu naszych dokumentów wpuścił nas do środka.
   Po drugiej stronie ściany widok był taki jak za każdym razem. Kilku ludzi kręciło się przy barze, pomrukując coś do siebie, chłopcy rozstawiali sprzęt na małej scenie pośrodku klubu, a przed toaletami utworzyła się kolejka z paru osób.
   - Margie- krzyknął na mój widok Tyler, który w mgnieniu oka pojawił się przy mnie i Harrym.- To wy jesteście razem?- brunet przeniósł zdziwiony wzrok na nasze splecione dłonie.
   - Nie!- momentalnie zaprzeczyłam, wyrywając rękę, z uścisku Harrego.
   - Służyłem jako kaloryfer- wyjaśnił Hazza, wyginając kąciki swoich ust.
   - Spokojnie, daj nam minutę, a nasza muzyka rozpali cię od środka- powiedział Tyler, poruszając w śmieszny sposób jedną brwią.
   - Chcę to zobaczyć- zachichotałam cicho, po czym puściłam mu oczko i skierowałam swój wzrok w kierunku, stojącego na środku pomieszczenia baru.
   Zamówiłam sobie drinka z sokiem bananowym i ze szklanką w dłoni wróciłam pod scenę, na której zespół Tylera powoli się rozkręcał. Z tego co widziałam Harry bardziej zainteresował się trwającym w tym samym czasie meczem, wyświetlanym na telewizorze przy barze, niż grą chłopców.
   - Harry co ty robisz?- warknęłam, kiedy poczułam jak czyjeś, męskie ręce obwijają się wokół mojej talii.- Za dużo sobie pozwalasz Loczuś- zaprotestowałam i zerknęłam przez ramię na chłopaka i w jednej chwili odskoczyłam do tyłu, zahaczając przy okazji stopą, o nogę jednego z krzeseł. Pomyliłam się, to nie dłonie dłonie Harrego spoczywały kilka sekund temu na moim brzuchu, tylko ręce Louisa.
   - Porównując mnie do tego mięczaka, niebywale mnie obraziłaś młoda damo- mruknął do mnie, wyginając jeden z kącików swoich malinowych ust w delikatny uśmiech.
   - Co tu robisz?- zmieniłam temat.
   - W porównaniu do niektórych, przychodzę na każdy, nawet najmniej ważny koncert moich, dobrych znajomych- wytłumaczył, po czym obszedł mnie dookoła, a gdy stał za moimi plecami, nieśmiele przejechał palcem po moim odsłoniętym karku, zostawiając po sobie ciarki na mojej skórze, a ja wypuściłam z ust powietrze, które zbierało się już we mnie od kilkunastu sekund.
   - Stęskniłem się za tobą, wiesz?- powiedział, uśmiechając się szeroko, podczas gdy ja analizowałam w myślach każdy jego wykonany przed chwilą ruch i każde wypowiedziane przez niego słowo.- Szybko wyzdrowiałaś- zmienił temat, gdy zapanowała między nami cisza, a w tle było słychać kolejną zwrotkę śpiewaną i graną przez zespół bliźniaków.
   - Mam silny organizm- powiedziałam od niechcenia.
   - Haha to bardzo dobrze- jego uśmiech, ani na chwilę nie zniknął z jego twarzy, odkąd zaczął do mnie mówić.
   Nie wiedziałam, czy to przez naszpikowanego procentami drinka, czy przez coś innego, moje ciało już nie trzęsło się z zimna. Było mi ciepło i przyjemnie.
   - Co mam zrobić, żebyś się dla mnie otworzyła?- zadał pytanie, a uroczy uśmiech w jednej chwili opuścił jego twarz.
   - Nic. Nie mam zamiaru się dla nikogo otwierać- odburknęłam i powędrowałam z opróżnioną szklanką do baru.- To samo- rzuciłam do barmana, który akurat wyłonił się przede mną.- Może być mocniejsze.
   - Szukałem cię- w pewnym momencie dosiadł się do mnie loczek z butelką piwa w dłoni.
   - I znalazłeś- powiedziałam i wzięłam łyka napoju.
   - Myślałaś już o tym wspólnym wyjeździe?- zmienił temat.
   - Nie miałam jakoś jeszcze czasu- wyjaśniłam i zaczęłam błądzić wzrokiem po sali, poszukując Lou, z którym przed chwilą prowadziłam konwersacje.
   Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy. Ja wpatrywałam się w Zayna, który śpiewał kolejną piosenkę z ich repertuaru, natomiast Harry po przerwie znów wrócił do oglądania meczu ligi angielskiej. Minuty mijały bardzo szybko, tak szybko, jak moja szklanka robiła się pusta, a później pełna i znowu pusta. W ciągu tego czasu z mojej głowy uleciały wszystkie smutki, które po niej błądziły od kilku dni. Moje ciało dostało przypływu energii, miałam ochotę tańczyć, skakać i wyprawiać inne różności. A z czasem i niekontrolowane przeze mnie słowa, zaczynały wydobywać się z moich ciągle otwartych ust.
   - Dalej Londyn!- krzyknęłam w kierunku ekranu telewizora, wiszącego nieopodal mojej głowy.
   - Właściwie to gra Liverpool i Manchester- poprawił mnie Harry, siedzący cały czas obok mnie i śledzący uważnie każdą minutę meczu.
   - Dalej Livechester- poprawiłam się, a po moich słowach wszyscy skierowali swój wzrok na mnie.
   - Livechester?- zdziwił się Harry.
   - Jestem fan... fanką Londynu, więc w tym meczu jestem obojętna... Livechester to Liverpool i Man... coś tam- chciałam ułożyć jakąś logiczną wypowiedź, ale mój język tak się zaplątał, że wyszło co wyszło.
   - Może już nie pij- polecił mi Harry, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
   - Ale Potter ja nie jestem pijana- wyjaśniłam puszczając mu oczko.
   - Najebana w trzy dupy- szepnął Harry sam do siebie.
   - Mam jedną dupę- poprawiłam go.- Idę do kibelka- odparłam, podnosząc się z krzesła.
   - Iść z tobą?- zatrzymał mnie loczek, proponując sama nie wiem co.
   - Umiem się wysikać sama- powiedziałam i zaczęłam podążać w kierunku toalet, co chwilę o coś zahaczając, po czym po kolei przepraszałam każde krzesło i każdy stół na który wpadłam.
   - Margaret- usłyszałam czyjś głos dobiegający z mojej prawej strony.- Napijesz się ze mną?- dodał Louis, kiedy się na niego spojrzałam.
   - Głupie pytanie. Lucas- powiedziałam i tanecznym krokiem podeszłam do chłopaka i zajęłam miejsce naprzeciw niego.
   - Jak się bawisz?- spytał chłopak nalewając mi do kieliszka wódkę.
   - Zajebiście, Lucas, zajebiście- prawie to wykrzyczałam, przechylając kieliszek z alkoholem, który wpłynął do mojego gardła rozpalając je do kilkuset stopni.
   - Gdybyś była taka rozmowna na trzeźwo- skomentował patrząc mi prosto w oczy.
   - Ale... zaraz, zaraz ja jestem w 100 procentach trzeźwa. Mam ci chuchnąć?
   - Obejdzie się bez chuchania- wyszczerzył do mnie białe zęby i ponownie napełnił mój kieliszek trunkiem, który znowu spowodował, że moje ciało od środka zapłonęło.
   - Muszę ci coś powiedzieć- ściszyłam głos.- Gdy mnie dotykasz, moje ciało płonie- wyjawiłam coś, czego nigdy w życiu w stanie trzeźwości, nie ujrzałoby światła dziennego.
   - To chyba przez wódkę, a nie przeze mnie- wtrącił, a ja zaczęłam trząść głową na nie.
   - Ja dotknąłeś mojego czoła i dzisiaj karku...
   - To co się stało?
   - Zajebiście było- powiedziałam i wstałam z krzesła.
   - Gdzie idziesz?- spytał, przegryzając lekko dolną wargę.
   - Zajarać
   - Skręta?
   - A masz?- gdy to mówiłam, czułam jak oczy błyszczą wszystkimi kolorami tęczy.
   - Coś mam- odparł, jednocześnie wkładając dłoń do kieszeni spodni.
   - To chodź- złapałam go za rękę i pociągnęłam.- Idę jarać- krzyknęłam na cały głos.
   - Nie chwal się tak tym, bo oni też będą chcieli- szepnął mi na ucho.
   - Palić kadzidełka w domu, rzecz jasna- ponownie krzyknęłam i wyszłam przed budynek, wciąż trzymając Louisa za rękę i podśpiewując jakąś piosenkę pod nosem. Stanęliśmy gdzieś na rogu ulicy oparci o mur budynku, i paliliśmy skręta.

   Otworzyłam oczy i momentalnie zostałam oślepiona przez promienie słońca, które wpływały do mojej sypialni przez okno balkonowe, naprzeciwko którego miałam łóżko. Do tego coś rozsadzało moją głowę od środka. Czułam jakby co sekundę w moim mózgu wybuchały fajerwerki, rozrywając część mnie na drobne kawałeczki. To co odczuwałam było koszmarem, wszystkie zmysły miałam strasznie wyostrzone, przez co, gdy tylko ulicą przed blokiem przejeżdżał jakiś samochód, ja łapałam się za czaszkę, by ta nie eksplodowała. Zapomniałam wspomnieć o tym nieprzyjemnym uczuciu w gardle, które było wyschnięte na wiór. To było tak jakby ktoś mi tam wsypał kilogram piasku.
   - Wody- szepnęłam, przeciągnęłam się i podniosłam się z łóżka, które nieprzyjemnie zaskrzypiało.- Aj przestań- powiedziałam i zerknęłam na materac, na którym przed chwilą spałam i głośny krzyk wydobył się z moich ust, gdy spostrzegłam śpiącego na mojej pościeli i w moim łóżku, Louisa. Moja wrzaski spowodowały, że chłopak szeroko otworzył oczy i zerwał się z miejsca na równe nogi.
   - Możesz mi wytłumaczyć, co robisz w moim łóżku?- warknęłam na niego, podczas gdy mój wzrok wbił się w jego pozbawiony koszulki tors.
   - Myślałem, że to moje łóżko- zaśmiał się cicho.
   - To nie jest śmieszne. Jak? Ja, ty, jedno łóżko, kiedy? Czy my się no wiesz?- setka pytań cisnęła mi się na język, a jakaś połowa z nich ujrzała światło dzienne.
   - Nie niestety nic nie robiliśmy. Ale sama chciałaś, żebym tu został na noc.
   - Pierwsze słyszę- oburzyłam się.- Nic takiego nie pamiętam.
   - Byłaś pijana i do tego zjarana, jak możesz cokolwiek pamiętać?- sięgnął po swoją kraciastą koszulę i zaczął zakładać ją na swoje półnagie ciało, podczas, gdy mój mózg krzyczał, żeby tego nie robił.
   - Upiłeś mnie?!
   - Sama się upiłaś- uśmiechnął się do mnie, po czym podszedł do mnie, pochylił się nade mną przeniósł moje włosy z twarzy za ucho.- Byś się zdziwiła jaka rozmowna jesteś po pijaku- szepnął, a powietrze z jego ust przeleciało przez mój kark.
   - Co takiego?- w jednej sekundzie od niego odskoczyłam i spojrzałam w jego błyszczące oczy.
   - Całą prawdę- odpowiedział tajemniczo i wyszedł z sypialni, a ja pobiegłam zaraz za nim.
   - Chcę wiedzieć co mówiłam, a ty masz mi o wszystkim powiedzieć. Teraz!- warknęłam blokując mu dalszą drogę swoim ciałem.
   - To trochę potrwa, mówiłaś bardzo dużo, gdy niosłem cię do domu- znowu się uśmiechnął i usiadł na kanapie w salonie.
_______________________________________________________________________
   Mam nadzieję, że ten jest trochę dłuższy i w jakiś sposób wam się spodoba. Mam też ogromną nadzieję, że każda duszyczka, która przeczytała ten rozdział zostawi po sobie ślad w formie komentarza.
 Tak tylko przypomnę, że uwielbiam czytać dłuugaśne komentarze.
UWAGA!
Jeżeli ktoś chce być informowany o rozdziałach niech w komentarzu napisze: Informowana @ i nick z twittera :)
 Chcę jeszcze podziękować MONICE <3 za to, że zadaje pytania bohaterom, a to sprawia, że mi łatwiej pisze się rozdziały :)
   Z góry dziękuję za każdy komentarz. Bo każdy komentarz dla mnie dużo znaczy i jest dla mnie wielką motywacja do dalszego pisania :)
   Buziaki. xx
  

18 komentarzy:

  1. Mam nadzieję że mam zaszczyt pisania pierwszego komentarza do nowego rozdziały który jest jak zawsze świetny. Naprawdę nie wiem co napisać a na pewno byłoby same dobre słowa / opinie. Już nie mogę się doczekać nowego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny <3 kocham twoje opowiadania <3

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest chore ale pozytywnie oczywiście, że czytając błagam ciebie w myślach żeby rozdział był jak najdłuższy :) i ten w sumie był.. Jednak doluje mnie fakt że jak się wkrece i już się zaczytam to widzę linie która oddziela rozdział od komentarza :( i zawsze to samo uczucie złości i myśli tylko o kontynuacji, o tym co będzie dalej , co się wydarzy, co zrobi Margaret, co Lou.... i przez te myśli słaby lub żaden pomyśl na komentarz.JĄ cb ogromnie proszę wstaw jutro kolejny rozdział , bo nie wytrzymam normalnie...nareszcie dzieje się coś więcej i coś spokojnego , a nie ciągle kłótnie między nimi
    A HArry to mnie tutaj strasznie drażni, nie wiem czemu ale tak jakoś kojarzy mi się jako jakiś niby dobry kolega, ktory chce tylko zepsuć relacje..nie lubię go. Ale to juz mniejsza o to.
    Liczę na to że się zlitujesz i wstawiasz szybciej ten rozdział następny:)
    M;

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział czekam co dalej

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest chore ale pozytywnie oczywiście, że czytając błagam ciebie w myślach żeby rozdział był jak najdłuższy :) i ten w sumie był.. Jednak doluje mnie fakt że jak się wkrece i już się zaczytam to widzę linie która oddziela rozdział od komentarza :( i zawsze to samo uczucie złości i myśli tylko o kontynuacji, o tym co będzie dalej , co się wydarzy, co zrobi Margaret, co Lou.... i przez te myśli słaby lub żaden pomyśl na komentarz.JĄ cb ogromnie proszę wstaw jutro kolejny rozdział , bo nie wytrzymam normalnie...nareszcie dzieje się coś więcej i coś spokojnego , a nie ciągle kłótnie między nimi
    A HArry to mnie tutaj strasznie drażni, nie wiem czemu ale tak jakoś kojarzy mi się jako jakiś niby dobry kolega, ktory chce tylko zepsuć relacje..nie lubię go. Ale to juz mniejsza o to.
    Liczę na to że się zlitujesz i wstawiasz szybciej ten rozdział następny:)
    M;

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest chore ale pozytywnie oczywiście, że czytając błagam ciebie w myślach żeby rozdział był jak najdłuższy :) i ten w sumie był.. Jednak doluje mnie fakt że jak się wkrece i już się zaczytam to widzę linie która oddziela rozdział od komentarza :( i zawsze to samo uczucie złości i myśli tylko o kontynuacji, o tym co będzie dalej , co się wydarzy, co zrobi Margaret, co Lou.... i przez te myśli słaby lub żaden pomyśl na komentarz.JĄ cb ogromnie proszę wstaw jutro kolejny rozdział , bo nie wytrzymam normalnie...nareszcie dzieje się coś więcej i coś spokojnego , a nie ciągle kłótnie między nimi
    A HArry to mnie tutaj strasznie drażni, nie wiem czemu ale tak jakoś kojarzy mi się jako jakiś niby dobry kolega, ktory chce tylko zepsuć relacje..nie lubię go. Ale to juz mniejsza o to.
    Liczę na to że się zlitujesz i wstawiasz szybciej ten rozdział następny:)
    M;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej !! ja tego nie wstawiałam tyle razy !! Co to ma być za kopiowanie komentarzy !

      Usuń
  7. Na początku chciałam podziękować Ci za wszystkie dodane rozdziały i za to, że wróciłaś do pisania tego bloga. Zawsze z ogromną przyjemnością czytam twoje rozdziały i z niecierpliwością na nie czekam. Uważam, że masz ogromny talent do pisania. Dla mnie wszystkie rozdziały, które dodajesz były są i będą wspaniałe. A wracając do tego rozdziału genialny jak zawsze. Cieszę się, ze jest dłuższy :) Wydaje mi się, że Harry zakochał się w Marg, najpierw marynarka, później propozycja wyjazdu... Ale to zostawiam w twoich rękach. To gdzie Marg się obudziła i co mówiła po pijaku było pozytywnym zaskoczeniem. Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Aż miałam ochotę Cię udusić. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Mam nadzieję, że szybko go dodasz, bo coś we mnie eksploduje.
    Życzę weny i pozdrawiam
    Olga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i tu Cie chyba na poczatku zmartwie nie za bardzo potrafie pisac dlugasnych komentarzy, ale sie postaram :) na poczatku przepraszam, ze wczesniej nie komentowalam, ale kompletnie nie mialam czasu teraz znajduje chociaz chwile, bo wiem jakie to dla autora wazne , a tym bardziej dla Ciebie :) rozdzial przeswietny ! Matko Margaret jest absolutnie szalona ! Jak czytalam kawalek jak sie budzi juz wiedzialam, ze za chwile zobaczy Louis'a i BUM ! Rzeczywiscie xd dobrze, ze do niczego nie oszlo, bo balam sie, ze Lou moze to wykorzystac, ale na szczescie nie okazal sie takim chamem i ja zostawil. Cale szczescie ! Teraz musze cie opieprzyc :) pomimo, ze byl dluzszy to ja czuje nie doyst czytam, czytam i nagle puf ! Nie ma wiecej ? Jak to ? Ale no nic trzeba sie cieszyc tym, ze chociaz dodalas rozdzial, bo wcale tego nie musialas robic :) Czekam nn, zycze weny i pozdrawiam ! <3

    Kocham Twoje Opowiadanie :*

    http://hugmekissmelovememarryme.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaimponowałaś mi tym rozdziałem, jednak myślałam, że Margaret dłużej bd czekać z okazaniem uczuć. Na początku chciałam przeprosić za to, że wcześniej nie komentowałam, ale jak miałam kompa to dosłownie przez kilka minut( uroki przygotowań do szkoły, jak i jej samej). Mam jedną uwagę bohaterka opowiadania mogłaby się bardziej według mnie rozerwać podczas jej upijania. Po prostu zabrakło mi akcji. Chciałabym zobaczyć ją prawdziwą nw, może powrót najlepszej przyjaciółki ? :D
    Nw jeżeli Lou nie może jej poznać, to może my byśmy bardziej mogli ?
    Co do długości rozdziału, zawsze bd za krótki :D Jak zaczniesz czytać to chcesz więcej i więcej, wpadasz w trans,a tutaj koniec, ale rozumiem, że masz swoje życie. Wolę żeby były częściej niż jeden na rok, bo to by była masakra. Naszła mnie taka myśl, może luo jest prawiczkiem bo czekał i czeka na Margaret ? xD
    Tak taka poranna rozkmina. Czekam na nowy :*
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  10. Hejka! Ten rozdział jest zajebisty! Nie musiałam długo czekać z czego bardzo się cieszę. Postać Louisa bardzo mnie interesuje, niby taki buntownik, a jednak nie. Margaret to mój ulubiony typ dziewczyny, sama trochę chciałabym być taka jak ona. Jak chodzi o długość rozdziału, to dla mnie zawsze jest za krótki, chętnie czytałabym jeszcze i jeszcze. Po prostu jesteś moim guru ;) W twoim opowiadaniu nie ma miejsca na złe opinię, są tylko dobre i jeszcze lepsze. Życzę dużo wolnego czasu i weny :) Pozdrawiam,
    N<3

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jest świetny, hah Margaret i Louis w jednym łóżku, to mi się podoba ;p, czekam z niecierpliwością na następny rozdział i życzę weny :).

    OdpowiedzUsuń
  12. jesteś jednym z nielicznych blogów któe czytam po polsku :) reszte czytam po angielsku ponieważ bardziej mi odpowiadają :) coś sie w nich dzieje tak jak i u Ciebie, dlatego cały czas tu wracam, byle tak dalej i powodzneia w pisaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Totalne zaskoczenie!
    Margaret mnie zaskoczyła...myślałam,że szybciej się Hazza upiję niż ona.
    A Harry zachowywał się tak jakoś dziwnie.
    Ale fajne było to,że służyła za kaloryfer :D
    Niby przyszedł na koncert a ogląda mecz...co za człowiek
    A ta jego propozycja pójścia z Margaret do kibla...to centralnie leżałam na podłodzę i z beki nie mogłam:D
    Ale i tak najlepsza jest Margaret!
    To jest kibicowanie:D Londyn! Livechester! (Ta nazwa wymiata)
    Ooo...a to zapraszanie Margaret na wakacje przez Harrego było słodkie :)
    Albo zachowanie Margaret kiedy jest napita,dobrze,że mi tak nie odwala :D
    A Louis...mnie trochę zaskoczył!
    Pierw otwarcie,prosto z mostu mówi,że się stęsknił i to jego pytanie co ma zrobić!
    Aż mi się jego żal zrobiło:(
    Ale później to mnie wkurzył!
    Widzi,że Margi jest napita i to porządnie a one jej proponuje aby się jeszcze z nim napiła a później jeszcze z nią na skręta wychodzi...ten to na serio ma coś z głową:D
    Ale uwielbiam go za to :)
    A ranek jest po prostu mega zajebisty...kurwa aż brak mi słów!
    Ach ten Louis!:D
    :D:)
    Ej i nie ma za co dziękować ,ja to robię bo lubię:D
    A po drugie nie tylko ja dodaje pytania:)Justyna też dodaje !
    Dziękuje za rozdział,jest mega boski!
    Kocham<3
    I czekam z niecierpliwością na następny :*
    Życzę weny!
    A i szykuj się na następną porcje pytań:D
    Uwielbiam twój blog :)
    Papa <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Swietne.. najlbardziej lubie te wszystkie sceny z Louisem.. zawsze sobie to wszystko wyobrazam i to jest swietne.. kurcze nie wiedzialam ze moge takoe obrazy tworzyc w glowie..:-D hehe. Nie no naprawde mi sie to podoba czytam od poczatku kazdy a czasem nawet pare razy.. w tym 11 najbardziej podoba mi sie ta ostatnia scena w lozku. :-D masz talent i kocham cie za to.. czekam na nastepny. ;*********

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezu Natalia co ty ze mną robisz? Nie wiem czy to jest w ogóle możliwe, ale moja faza na Tommo rośnie z każdym kolejnym zdaniem w tym rozdziale! A Margaret po pijaku jest zajebista <3 hahah Co prawda ciągle zastanawia mnie fakt, gdzie podział się Hazz ale nie ważne ;p Margaret + alkohol + piłka nożna to kiepskie połączenie ;p Choć za nazwę Livechester powinnaś dostać nagrodę. Ta dziewczyna jest zajebista. A Harry rozwala w tym rozdziale. Przyszedł na koncert pooglądać sobie mecz ;) Ciekawe czy Margaret zgodzi sie na ten wyjazd na domek, bo jestem ciekawa co tam mogło by się wydarzyć.
    Jeeezu wspólny poranek z Louisem *.* Matko to chyba moje marzenie. Zazdroszczę Margaret. Upić się i obudzić obok niego! TEŻ TAK CHCE! Zastanawiam się tylko co ona mu tam wygadała ;p
    Jejku Natalia tak się cieszę, ze z nami pierdołami zostałaś ;D Życzę ci weny i dodawaj szybko następny, bo ja tu niecierpliwie czekam! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Na wstępie. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale tak to jest kiedy zaczyna się szkoła i nie ma się czasu wejść na kompa. I ma się brata. Tak, zdecydowanie do dupy. No ale przepraszam :c
    Aww.! Żywiłam tam gdzieś w sobie nadzieję, że w tym rozdziale będzie się dużo dziać i jeeest! Kocham cię!
    Kurczę, teraz będzie mi szkoda Harrego, bo bidulek martwi się o Marg, stara się, oddaje własną marynarkę, zaprasza na wspólne wakacje, służy za kaloryfer. Zakochał się? Pewnie tak. Jak na razie każdy ma ode mnie po minusie; Harruś za chamskie zachowanie na koncercie chłopaków (oglądanie meczu), a Lou za dalsze proponowanie Marg alkoholu, kiedy ta jest już wystarczająco pijana. Jednak ja zdecydowanie jestem za Louis&Margaret. Cóż... :D To, jak Lou podszedł do Margaret w klubie, było takie... czułe z jego strony. Myślę, że można tak to ująć. Tak tęsknie powiedział do niej, że chciałby żeby się przed nim otworzyła. Aww. ^^ Ale w końcu - tak jakby, bo dzięki sobie - dostał tego, czego chciał. Hahahaha, najebana Marg - kocham! Te jej teksty.. 'Livechester' - epic! :D albo.. 'Iść z tobą? - Umiem się wysikać sama.' - myślałam, że nie wyrobię. Zajebiste! xD Ahh, jeszcze lepszy poranek.. Zupełnie nie spodziewałam się Louisa w łóżku Marg! I jak go zobaczyła to tak szybko jej minął kac. Jebłam :D xD
    Jestem niesamowicie ciekawa co Margaret jeszcze mówiła owego wieczoru i mam nadzieję, że się dowiem! Nienawidzę, gdy rozdziały kończą się w takich momentach! Idź tyyy! :D
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. Życzę mnóstwo weny :)) Buziaki :****

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię opowiadania w których od razu nie ma słodkości, a twoje takie są.
    Chciałabym być informowana @Lousiaczek

    OdpowiedzUsuń