Translate

sobota, 21 września 2013

Rozdział 14

   Nieśmiele podniosłam powieki, a w głębi mojego ciała, modliłam się o to, żeby mój wzrok od razu utkwił w Lousie, żeby wczorajszy dzień miał miejsce naprawdę, a nie był kolejnym bezwartościowym snem.
   Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, gdy tylko dostrzegłam go, półnagiego, wpatrującego się wielkimi oczami w moją zaspaną twarz.
   - Dzień dobry- szepnęłam, po czym oparłam się nadgarstkami o materac łóżka i delikatnie pocałowałam jego lekko rozchylone usta, za którymi już zdążyłam się stęsknić.
   - Czekałem aż się obudzisz- mruknął mi do ucha, gdy ja cofałam głowę od jego twarzy.
   - Od jak dawna już nie śpisz?- spytałam przeciągając się.
   - W ogóle nie spałem- odpowiedział z uśmiechem na twarzy, po czym odgarnął włosy z moich policzków.
   - To co robiłeś całą noc?
   - Wpatrywałem się w ciebie. Wiesz, że krzyczysz przez noc?- szepnął, a ja poczułam jak moja twarz oblewa się rumieńcem.
   - Tak to możliwe- mruknęłam, miętoląc w palcach pościel, w którą również wbiłam mój speszony wzrok.
   - Przez chwilę też płakałaś- dodał, po czym złapał za moją brodę i podniósł moja głowę, tak by nasze oczy się spotkały.
   - Nie rozmawiajmy o mnie. Chce się czegoś dowiedzieć o tobie, czegoś więcej- powiedziałam cicho wpatrując się w jego zielone oczy.- Opowiedz mi o sobie.
   - A co byś chciała wiedzieć?
   - Czym się zajmujesz, co lubisz robić, opowiedz mi o wszystkim. Chcę się nauczyć słuchać, słuchać ciebie- powoli wymawiałam kolejne słowa, jednocześnie gładząc wierzchem dłoni jego delikatny i miękki policzek.
   - Studiuję psychologię i psychiatrię- na sam dźwięk tych słów, przez moje ciało przemaszerowały nieprzyjemne ciarki. W poprawczaku miałam styczność prawie każdego dnia z takimi osobami, uważającymi, że każdemu we wszystkim potrafią pomóc, a tak naprawdę była to jedna wielka ściema. Te spotkania z nimi to było tylko i wyłącznie marnowanie naszego czasu, którego i tak mieliśmy już dosyć. Ciągła rutyna mogła doprowadzić do niejednej depresji, niejedną osobę. Ale w piekle zawsze jest nudno...- Coś nie tak?- spytał Louis, gdy ja zamknęłam oczy, a to spowodowało, że przed moimi oczami znów stanął ten okropny widok gołych, popisanych ścian, gdzie farba mieszała się z atramentem i krwią. 
   - Przepraszam, wspomnienia mnie męczą- wymruczałam pod nosem, a Louis przysunął się do mnie tak blisko jak to tylko było możliwe i z całych sił objął moje chude ciało umięśnionymi ramionami.
   - Nic się nie stało. Postaram się jak najlepiej potrafię, żebyś w jak najszybszym czasie zapomniała o tym wszystkim, co tak bardzo cię boli- szepnął mi do ucha, a jego słowa jeszcze przez kilka sekund tłukły się po mojej głowie.
   - Dziękuję- ciche jęknięcie opuściło moje delikatnie rozchylone usta.- Kontynuuj.
   - Boję się, że kiedyś zrobię ci krzywdę- znacznie ściszył ton swojego chrapliwego głosu, a jego wzrok wystrzelił gdzieś za okno.
   - Nie rozumiem.
   - A ja owszem. Wiem ile przeszłaś, ile bólu w swoim życiu doświadczyłaś, ile nieszczęść na ciebie spadło, a ja boję się, że zrobię coś głupiego, coś nieprzemyślanego i spowoduję, że znowu będziesz cierpieć, ale tym razem z mojego powodu. Nie chcę tego, ale znam swój charakter. Wiem jaki jestem- cały czas wpatrywał się w jeden punkt znajdujący się poza murami budynku, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Kompletnie odebrało mi mowę, dlatego też chyba postanowiłam go po prostu pocałować. Moje wargi delikatnie musnęły jego. Nasze usta złączyły się niczym dwa pasujące do siebie puzzle.
   - Chodź zrobimy śniadanie- powiedziałam, odsuwając się od niego, gdy ten powoli zaczął coraz bardziej angażować się w pocałunek.

   - Nie chcę, żebyś jechała z nim nad jezioro- powiedział mi na ucho, kiedy smarowałam masłem kromki chleba.- Chcę być cały czas przy tobie- dodał po chwili.
   - To jedź z nami- odparłam, odwracając się do niego przodem.
   - Nie lubię trójkącików- mruknął, niezadowolonym głosem.
   - Nie będzie żadnych trójkątów, jestem z tobą i tylko z tobą, a Harry to mój przyjaciel- sprostowałam i umazałam jego nos masłem.
   - Dobierasz sobie złych przyjaciół...
   - Ty też jesteś moim przyjacielem.
   - No właśnie- powiedział i przejechał sobie ręką po twarzy, wycierając małą tłustą plamkę z nosa.
   Po kilku minutach usiedliśmy do stołu, na którym postawiony był jeden spory talerz wypełniony kolorowymi kanapkami. Śmiałam się z żartów Louisa, do czasu, gdy zadzwonił dzwonek do moich drzwi.     
   - Kto to?- spytał zdziwiony Lou, kiedy ja podnosiłam się z krzesła.
   - Nie wiem- mruknęłam i pomaszerowałam niepewnym krokiem w kierunku korytarza. Nie wyglądając przez wizjer uchyliłam drzwi, zza których ukazała mi się pierw burza kasztanowych loków, a następnie radosna twarz Harrego.
   - Mogę wejść?- spytał, po czym bez pozwolenia postawił nogę w moim mieszkaniu.
   - Jestem trochę zajęta- odpowiedziałam, torując mu drogę własnym ciałem.
   - Pewnie się pakujesz.
   - Tak, właśnie tak- skłamałam niepewnym głosem.
   - Może ci pomogę? Gdzie masz walizkę?- powiedział, a następnie ominął mnie i wszedł do sypialni.
   - Harry naprawdę poradzę sobie ze wszystkim sama- warknęłam, podczas gdy on przeglądał moje wszystkie rzeczy znajdujące się we wnętrzu ogromnej szafy.
   - Nie sądzisz, że we dwoje zawsze jest raźniej, a ja mogę ci się do czegoś przydać- cały czas upierał się przy swoim.
   - Owszem we dwoje jest raźniej, ale trójka to za dużo- zza moich pleców rozległ się stanowczy głos Louisa.
   - Co on tu robi?- spytał Harry, patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami.
   - Je śniadanie- odpowiedziałam bez namysłu.
   - Ale czemu z tobą?- kolejne pytanie powoli wydostało się z ust loczka. Louis zamiast odpowiedzieć słownie, momentalnie znalazł się przy mnie, po czym pochylił się nad moja twarzą i namiętnie pocałował moje wilgotne usta.
   - Myślałem, że jesteś mądrzejsza...- mruknął Hazz, kiedy ja niechętnie odsuwałam się od ciepłego ciała Louisa.- Zniszczysz jej życie- teraz zwrócił się do Lou, piorunując go jednocześnie swoim spojrzeniem.
   - Przy okazji mogę zniszczyć też twoje- warknął Louis, gwałtownie podnosząc się z ziemi, na której chwilę temu usiadł.
   - I co może chcesz pobić mnie na jej oczach? To chyba nie jest dobre rozwiązanie- burknął Harry, również wstając z łóżka.
   - W takim razie chcę porozmawiać z tobą na zewnątrz- odparł Lou, wskazując palcem drzwi wyjściowe. Harry niepewnie spojrzał na mnie i szybkim krokiem ruszył w stronę drzwi.
   - Nie rób mu krzywdy- szepnęłam do Louisa, kiedy ten przechodził obok mnie.
   - Nic nie obiecuję.
   - Powiedziałam, że nie masz mu nic zrobić- tym razem wypowiedziałam te słowa znacznie głośniej, trzymając dłoń Lou.
   - Jasne- mruknął i wyszedł zaraz za Harrym.
______________________________________________________________________
 
Przepraszam, że krótki, ale w ogóle nie mam motywacji :( A moją głowę zawładnęła myśl zakończenia pisania tutaj. Albo zrobienie sobie rocznej przerwy. Nie obiecuję, że będą kolejne rozdziały.
Pozdrawiam

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 13

   - Nie podoba mi się to- skomentował, po tym jak poinformowałam go o moich planach związanych z wyjazdem.
   - Nie prosiłam cię o jakikolwiek komentarz. Jestem dorosła i mogę zrobić to co chcę- powiedziałam karcąc go tonem mojego głosu i zaczynałam układać jedzenie do reklamówek.
   - Na ile tam jedziesz?
   - Jakoś na tydzień- odpowiedziałam, po czym zapłaciłam za zakupu i skierowałam się do wyjścia, a za sobą słyszałam kroki Louisa, który po kilku sekundach już dotrzymywał mi kroku.
   - Pozwól- szepnął i delikatnie wyciągnął z moich dłoni siatki.
   - Nie musisz mi pomagać. W ogóle czemu cały czas za mną chodzisz?- powiedziałam, gdy byliśmy już przed budynkiem, a porywisty wiatr rozwiewał moje długie, ciemne włosy.
   - Dasz się zaprosić na obiad?- zmienił temat, gdy ja czekałam na jego szczerą odpowiedź na zadane przeze mnie chwilę temu, pytanie.
   - Zmieniasz temat- spostrzegłam.
   - Tak, bo tamten mi nie odpowiada- poruszył jedną brwią, a lekki rumieniec oblał jego twarz. 
   - Jeśli zjem z tobą ten obiad, na który przed momentem mnie zaprosiłeś, odpowiesz na tamto pytanie?- przystanęłam by spojrzeć mu w oczy, kiedy on mi odpowie.
   - Okay- mruknął i zatrzymał taksówkę.
   - Nie możemy iść pieszo?- spytałam, patrząc z przymrużonymi oczami to na Louisa, to na czerwoną taksówkę, która zatrzymała się metr przed nami.
   - Chcesz iść osiem kilometrów pieszo?- przegryzł dolną wargę, a następnie uniósł jeden z kącików swoich ust ku górze.
   - Czemu tak daleko. Jest pełno innych restauracji bliżej- powiedziałam zdziwionym głosem.
   - Czy ty musisz cały czas marudzić?- warknął na mnie, co mnie trochę speszyło i bez słowa odzewu wsiadłam do pojazdu, a po chwili dołączył do mnie Louis, trzymający na swoich kolanach moje zakupy. Zdziwiło mnie, gdy chłopak, podał kierowcy nazwę mojej ulicy i numer bloku. Spojrzałam na niego pytająco, a w odpowiedzi dostałam tylko szeroki uśmiech, który to akurat pojawił się na twarzy bruneta.
   - Mam małą prośbę. Załóż coś lepszego, a ja będę za dziesięć minut, bądź gotowa, dobrze?- te słowa zatrzymały mnie, kiedy usiłowałam wydostać się z samochodu.
   - Ale po co?- zapytałam, a Lou tylko podał mi siatki i odjechał bez słowa.
   Zdezorientowana weszłam do klatki mojego bloku, a następnie wjechałam windą na piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie. Gdy tylko weszłam do środka, odrzuciłam torby na bok i popędziłam do swojej sypialnie, otworzyłam na oścież drzwi mojej szafy i zaczęłam wyrzucać z niej wszystkie ubrania, szukając czegoś odpowiedniego.
   Po kilku minutach załamana usiadłam na łóżku, a raczej na stercie ubrań. Wszystko było zwyczajne. Najgorsze było to, że nie wiedziałam do końca co znaczyły jego słowa. "Ubierz coś lepszego". Co to do cholery miało znaczyć? W ostatniej minucie dostrzegłam wielki zapakowany w czerwony papier karton. Był to prezent od "rodziców", na moje osiemnaste urodziny, którego nigdy nie miałam zamiaru otwierać.
   - Proszę, niech tam będzie coś pożytecznego- szepnęłam sama do siebie i silnym ruchem dłonie rozdarłam karton. Na pierwszy rzut oka dostrzegłam zwiędnięte kwiaty, które odrzuciłam gdzieś w kąt pokoju. Później pojawiła się nadzieja. Moje oczy dostrzegły kawałek błękitnego jak ocean materiału. Chwyciłam ową rzecz i uniosłam.
   Była to sukienka, zwiewna delikatna sukienka przed kolana. Cały jej tył był z koronki, a na przodzie przyozdobiona była małymi cyrkoniami, które migotały wszystkimi kolorami w blasku słońca. Nigdy bym czegoś takiego tak naprawdę na siebie nie założyła, ale dzisiaj... Dzisiaj chyba nie miałam innego wyboru.
   Spojrzałam na zegarek w telefonie, zostały mi tylko cztery minuty do przyjazdu Louisa. Szybko zrzuciłam z siebie luźne ubrania i założyłam sukienkę.
   - Kurwa, moje nogi- warknęłam głośno i pobiegłam do łazienki, otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej maszynkę do golenia.
   To było chyba najszybsze golenie nóg, jak dotąd w moim życiu. Zresztą tak samo było z włosami, które spięłam w luźny koczek. Pozostało mi jeszcze doprowadzenie twarzy do porządku po przez poprawienie mojego delikatnego do tej pory makijażu. Poprawiłam kształt moich oczu czarną kredką, nałożyłam trochę różu na policzki, a kiedy malowałam usta bezbarwnym błyszczykiem, zadzwonił mój telefon, na którego wyświetlaczu pojawił się numer Louisa.
   - No- powiedziałam do słuchawki, pakując kilka niezbędnych rzeczy do małej czarnej torebki.
   - Gotowa?- spytał.- Mam po ciebie podejść?
   - Nie, nie już wychodzę, poczekaj w samochodzie- rzuciłam szybko i się rozłączyłam, włożyłam jeszcze telefon do torebki, po czym ją zasunęłam, poprawiłam jeszcze włosy, nasunęłam na stopy czarne szpilki, w których jeszcze nie do końca nauczyłam się dobrze chodzić, po czym wyszłam z mieszkania, zamykając je za sobą na klucz. 
   W związku, że winda wyposażona była w wielkie lustro miałam okazję, dopracować jeszcze swój wygląd. Przez ten cały pośpiech nawet nie miałam czasu zastanowić się nad tym co Louis może kombinować. Gdy winda się zatrzymała ja ruszyłam w kierunku drzwi, co chwilę szorując nogą o podłogę.
   - A kuku- w najmniej spodziewanym momencie, zza drzwi wejściowych wyskoczył Louis, a mi serce stanęło.
   - Lou, pojebało cię?!- wrzasnęłam na niego, a dopiero później zwróciłam uwagę na jego strój. Ciemne jeansowe spodnie, dopasowane do jego nóg, do tego biała koszulka przysłonięta granatową marynarką z kieszonką na piersi.
   - Wybaczysz?- szepnął i wyciągnął zza pleców bukiet pastelowych róż. Wyciągnął kwiaty w moim kierunku, a ja delikatnie odebrałam je od niego.
   - Dziękuję- powiedziałam cicho, po czym musnęłam ustami jego miękki policzek.
   - Pięknie wyglądasz- szepnął, gdy powoli odsuwałam się od niego, a dłoń zaciskałam na bukiecie.- Dobra, koniec pogaduszek, głodny jestem- powiedział i otworzył przede mną drzwi taksówki, tej samej, która przywiozła nas tutaj kilkanaście minut temu.
   Całą drogę siedzieliśmy w ciszy, a ja czułam przez cały czas jego wzrok na moim ciele. Wlepiłam swój zmieszany wzrok w moje nogi i odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że mimo takiego pośpiechu udało mi się ogolić równo nogi, nie licząc małego zadrapania.
   - Czemu nic nie mówisz?- w końcu o moje uszy obił się cichy głos Louisa.
   - Zastanawiam się, gdzie mnie zabierasz- powiedziałam wpatrując się w jego oczy, które uroczo śmiały się.
   - Niespodzianka- odparł tajemniczo.
   Zatrzymaliśmy się na uboczu miasta przed białym budynkiem z ogromnym, porośniętym zielenią ogrodem. Wysiadłam z auta  i coś mnie wzdrygnęło. Coś zakuło mój mózg, wspomnienie wróciło. Jadałam tu często z moimi "rodzicami", którzy nie mieli czasu na ugotowanie normalnego, obiadu, we własnej kuchni, która była w naszym domu zbędna.
   - Coś się stało?- spytał Lou, kiedy ja z kamienną miną na twarzy wpatrywałam się w budynek.
   - Nie, nic. Chodźmy- powiedziałam, a żeby chłopak nie drążył więcej tego tematu chwyciłam jego rękę i wplotłam swoje palce w jego, co spowodowało, że chłopak zerknął na mnie i się uśmiechnął.- No co, nie umiem chodzić w tych butach- pokazałam palcem moje stopy.
   - W takim razie mam lepszy pomysł- powiedział cicho, wyplótł swoją dłoń z mojej i objął mnie mocno wokół pasa. Rzeczywiście było lepiej, a za każdym razem gdy ja potykałam się o najmniejszy kamień, stający na mojej drodze, on wzmacniał swój uścisk.  
   - Panie przodem- otworzył przede mną solidne, drewniane drzwi, przez które wślizgnęłam się do środka.
   Zajęliśmy miejsca na samym końcu sali, odosobnieni od reszty gości. Przeglądałam kartę z menu, po raz któryś i nie mogłam wybrać, czegoś odpowiedniego dla mnie. Przejeżdżałam palcem po kolejnych daniach i nic szczególnie nie przykuło mojej uwagi.
   - Mogę przyjąć zamówienie?- z zamyśleń wyrwał mnie głos kelnerki, która penetrowała wzrokiem siedzącego naprzeciwko mnie Louisa, do którego szczerzyła się jak dzieciak do zabawki.
   - Jeśli chodzi o mnie, to tak- odparł Louis, również uśmiechając się do kelnerki, a mnie coś zakuło w sercu, coś w rodzaju zazdrości.- A ty Margaret?- spojrzał na mnie i uśmiechając się jeszcze szerzej.
   - Daj mi minutkę, a ty już zamów.
   - No dobra, dla mnie będzie makaron z kurczakiem i szpinakiem w sosie śmietanowym- powiedział i znowu zerknął na mnie.
   - Dwa razy- powiedziałam zdecydowanym tonem.
   - I dwie lampki słodkiego, czerwonego wina- dodał, a blondyna kiwnęła głową, zapisała coś na kartce i odeszła od naszego stołu.
   - Odpowiesz mi na pytanie?- zaczęłam, biorąc głęboki wdech.
   - Nie zjedliśmy jeszcze. Wolałbym, żebyś coś o sobie opowiedziała, tak rzadko mówisz, podczas gdy ja lubię słuchać twojego głosu- powiedział, a ja wyprostowałam się na krześle.
   - Co chciałbyś wiedzieć?
   - Jak trafiłaś do poprawczaka?
   - Pozwól, że postawię jeden warunek, odpowiadania na twoje pytania. Nie powiem ci nic o poprawczaku.
   - Rozumiem. Gdzie są twoi rodzice?
   - Nie wiem. Kiedy wyszłam, ummm. No dobra. Kiedy trafiłam do poprawczaka oni jakby to powiedzieć. Zrzekli się mnie, wręcz nie chcieli mieć ze mną nic wspólnego. Ani razu do mnie nie przyszli, ani razu nie zadzwonili... A teraz gdy wyszłam z tego syfu, czekała na mnie kartka, klucze do mieszkania i kilka innych niezbędnych przedmiotów. Konto też oni mi zasilają- nie powiem, było mi ciężko o tym mówić, ale gdy zobaczyłam z jak on na mnie patrzy, gdy kolejne słowa opuszczały moje usta. Z taką uwagą podchodził do tego co mówię, nie przerywał mi ani na chwilę.
   - Kim oni są?- po chwili zadał kolejne pytanie.
   - Bogatymi snobami, z brakiem czasu na wszystko- odburknęłam pod nosem.
   - Czemu Harry? Czemu tak się z nim zaprzyjaźniłaś? Tak szybko?- zmienił temat, który wcale nie wydał się lepszy od tego dotyczącego moich rodziców.
   - Potrzebowałam kogoś, do ponownego poznania tego świata. On był najbliżej. Pomógł mi się oswoić ze wszystkim...
   - Kochasz go?
   - Lubię go jako przyjaciela. Teraz ja chcę cię o coś zapytać.
   - Pytaj.
   - Masz plaster?- powiedziałam, po tym jak jeden z kolców róży, wbił mi się w palec.
   - Nie mam. Skąd to pytanie?- zamiast mówić, pokazałam mu palec, po którym spływała kropla krwi.- Pozwól- szepnął, chwycił mój nadgarstek przysunął do siebie, otarł krew serwetką i cmoknął ustami palec, w miejscu, gdzie miałam ranę.
   Za każdym razem, gdy jakaś część jego ciała mnie dotykała, przeze mnie przepływał dreszcz, który był przyczyną gęsiej skórki na mojej ciele.
   Kilka minut później, ta sama kelnerka, która przyjmowała ode nas zamówienie, przyniosła nasze dania i wino, które postawiła na stoliku i odeszła.
   - Wygląda apetycznie- skomentowałam, łapiąc za sztućce.
   - Smakuje też wyśmienicie- dodał.
   Znowu zapanowała cisza, podczas gdy my opróżnialiśmy nasze talerze, aż nie zniknęła z nich ostatnia nitka makaronu i ostatni kawałek aromatycznego kurczaka.
   - Przyszedł czas na to żebyś odpowiedział mi na pytanie. Czemu?- podniosłam wzrok na niego, po czym wzięłam łyk wina, które rozpaliło moje gardło.
   - Jesteś dla mnie kimś ważnym. Pamiętam, gdy cię straciłem kilka lat temu, nie chcę tego powtórzyć. Kiedy jestem obok ciebie, moje serce szaleje, a moje ciało cały czas chce być przy twoim...- na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, a na policzkach zagościł rumieniec.- Zakochałem się w tobie- oznajmił jąkając się. Poczułam jak coś w moim brzuchu wybucha, a moje ciało chciało wtulić się w niego, a usta chciały spotkać się z jego.
   - Wariat- powiedziałam szepcząc, ale z szerokim uśmiechem na twarzy.
   - Masz ochotę na spacer?- spytał wyciągając w moją stronę dłoń, którą ja uścisnęłam i wstałam od stołu.
   Spacerowaliśmy po pobliskim parku, trzymając się za ręce. Czułam się teraz przy nim tak bezpiecznie, czułam, że naprawdę mnie kocha, że chce być przy mnie, a ja przy nim. Wszystko się tak wywróciło. Nie spodziewałam się, że kiedyś nastąpi taka chwila jak dzisiaj.
   - To wspaniałe, że już przede mną nie uciekasz- powiedział przystając przy jednej z fontann. Wbił swój wzrok w moje oczy, błądzące po jego twarzy, chwycił delikatnie moją brodę i przysunął mnie do siebie, po czym delikatnie musnął moje drżące wargi i się odsunął, aby upewnić, się czy oby na pewno nie mam nic przeciwko. Nie czekając na jego ruch, wbiłam się ustami w jego. Gdy go całowałam, czułam, że pragnę go całego, w tym momencie. Chciałam go mieć dla siebie.
   - Działasz na mnie jak magnez- szepnęłam niechętnie odsuwając się od niego i oblizując wilgotne wargi.
   - Jaki miły komplement- szepnął, cmoknął mój policzek, objął mnie w pasie ramieniem i ruszył w kierunku ulicy, a ja dopiero wtedy dostrzegłam jak późno się zrobiło. Słońce powoli zaczęło chować się za koronami drzew, a chłodny wiatr zawiewał moje ciało.

   - Dziękuję za ten dzień- powiedział Louis, kiedy wracaliśmy do mojego mieszkania, taksówką i wciąż trzymaliśmy się za ręce.
   - To ja dziękuję- szepnęłam mu do ucha, a odsuwając się od jego twarzy, zahaczyłam jeszcze ustami o jego rozgrzany policzek.
   - Jesteśmy- powiedział niezadowolonym głosem, gdy samochód zatrzymał się na parkingu, a Lou pomógł mi wyjść z samochodu.- Pozwoli pan, że odprowadzę panienkę do domu- zwrócił się do kierowcy.
   - Lou nie musisz- szepnęłam, ale on tylko pokręcił głową i ruszył ze mną w kierunku wejścia. W windzie bezgłośnie uśmiechaliśmy się podczas całej podróży na moje piętro.
   - Jesteś niesamowita- powiedział, gdy ja stałam już jedną nogą w swoim mieszkaniu. 
   - Znowu mnie przyciągasz- odparłam odwróciłam się do niego, spojrzałam na jego twarz, do której zbliżyłam swoją i znowu go pocałowałam. Tym razem bardziej pożądanie. Moje ciało całe pulsowało, a ja coraz bardziej zatracałam się w jego ustach. Nie trwało długo, zanim oboje znaleźliśmy się w przedpokoju, nie odrywając się od siebie. Wiedziałam na czym te pocałunki mogą się skończyć i tak naprawdę tego pragnęłam. Pragnęłam takiego bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Nie zauważyłam kiedy znaleźliśmy się w mojej sypialni bez butów na stopach.
   - Louis..- chciałam coś powiedzieć, ale chłopak mi przeszkodził.



                             W związku, że nie każdy lubi czytać brzydkie rzeczy ostrzegam was. Nie chcesz nie czytaj. Tu chciałabym podziękować, też mojej koleżance, która pomogła mi stworzyć tę scęnę. Dziękuję.                                                                    + 18
   



   - Ciii… Nic nie mów- Louis ostrożnie przysunął palcem po moich ustach.- Będę delikatny- szepnął mi do ucha, z którego wcześniej odgarnął moje włosy, które wydostały się z koka.
   Ułamek sekundy później czułam jak jego delikatne i miękkie jak wata, wargi składają miliony pocałunków na linii mojej szyi. Każde muśnięcie mojego ciała powodowało,  że serce, ukryte gdzieś za moją piersią, przyspieszało znacznie swój rytm pracy. Doszczętnie zaparło mi dech, gdy usta Louisa nieoczekiwanie przywarły do płatka mojego prawego ucha. To właśnie musiał być mój najczulszy punkt, ponieważ gdy tylko zahaczył zębami o moje ucho, z moich ust wydobyło się ciche mruknięcie, które wywołało uroczy uśmiech na twarzy chłopaka.
   Nie kłamał. Cały czas, gdy składał kolejne pocałunki na moim drżącym ciele był taki delikatny i ostrożny, zupełnie jak obiecywał. Obchodził się ze mną jak z najdroższą rzeczą w jego życiu, a to mi imponowało.
   Kiedy jego spragnione usta dotarły do mojej twarzy, wbiłam swoje dłonie w jego rozczochrane włosy, po czym odszukałam jego ust, na których złożyłam najczulszy pocałunek, na jaki było mnie w ogóle stać. Pragnęłam go w tym momencie całego i jeszcze więcej. Nasze usta nie odrywały się od siebie przez dobre kilka minut, a ja zaplotłam dłonie na jego karku, w razie, gdyby chciał się odsunąć i zostawić mnie tu samą.
   Nasze języki się złączyły tworząc jedność, a moje gorące palce, zaczęły kręcić na jego umięśnionych plecach ósemki. Nawet nie zauważyłam kiedy moje dłonie wsunęły się pod jego białą bluzkę i usiłowały zedrzeć ją z ciała szatyna, jednak ta stawiała niemały opór. Louis oderwał się od moich warg, spojrzał mi głęboko w oczy, a na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek. Cmoknął jeszcze mój policzek i sam zrzucił siebie górną część swojej garderoby, odsłaniając przy tym swoje doskonale wyrzeźbione ciało. Na sam widok ciche westchnienie wyleciało z moich ust.
   Co minutę przechodziłam małe zawały serca, gdy silne dłonie Louisa badały dokładnie moje ciało, podczas gdy jego usta składały kolejne pocałunki w kącikach moich pełnych ust. Przegryzałam dolną wargę, natomiast zręczne palce Lou powoli rozsuwały zamek mojej sukienki, odsłaniając kolejne skrawki mojego ciała, które pulsowało jak nigdy dotąd. To co teraz przechodziłam, to jak czułam się w jego objęciu, było nie do opisania. Każda sekunda była wiecznością, wiecznością, w której chciałam trwać już na zawsze.
   Czułam każdy jego ruch palców, kiedy zsuwał ze mnie część ubrania, a jego usta całowały moją szyję, zjeżdżając stopniowo w dół. Kiedy jego delikatne, miękkie wargi zatrzymały się na wysokości mojego mostka, zamarłam. Czułam się tak cudownie, że wydawało mi się, że zaraz zejdę martwa z tego świata. Pojękiwałam z przyjemności jaką sprawiały mi wargi chłopaka. Kiedy on poznawał dokładnie każdy zakątek mojego ciała, ja uważnie badałam kciukiem każdy mięsień jego rąk i pleców.
   Kiedy Lou obdarowywał pocałunkami mój napięty brzuch, jego dłonie zsunęły ze mnie pozostałą część sukienki, które momentalnie zjechała po moich nogach jak po zjeżdżalni i jednocześnie odsłoniły moją czarną bieliznę. Kiedy Louis zatoczył małe kółeczko na moim podbrzuszu a później w tym samym miejscu złożył delikatny pocałunek, moje ciało zapłonęło z rozkoszy jakiej nigdy nie miałam okazji doznać. Jednak nie zszedł niżej, jeszcze nie. Wrócił na wysokość mojej klatki piersiowej, po czym jednym ruchem palca odpiął mój stanik, który chwilę później przeleciał przez pół pokoju. Jego palce delikatnie błądziły po moich piersiach podczas gdy jego usta największą uwagę skupiły na moich sutkach, które jego zęby ostrożnie przegryzały. Myślałam, że zaraz moje rozpalone do czerwoności ciało eksploduje, a moje oczy będą bezpośrednim świadkiem tego zdarzenia. Ale przynajmniej umrę w objęciach ukochanego.Zawsze jakieś pocieszenie.
   Słyszała swoje pomrukiwanie, kiedy Lou, powoli zsuwał z siebie spodnie, a ja bawiłam się jego włosami, zawijając je na swoje palce.
   - Kocham cię- po raz pierwszy te dwa bardzo znaczące dla mnie słowa wydobyły się z jego ust i przyfrunęły do mojego ucha i przez chwilę obijały się echem o mój mózg, który w tym momencie nie mógł funkcjonować prawidłowo, po prostu nie mógł.
   Podczas gdy nasze usta znowu się złączyły, jedna z dłoni Lou gładziła mój policzek, natomiast druga majstrowała coś przy bieliźnie, która jeszcze okrywała dolną część mojego ciała.
   Jego palce ocierały się o moje miejsce intymne, co wprowadzało mnie do świata rozkoszy.
   Gdy oczy Lou były przymknięte, jego palce prześlizgiwały się przez skrawek materiału moich majtek. W pewnym momencie, jakby nigdy nic Lou odsunął się ode mnie na kilka centymetrów, spojrzał mi w oczy, przegryzł wargę i otworzył szerzej usta żeby coś powiedzieć, podczas gdy ja zupełnie naga leżałam na łóżku i z trudem łapałam powietrze.
   - Daj mi sekundę- szepnął i złapawszy spodnie zniknął za drzwiami sypialni, w której unosił się zapach jego intensywnych perfum, które otulały każdą napotkana na swojej drodze rzecz.
   Słyszałam jak za drzwiami coś szeleści nagle, dobiegł mnie dźwięk, jakby coś pękło, po czym słyszę jak Louis klnie pod nosem. Po chwili znowu coś zaszeleściło, ale już nie pęka, a drzwi od pokoju otwierają się, a w ich progu staje Louis, który poprawia sobie bokserki. Z trudem zaciskam wargi, by z moich ust nie wydobyła się kolejna porcja pojękiwań na widok tej doskonałej twarzy i tego umięśnionego i wyrzeźbionego ciała. 
   - Nie musiałeś ich z powrotem wkładać- po chwili zupełnej ciszy w końcu zebrałam się, żeby coś powiedzieć i akurat padło na jego bieliznę, założoną tył na przód. Louis bezgłośnie do mnie podszedł wziął mnie na ręce, po czym oparł się na łóżku, kładąc moje bezwładne ciało na sobie.
    - Wykorzystaj ten przywilej- szepnął mi do ucha, po czym założył moje włosy za uszy.
     Musnęłam ustami jego nos, po czym swoją wędrówkę po jego ciel zaczęłam od ust, które same się o to prosiły. Zjeżdżałam coraz niżej nie odrywając spragnionych ust od jego gorącego ciała. Moim pocałunkom towarzyszył głośny oddech szatyna, który z biegiem czasu przyspieszał. Coś podpowiadało mi, że to jest najlepszy czas i pora, by sprawić mu największą przyjemność. Moje palce dobrały się do gumki jego bokserek i pociągnęły je w dół, odsłaniając przyjaciela Louisa, który aż rwał się do tego, do czego został stworzony. Kiedy unosiłam już swoje biodra, by pozwolić Lou, we mnie wejść, niespodziewanie on sam mnie powstrzymał zaciskając kurczowo palce na moim nadgarstku.
   - Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?- spytał penetrując moją twarz swoimi zielonymi oczami.
   - Tak, jestem pewna, że chcę to zrobić z tobą, tu i teraz- szepnęłam.
   - Chcesz poświęcić swoje dziewictwo dla mnie?- te słowa mnie doszczętnie zamurowały. On myśli, że jestem dziewicą… Nie chciałam nic mówić, więc w odpowiedzi tylko skinęłam głową.
   - Dobrze- odparł dysząc prosto do mojego ucha, po czym złapał w dłonie swojego przyjaciela i powoli zaczął wsuwać go w moją pochwę, co spowodowało, że zaczęłam wykrzykiwać jego imię, podczas gdy jego penis wchodził we mnie coraz głębiej. Ból który czułam był tak przyjemny że mogłabym go czuć do końca życia. Po chwili  jego przyrodzenie wchodziło we mnie i wychodziło, a nadzorujący tępa Louis zaczął je przyspieszać. Czułam jak umieram, jak jedną nogą schodzę z tego świata, odpływałam a małe eksplozje w moim ciele tylko mi to ułatwiały. Wbijałam palce w klatkę Louisa, by stłumić w sobie krzyk, który i tak zaraz wydobył się z moich ust.
   - O tak- usłyszałam ciche jęknięcie z ust Louisa, który wciąż zwiększał tępo, a im szybciej się poruszał tym jego oddech był szybszy. Pojękiwałam, wykrzykiwałam jego imię dopóki nie osiągnęłam celu i nie opadłam na jego nagi tors. Nie mogłam zapanować nad swoim oddechem, nie mogłam zapanować nad niczym, puls rozsadzał mi kolejno żyły, a w mojej głowie aż huczało. Opierałam się łokciami o pierś Louisa i spoglądałam w jego oczy, które płonęły, a jego oddech otulał moją szyję, po czym znikał gdzieś za moimi plecami. Leżałam na nim bez czucia w kończynach i szeptałam mu do ucha, co ze mną zrobił, jak rozpalił moje ciało do czerwoności. Jeszcze przez dłuższą chwilę nie byłam świadoma tego co robię, gdzie jestem i co przed chwilą się stało. Louis był w podobnym stanie co ja. Leżeliśmy obok siebie, złączenie dłońmi i próbowaliśmy wspólnie unormować nasze oddechy i bicie naszych oszalałych serc.
   - Jesteś niesamowita- szepnął mi do ucha, po czym złożył delikatny pocałunek na mojej szyi i powoli podniósł się z materaca.
   - Nie zostawiaj mnie- pisnęłam cicho, resztkami sił jakie mi pozostały.
   - Idę pod prysznic- odpowiedział uśmiechając się szeroko.
   - Idę z tobą- mruknęłam, po czym również podniosłam się z łóżka, jednak zbyt gwałtownie, co spowodowało, że zakręciło mi się w głowie, jednak całe szczęście Louis był blisko i w pore zareagował, dzięki temu też się nie przewróciłam.
   - Jesteś taka piękna- odparł, gdy oboje, zupełnie nadzy staliśmy pod prysznicem, i chłodziliśmy nasze rozgrzane ciała zimną wodą, która lizała naszą skórę.
   - Dziękuję- mruknęłam przejeżdżając dłonią po jego mokrym policzku.- Też cię kocham- mruknęłam, kiedy pomiędzy nami zapanowała cisza, a jedyny głosem jaki dochodził do naszych uszów, były rozbijające się o dno prysznica krople wody.- Muszę ci coś powiedzieć- zaczęłam gdy oboje znów leżeliśmy w łózku wtuleni w siebie i przykryci kołdrą.
   - Słucham?
   - Nie mów słucham, bo cię wyrucham- zażartowałam, co wywołało na twarzy Lou, znaczny uśmiech.
   - Już to dzisiaj zrobiłaś- szepnął mi do ucha, po czym delikatnie w nie dmuchnął, a moje ciało przeleciał dreszcz.
   - Powinnam być z tobą szczera- wróciłam do poważniejszego tonu głosu.
   - Nie rozumiem- wtrącił, po czym odwrócił mnie do siebie przodem, tak by móc spojrzeć prosto w moje oczy, które szukały jakiegoś ciekawego punktu za plecami chłopaka.
   Zacisnęłam pięści, złapałam oddech w płuca i otworzyłam usta, żeby w końcu to z siebie wyrzucić.
   - Nie jestem dziewicą- powiedziałam cicho.
   - Przecież wiem- zdziwiła mnie taka odpowiedź, a przez głowę przeleciało tysiące opcji, w jaki sposób Louis mógł się dowiedzieć o mnie i Mattcie.
   - Skąd o tym wiesz?- szepnęłam rozrywając jego twarz dociekliwym wzrokiem.
   - Przecież kochaliśmy się kilkanaście minut temu, nie ma innej opcji, żebyś jeszcze była dziewicą- po tych słowach kamień spadł mi z serca, które już powoli zaczynało szaleć.
   - To nie tak- jęknęłam pod nosem.
   - To jak?- po jego wzroku było doskonale widać, że nie ma pojęcia o co mi chodzi, a ja nie byłam pewna, czy chcę mu o tym powiedzieć właśnie teraz.
   - Nie byłam już dziewicą jak się kochaliśmy dzisiaj- gdy to mówiłam, do oczu zaczynały napływać mi pojedyncze łzy.- Nie byłam rozumiesz, nie jesteś pierwszym chłopakiem, z którym to robiłam- niekontrolowanie podniosłam na niego głos, po czym zapłakana popędziłam do toalety, w której zamknęłam się na klucz i osunęłam się na ziemię po zimnych, białych kafelkach.
   Zakryłam twarz w dłoniach i cicho łkałam, dopóki Louis nie zaczął dobijać się do drzwi.
   - Przestań się nad sobą użalać i wyjdź z tej toalety!- warknął na mnie.- Nie rozumiem o co ci teraz chodzi, sam nie jestem prawiczkiem od kilku lat i nie mam z tym problemu- kontynuował.
   - Ty nie przeżyłeś tego co ja- warknęłam na niego, otwierając szeroko drzwi.- Nie spędziłeś dwóch lat w zamknięciu, jednocześnie tracąc przyjaciół i rodzinę- zaczęłam wrzeszczeć na niego.- Nie miałeś myśli samobójczych, gdy każdego dnia musiałeś patrzeć jak uchodzi z ciebie chęć do życia. Nie musiałeś patrzeć jak umierają kolejne osoby z twojego otoczenia. Nie musiałeś oglądać tego jak twój chłopak zdradza cię z inną dziewczyną, po tym jak kilka dni temu mówił ci jak cię kocha i jak przeżyłam z nim mój pierwszy raz. Nie musiałeś spoglądać na rany po cięciach, które powoli i boleśnie goiły się na twoich nadgarstkach. Ty żyłeś sobie tu rozkoszując się pełnią życia- gdy to mówiłam, znowu wszystko zaczęło się we mnie gotować, a ja nie miałam pojęcia jak mam ugasić ten potworny pożar mojego organizmu.
   - Przepraszam nie wiedziałem- nie musiałam długo czekać, aż Louis przyciągnął mnie mocno do siebie i pozwolił mi wtulić się w jego nagi, łagodzący mój ból, tors. Bicie jego serca zaczynało działać na mnie kojąco, dzięki czemu po kilku minutach mogłam swobodnie wrócić do łóżka i zasnąć obok niego, z myślą, że już każde następne dni będą lepsze od dzisiejszego.
_____________________________________________________________________
Ten rozdział jest długi. Ja to wiem i nie kłamcie, że nie.
   To zabrzmi głupio, ale jestem dumna z tego rozdziału. Mimo, że są razem tak szybko, przespali się też dosyć szybko, ale ja tak chciałam.
   Dobra jeszcze raz wielkie dziękuję, każdemu kto komentuje i jest przy mnie. 
   Te wasze długie komentarze są takie awwww. Jak takie widze, to wiem, że mam dla kogo pisać i że wy to doceniacie, a ja jestem wam wdzięczna, oby tak dalej dziewczęta. KOCHAM WAS MOCNO <3

Ps. Przepraszam za wszystkie błędy, ale jest tak długi, że nie mam czasu całego sprawdzić.

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 12

   - Co? Jak to mnie niosłeś?- ze zdziwienia otworzyłam szerzej oczy i zajęłam miejsce na kanapie.
   - Nie byłaś już w stanie iść. A z resztą nie protestowałaś- uśmiechnął się do mnie szerzej.
   - Jakoś sobie tego nie przypominam- powiedziałam, a w myślach usiłowałam wrócić do poprzedniego dnia i po kolei analizowałam to co pamiętałam.
   - Dobra wszystko ci opowiem, tylko siedź cicho i mi nie przerywaj- odparł, po czym wziął głęboki wdech.
   - Jak będę chciała- mruknęłam poważnym tonem.
   - Nie ważne. Byłaś wczoraj w klubie na koncercie...
   - Tak, to pamiętam. To jak do mnie podszedłeś też pamiętam- burknęłam, a Louis przewrócił oczami.
   - Coś mi się wydaje, że to będzie bardzo trudne- szepnął do siebie i wbił swój wzrok w moją twarz.- Jakoś w połowie koncertu byłaś już ładnie najebana. Zostawiłaś swojego chłoptasia i poszłaś do łazienki, ledwo trzymając się na nogach. Gdy wracałaś, zaprosiłem cię do stolika, nie odmówiłaś. Piliśmy wódkę, a ty z czasem zaczynałaś się przede mną bardziej otwierać. Co muszę przyznać bardzo mi się spodobało- uśmiechnął się do mnie szeroko i uniósł jedną brew, po czym wrócił do mówienia.- Mówiłaś o tych dniach, gdy chora leżałaś w łóżku, o tym, że spodobało ci się, gdy cię dotknąłem, mówiłaś że mam bardzo przyjemne wargi, gdy pocałowałem cię w toalecie. Wspomniałaś też o czymś co mi się nie spodobało...
   - Nie rozumiem.
   - Harry. Powiedziałaś, że jedziesz z nim nad jezioro, że go lubisz... Ale i tak cała jazda zaczęła się po tym jak spaliłaś skręta.
   - Zjarałeś mnie trawką?!
   - Sama chciałaś. Dobra nie przerywaj, lepiej słuchaj. Powiedziałaś, że masz ochotę na ostry seks...
   - Nie kłam!- warknęłam na niego.
   - Nie kłamię złotko. Byłaś tak napalona, jak mało kto. Zaczęłaś rozbierać się na środku ulicy, w porę cię powstrzymałem. A chwilę później dotknęłaś dna. Totalnego dna, padłaś na ziemię. Wtedy nie miałem wyjścia wziąłem cię na ręce i przytaszczyłem tutaj. Po drodze jeszcze coś tam mruczałaś, że lubisz wódkę i masz wyjebane na wszystko i takie tam.
   - Jakim cudem przebrałam się w piżamę?- spytałam, spoglądając na mój strój.
   - Nie przebrałaś się.
   - Jak to?
   - Ja to zrobiłem. Przy tym też się nie opierałaś, podobało ci się. Jednak coś mnie zaniepokoiło- ściszył swój głos i spuścił wzrok na podłogę.- Twoje blizny. Masz pełno blizn na całym ciele. Od czego?
   - Od żyletki- postawiłam na szczerość.
   - Czemu to sobie zrobiłaś?- spytał, a ja sobie przypomniałam o poprawczaku o tym jak zrobiłam pierwsze cięcie, zaraz w pierwszym tygodniu pobytu w tym piekle. Sama nie zauważyłam, kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy.- Nie chciałem- szepnął, po czym podniósł się z miejsca, podszedł do mnie, zajął miejsce obok mnie i mocno mnie do siebie przytulił.
   Nie spodziewałam się takiej reakcji, ale w jego objęciach czułam się bezpiecznie. Jego silne, umięśnione ramiona otulały moje mizerne, bolące ciało. Dźwięk jego serca, przy którym miałam głowę powoli doprowadzał mnie do równowagi. 
   - Nie musisz się nade mną rozczulać- szepnęłam odsuwając się od niego, a moje ciało całe płonęło. Ten chłopak działał na mnie rozbrajająco, mimo że nie chciałam tego tak odczuwać. Z jednej strony mnie do niego ciągnęło, a z drugiej, chciałam go od siebie odepchnąć jak najdalej.
   - Muszę. Poza tym twoja twarz mówi sama za siebie, że ci się to podoba- szepnął, a na jego twarzy ukazał się uśmiech.
   - Chyba już powinieneś iść- powiedziałam, gdy w salonie, w którym się znajdowaliśmy zapanowała cisza.
   - Nie chcesz tego.
   - Owszem chcę.
   - Wcale nie- Lou zaczął mnie łaskotać, a z moich ust wydobyły się cicho popiskiwania.
   - Lou, nie rób- krzyknęłam na niego, śmiejąc się.
   - Nie- powiedział i nie przerywał swoich wygłupach, dopóki nie natrafił dłonią na moją największą i najbardziej bolesną ranę. Syknęłam, gdy tylko potworny ból przeszył moje plecy.
   - Uważaj- warknęłam na niego i podniosłam się z kanapy, która cicho zaskrzypiała.
   - Co jest?- spytał, również podnosząc się do pozycji stojącej. Nie czekając na moją odpowiedź, wysłał w moim kierunku swoje dłonie, które zwinnie podsunęły moją koszulkę do góry, odsłaniając część mojego ciała.- Ałć- skomentował, wlepiając swoje oczy w moją bliznę.- Jak to się stało?- spytał, zarywając moje ciało, spuszczając koszulkę.
   - Oberwałam kijem bejsbolowym- powiedziałam, niemalże szepcząc, po czym odwróciłam się do niego tyłem, aby pomaszerować do kuchni, gdzie otworzyłam lodówkę, z której wyjęłam karton mleka, nalałam sobie do szklanki i duszkiem wypiłam wszystko.
   - Nie wiem, co mam powiedzieć- odparł. Wciąż siedział na kanapie z zszokowaną miną.
   - Życie nie jest różowe- mruknęłam do niego.- Raz obrywasz pięścią, a raz kijem- dodałam.
   - Teraz jestem inna, życie mnie zmusiło do zmiany- zaczęłam, podchodząc do okna, przy którym wpatrywałam się w dal, a dokładniej w wzbijające się ku górze drzewa z pobliskiego parku.
   - Jesteś niesamowita, skoro przetrwałaś te wszystkie katusze- powiedział wpatrując się we mnie jak w obrazek.
   - Chciałabym zostać sama- oznajmiłam w pewnym momencie, a Louis uszanował moje słowa, podniósł się z kanapy i zaczął poruszać się w kierunku drzwi wyjściowych.
   - Przepraszam- jęknął, gdy mnie mijał.
   - Co?- zdziwiła się, a kilka sekund później Lou złapał za moje dwa nadgarstki, przyciągnął mnie do siebie i musnął swoimi wargami moje usta. W jednej chwili cała zamarłam. Wszystko po prostu się we mnie zatrzymało, poza sercem, które przyspieszyło i zaczęło walić jak opętane. Jego usta, moje usta, razem... Gorąca fala przepłynęła przez moje ciało, docierając do każdego zakątka w nim.
   - Za to przepraszam- szepnął i wyszedł, podczas, gdy ja przypominałam sobie jak się oddycha.
   Moje nogi zaczęły uginać się pod ciężarem mojego ciała, tak samo jak każdy inny mój organ po prostu odmawiały współpracy. Półprzytomna osunęłam się na podłogę, z trudem oddech.- Jak on to zrobił?- przez moją głowę przez jakiś czas przelatywało jedno i to samo pytanie, na które ja nie byłam w stanie odpowiedzieć.
   Przez dobre kilka minut siedziałam na zimnych kafelkach normując mój oddech i inne czynności życiowe, dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam się z ziemi i otworzyłam drzwi, za którymi stał uśmiechnięty Harry z różą w dłoni i sino fioletowym okiem.
   - To dla ciebie- na wstępnie wyciągnął do mnie dłoń, w której trzymał kwiat.
   - Z jakiej to okazji?- spytałam, odbierając upominek i wpuszczając chłopaka do środka.
   - Z tej jakim okazałem się idiotą wczoraj wieczorem. Poszedłem z tobą na koncert, a zupełnie nie zwracałem na ciebie uwagi. Powinienem się trzymać wtedy blisko ciebie, w razie czegoś ci pomóc, nie pozwolić ci się upić- mówił jak najęty, a kolejne ze słów opuszczały jego usta.- Mam nadzieję, że mi wybaczysz- posłał do mnie jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów.
   - Przesadzasz trochę- odparłam wkładając różę do zielonego kubka, do którego nalałam zimnej wody.- Co z twoim okiem?- zmieniłam temat, kiedy Harry zajął miejsce na jednym z kuchennych krzeseł.
   - Nic takiego- momentalnie odwrócił głowę w przeciwnym kierunku.- Nie zauważyłem, emm klamki jak wczoraj wracałem do... emm domu- zaczął się jąkać, co od razu zdradziło, że nie jest ze mną zbyt szczery.
   - Dobra przejdźmy do konkretów- powiedział poważniejszym głosem.
   - Tylko mnie nie całuj- mruknęłam cicho pod nosem.
   - Co mówiłaś?
   - Nie, nic. Kontynuuj- poleciłam i wykonałam gest zamykania ust na kłódkę.
   - Miałaś się namyślić co do tego wyjazdu ze mną i z moją mamą nad jezioro. Powiedziałaś, że dzisiaj będziesz już wiedzieć- oznajmił, a ja przegryzłam dolną wargę.
   - Kurwa, zapomniałam- szepnęłam sobie w myślach i szybko zaczęłam układać sobie w głowie jakąś sensowną odpowiedź, która zadowoliłaby i mnie i loczka.- Zgoda- powiedziałam po chwili namysłu, a to jedno słowo, spowodowało, że twarz chłopaka rozpromieniała się jeszcze bardziej, niż kiedy wszedł do mojego mieszkania.
   - Naprawdę?- otworzył szerzej oczy, po czym w mgnieniu oka znalazł się przy mnie i mocno mnie do siebie przytulił, miażdżąc mi przy tym wszystkie żebra.
   - Tak- sama do końca nie wierzyłam w to co robię, w to, że zgadzam się z nim wyjechać nad jakieś jezioro.
   - Zajebiście- krzyknął, a ja poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi, a następnie chłopak zaczął wirować ze mną w kółko.
   - Nie przeklinaj gówniarzu- powiedziałam poważnym głosem, usiłując wyrwać mu się z ramion.- Harry, postaw mnie- warknęłam, szarpiąc się jeszcze bardziej z jego ciałem.
   Gdy tylko znowu dotknęłam podłogi ile sił w nogach popędziłam do łazienki i zwymiotowałam do sedesu. Kac plus szybkie kręcenie wokół własnej osi, to nic dobrego nie wróży.
   - Co ci?- spytał Harry, który wtargnął do łazienki, której ja z braku czasu nie zdążyłam zamknąć.
   - Kac i te sprawy- odpowiedziałam przemywając twarz.
   - Tak, też spędziłem pół nocy w kiblu, mimo że nie byłem aż tak pijany- widziałam w lustrze jak się uśmiecha, wpatrując się w tył mojej głowy.
   - Możesz mi powiedzieć, kiedy jedziemy nad to jezioro?- zmieniłam temat, odwracając się do niego przodem.
   - Za dwa dni- odpowiedział spokojnie.
   - Że co?!
   - No za dwa dni, już wszystko jest załatwione- znowu posłał mi jeden ze swoich uśmiechów i wyszedł z łazienki, a ja zaraz za nim.
   - Ale Harry...
   - Pa- powiedział chichocząc i wymaszerował z mojego mieszkania, zamykając ze sobą drzwi.
   - Harry!- wrzasnęłam, łudząc się, że chłopak mnie usłyszy, zawróci i powie, że jego słowa to był jeden wielki żart.- Kurwa- szepnęłam, gdy jednak nie stało się tak jak chciałam, aby się stało.
  
   Otworzyłam lodówkę i znowu przeżyłam rozczarowanie. W moim zaopatrzeniu było jedynie kilka butelek z piwem, litrowa coca cola, pare jajek i jakiś stary, pleśniejący ser. Znowu zakupy, jedna z wielu rzeczy, za którymi nie przepadałam w jakiś szczególny sposób. Niechętnie ubrałam się w jakieś luźnie ubrania, sięgnęłam po telefon i portfel z kartą kredytową.
   Kiedy pakowałam pierwsze produktu do metalowego koszka, z kieszeni moich spodni doszło mnie ciche brzęczenie. Jednym ruchem wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na jej ekran.
   

                                                                       "Pozwoliłem sobie wziąć twój numer telefonu/ Louis"

  
"Jakoś mnie to nie dziwi. Poza tym chciałam
Ci podziękować"


   
                                                                                          "Mi też się podobał ten nasz pocałunek."
                        

 " Nie chodziło mi o to głupku."




                                                                                                                              "Gdzie jesteś?"


"Galeria obok mojego domu, sklep spożywczy"

                 




                                                                                                                        "Będę za 10 minut :)"


"Po co?"

  
Nie doczekałam się już niestety na żadną odpowiedź od niego. Wsunęłam telefon do kieszeni i ruszyłam w stronę nabiału. Przez dobre kilka minut przebierałam w jogurtach bo nie mogłam się zdecydować na któryś. Wszystkie przyciągały wzrok.
   - Co na obiad?- usłyszałam znajomy głos zza pleców, nie musiałam się odwracać, żeby upewnić się, że to Louis.
   - Chłopak faszerowany warzywami w ziołach- odpowiedziałam i po tych słowach skierowałam twarz w jego kierunku, aby móc dostrzec jego uśmiech.
   - Brzmi smacznie. Tęskniłaś?
   - Za tobą? Nie. Za twoimi ustami? Hmm, nie. Za twoim uśmiechem. Trochę- powiedziałam, poruszając sie w stronę kas.
   - Lubisz mój uśmiech- zauważył, a ja czułam jak moją twarz pokrywa czerwień.
   - Tylko twój uśmiech- sprostowałam.
   - Chociaż coś. A usta nie? Może trochę, przecież są takie całuśne. Chcesz się upewnić?- zatrzymał się przede mną, nachylił się w moją stronę, wygiął wargi w dzióbek i zamknął oczy, a ja dla czystej ciekawości jego reakcji, musnęłam jego wargi swoimi ustami.
   - Tego się nie spodziewałem- powiedział zdumiałym głosem, na co ja tylko kiwnęłam głową.
   - Tak ja też- powiedziałam cichym, lecz radosnym głosem.
   - Zjesz to wszystko?- spytał, spoglądając do mojego koszyka, pełnego suchych przekąsek.
   - Wyjeżdżam na takie jakby wakacje- posłałam mu niewinny uśmiech.
   - Mogę wiedzieć gdzie?
   - Nad jezioro z Harrym- odpowiedziałam, gdy staliśmy już przy kasie, a ja wypakowywałam kolejne produkty na taśmę, natomiast Louis stał nieruchomo z szeroko wyszczerzonymi oczami.
____________________________________________________________________
    Dobra to jest długi rozdział. Ogólnie chciałabym wszystki podziękować, że tu jesteście, czytacie i niektóre z was komentują. BARDZO DZIĘKUJĘ. Czekam na długie komentarze :)
A bohaterowie nie pogardzą pytaniami na ich asku.
   Na blogu pojawiła się też ankiety, w której prosiłabym abyście wybrali. Można wybierać więcej niż jedną odpowiedź.

   No to tyle Życzę miłego tygodnia.. xxx

piątek, 6 września 2013

Rozdział 11

                                Proszę, jeżeli przeczytasz zostaw po sobie komentarz. Nawet nie wiesz ile
                              komentarze dla mnie znaczę. To cię nie kosztuje dużo czasu, a mi sprawi
                                                    OGROMNĄ RADOŚĆ <3



 - Długo chorowałaś?- zupełnie głuchą ciszę, podczas zjeżdżania windą, przerwał Harry, spoglądając się w moje odbicie w lustrze.
   - Nie- mruknęłam pod nosem.
   - Ej co jest?- spytał, przenosząc wzrok na moją twarz, lecz nie na tę odbijającą się w tafli szkła.
   - Nic- odpowiedziałam, po czym wyszłam przez rozsuwające się akurat drzwi windy.
   Gdy wyszłam na dwór ziemne podmuch wiatru delikatnie otoczył moje odsłonięte ciało i spowodował odczuwalny dreszcz, który przeszedł mnie wzdłuż kręgosłupa i ostatecznie osiadł na moim karku. Nie powiem już po kilku minutach marszu w stronę klubu, zdążyłam się przekonać jak chłodny jest ten wieczór. Jednak mimo to zgrywałam twardą i szłam dalej z splecionymi rękoma wokół brzucha.
   - Margaret- zaczął Harry, kiedy byliśmy już na półmetku drogi.
   - No?- odwróciłam głowę w jego stronę i momentalnie wbiłam wzrok w jego marynarkę, którą trzymał w wyciągniętej w moim kierunku, ręce.
   - Załóż- polecił mi, wkładając ubranie w moje dłonie.
   - Nie trzeba- powiedziałam cicho, ale moje lodowate i trzęsące się z zimna ciało krzyczało, bym bez gadania zakładała tę jego marynarkę.
   - Przestań, tylko bierz bez gadania! Nie pamiętasz? Jeszcze kilka dni temu leżałaś w łóżku z gorączką. Teraz chyba tez do tego zmierzasz- lekko wygięłam wargi w uśmiech i wśliznęłam ręce w szerokie rękawy, części garderoby loczka, a on złapał moje siniejące dłonie i zamknął je w gorącej pięści.
   - Muszę cię o coś spytać, zanim wejdziemy do środka- powiedział, przystając zaraz przed wejściem do klubu, z którego dochodził dźwięk nastrajanych instrumentów.- Co roku w lipcu jeździmy z mamą nad jezioro na kilka dni, do takiego małego domku...- spojrzał na mnie, czy oby na pewno skupiam się na tym co właśnie usiłuje mi przekazać.- Jednak wakacje z samą mamą nie są jakieś odjazdowe...- zaciął się w połowie zdania.
   - Chcesz mnie zaprosić na wspólne wakacje, tak?- w pewnym sensie dokończyłam zdanie za niego.
   - Tak, jesteś moją przyjaciółką i chcę tam pojechać z tobą- uśmiechnął się tak szeroko, że dołeczki w jego policzkach, wyglądały jak wielkie dziury.- Zgodzisz się?
   - Mogę dać ci odpowiedź jutro?- spytałam, a uśmiech na twarzy chłopaka, tak szybko jak się pojawił tak i zniknął.
   - Jasne, a teraz rusz tyłek- niespodziewanie wplótł palce swojej dłonie w moje, a następnie pociągnął mnie w stronę wejścia zastawionego przez bramkarza, który po sprawdzeniu naszych dokumentów wpuścił nas do środka.
   Po drugiej stronie ściany widok był taki jak za każdym razem. Kilku ludzi kręciło się przy barze, pomrukując coś do siebie, chłopcy rozstawiali sprzęt na małej scenie pośrodku klubu, a przed toaletami utworzyła się kolejka z paru osób.
   - Margie- krzyknął na mój widok Tyler, który w mgnieniu oka pojawił się przy mnie i Harrym.- To wy jesteście razem?- brunet przeniósł zdziwiony wzrok na nasze splecione dłonie.
   - Nie!- momentalnie zaprzeczyłam, wyrywając rękę, z uścisku Harrego.
   - Służyłem jako kaloryfer- wyjaśnił Hazza, wyginając kąciki swoich ust.
   - Spokojnie, daj nam minutę, a nasza muzyka rozpali cię od środka- powiedział Tyler, poruszając w śmieszny sposób jedną brwią.
   - Chcę to zobaczyć- zachichotałam cicho, po czym puściłam mu oczko i skierowałam swój wzrok w kierunku, stojącego na środku pomieszczenia baru.
   Zamówiłam sobie drinka z sokiem bananowym i ze szklanką w dłoni wróciłam pod scenę, na której zespół Tylera powoli się rozkręcał. Z tego co widziałam Harry bardziej zainteresował się trwającym w tym samym czasie meczem, wyświetlanym na telewizorze przy barze, niż grą chłopców.
   - Harry co ty robisz?- warknęłam, kiedy poczułam jak czyjeś, męskie ręce obwijają się wokół mojej talii.- Za dużo sobie pozwalasz Loczuś- zaprotestowałam i zerknęłam przez ramię na chłopaka i w jednej chwili odskoczyłam do tyłu, zahaczając przy okazji stopą, o nogę jednego z krzeseł. Pomyliłam się, to nie dłonie dłonie Harrego spoczywały kilka sekund temu na moim brzuchu, tylko ręce Louisa.
   - Porównując mnie do tego mięczaka, niebywale mnie obraziłaś młoda damo- mruknął do mnie, wyginając jeden z kącików swoich malinowych ust w delikatny uśmiech.
   - Co tu robisz?- zmieniłam temat.
   - W porównaniu do niektórych, przychodzę na każdy, nawet najmniej ważny koncert moich, dobrych znajomych- wytłumaczył, po czym obszedł mnie dookoła, a gdy stał za moimi plecami, nieśmiele przejechał palcem po moim odsłoniętym karku, zostawiając po sobie ciarki na mojej skórze, a ja wypuściłam z ust powietrze, które zbierało się już we mnie od kilkunastu sekund.
   - Stęskniłem się za tobą, wiesz?- powiedział, uśmiechając się szeroko, podczas gdy ja analizowałam w myślach każdy jego wykonany przed chwilą ruch i każde wypowiedziane przez niego słowo.- Szybko wyzdrowiałaś- zmienił temat, gdy zapanowała między nami cisza, a w tle było słychać kolejną zwrotkę śpiewaną i graną przez zespół bliźniaków.
   - Mam silny organizm- powiedziałam od niechcenia.
   - Haha to bardzo dobrze- jego uśmiech, ani na chwilę nie zniknął z jego twarzy, odkąd zaczął do mnie mówić.
   Nie wiedziałam, czy to przez naszpikowanego procentami drinka, czy przez coś innego, moje ciało już nie trzęsło się z zimna. Było mi ciepło i przyjemnie.
   - Co mam zrobić, żebyś się dla mnie otworzyła?- zadał pytanie, a uroczy uśmiech w jednej chwili opuścił jego twarz.
   - Nic. Nie mam zamiaru się dla nikogo otwierać- odburknęłam i powędrowałam z opróżnioną szklanką do baru.- To samo- rzuciłam do barmana, który akurat wyłonił się przede mną.- Może być mocniejsze.
   - Szukałem cię- w pewnym momencie dosiadł się do mnie loczek z butelką piwa w dłoni.
   - I znalazłeś- powiedziałam i wzięłam łyka napoju.
   - Myślałaś już o tym wspólnym wyjeździe?- zmienił temat.
   - Nie miałam jakoś jeszcze czasu- wyjaśniłam i zaczęłam błądzić wzrokiem po sali, poszukując Lou, z którym przed chwilą prowadziłam konwersacje.
   Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy. Ja wpatrywałam się w Zayna, który śpiewał kolejną piosenkę z ich repertuaru, natomiast Harry po przerwie znów wrócił do oglądania meczu ligi angielskiej. Minuty mijały bardzo szybko, tak szybko, jak moja szklanka robiła się pusta, a później pełna i znowu pusta. W ciągu tego czasu z mojej głowy uleciały wszystkie smutki, które po niej błądziły od kilku dni. Moje ciało dostało przypływu energii, miałam ochotę tańczyć, skakać i wyprawiać inne różności. A z czasem i niekontrolowane przeze mnie słowa, zaczynały wydobywać się z moich ciągle otwartych ust.
   - Dalej Londyn!- krzyknęłam w kierunku ekranu telewizora, wiszącego nieopodal mojej głowy.
   - Właściwie to gra Liverpool i Manchester- poprawił mnie Harry, siedzący cały czas obok mnie i śledzący uważnie każdą minutę meczu.
   - Dalej Livechester- poprawiłam się, a po moich słowach wszyscy skierowali swój wzrok na mnie.
   - Livechester?- zdziwił się Harry.
   - Jestem fan... fanką Londynu, więc w tym meczu jestem obojętna... Livechester to Liverpool i Man... coś tam- chciałam ułożyć jakąś logiczną wypowiedź, ale mój język tak się zaplątał, że wyszło co wyszło.
   - Może już nie pij- polecił mi Harry, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
   - Ale Potter ja nie jestem pijana- wyjaśniłam puszczając mu oczko.
   - Najebana w trzy dupy- szepnął Harry sam do siebie.
   - Mam jedną dupę- poprawiłam go.- Idę do kibelka- odparłam, podnosząc się z krzesła.
   - Iść z tobą?- zatrzymał mnie loczek, proponując sama nie wiem co.
   - Umiem się wysikać sama- powiedziałam i zaczęłam podążać w kierunku toalet, co chwilę o coś zahaczając, po czym po kolei przepraszałam każde krzesło i każdy stół na który wpadłam.
   - Margaret- usłyszałam czyjś głos dobiegający z mojej prawej strony.- Napijesz się ze mną?- dodał Louis, kiedy się na niego spojrzałam.
   - Głupie pytanie. Lucas- powiedziałam i tanecznym krokiem podeszłam do chłopaka i zajęłam miejsce naprzeciw niego.
   - Jak się bawisz?- spytał chłopak nalewając mi do kieliszka wódkę.
   - Zajebiście, Lucas, zajebiście- prawie to wykrzyczałam, przechylając kieliszek z alkoholem, który wpłynął do mojego gardła rozpalając je do kilkuset stopni.
   - Gdybyś była taka rozmowna na trzeźwo- skomentował patrząc mi prosto w oczy.
   - Ale... zaraz, zaraz ja jestem w 100 procentach trzeźwa. Mam ci chuchnąć?
   - Obejdzie się bez chuchania- wyszczerzył do mnie białe zęby i ponownie napełnił mój kieliszek trunkiem, który znowu spowodował, że moje ciało od środka zapłonęło.
   - Muszę ci coś powiedzieć- ściszyłam głos.- Gdy mnie dotykasz, moje ciało płonie- wyjawiłam coś, czego nigdy w życiu w stanie trzeźwości, nie ujrzałoby światła dziennego.
   - To chyba przez wódkę, a nie przeze mnie- wtrącił, a ja zaczęłam trząść głową na nie.
   - Ja dotknąłeś mojego czoła i dzisiaj karku...
   - To co się stało?
   - Zajebiście było- powiedziałam i wstałam z krzesła.
   - Gdzie idziesz?- spytał, przegryzając lekko dolną wargę.
   - Zajarać
   - Skręta?
   - A masz?- gdy to mówiłam, czułam jak oczy błyszczą wszystkimi kolorami tęczy.
   - Coś mam- odparł, jednocześnie wkładając dłoń do kieszeni spodni.
   - To chodź- złapałam go za rękę i pociągnęłam.- Idę jarać- krzyknęłam na cały głos.
   - Nie chwal się tak tym, bo oni też będą chcieli- szepnął mi na ucho.
   - Palić kadzidełka w domu, rzecz jasna- ponownie krzyknęłam i wyszłam przed budynek, wciąż trzymając Louisa za rękę i podśpiewując jakąś piosenkę pod nosem. Stanęliśmy gdzieś na rogu ulicy oparci o mur budynku, i paliliśmy skręta.

   Otworzyłam oczy i momentalnie zostałam oślepiona przez promienie słońca, które wpływały do mojej sypialni przez okno balkonowe, naprzeciwko którego miałam łóżko. Do tego coś rozsadzało moją głowę od środka. Czułam jakby co sekundę w moim mózgu wybuchały fajerwerki, rozrywając część mnie na drobne kawałeczki. To co odczuwałam było koszmarem, wszystkie zmysły miałam strasznie wyostrzone, przez co, gdy tylko ulicą przed blokiem przejeżdżał jakiś samochód, ja łapałam się za czaszkę, by ta nie eksplodowała. Zapomniałam wspomnieć o tym nieprzyjemnym uczuciu w gardle, które było wyschnięte na wiór. To było tak jakby ktoś mi tam wsypał kilogram piasku.
   - Wody- szepnęłam, przeciągnęłam się i podniosłam się z łóżka, które nieprzyjemnie zaskrzypiało.- Aj przestań- powiedziałam i zerknęłam na materac, na którym przed chwilą spałam i głośny krzyk wydobył się z moich ust, gdy spostrzegłam śpiącego na mojej pościeli i w moim łóżku, Louisa. Moja wrzaski spowodowały, że chłopak szeroko otworzył oczy i zerwał się z miejsca na równe nogi.
   - Możesz mi wytłumaczyć, co robisz w moim łóżku?- warknęłam na niego, podczas gdy mój wzrok wbił się w jego pozbawiony koszulki tors.
   - Myślałem, że to moje łóżko- zaśmiał się cicho.
   - To nie jest śmieszne. Jak? Ja, ty, jedno łóżko, kiedy? Czy my się no wiesz?- setka pytań cisnęła mi się na język, a jakaś połowa z nich ujrzała światło dzienne.
   - Nie niestety nic nie robiliśmy. Ale sama chciałaś, żebym tu został na noc.
   - Pierwsze słyszę- oburzyłam się.- Nic takiego nie pamiętam.
   - Byłaś pijana i do tego zjarana, jak możesz cokolwiek pamiętać?- sięgnął po swoją kraciastą koszulę i zaczął zakładać ją na swoje półnagie ciało, podczas, gdy mój mózg krzyczał, żeby tego nie robił.
   - Upiłeś mnie?!
   - Sama się upiłaś- uśmiechnął się do mnie, po czym podszedł do mnie, pochylił się nade mną przeniósł moje włosy z twarzy za ucho.- Byś się zdziwiła jaka rozmowna jesteś po pijaku- szepnął, a powietrze z jego ust przeleciało przez mój kark.
   - Co takiego?- w jednej sekundzie od niego odskoczyłam i spojrzałam w jego błyszczące oczy.
   - Całą prawdę- odpowiedział tajemniczo i wyszedł z sypialni, a ja pobiegłam zaraz za nim.
   - Chcę wiedzieć co mówiłam, a ty masz mi o wszystkim powiedzieć. Teraz!- warknęłam blokując mu dalszą drogę swoim ciałem.
   - To trochę potrwa, mówiłaś bardzo dużo, gdy niosłem cię do domu- znowu się uśmiechnął i usiadł na kanapie w salonie.
_______________________________________________________________________
   Mam nadzieję, że ten jest trochę dłuższy i w jakiś sposób wam się spodoba. Mam też ogromną nadzieję, że każda duszyczka, która przeczytała ten rozdział zostawi po sobie ślad w formie komentarza.
 Tak tylko przypomnę, że uwielbiam czytać dłuugaśne komentarze.
UWAGA!
Jeżeli ktoś chce być informowany o rozdziałach niech w komentarzu napisze: Informowana @ i nick z twittera :)
 Chcę jeszcze podziękować MONICE <3 za to, że zadaje pytania bohaterom, a to sprawia, że mi łatwiej pisze się rozdziały :)
   Z góry dziękuję za każdy komentarz. Bo każdy komentarz dla mnie dużo znaczy i jest dla mnie wielką motywacja do dalszego pisania :)
   Buziaki. xx
  

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 10

   - Zadałem pytanie- podniósł na mnie głos.
   - Tak byłam w poprawczaku i co, ta informacja zmieni w jakiś szczególny sposób twoje życie?- warknęłam na niego, zaciskając dłonie w piąstki.
   - Czemu mi o tym nie powiedziałaś wcześniej?- po tych słowach, które w melodyjny sposób wypłynęły z ust chłopaka, ja zaczęłam się śmiać.
   - Co może miałam podejść do ciebie i powiedzieć: Cześć jestem Margaret byłam dwa lata w poprawczaku, fajnie co nie?- powiedziałam sarkastycznie.- Jakoś nie mam powodów do chwalenia się tym na prawo i lewo.
   - Dobra nie chcesz mówić to nie mów- mruknął pod nosem, po czym zaczął krążyć po pokoju bez najmniejszego celu i od czasu do czasu szeptał coś sam do siebie pod nosem.
   - Wiesz ile dni, miesięcy, a nawet lat- zaczął, zerkając to na mnie to na ramę łóżka, na którym leżałam.- Wiesz ile czasu poświęciłem by cię w końcu znaleźć. Co dzień przechadzałem się obok naszego liceum, z nadzieją, że znów cię tam zobaczę i będę mógł po raz któryś wpatrywać się w twoje dłonie kreślące coś na kartkach zeszytu- zaczął mówić, gdy jego oczy wlepiły się w ścianę i ani na moment nie przestawały się w nią wpatrywać.- A teraz, gdy znowu mam cię przed oczami, gdy odważyłem się do ciebie odezwać, ty zgrywasz niedostępną- kontynuował swoje żalenie się, a ja cicho, skulona gdzieś w rogu łóżka, milczałam. W mojej głowie nie pojawiła się ani jedna racjonalna możliwość zareagowania na jego słowa.-Muszę iść- mruknął pod nosem, po czym raptownie podniósł się z miejsca i bez żadnego słowa pożegnania po prostu wyszedł z mojego mieszkania.

   Minęły dwa dni, a ja wróciłam do normalnego życia, z dala od łóżka, kartonów chusteczek, setek obrzydliwych lekarstw i braku porządnego jedzenia. Te dwa dni spędziłam zupełnie samotnie, nie licząc małych pastylek patrzących się na mnie dniami i nocami. Ani Harry, ani Louis, ani ktokolwiek inny nie wpadł do mnie ani na chwilę.
   Ubrałam się w czyste i pachnące kwiatowym płynem do płukania, ubrania, napiłam się gorącej kawy, spaliłam dwa papierosy i z zaciśniętymi w pięści dłońmi, powędrowałam pod drzwi mieszkania Harrego. Chciałam mu jak najszybciej wszystko wyjaśnić, bo powoli zaczynało mi brakować jego towarzystwa i ciepłego uśmiechu, który tak często pojawiał się na jego twarzy.
   Przyłożyłam palec do ciemnych, drewnianych drzwi  kilka razy zapukałam, aż nie usłyszałam znajomego głosu po drugiej stronie ściany. Usłyszałam jak klucz przekręca się w zamku, a po chwili moim oczom ukazał się Harry w samym ręczniku okrywającym dolną część jego ciała.
   - Musimy porozmawiać- odparłam przez zaciśnięte zęby.
   - To chyba nie jest odpowiedni moment na rozmowy- powiedział poprawiają cobie ręczni, który powoli zaczął, niesfornie zsuwać się z ciała loczka.
   - Owszem jest- wyminęłam go w progu i weszłam do jego mieszkania. Złapałam go za ciepłą dłoń i pociągnęłam w stronę jego małej, ale przytulnie urządzonej sypialni.
   - Siadaj- wskazałam dłonią jego łóżko, tak naprawdę jakby to on był gościem w moim domu, a nie ja w jego.
   - Powiedziałem, że nie mamy o czym rozmawiać.
   - Boże, Harry nie rób z siebie nadąsanej księżniczki, która właśnie przechodzi okres, tylko daj mi do jasnej cholery coś powiedzieć- podniosłam na niego głos, co spowodowało, że loczek, pokręcił chwilę swoją głową, głośno wzdychnął i wkuł swój wzrok w moje oczy.
   - Słucham- mruknął, niechętnie pod nosem.
   - O co tobie chodzi Styles?- zaczęłam od zadania mu na pozór łatwego pytania.- Unikasz mnie jak ognia i nie pozwalasz mi dojść do słowa. Proszę mów- spiorunowałam jego twarz wzrokiem.
   - Chcesz wiedzieć o co mi chodzi?
   - Tak, po to tu przyszłam.
   - Ty i Louis o to chodzi. Nie pamiętasz co on ci zrobił, ile razy cię skrzywdził? A teraz jakby nigdy nic tak bardo się zaprzyjaźniliście- przerwał na chwilę, żeby nabrać powietrza w płuca.- Hmm przyjaciele uprawiający seks, brzmi nieźle.
   - Nie uprawialiśmy seksu- momentalnie zareagowałam na jego słowa.- Nigdy nie robiłam tego z nim.
   - To jak wyjaśnisz, to jak razem wyszliście z męskiej toalety, ubierając się w pośpiechu? Albo to jak widziałem jak wychodzi z twojego mieszkania kilka dni temu, zostawiając cię w łóżku rozpaloną do czerwoności? Jak to wytłumaczysz?- podniósł na mnie wzrok.
   - Zaciągnął mnie do łazienki, kiedy natrafił na mnie w galerii, chciałam go spławić i uciec, ale ten zaciągnął mnie do toalety, zatarasował sobą drzwi i zaczęliśmy rozmawiać- wyjaśniłam.- A to w moim mieszkaniu... Leżałam chora w łóżku z grypą, a on zaoferował się mi pomóc, poszedł do apteki po leki dla mnie.
   - I ja mam ci ufać?- spytał Harry, kiedy ja zakończyłam moje tłumaczenie.
   - Byłam z tobą szczera, a jak ty to odbierzesz to twoja sprawa- po tych słowach podniosłam się z krzesła i zaczęłam kierować do drzwi, dopóki nie zatrzymał mnie cichy głos Harrego.
   - Zaczekaj!
   - Co?- odwróciłam się do niego i przystanęłam w miejscu tuż przed drzwiami.
   - Chcę, żebyś coś wiedziała- zaczął niepewnie.- Jesteś dla mnie ważna i nie chcę, żeby pierwszy lepszy dupek cię skrzywdził- mówił to takim poważnym tonem, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
   - Nie musisz się o mnie martwić. Jeszcze umiem sobie poradzić- podeszłam bliżej niego, moje usta wygięły się w jeszcze większy uśmiech, a moje ramiona z całych sił wtuliły się w jego nagi tors.- Dziękuję Harry- szepnęłam mu na ucho, a moje usta otarły się o jego mokre loczki.
   - Chcesz jajecznice?- spytał, po tym jak się od niego odsunęłam na kilka centymetrów.
   - Fuj, nie- na samą myśl o zielonych jajkach, aż się wzdrygnęłam.
   - Nie wiem o co ci chodzi. To moje popisowe danie- wyszczerzył do mnie białe ząbki, jednocześnie mrugając w moim kierunku jednym okiem.
   - Oj Harry, Harry...- chciałam jeszcze coś dodać, ale przerwał mi dźwięk mojego telefonu, który zaczął dawać o sobie znak, kręcąc się w mojej kieszeni.
   Szybkim ruchem wyciągnęłam komórkę z kieszeni i spojrzałam na doszczętnie porysowany ekranik. Jak się okazało, dostałam SMS-a od Tylera z zaproszeniem na ich koncert z okazji dwóch lat istnienia zespołu chłopaków. Nie mogłam opuścić takiego wydarzenia, więc bez zastanowienia przyjęłam zaproszenie.
   - Idziemy dzisiaj na koncert- mruknęłam do Harrego, a ten pytająco na mnie spojrzał, jednocześnie mieszając swoją jajecznicę, która już nabierała, zgniłego, zielonkawego koloru, a w kuchni rozchodził się ten potworny zapach, który przyprawiał mnie o mdłości.
   - Jaki koncert?
   - Chłopaków. Przepraszam Harry, ale zaraz się porzygam. Bądź u mnie o dziewiętnastej- powiedziałam szybko i niemalże wybiegłam z jego mieszkania, zakrywając sobie usta i nos, dłońmi.
   7 godzin później.
   Kończyłam nakładać podkład na twarz, gdy ktoś zapukał do moich drzwi.
   - Harry- szepnęłam do siebie i ruszyłam w kierunku korytarza. Otworzyłam drzwi i ujrzałam Harrego.- Wow- zareagowałam, gdy moje oczy dokładnie spenetrowały loczka.
   Wyglądał tak jakoś inaczej, lepiej. Po raz pierwszy burza jego loczków, sprawiała wrażenie, jakby sam Harry przyczynił się do ich ułożenia, uśmiech pokrył połowę jego twarzy, a do tego ciemna koszula pozbawiona wzorów, nie zapięta do końca, co spowodowało, że każdy miał wgląd na jego klatkę piersiową, na której widniał mały tatuaż, no i te ciemne rurki, delikatnie opinające jego chude, lecz umięśnione nogi.
   - Co tak mnie gwałcisz wzrokiem?- odparł, przerywając moje obserwacje.
   - Wyglądasz tak męsko...- zaczęłam, przegryzając dolną wargę.
   - Sugerujesz, że wcześniej nie wyglądałem męsko?- zmrużył oczy, przyglądając mi się uważniej.
   - Wyglądałeś chłopięco, a teraz wyglądasz jak rasowy mężczyzna- ujęłam to najlepiej jak tylko potrafiłam.
   - Dzięki- burknął cicho.- Za to ty wyglądasz jak... emm... jakbyś reklamowała swoją bieliznę- odparł, a ja wyszczerzyłam oczy i momentalnie zerknęłam w lustro. Byłam w samej bieliźnie, w dodatku w majtkach w mini Spiderman-y.
   - Daj mi minutkę- powiedziałam i popędziłam do sypialni, w której wciągnęłam na siebie krwistoczerwoną sukienkę przed kolana, poprawiłam jeszcze moje włosy, które szybko oplotły moje ramiona, po czym wyszłam z pokoju i znów stanęłam oko w oko z Harrym
   - Tak lepiej- skomentował i wysłał do mnie jeden ze swoich uroczych uśmieszków.
__________________________________________________________________
   To taki tam pożegnalny rozdział. Nie, nie żegnam się z wami, żegnam się z wakacjami, których miałam Uwaga, aż dwa tygodnie. :)
   Chciałabym każdemu podziękować, kto został ze mną i z tym opowiadaniem, mimo mojej kilkutygodniowej nieobecności.
   Dostałam kilka nieprzyjemnych wiadomości na fb, tt, czy asku, że olewam blog i was. Trochę mi smutno, bo nie miałam czasu na pisanie. 6 tygodni wakacji spędziłam w pracy, w Jastrzębiej Górze, nie wracałam do domu na noc, więc nie miałam nawet dostępu do Internetu. Jak już to mogłam iść kawałek do miejsca gdzie miałam wi-fi, ale jakoś mi się nie uśmiechało pisać rozdziałów o 22, po 10 godzinach zapierdzielania. Dziękuję, że część z was to zrozumiała.
   Za to was kocham <3
Mam nadzieję, że każdy kto przeczytał zostawi po sobie jakiś ślad w formie komentarzu, nawet krótkiego. Chcę wiedzieć ile osób tu zostało.
 Pozdrawiam, kocham was..
Ps. Miłych dni w szkole :P xx