Translate

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 7

   - Co powiedziałeś mamie?- zaczęłam, kiedy znaleźliśmy się już w moim, pachnącym farbą pokoju.
   - A co miałem jej powiedzieć?- odburknął rozglądając się po pokoju.
   - No, czemu nie wrócisz do domu- dałam mu do zrozumienia o co tak właściwie mi chodzi.
   - Napisałem jej, że nocuję u kolegi i tyle- odpowiedział, po czym otworzył na oścież, moją zamrażarkę, w której zaczął szperać.
   - Szukasz czegoś?- zerknęłam na niego ciekawskim wzrokiem.
   - Tak. Masz może lód, bo nos mnie napierdziela- odwrócił się twarzą do mnie, na co ja wywróciłam oczami i powoli podeszłam do niego, pochyliłam się nad zamrażarką i otworzyłam ostatnią z plastikowych szuflad, z której wyjęłam pełen worek kostek lodu, który rzuciłam w stronę Harrego, jednak tak się niefortunnie stało, że lód dosyć mocno uderzył w czułe miejsce chłopaka, na co ten syknął pod nosem.-  Cela to ty masz- skomentował, po czym przyłożył sobie worek do twarzy, a z jego ust znowu wydobył się dźwięk, na miarę syknięcia.
   - Nie zrobisz sobie krzywdy, jeśli pójdę teraz pod prysznic?- upewniłam się, a gdy chłopak skinął głową, zniknęłam za drzwiami swojej sypialni, z której zabrałam piżamę, a następnie zamknęłam się w łazience.
   - Masz ochotę na jajecznicę?- usłyszałam głos chłopaka, gdy miałam odkręcać już wodę.
   - Ale to ciężkostrawne- odkrzyknęłam, zamykając za sobą drzwiczki od prysznica.
   - Moja taka nie będzie- wyjaśnił, a ja zamiast odpowiedzieć odkręciłam wodę, która zaczęła spływać po moim ciele, jednocześnie obmywając ranę na ręce, co spowodowało, że na dno prysznica zaczęły kapać małe kropelki czerwonej cieczy.
   Kiedy wyszłam spod prysznica, poczułam coś okropnego, mój wrażliwy nos ugodził jakiś nieprzyjemny zapach, pierwsze co przyszło mi do głowy, a raczej kto, to Harry, którego zostawiłam samego w kuchni. Zanim jednak wyszłam z łazienki, zerknęłam na ekran mojego telefonu, który akurat coś zasygnalizował, a dokładniej to, że ktoś dodał mnie na twitterze do obserwowanych. Postanowiłam wykorzystać sytuację i wstawić tweeta, ponieważ nie robiłam tego od kilku dobrych tygodni.

   Przeczesałam jeszcze mokre włosy, palcami, a następnie wyszłam na korytarz, gdzie uderzyła we mnie fala smrodu, dobiegająca z kuchni.
   - Harry!- krzyknęłam.- Zasmrodziłeś mi całe mieszkanie o ile nie cały budynek- dopowiedziałam, kiedy stanęłam już w tym samym pomieszczeniu co Harry.
   - Tak trochę mi nie wyszła- powiedział, spoglądając na mnie łagodni, jednocześnie przegryzając wargę.
   - Chcesz zdradzić co to?
   - Jajecznica- odpowiedział bez zastanowienia.
   - Kupiłam stare jajka?
   - Nie, czemu pytasz?- zerknął na patelnię i zrobił zmieszaną minę.
   - Bo ta twoja jajecznica jest zielona, pewnie dlatego- mruknęłam, a chłopak lekko się uśmiechnął.
   - To sprawa ziół.
   - Wsypałeś marihuanę do jajecznicy?
   - Raczej pietruszkę i majeranek- uśmiechnął się, odsłaniając rządek prostych zębów.
   - Oj mocno musiałeś oberwać w tę głowę- powiedziałam, wciąż ślęcząc nad patelnią pełną, tego czegoś, co na pewnie nie wyglądało na apetyczne danie.
   - Weź nie przesadzaj, a spróbuj- nałożył trochę zielonych jajek na dwa porcelanowe talerze, po czym podał mi jeden z nich.
   Przez jakiś czas wahałam się nad tym, czy obu na pewno chcę posmakować, tego co przygotował Harry, ale kiedy zobaczyłam jak loczek pakuje sobie kolejną porcję do buzi, w końcu się skusiłam. Przymrużyłam oczy i wsadziłam do ust trochę jajecznicy, przemieliłam ją kilka razy i połknęłam. Jak się okazało naprawdę była smaczna, mimo że wyglądała strasznie odpychająco.
   - Gdzie mogę spać?- spytał, kiedy oboje opróżniliśmy nasze talerza, a zielone oczy Harrego zaczęły się bezwładnie zamykać.
   - Na balkonie?- zaproponowałam, wskazując palcem na rozłożony słomiany leżak.
   - Może jakieś inne propozycje?- przeczesał swoje loki dłońmi i mrugnął do mnie jednym okiem.
   - Kanapa ci odpowiada?
   - Bardziej niż ten, ledwo trzymający się na nogach leżak- mruknął, po czym zabrał się za rozpinanie swojej jasnoniebieskiej koszuli, spod której wyłonił się umięśniony brzuch Hazzy, w który wbiłam swój zszokowany wzrok.
   - Ciasteczko- mruknęłam sama do siebie.
   - Co?- z mojego zachwytu wyrwał mnie ciekawski głos, loczka, który z dziwną miną na twarzy mi się przyglądał.
   - Nic nie mówiłam- zaprzeczyłam, gdy tylko oprzytomniałam i oderwałam wzrok od jego kaloryfera.
   - Ale ja słyszałem- zachichotał pod nosem.
   - Wydaje ci się- próbowałam mu wmówić, że się myli.
   - Nie zaprzeczaj- zaczął mnie łaskotać.
   - Przestań- krzyknęłam, gdy ręka chłopaka dźgnęła moją starą ranę, która jeszcze na dobre się nie zagoiła, jednak chłopak nie przejął się moim słowami i cały czas łaskotał mnie.- Przestań, kurwa!- warknęłam i z całych sił popchnęłam go, co spowodowało, że ten zarył plecami o ścianę, po której po chwili się osunął na ziemię.
   - Auć- z ust Harrego wydobył się cichy jęk.
   - Przepraszam- szepnęłam pod nosem i pomogłam mu wstać.
   - Nie lubisz łaskotek?- spytał, kiedy nieco się ocknął i zaczął kontaktować z rzeczywistością.
   - Nie, ale to nie chodzi o łaskotanie...
   - To, o co?
   - O to- mruknęłam pod nosem, po czym złapałam za dół mojej bluzki i podciągnęłam ją niepewnie do góry, odsłaniając liczne blizny i gojące się rany, w tym tą, na którą najechał swoimi palcami Harry.
   - Boże...- zaniemówił na widok, tego co zobaczył, a ja z powrotem osunęłam bluzkę na swoje ciało.- Skąd?- spytał cicho.
   - Poprawczak i te sprawy- wyjaśniłam i nie mówiąc nic więcej schowałam się za drzwiami mojej sypialni. Nie zapalając światła odnalazłam drogę do łóżka, w którym się wygodnie położyłam, przykryłam miękką kołdrą i przymknęłam powieki.
   Z rana obudziły mnie promienie słońca wpadające do mojej sypialni przez niezasłonięte okna.Wzięłam głęboki wdech, jednocześnie się przeciągając.
   - Harry- szepnęłam, gdy poczułam nieprzyjemny zapach, dobiegający zza drzwi. W jednym momencie podniosłam się z miejsca i wyleciałam z sypialni jak oparzona. Jednak ku mojemu zdziwieniu loczek jeszcze sobie smacznie spał, co prawda na ziemi, ale jednak.- Co do cholery tak śmierdzi?- zadałam pytanie samej sobie, po czym z ciekawości, w piżamie wyszłam na klatkę schodową, na której zapach był jeszcze silniejszy. Wywróciłam oczami, westchnęłam i wróciłam do mieszkania, zamykając za sobą szczelinie drzwi frontowe.
   - Pobudka- zwróciłam się do Harrego, a gdy ten w ogóle nie zareagował cisnęłam w niego wielką poduszką, na co chłopak gwałtownie podniósł głowę, co spowodowało, że uderzył czołem o szklany stolik.- Nie martw się kolejny guz, będzie ładnie komponował się z resztą.
   - No tak. Nieszczęścia chodzą parami.
   - Ciesz się, że nie trójkami- rzuciłam, chichocząc pod nosem.- Ale myślałam, że będziesz wyglądał gorzej- skomentowałam, po uważnym przyjrzeniu się jego twarzy.
   - Jezu- mruknął, po tym jak zerknął na swój telefon, leżący obok niego.
   - Co jest?
   - Mam dziesięć nieodebranych połączeń od matki- wyjaśnił, pokazując mi swoją komórkę.- Myślisz, że mogę jej się tak pokazać? Nie będzie głupich pytań?
   - Pewnie będą, ale mam pomysł- uśmiechnęłam się szeroko i poszłam do łazienki, z której zabrałam swoją kosmetyczkę i wróciłam do Harrego.
   - Co masz zamiar zrobić?- spytała, z zaciekawieniem, spoglądając na kolejne kosmetyki, które kładłam na kanapie.
   - Zamaskuję twoje niedoskonałości- wyjaśniłam przegryzając dolną wargę, po czym odkręciłam fluid, który wycisnęłam na pędzelek.- Zamknij oczy- poleciłam Herremu, który dostosował się do mojego polecenia.
   Efekt końcowy udoskonalenia twarzy chłopaka, okazał się taki na jaki oczekiwałam, poza strupami i dwoma odstającymi guzami nie było nic widać. Może skóra Harrego przybrała nieco pomarańczowy kolor, ale to nie rzucało się, aż tak mocno w oczy.
   - Idealnie- powiedziałam, po czym nakierowałam loczka w stronę lustra, w które się wpatrzył.
   - Wyglądam, jakbym wrócił z solarium- skomentował, odwracając się do mnie przodem.
   - To chyba lepsze, niż żebyś wyglądał jakbyś wyszedł z ringu...- moją wypowiedź przerwał telefon Hazzy, który zaczął dzwonić.
   - Halo- powiedział, niemrawo do słuchawki.- Tak jestem już w bloku, będę za minutę- wciąż prowadził rozmowę, a ja domyśliłam się z kim może rozmawiać.- To ja będę spadać- mruknął, chowając telefon do kieszeni spodni.
   - Jasne- nie zdążyłam już nic więcej powiedzieć, ponieważ chłopak już się ulotnił z mieszkania.
   Na spokojnie zjadłam jakieś szybko przygotowane śniadanie, zrzuciłam z siebie piżamę, a za to ubrałam się w szary dres i luźny T-shirt. Chwyciłam jeszcze telefon, portfel i mały plecak, po czym wyszłam z mieszkania. Wiedziałam, gdzie chcę iść, ponieważ w związku z tym, że moje ubrania były bardzo zniszczone, obrałam kierunek najbliższej galerii handlowej, do której miałam kilka minut drogi.
   Pierwsze zakupy od dwóch lat, a ja nie wiem od czego zacząć. Weszłam do pierwszego sklapu, który okazał się być sklepem wyłącznie z męską odzieżą. Tak szybko jak tam weszłam tak i wyszłam. W następnych było już lepiej, a z każdego wychodziłam z nową zdobyczą. Kiedy byłam w sklepie sportowym i przymierzałam kolejne adidasy, do sportowego wszedł ktoś, na kogo na pewno nie miałam ochotę natrafić. W wejściu stał rozglądający się na wszystkie strony Louis, ten sam, który wczoraj zabrał mój telefon i pobił Harrego. Szybko ściągnęłam buty, które przymierzałam, wciągnęłam swoje trampki i zasłaniając sobie twarz siatkami, próbowałam wyjść ze sklepu, żeby Louis mnie nie dostrzegł. Wszystko szło dobrze, dopóki siatka się nie porwała, a wszystkie moje ubrania nie rozsypały się na ziemi.
    - Kogo my tu mamy- usłyszałam znajomy głos, za plecami.
_________________________________________________________________
  Na początku chciałabym bardzo podziękować za wszystkie długie komentarze, które czytałam z ogromną przyjemnością i bardzo bardzomi się sspodobały. Oby tak dalej ;) Po drugie dziękuję osobom, które zadają pytania bohaterom, bo dzieki odpowiadaniu w mojej glowie rodzą się nowe pomysły na kolejne rozdziały i to jest niesamowite. Co do rozdziału to nic się w nim nie dziejė, ale to taki rozdział przejściowy, żeby w następnym akcja mogła się rozwinąć. 
xxx

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 6

   Kiedy wspinałam się po schodach, wprost do mieszkania chłopaków, czułam jak głośna muzyka uderza w moje ciało, a ziemia zaczyna drgać pod stopami. Bez zastanowienia, silnym ruchem dłoni otworzyłam drzwi, zza którymi miała miejsce domówka, po czym dostrzegłam masę ludzi. Cały tłum wił się w rytm muzyki dobiegającej z ogromnych głośników poustawianych pod ścianami. Zacisnęłam zęby i zaczęłam usiłować przedostać się między tymi wszystkimi imprezowiczami, aby znaleźć jakąś znajomą twarz. Niestety pierwszy w oczy rzucił mi się Louis, który stał oparty o jasną ścianę, a w dłoni trzymał szklankę z jakimś trunkiem. Momentalnie obrałam inny kierunek i przyspieszyłam tępo marszu.
   -Tyler- dźgnęłam palcem, chłopaka, który stał do mnie tyłem i z kimś uważnie rozmawiał.
   - Właściwie to Zayn- odpowiedział, odwracając się do mnie przodem.- Jeśli szukasz Tylera, to robi ze swoją dziewczyną drinki w kuchni. No jak chcesz jednego, możesz tam skoczyć- przez głośną muzykę słyszałam jedynie co drugie słowo, które padało z ust mulata.
   - Jasne- mruknęłam i skierowałam się w stronę drzwi prowadzących najprawdopodobniej jak przypuszczałam do kuchni. Niepewnie złapałam za klamkę, którą nadusiłam. Rzeczywiście znalazłam się w pomieszczeniu, w którym chciałam się znaleźć. Przy długim blacie stał Tyler i jakaś rudowłosa dziewczyna, oboje nalewali coś do szklanek, a przy okazji z czegoś się śmieli.
   - Masz coś dla mnie?- przerwałam ich, a moje słowa, spowodowały, że oczy wszystkich, zgromadzonych w kuchni utkwiły na mojej osobie.
   - O Margaret. Zależy co byś chciała- uśmiechnął się do mnie, po czym zerknął na stojące przed nim butelki z alkoholem.- Whisky, czysta, piwo, wino, jakiś likier?- zaczął wymieniać, podczas, gdy ja wbiłam swój wzrok w pełną butelkę Jack'a Daniells'a.
   - A daj whisky z lodem- zdecydowałam, a chłopak zdecydowanym ruchem, nalał mi do szklanki whisky, po czym napełnił trunkiem jeszcze dwa naczynia.
   - Swoją drogą widzieliście wysokiego, szczupłego chłopaka z burzą kasztanowych loków na głowie?- zmieniłam temat, gdy przypomniałam sobie, że nie przyszłam tu sama.
   - Nie, a kto to w ogóle? Twój chłopak?- zadał serię pytań.
   - Sąsiad- odburknęłam, złapałam za szklankę i wyszłam z pomieszczenia i nieomal co nie potrąciłam Louisa, który akurat przechodził przed drzwiami.
   Upiłam trochę napoju, który trzymałam w dłoni i obrałam przeciwny kierunek do tego, gdzie znajdował się Louis. Znowu przepychałam się łokciami, pomiędzy ludźmi, którzy coś na do mnie wykrzykiwali, kiedy trąciłam ich ręką. Zerknęłam za plecy i od razu dojrzałam podążającego za mną Louisa, z dziwnym, wręcz szyderczym wyrazem twarzy. Tak naprawdę chciałam, żeby za mną szedł. Znowu spojrzałam przed siebie i przyspieszyłam krok. Przeszłam przez korytarz i zatrzymałam się na jego końcu, gdzie kończyło się przejście, a zaczynała ściana. Stanęłam pewnie pod ścianą i spoglądałam na Lou, który powoli się do mnie zbliżał.
   - Śledzisz mnie?- mruknęłam, gdy chłopak był na tyle blisko mnie, żeby usłyszeć co do niego mówię.
   - Obserwuję- wychrypiał cicho.
   - Masz w tym jakiś cel?
   - Cel? Możliwe- uniósł kilka razy brwiami, po czym wyciągnął z kieszeni mój telefon.- Mama dzwoniła- oznajmił, a ja zaczęłam się śmiać, co zdziwiło Louisa.
   - Nie masz rodziców?
   - Nie- od razu zaprzeczyłam.
   - To musisz nieźle zarabiać.
   - Nie pracuję.
   - To skąd to luksusowe mieszkanie?- spytał, a ja wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.
   - Wspomniałem, że cię obserwuję- jego kąciki ust powędrowały ku górze, tworząc chytry uśmieszek na jego twarzy.
   - Wszystko super, ale po co to robisz?!- podniosłam nieco głos na niego.
   - Dla zabicia czasu- odparł spokojnym głosem.
   - To znajdź sobie inną zabawkę, bo ja kurwa nie mam ochoty na takie zabawy!- warknęłam i sięgnęłam po mój telefon, jednak Lou zdążył cofnąć rękę.- Oddaj mi go!- powiedziałam oschle, jednak chłopak w żaden sposób nie zareagował na moje ostre słowa.
   - Chcesz telefon, to go sobie weź- powiedział, a następnie wsunął moją komórkę sobie do ciemnych, jeansowych spodni, na co ja wywróciłam oczami.
   - Jesteś żałosny- skomentowałam, po czym sięgnęłam po swój telefon. Bez żadnego oporu wsadziłam rękę, za jego spodnie, chwyciłam komórkę i wyciągnęłam ją już z moją własnością.
   - Podobało ci się- oznajmił Lou, a ja nie wytrzymałam i ugodziłam dłonią, jego twarz, co prawda zrobiłam to mocniej niż początkowo planowałam.- Za dużo sobie pozwalasz- warknął na mnie i popchnął mnie na szafkę stojącą nieopodal, a wszystko to spowodowało, że nadziałam się na filiżankę, która pod wpływem mojego ciężaru roztrzaskała się na małe ostre kawałeczki, które wbiły mi się w rękę.
   - Co ty jej zrobiłeś!- usłyszałam czyjś krzyk, a gdy lepiej wytężyłam wzrok dostrzegłam przyglądającemu się tej całej sytuacji, Harrego.- Pożałujesz- dodał, zbliżając sie do nas.
   - Harry, nie mieszaj się w to- powiedziałam wyjmując kolejny kawałek porcelany ze skóry.
   - Słyszałeś?! Nie mieszaj się- burknął Lou, piorunując go wzrokiem.
   - Nie- odpowiedział Hazza, po czym podskoczył do Louisa i cisnął mu pięścią w policzek, co spowodowało, że chłopak się poważnie zachwiał.
   - Ostrzegałem- warknął Lou i odwdzięczył się tym samym, tylko że Harry w porównaniu do Louisa, przewrócił się na ziemię, a Lou postanowił wykorzystać sytuację i zaczął okładać twarz loczka, który powoli tracił przytomność.
   - Przestań- wrzasnęłam i rzuciłam się w ich stronę.- Powiedziałam coś- powtórzyłam, gdy Lou w ogóle nie przejął się moimi słowami.- Zrobię co chcesz, tylko przestań- mruknęłam odpychając z całych sił Louisa na bok.
   - Brzmi ciekawie- uśmiechnął się, jednocześnie odsłaniając szereg zębów.
   Posłałam jeszcze jedno spojrzenie na Louisa, po czym zbliżyłam się do wciąż leżącego na podłodze Harrego. Pomogłam mu wstać, po czym otarłam obrusem, za który chwyciłam, jego krwawiący nos.
   - Następnym razem mnie słuchaj- zganiłam go za jego zachowanie, przez które nieźle ucierpiał, a zwłaszcza jego twarz.
   - Mogę nocować u ciebie?- spytał niemrawym głosem.
   - Czemu?
   - Matka mnie wyrzuci, jeśli dowie się, że wdałem się w bójkę- szepnął, hipnotyzując mnie swoim wzrokiem.
   - Dobra, a teraz idź do kuchni i przyłóż sobie na nos lód, Tyler ci da- pokierowałam go, a chłopak tylko skinął głową i powoli oddalił się.
   - Zadowolony?!- warknęłam na Louisa, który oparty o ścianę wpatrywał się w tył mojego ciała.
   - W sumie to nie. Mogłem się nie dać- skomentował.
   - Byłam przez dwa lata w poprawczaku, widziałam wielu ludzi, z wieloma miałam styczność, ale jeszcze nigdy nie trafiłam na takiego zapyziałego skurwysyna, jakim jesteś- wykrzyczałam mu to prostu w twarz, a przez wzrost emocji, które zawładnęły moim ciałem, serce zaczęło mi szybciej pracować, a ze świeżych ran, zaczynało wypływać więcej krwi.
   - Byłaś w poprawczaku?- zdziwił się.
   - Nie kurwa. Wiesz nie mam ochoty rozmawiać z tobą, ani minuty dłużej.
   - Chyba zapomniałaś, że jesteś mi coś winna- zatrzymał mnie, owijając swoją rękę, wokół mojej talii.
   - Jako wynagrodzenie, potraktuj to, że cię w tej chwili nie zabiję- burknęłam pod nosem i wyplątałam się z jego silnego i kurczowego uścisku, a następnie szybkim krokiem popędziłam do salonu, gdzie wszyscy wbili swoje ciekawskie wzroki w moją krwawiącą rękę.
   - Harry, wracamy?- spytałam chłopaka, kiedy weszłam do kuchni, w której siedział chłopak z woreczkiem lodu na twarzy.
   - Jak chcesz- mruknął spoglądając na mnie.
   - Krew ci leci- wtrącił Zayn, który również był w tym samym pomieszczeniu co my i szperał w lodówce.
   - Tak wiem, ale to nic takiego- odpowiedziałam, po czym sięgnęłam po kawałek papieru kuchennego, namoczyłam go zimną wodą i otarłam reny.
   - Zawieść cię do szpitala?- zaproponował Zayn, trzymający prawie pusty kieliszek w dłoni.
   - Piłeś- zauważyłam.
   - A no tak.
   - Wiesz co Harry, ja sobie pójdę na balkon zapalić, dopiję drinka i możemy iść- wyjaśniłam, po czym zrobiłam tak jak powiedziałam.
   - Możemy porozmawiać- kiedy spalałam papierosa, dołączył do mnie na balkon Zayn, który również wyjął fajkę z kieszeni i również zaczął ją spalać. /
   - Yhm- mruknęłam, rozglądając się po okolicy.
   - Kto wam to zrobił?- mówiąc to spoglądał na moją prawą rękę, która chyba nie miała zamiaru się goić.
   - Jeśli chcesz rozmawiać o tym, to wiedz, że nie mam ci nic do powiedzenia- odparłam poważnym głosem.
   - Dobra nie będę się sprzeciwiał- powiedział.- Pewnie myślałaś, że ta impreza będzie wyglądać inaczej.
   - Wcale nie. Nie miałam pojęcia jak wyglądają takie domówki, zanim trafiłam do poprawczaka, jakoś niespecjalnie lubiłam uczestniczyć w takich wydarzeniach- odpowiedziałam, wpatrując się w dal.
   - Byłaś w poprawczaku?
   - Tak. Dwa lata, no prawie dwa lata.
   - Nie wiedziałem, że jesteś aż tak niegrzeczna- zaśmiał się pod nosem.
   - Bo nie jestem i nie byłam, czasem za szybko tracę nad sobą kontrolę i wychodzi jak wychodzi. Tamta dziewczyna mnie sprowokowała, no i nie skończyło się to dla niej dobrze- wyjaśniłam, po czym usiadłam na drewnianym leżaku.
   - Coś poważnego jej się stało?- drążył temat, mój rozmówca.
   Zanim odpowiedziałam na pytanie, przegryzłam nieco dolną wargę i spaliłam do końca papierosa.
   - Zawsze mogło być gorzej- odparłam, jednocześnie przypominając sobie scenę sprzed kilku lat.
   - Możemy wracać?- z rozmowy z Zaynem wyrwał mnie głos Harrego, który stanął w drzwiach od balkonu.
   - Tak- pożegnałam się z Zaynem i podniosłam się ze skrzypiącego siedzenia.
   Kiedy wraz z Harrym zmierzaliśmy do wyjścia, w salonie nie było już tylu ludzi co wcześniej, co ułatwiło nam szybsze wydostanie się z mieszkania. Gdy już miałam otwierać drzwi frontowe, zerknęłam ostatni raz przez ramię, tak jakbym kogoś szukała. Moje oczy odnalazły Louisa, który oparty o ścianę, nam się przyglądał. Westchnęłam głośno po czym opuściliśmy wraz z Harrym budynek.
   - Nie powinnam była cię ciągnąć tu ze sobą- zaczęłam kiedy- oboje delektowaliśmy się świeżym powietrzem, w którym nie unosiła się woń alkoholu, bądź papierosów.
   - Nie mogłaś tego przewidzieć- odburknął, cicho pod nosem i zamilkł.
________________________________________________________
   Pewna osoba namówiła mnie do napisania jeszcze jednego rozdziału, a ja znowu uległam, a że dzisiaj miałam wenę, postanowiłam ją wykorzystać... :)
 Przypominam o asku- http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata  Pa xx
  

  

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 5

   Ze snu wyrwał mnie drażliwy dzwonek do drzwi. Na początku go zlekceważyłam, ale gdy ten za żadne skarby nie chciał zamilknąć, powoli zwlekłam się z łóżka, poprawiłam włosy i wolnym krokiem podążyłam w stronę wejścia. Nie spoglądając przez judasza otworzyłam drzwi, za którymi stał uśmiechnięty Tyler.
   - Obudziłem?- zaczął, przyglądając się uważnie mojej zaspanej twarzy.
   - Zdecydowanie. Co tu robisz o tej porze?- spytałam, zaraz po tym jak głośno ziewnęłam.
   - Zapraszałaś mnie wczoraj. Nie pamiętasz?
   - Wiesz, że nie. Dobra skoro już jesteś to wchodź- wpuściłam go do środka i nakierowałam wprost do salonu.- Zaoferowałabym ci coś do picia, ale nie miałam czasu zrobić zakupów, mogę cię poczęstować jedynie piwem- odparłam, otworzywszy pustą lodówkę.
   - Nie trzeba- oświadczył zajmując miejsce na kanapie.- Masz moją kurtkę?- spytał, rozglądając się po pokoju.
   - Gdzieś mam. Daj mi chwilę, zaraz ją poszukam- mruknęłam, a następnie wyszłam z salonu i zaczęłam się rozglądać za ową kataną.
   - Miałaś mi opowiedzieć, dlaczego tak wczoraj uciekłaś- doszedł mnie głos Tylera, a ja wywróciłam oczami, sięgnęłam za jeansową kurtkę, która leżała na ziemi obok szafy i wróciłam do chłopaka.
   - Chciałam jak najszybciej uciec Louisowi- odpowiedziałam, siadając na fotelu.
   - Coś ci zrobił?
   - Jeszcze tego by brakowało- powiedziałam poważnym głosem i przeniosłam wzrok na swój nadgarstek, na którym po wczorajszych silnych uściskach Lou pojawiły się siniaki.
   - On ci to zrobił?- jak się okazało mój nadgarstek również przykuł uwagę Tylera.
   - To nic takiego- odrzekłam i schowałam rękę za plecy.- Zmieńmy temat- syknęłam.
   - Jasne. Nie powiedziałaś jak ci się podobał nasz mini koncert- wyszczerzył do mnie zęby, a ja przegryzłam wargę, usiłując przypomnieć sobie chociaż część ich wczorajszego występu.
   - Z tego co pamiętam nie było źle, ale publiki to wam brakuje- oznajmiłam, podczas, gdy chłopak uważnie wsłuchiwał się w moje słowa i tylko przytakiwał.
   - Co racja to racja, ja będę zbierał się do pracy, wpadłem tylko na chwilę- odparł, po tym jak spojrzał na zegarek, który miał na lewym nadgarstku.
   - Poczekasz sekundę, pójdę z tobą, tylko daj mi się ubrać- powiedziałam i poszłam do sypialni, wyciągnęłam świeżą bieliznę i jakieś ubrania, które założyłam. Gdy wciągałam na siebie koszulkę, drzwi do pokoju się otworzyły.
   - Ups, myślałem, że już się ubrałaś- rozpoznałam głos Tylera dobiegający zza moich pleców.- Co ci się stało- jego głos stał się jeszcze poważniejszy, zbliżył się do mnie na kilka kroków i przejechał delikatnie palcem po moich plecach, na co ja się wzdrygnęłam.
   - To tylko blizny- szepnęłam.
   - Na całe plecy?
   - Bliskie spotkanie z płotem kolczastym- oznajmiłam.
   - Przechodziłaś przez płot kolczasty...- nie dałam mu dokończyć.
   - Tak, chyba każdy kiedyś próbował uciec z poprawczaka, jak widać mi się to nie udało- wyjaśniłam, a chłopak otworzył szerzej swoje brązowe oczy.
   - Byłaś w poprawczaku- spytał z niedowierzaniem w głosie.
   - Tak, wczoraj mnie wypuścili. Dobra koniec gadania, bo się spóźnisz.- zmieniłam temat, a chłopak tylko kiwnął głową, a następnie oboje wyszliśmy na klatkę, na której unosił się zapach pieczonego ciasta, co spowodowało, że zaczęło burczeć mi w brzuchu.

   - Nie powiedziałeś, gdzie pracujesz- wtrąciłam kiedy byliśmy już na zewnątrz.
   - Bo nie pytałaś.
   - To teraz pytam.
   - Pracuję w zoo, kilkanaście kilometrów stąd- odpowiedział.
   - Aha- mruknęłam.- Masz zamiar iść tam pieszo?- zadałam kolejne pytanie, na które chłopak zaprzeczył kiwając głową.
   - Tam za rogiem mam przystanek- wskazał palcem ulicę, w której kierunku zmierzaliśmy.
   - Ja mam sklep po drugiej stronie, więc będę lecieć- powiedziałam, po czym odwróciłam się do niego plecami i zrobiłam kilka kroków do przodu.- Margaret!-zawołał za mną.
   - Tak?- zerknęłam na niego przez ramię.
   - Dzisiaj organizujemy z bratem domówkę, może przyjdziesz?- zaproponował.
   - Jasne, tylko nie mam adresu.
   - Masz, wpisz tu swój numer, a ja ci wyślę ten adres- wyciągnął w moją stronę swój telefon, na który ja wpisałam swój numer telefonu, po czym oddałam Tylerowi jego własność, rzuciłam krótki "Cześć" i przeszłam przez ulicę.
   Zrobiłam spore zakupy, żeby jedzenia starczyło mi do końca tego tygodnia. Obładowana siatkami wyszłam przed budynek i wolnym krokiem skierowałam się w stronę domu.
   - Pomóc ci?- usłyszałam zza pleców cichy, chrapliwy głos. W jednej chwili moje serce zaczęło walić jak oszalałe.
   - Nie- powiedziałam oschle, nawet nie odwróciwszy się w stronę Louisa, bo to właśnie on za mną stał.
   - Nalegam, taka chudzinka nie powinna dźwigać takich ciężarów- czułam jak wyrywa mi z ręki siatkę.
   - Powiedziałam, że nie chcę twojej pomocy- podniosłam na niego głos, co spowodowało, że na twarzy chłopaka pojawił się dziwny uśmieszek.
   - Faktycznie, to ty jesteś mi coś winna, za to co wczoraj zrobiłaś- odparł, po czym odwrócił siatkę do góry nogami, co spowodowało, że wszystkie produkty rozsypały się na brudny chodnik.
   - Pojebało cię?!- krzyknęłam na niego i zaczęłam zbierać wszystko z powrotem do reklamówki.
   - Wybierasz się dziś na imprezę? Hmm ciekawe- nawet nie zauważyłam, kiedy chłopak wyjął mi z kieszeni telefon i zaczął czytać moje SMS-y.
   - Nie interesuj się- mruknęłam, podnosząc z ziemi makaron.- Nikt cię tam nie chce- rzuciłam.
   - Jeśli chcesz odzyskać telefon, to myślę, że lepiej będzie, jeśli będziesz chciała mnie tam widzieć- oświadczył, a następnie pomachał mi przed nosem moim telefonem i zaczął się oddalać.- A właśnie, rzuć jeszcze oko na adres- pokazał mi telefon i widniejącego na ekranie SMS-a od Tylera. Chciałam chwycić moją własność, jednak refleks Louisa, mnie wyprzedził.- Nie, nie- pomachał mi palcem, po czym odszedł.
   - Wracaj tu ty chuju- wrzasnęłam za nim, jednak chłopak w żaden sposób nie zareagował na moje słowa, tylko dalej szedł przed siebie.
   Gdyby nie ciężkie siatki zapewne usiłowałabym go dogonić i siłą wyrwać z jego rąk mojego smartfona. Wkurzona wróciłam do domu i zabrałam się za robienie śniadania, z tego co ocalało po bardzo bliskim kontakcie z ziemią.
   Pól dnia przesiedziałam na balkonie, na leżaku z laptopem na kolanach i papierosami w dłoniach. Kiedy zjadłam zamówiony z pobliskiej pizzerii obiad, zaczęłam się szykować na tę imprezę u bliźniaków, na którą odechciało mi się iść, po tym jak dowiedziałam się, że będzie tam też Louis.
   Poprawiłam sobie jeszcze makijaż, chwyciłam za torbę, do której wrzuciłam jeszcze kilka najpotrzebniejszych rzeczy i zebrałam się do wyjścia. Otwierając drzwi, zahaczyłam nimi o jakąś osobę.
   - Co mi pod drzwiami stoisz?!- warknęłam na chłopaka, który złapał się za głowę, w którą przed chwilą musiał oberwać.
   - Emm, bo ja właściwie miałem, się spytać, czy nie masz pożyczyć orzechów do ciasta- oznajmił, przeczesując palcami kasztanowe loki.
   - Nie, nie mam- odburknęłam, a w tym momencie wpadł mi do głowy pewien pomysł.- Ej, sąsiedzie...
   - Harry jestem- wyciągnął do mnie dłoń, którą ja mocno uścisnęłam.
   - Dobra, więc Harry, co byś powiedział na imprezę?- spytałam, a chłopak zrobił zdziwioną minę.
   - Tutaj?
   - Nie, kilka przecznic stąd, mam zaproszenie, a brakuje mi osoby towarzyszącej- obdarzyłam go delikatnym uśmiechem, który podziałał na chłopaka, bo ten po kilku sekundach się zgodził. Dałam mu pięć minut na to, żeby się przebrał, a następnie oboje poszliśmy pod zapamiętany przeze mnie adres.
   - A tak właściwie, skąd taka propozycja, żebym poszedł z tobą?- spytał, po kilu minutach marszu w zupełnej ciszy.
   - Chciałam poznać lepiej sąsiada- skłamałam, jednak jak się okazało, chłopak uwierzył.
   Kiedy byliśmy już na miejscu, spostrzegłam opartego o ścianę budynku Louisa. Ubrany był na czarno, a najbardziej uwagę przykuwała jego czarna, skórzana kurtka, od której odbijało się światło ulicznych lamp. Przełknęłam ślinę i przyspieszyłam krok, a zaraz za mną Harry, który cały czas dotrzymywał mi tępa.
   - Muszę coś załatwić, impreza jest na drugim piętrze drzwi numer 32, zaraz do ciebie dołączę. Jakby co mów, że jesteś z Margaret- poinstruowałam chłopaka, który tylko kiwnął głową, zerknął na mnie ostatni raz i pomaszerował wprost do budynku, zostawiając mnie sam na sam z Louisem.
   - Kto to był?- zaczął Lou, a jego słowa wywołały na mojej twarzy delikatny uśmieszek.
   - Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, chcę mój telefon- mruknęłam, a on złapał moje ramiona i z całych sił przywarł moje ciało do nagrzanego muru.
   - Zadałem pytanie- odparł surowym tonem.
   - A ja odpowiedziałam, że nie mam ochoty z tobą gadać- warknęłam na niego i zaczęłam się szarpać, żeby jak najszybciej wydostać się z jego mocnego uścisku.
   - Nigdzie nie pójdziesz, dopóki mi nie odpowiesz na pytanie- poczułam jak jego palce mocniej zaciskają się na moim ciele, co spowodowało, że cicho pisnęłam.
   - Jesteś pierdolonym skurwysynem, czego ty w ogóle ode mnie chcesz?! Co ja ci zrobiłam?- moje emocje nie wytrzymały.
   - Pyskata- zaśmiał się pod nosem.- Porozmawiamy później- szepnął mi do ucha, po czym wypuścił mnie z uścisku.
   - Oddaj telefon- podniosłam na niego głos, gdy ten wchodził już do budynku, jednak chłopak ponownie mnie zlekceważył, co mnie doprowadzało już do szału. Zanim wspięłam się do mieszkania bliźniaków spaliłam jeszcze papierosa.
__________________________________________________________
   Możliwe, że to ostatni rozdział na blogu do września :(
Ask- http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 4

   - Nie chcę- odparłam niepewnym głosem, po czym minęłam chłopaka i oplotłam palce na klamce od drzwi. Stałam tak w zupełnym bezruchu przez kilka sekund, aż w końcu przełknęłam głośno ślinę i odwróciłam się przodem do Louisa, który przez cały czas uważnie się we mnie wpatrywał.- W czym leży haczyk?- burknęłam, pod nosem, a na twarzy chłopaka pojawił się szyderczy uśmieszek.
   - To proste. Jeden jest dla mnie, drugi dla ciebie- podsunął mi otwartą dłoń ze skrętami, a ja zwinnie sięgnęłam po jednego i zamknęłam go w piąstce.- Szukałem idealnego towarzystwa...- przegryzł swoją dolną wargę, pod którą miał małą bliznę, a następnie po raz kolejny kurczowo zacisnął palce na moim nadgarstku i zaczął mnie ciągnąć w stronę tylnych drzwi, które otworzyły się, gdy tylko jego lewa noga w nie ugodziła.
   - Chcę iść po kurtkę. Zimno mi- jęknęłam, kiedy staliśmy już na zewnątrz, a silny i porywisty wiatr zawiewał nasze ciała.
   - Pójdę z tobą- oznajmił, robiąc spory krok w stronę wyjścia.
   - Nie potrzebuję obstawy!- warknęłam, jednocześnie go wyprzedzając i wchodząc do środka budynku.
   Moje oczy błądziły po całym klubie, szukając znajomej twarzy, któregoś z bliźniaków. Kręciłam się w kółko wytężając wzrok, gdy w końcu mój dostrzegłam postać w jeansowej, ciemnej katanie, majstrująca coś przy nagłośnieniu. Wsunęłam skręta do jednej z kieszeni moich spodni i zaczęłam iść w kierunku, Tylera, bo to właśnie na niego natrafiły moje oczy.
   - Potrzebuję twoją katanę- szepnęłam, gdy byłam już na tyle blisko bruneta, żeby ten mógł usłyszeć każde ze słów, wypływających z moich wysuszonych ust.
   - Zimno ci?- spytał, jednocześnie ściągając z siebie górną część swojej garderoby.
   - Nie- odpowiedziałam krótko, nerwowo spoglądając w stronę drzwi, za którymi jak przypuszczałam stał, oczekujący na mój powrót Louis.
   - To po co ci ona?
   - Długa historia, wpadnij do mnie jutro, po kurtkę to ci wszystko wyjaśnię. Możesz wziąć brata- puściłam do niego oczko, po czym zarzuciłam na siebie katanę i pomaszerowałam do głównego wyjścia. Będąc jedną nogą na zewnątrz odwróciłam się jeszcze szybko za siebie, a gdy spostrzegłam, że drzwi ewakuacyjne się otwierają, nie zwracając uwagi na nic przyspieszyłam tępo mojego marszu.
   Nerwowo poruszałam się do przodu, co jakiś czas spoglądając przez ramię, żeby upewnić się, że nikt za mną nie idzie. W pewnym momencie, gdy po raz któryś odwróciłam się w tył dostrzegłam w oddali sylwetkę postaci, która szybkim krokiem zbliżała się do mnie. W jednej sekundzie serce zaczęło walić mi jak oszalałe, a ja zastanawiałam się co mam zrobić, czy zacząć biec, czy skręcić w pierwszą, przypadkową aleję.
   Jeśli osobą podążającą za mną był Louis, w żadnym, nawet najmniejszym wypadku nie chciałam po raz kolejny stanąć z nim twarzą w twarz. Ten chłopak miał w sobie coś, co mnie momentalnie do niego zraziło. Nie byłam pewna, czy chodziło o jego nachalność, czy o to, że był lepiej ubraną podróbą mojego byłego.
   W razie jakiegoś nieprzyjemnego spotkania, weszłam do najbliższego sklepu na jaki napotkałam, po czym schowałam się za jednym z regałów, udając, że przeglądam każdą gazetę po kolei.
   Kiedy minęło około siedemnastu minut, złapałam ostatecznie za pierwszą lepszą gazetę, z którą podeszłam do kasy, wzięłam jeszcze paczkę papierosów i pokazawszy dowód zapłaciłam za owe rzeczy kartą kredytową.
   Najpierw wystawiłam zza drzwi sklepu głowę, rozejrzałam się na boki, a gdy byłam przekonana, że nikogo nie ma w pobliżu wyszłam na zewnątrz. Temperatura w ciągu tych kilkunastu minut znacznie spadła, przez co byłam zmuszona do zapięcia Tylerowej katany, która na moim ciele wisiała jak na wieszaku.
   Poruszałam się w kierunku domu, jednocześnie przeglądając swoje konto na twitterze. Czytałam kolejne tweety osób, które obserwowałam i nie zwracałam najmniejszej uwagi na rzeczywistość, może co jakiś czas podnosiłam wzrok, żeby upewnić się, że w nic nie zahaczę którąś z części ciała.
   - Zgubiłaś coś- czyjeś słowa wyrwały mnie z internetowego transu, a gdy uświadomiłam sobie kto tak naprawdę za mną stoi, wszystko we mnie zamarło na sekundę. Niekontrolowanie zaczęłam biec przed siebie. Serce waliło mi jak oszalałe, a zza plecami słyszałam jego przyspieszony oddech.
   - Postaw się mu dziewczyno- jęknęłam sama pod nosem i gwałtownie się zatrzymałam, co spowodowało, że chłopak nie zareagował zbyt szybko i wbił się w mój kręgosłup.- Co robisz idioto?!-warknęłam, jednocześnie odskakując od jego ciała.
   - Nienawidzę, gdy ktoś chce zrobić ze mnie totalnego debila- powiedział surowym tonem, wbijając swój piorunujący wzrok prosto w moje oczy.- Ze złą osobą pogrywasz- dodał, a ja wypuściłam powietrze z płuc, zacisnęłam piąstkę, a drugą ręką sięgnęłam do kieszeni po tego cholernego skręta. Jednak jego tam nie było, sprawdziłam w pozostałych trzech, ale te też były puste.- Szukasz tego?- pomachał mi narkotykiem przed oczami.
   - Tak- mruknęłam.- Zatrzymaj go sobie, a teraz pozwól mi iść- dopowiedziałam, kiedy Lou już otwierał usta, żeby coś powiedzieć.
   - Nigdzie nie pójdziesz- podniósł na mnie głos, na co ja zacisnęłam z całych sił zęby i kopnęłam go z całych sił w jego najczulsze miejsce, co spowodowało, że chłopak w jednej chwili zgiął się w pół, a później przewrócił się na ziemię, a ja zaczęłam ile sił w nogach pędzić do domu.
   - Dorwę cię ty mała suko!- słyszałam krzyki zwijającego się chłopaka, dobiegające zza moich pleców. Jednak ja nie zwracając na to uwagi biegłam dalej.
    Kiedy znalazłam się już pod moim blokiem, rozpędzona wbiegłam na klatkę, a następnie nie tracąc czasu na oczekiwanie na przyjazd windy, która w tym momencie była kilka pięter nade mną, wspięłam się schodami na poziom, na którym znajdowało się moje mieszkanie. Momentalnie do niego wskoczyłam, zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po ścianie na ziemię.
   Każda część mojego ciała drżała, a klatka piersiowa gwałtownie unosiła i opadała. Jednak są sytuacje, które potrafią spowodować, że człowiek trzeźwieje w kilka minut.
   Posiedziałam jeszcze chwilę na zimnych kafelkach, po czym wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w ubranie, które mimo że nie wyglądało jak piżama, zastępowało ją. Kiedy kładłam się do łóżka była już godzina trzecia nad ranem, a ja mimo to jeszcze przez długi okres czasu nie mogłam zasnąć. Zbyt dużo myśli dotyczących dzisiejszego wieczoru, chodziło mi po głowie.
______________________________________________
Będę bardzo wdzięczna każdej duszyczce, która zechce mnie uszczęśliwić i skomentować :)
Z góry bardzo dziękuję <3
Ask bohaterów- http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 3

   Dochodziła godzina dwudziesta, a ja jeszcze miałam pełno pracy, przy poprawianiu wyglądu mojego nowego mieszkania. Kiedy ściągałam kwieciste poszewki z poduszek, po raz pierwszy zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie odciągnęłam się od aktualnie wykonywanego zajęcia i przeszłam przez korytarz.
   - Dzień dobry- powiedziała radosnym głosem obca kobieta, którą dostrzegłam po otworzeniu drzwi, obok niej stał jakiś chłopak w moim wieku, może trochę starszy i lekko się uśmiechał.
   - Cześć- mruknęłam zdezorientowana.- Coś się stało?
   - Nie, nie. Jesteśmy sąsiadami, przyszliśmy się przywitać- wyjaśniła spokojnie blondynka, a wzrokiem penetrowałam przestrzeń za moim plecami.- Są rodzice?- dodała, a ja wywróciłam oczami.
   - Mieszkam tu sama- odburknęłam pod nosem.
   - Czyli mamy nową, ładną sąsiadkę- oboje szeroko się do mnie uśmiechnęli.
   - Margaret, miło mi- przedstawiłam się, po czym zerknęłam na wyświetlacz telefonu, aby sprawdzić godzinę.- A teraz przepraszam, ale muszę wyjść- dopowiedziałam, sięgając po swoją torbę.
   Oboje coś tam jeszcze powiedzieli, po czym schowali się w swoim mieszkaniu, a ja zamknęłam mieszkanie na klucz i weszłam do windy, która akurat zatrzymała się na moim piętrze.

   Powoli zbliżałam się do klubu, w którym miała grać kapela, mojego nowego, przypadkowo spotkanego kolegi, którego imienia nawet nie znałam. Z każdym kolejnym krokiem do przodu słyszałam coraz wyraźniej muzykę, można powiedzieć, że taką która rozpieszczała moje uszy, a jednocześnie przyspieszała akcję serca. Mocny rock, to, to co uwielbiam.
   Poza potężnym ochroniarzem, przed budynkiem klubu nie było zupełnie nikogo. Jedynie bas z głośników uderzał o mury sąsiednich domów.
   - Dowód- powiedział oschle mężczyzna, kiedy byłam wystarczająco blisko niego i zarazem klubu.
   - Jasne- mruknęłam i wyjęłam dokument z tylnej kieszeni moich jeansów, po czym pomachałam nim, przed oczami ochroniarza, który przesunął się w bok, jednocześnie umożliwiając mi wejście do środka.
   Mój wzrok od razu przykuła mała scena pod ściana, na której rozgrzewało się trzech chłopaków. Niepewnie rozejrzałam się po całej przestrzeni pomieszczenia. Dostrzegłam może raptem osiem innych osób, które siedziały przy barze i wpatrywały się w ekran telewizora, na którym wyświetlany był jakiś mecz piłki nożnej.
   - Tu jesteś- szepnęłam i zaczęłam iść w stronę chłopaka, który stał pod ścianą. Był to ten sam koleś, który dziś pomagał mi przytaszczyć moje toboły do mieszkania.- Cześć, w końcu przyszłam. Kiedy zaczynacie?- spytałam, a chłopak spiorunował mnie wzrokiem z góry do dołu.
   - My się znamy?- powiedział, a ja zrobiłam zmieszaną minę.
   - Spotkaliśmy się rano, pomogłeś mi wnieść torby do mieszkania- wyjaśniłam.
   - To chyba mało prawdopodobne. Jestem w Londynie od godziny- odparł, a ja zmarszczyłam czoło.- Tak w ogóle to jestem Zayn- wyciągnął do mnie rękę, którą ja uścisnęłam.
   - Margaret- odpowiedziałam, a wtem ktoś stuknął mnie w plecy.
   - Hej, przyszłaś- usłyszałam znajomy głos, a za chwilę przede mną stało dwóch prawie identycznych chłopaków, przed chwilą poznany Zayn i ten poznany rano.
   - Yhm- mruknęłam.- Bliźniaki, czy ja mam halucynacje?- jęknęłam, spoglądając to na jednego, to na drugiego.
   - Bliźniaki- odparł Zayn, kładąc rękę, na ramieniu brata.
   - Aha. Zayn i...?
   - Tyler- uśmiechnął się do mnie i również wysunął do mnie rękę.
   - Kiedy zaczynacie?- zwróciłam się do Tylera, który spojrzał na zegarek, a następnie wytrzeszczył oczy.
   - Dwie minuty temu- wyszeptał, po czym pociągnął za sobą brata, wprost na scenę, natomiast ja pomaszerowałam w stronę baru, gdzie zamówiłam sobie drinka, po czym jako jedyna stanęłam, a raczej usiadłam na krześle, które sobie przysunęłam prosto pod scenę.
   Wsłuchiwałam się w słowa kolejnych piosenek, popijałam martini i bujałam się w rytm muzyki. Kiedy chłopcy skończyli grać, ja zagwizdałam, jednocześnie klaskając w dłonie.
   - Dobre brzmienie- skomentowałam, kiedy Tyler podszedł do mnie, po czym dopiłam drinka.
   - Dzięki, to co jeszcze jednego?- spytał, spoglądając na moją pustą szklankę.
   - Na jednym, nigdy nie kończę- zachichotałam i zaczęłam iść w stronę baru, przy którym usiadłam, między Tylerem, a jakimś nieznajomym chłopakiem, który dokładnie mi się przyglądał.- Dwa razy to samo, tylko zrób trochę mocniejszego- skierowałam te słowa do wysokiego kelnera, który tylko przytaknął i zabrał się za nalewanie alkoholu do szklanek, które nam podał.
   - Nie zdradzisz mi swoje imię?- wtrącił Tyler, delikatnie odsłaniając swoje zęby do mnie.
   - Margaret- odpowiedziałam, bez zastanowienia.
   - Ładnie- usłyszałam z drugiej strony.
   - Co?- zwróciłam się do obcego chłopaka, siedzącego po mojej prawej strony.
   - Ładne imię- powtórzył unosząc jedną brew.
   - Taa, dzięki- mruknęłam pod nosem i wróciłam do rozmowy z nowym znajomym.
   - Mocne to- powiedział Tey, odstawiając szklankę na bar i robiąc skrzywioną minę.
   - Przesadzasz- powiedziała, opróżniając zawartość mojej szklanki, zwracając się do kelnera o dolewkę.
   - Taka młoda, a tyle pije. Nie ładnie- znowu doszedł mnie, niepotrzebny komentarz od tamtego kolesia.
   - Jak ci coś nie pasuje, tam masz drzwi, podnieś swój szanowny tyłek i zmień klub- warknęłam na niego, jednocześnie piorunując go wzrokiem, jednak moje słowa wywołały na jego twarzy jedynie kpiący uśmieszek.
   - Nie skorzystam- odpowiedział, a ja ścisnęłam piąstki i jeszcze raz spojrzałam na niego gniewnie, a następnie wykręciłam się do niego plecami.
   - Zmienimy miejsce?- spytałam Tylera, który przytaknął i wstał z krzesła, a ja zaraz za nim. W końcu usiedliśmy kilka miejsc dalej.- Mam pytanie- ściszyłam głos nachylając się nad nim.
   - No?
   - Gdzie, dostanę trawkę, cena nie gra roli?- szepnęłam mu na ucho.
   - Jarasz?- spojrzał na mnie, a ja tylko przytaknęłam.- Nie no, dzielnica, w której mieszkasz zdecydowanie nie jest dla ciebie.
   - No co ty nie powiesz- mruknęłam.- Do rzeczy. Dzisiaj kończę osiemnaście lat i chcę uczcić ten dzień jak należy- dodałam.
   - Najlepszego. Z tego co wiem, Louis zawsze ma coś przy sobie...
   - Kto?
   - Ten chłopak, który się tak na ciebie patrzył, zresztą cały czas to robi- momentalnie spojrzałam na chłopaka. Nasze wzroki się spotkały.
   - Może znasz kogoś innego?- ciągnęłam, od czasu do czasu spoglądając na Louisa.
   - Ja nie, spytaj się Zayna- odparł, a ja podniosłam się z krzesła, zachwiałam się i zrobiłam kilka kroków w kierunku sceny, po której jeszcze chodził drugi z bliźniaków.
   Nie doszłam do postawionego celu, ponieważ w najmniej oczekiwanym momencie zachciało mi się do toalety. Jak najszybciej odnalazłam drogę do ubikacji, do której szybko się udałam. Będąc w kabinie uświadomiłam sobie, że jestem już nieco wstawiona, przez przypadek, wleciała mi cała rolka papieru do muszli klozetowej, którego jakoś nie miałam ochoty wyławiać.
   Stojąc przed lustrem poprawiłam sobie włosy, przejechałam błyszczykiem po ustach i wyszłam z toalety. Ku mojemu zdziwieniu naprzeciw drzwi od toalet, stał oparty o ścianę Louis z założonymi na piersiach rękoma. Chrząknęłam i przeszłam obok niego. Jednak ten chwycił mnie za rękę, na wysokości nadgarstka i wciągnął do męskiej łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi.
   - Puść mnie- warknęłam na niego.
   - Rozmawialiście o mnie- powiedział wciąż trzymając moją rękę.
   - Co cię to obchodzi? Chcę stąd wyjść!- podniosłam na niego głos, jednocześnie wyrywając się z jego uścisku.
   - Chcę wiedzieć, o czym rozmawialiście- nie ulegał.
   - O marihuanie, już wiesz, teraz mnie wypuść.
   - Czyli masz ochotę na to?- wyciągnął z kieszeni dwa skręty, w które wbiłam wzrok, jednocześnie odczułam ogromną chęć na jednego.
   - Nie mam ochoty na nic od ciebie.
   - A co jeśli powiem, że mogę ci je podarować?- spytał, a mi zaświeciły się oczy. Wzięłam głęboki wdech i zerknęłam na jego otwartą dłoń i umieszczone w niej skręty.
__________________________________________________________
   Ciekawe, czy je weźmie co nie :)
Chyba wrócę do poprzedniej zasady. 40 komentarzy-nowy rozdział :)
ASK- http://ask.fm/GobyPlane

  

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 2

   Cichy świergot ptaków, zza okno i w dodatku z samego rana, już zapowiadał, że ten dzień będzie zupełnie inny od poprzednich. Wielu pewnie się zastanawia, czy mieszkałam sama w tej swojej "celi". Otóż tak, mimo że w pomieszczeniu znajdowały się dwa łóżka, przez cały okres mojego pobytu w ośrodku, zajęte było tylko jedno. Wszystko to dlatego, że byłam bardzo negatywnie nastawiona do każdej mieszkającej w tym budynku dziewczyny.
   Odpuściłam sobie śniadanie, zamiast tracić na nie czas wyniosłam się z mojego pokoju. Ciągnąc za sobą walizki zmierzałam prosto do wyjścia.
   - Dokąd panienka się wybiera?- w połowie drogi zatrzymał mnie kobiecy głos dobiegający zza moich pleców.
   - Na wolność- mruknęłam pod nosem i pchnęłam szklane, drzwi, które mimo moich starań się nie otworzyły. Przywaliłam z całych sił w szybę i gwałtownie obróciłam się na pięcie, stając twarzą w twarz ze starszą, siwiejącą już kobietą.- Otwórz te drzwi- warknęłam, piorunując ją wzrokiem.
   - Nie tak szybko. Pójdziesz ze mną- mruknęła od niechcenia pod nosem i wykręciła się do mnie plecami, po czym zrobiła pierwszy krok do przodu. Oparłam walizki o ścianę i zaczęłam podążać za kobietą, z całych sił zaciskając piąstki.- Zapraszam- otworzyła przede mną drzwi od swojego gabinetu, do którego zwinnie się wślizgnęłam i zajęłam miejsce na krześle.
   Zdarzało się bardzo często, że musiałam przez długi okres czasu siedzieć i wysłuchiwać kazania osób, które cały czas mi powtarzały jako to ja jestem nieodpowiedzialna i żałosna zarazem. Skupiłam swój wzrok na zawalonym papierami, biurku. Wertowałam wzrokiem kolejne kartki, kiedy natknęłam się na coś co zainteresowało mnie w sposób szczególny. Mianowicie był to mój dowód, z tym samym zdjęciem, które zrobiono mi kilka dni po tym jak tu trafiłam.
   - Mam nadzieję, że pobyt tutaj pomógł ci zrozumieć swoje błędy oraz dzięki niemu stałaś się doroślejszą osobą- znowu zaczynało się kazanie, na które akurat dzisiaj najbardziej na świcie nie miałam ochoty.
   - Tak, zdecydowanie pobyt tutaj nauczył mnie bardzo dużo- nie dodałam oczywiście, czego bo by się kobieta załamała. Chociaż z drugiej strony jestem ciekawa jakby zareagowała na to, że właśnie tu nauczyłam się kraść, to tu uzależniłam się od fajek, od narkotyków, to przez pobyt tutaj zaczęłam nieustannie przeklinać i ciąć się...- Mogę już iść?- spytałam znudzonym głosem, a kobieta tylko pokręciła głową.
   - Mam krótką wiadomość od twoich rodziców- na samą myśl o nich miałam ochotę wyjść z pomieszczenia, w którym aktualnie przebywałam i nie słuchać nic na ich temat. Nienawidziłam ich, byłam ich jedyną kochaną córeczką, która miała wszystko co tylko zapragnęła, dopóki nie trafiłam tutaj, a ich najdroższy adwokat nie zdołał mnie wybronić. od tamtej pory minęły prawie dwa lata, a ja ani razu nie widziałam ich na własne oczy.
   - Nie mam ochoty na wysłuchanie jakiejkolwiek wiadomości od tych ludzi- prychnęłam, krzyżując sobie ręce na brzuchu.
   - To ważne- powiedziała surowo.- Twoi rodzice kazali mi dać ci klucze do twojego własnego mieszkania oraz przekazać informację dotyczące twojego konta, na które będę wpłacać ci pieniądze- podsunęła mi małą reklamówkę z kilkoma rzeczami.
   - Ale są żałośni- mruknęłam sama do siebie.- Mogę już iść?- po raz kolejny to pytanie wypłynęło z moich ust.
   - Idź już- wiedziałam doskonale, że chciała poruszyć jeszcze kilka kwestii, ale chyba zrozumiała, że to nie ma większego sensu. 
   - Otworzysz mi drzwi, czy mam wyjść oknem?- odwróciłam się w kierunku kobiety, będąc już jedną nogą na korytarzu.
   - Idę- szepnęła od niechcenia, a następnie wstała i spokojnym krokiem przemierzyła korytarz, aby wypuścić mnie z tego wariatkowa.
   - Wolna i pełnoletnia- powiedziałam sama do siebie, przekraczając bramę poprawczaka, w którym moja noga już nigdy nie stanie. Wyciągnęłam papierosy z kieszeni i ciesząc się świeżym powietrzem zapaliłam jednego z nich.
   W połowie drogi, tak naprawdę donikąd zatrzymałam się na chodniku, żeby spojrzeć na adres mojego własnego mieszkania. Jak się okazało było w jednej z lepszych dzielnic Londynu. No tak tata właściciel jednej z większych firm w kraju, a matka chirurg plastyczny, krótko mówiąc kasa wylewa im się wszystkimi możliwymi dniami.
   - Pomóc ci?- usłyszałam głos zza pleców, kiedy niezdarnie, chybocząc się na wszystkie strony maszerowałam, ciągnąc za sobą dwie walizki.
   - Poradzę sobie- gdy tylko to powiedziałam, jedna z toreb niefortunnie się przewróciła, a co gorsze rozwalił się zamek i z jej wnętrza wyleciała paczka papierosów, część mojej bielizny i kilka innych rzeczy.
   - Może jednak?- pomógł mi pozbierać rzeczy, po czym podniósł rozwaloną walizkę na ręce, wtedy zwróciłam uwagę na jego umięśnione ciało, kruczo czarne włosy i delikatną bliznę na policzku, tuż pod okiem.
   - Dobra- w końcu się zgodziłam, po uświadomieniu sobie, że nie dam rady dojść do domu.
   - To dokąd?- spytał, a ja podałam mu kartkę z adresem, na co chłopak uniósł wysoko krzaczaste brwi.- Jesteś znana?- nieco zdziwiło mnie to pytanie.
   - Nie. Czemu tak pomyślałeś?
   - To najspokojniejsza i zarazem najdroższa dzielnica Londynu, zwykłych ludzi nie stać tam na mieszkanie- wyjaśnił kiedy ruszyliśmy wzdłuż zatłoczonej ulicy.
   - Będę mieszkać ze sztywniakami?- skomentowałam pod nosem, a chłopak się uśmiechnął.
   - Na to wygląda. 
   - Zajebiście- mruknęłam sama do siebie.
   - To chyba tutaj- po dwudziestu minutach zatrzymaliśmy się przed kilkupiętrowym apartamentowcem, na który wskazywał mój towarzysz.
   - Pomożesz mi to jeszcze wnieść na górę?- spytałam, spoglądając to na niego, to na kartkę ze wskazówką, że moje mieszkanie jest na przedostatnim piętrze.
   - Chyba mam jeszcze czas- wyszczerzył się do mnie i przeszedł przez bramę, a ja zaraz za nim.
   Widok samej klatki schodowej był dosyć szokujący dla mnie. Wszystko było czyste, jak dla mnie nawet za czyste. Nawet w windzie unosił się przyjemny zapach świeżości.
   - Fuj- jęknęłam na sam widok swojego mieszkania, gdy w końcu je odnaleźliśmy. Różowe ściany w sypialni wywoływały u mnie mdłości. Do tego wszystko co dostrzegłam, było z górnej półki.
   - Wow- usłyszałam zszokowany głos chłopaka.
   - Ohyda, a nie wow- poprawiłam go, a następnie odłożyłam walizki do sypialni i zerwałam ze ściany zdjęcia z mojej młodości i wrzuciłam do kubła na śmieci.
   - Wiesz może to dziwne, ale skoro nie lubisz spokojnego życia, to zapraszam na mały, amatorski koncert mojej kapeli dzisiaj o dwudziestej w klubie kilka przecznic stąd. Przyda nam się jakaś publiczność- powiedział, a mi nawet spodobała się ta spontaniczna oferta.
   - Napiszesz mi adres, to może wpadnę- powiedziałam, po czym podałam mu częściowo czystą kartkę i długopis, a chłopak raz dwa naskrobał coś na papierze, który mi podał.
   - Będę uciekał, bo się spóźnię do pracy. Mam nadzieję, że do zobaczenia wieczorem- odparł, po czym wyszedł z mieszkania zamykając za sobą starannie drzwi.
   Jeszcze raz rozejrzałam się po mieszkaniu, które nie sprawiało na mnie najmniejszego wrażenia. Jedyne co mnie cieszyło to wygodne i wielkie łóżko, a reszta była zupełnie niepotrzebna. Niechętnie poupychałam swoje rzeczy do szafek i zabrałam się za zdejmowanie tandetnych ozdób z półek i ścian, które wylądowały w koszu na śmieci. Sprzątając natknęłam się na list, który też wylądował tam, gdzie wszystkie zbędne przedmioty.
________________________________________________________
 Nic specjalnego, ale następny będzie lepszy, bo mam w zanadrzu pewien plan. PS. Chłopak o kruczo czarnych włosach to nie Louis. :)  Wiecie trochę się zawiodłam bo do grupy poświęconej moim opowiadaniom zapisało się ponad 50 osób, a ostatni rozdział skomentowały tyko 33 :( Mimo to bardzo dziękuję tym 33 osobom jesteście kochane <3
Ask- http://ask.fm/GobyPlane
Grupa na fb-https://www.facebook.com/groups/450227345068864/
Pozdrawiam.
Ps. Trzymajcie jutro za mnie kciuki, bo muszę napisać sprawdzian z geo na 5 :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 1

   - Kolacja- usłyszałam słowa dobiegające zza drzwi, które zresztą po chwili się otworzyły, a w ich progu stanęła dorosła kobieta, na której twarzy jak co dzień malowała się obojętność.
   - Jestem tu ponad półtora roku, a ty się jeszcze nie nauczyłaś, że nie jem kolacji?!- warknęłam na nią, zaciskając kurczowo dłonie na zapalniczce.
   - A ja ci od półtora roku mówię, że tu nie można palić- odburknęła.
   - Ty masz w dupie to co ja do ciebie mówię, to ja mam to co mówisz do mnie, proste? Myślę, że tak. Do widzenia- skończywszy to mówić otworzyłam szeroko okno, za którym znajdowały się solidne kraty, a następnie zapaliłam papierosa.
   - Jak dobrze, że jutro już jej nie będzie- mruknęła sama do siebie, przewracając oczami, po czym wyszła.
   - Też się cieszę- krzyknęłam, kiedy znowu zostałam sama w pomieszczeniu.
   Zaciągnęłam się nikotyną, której dym szybko wypełnił moje płuca, a ja zerknęłam na jeszcze świeże rany po wczorajszym cięciu. Nienawidziłam życia sprzed trafieniem tutaj, a teraz nienawidzę go jeszcze bardziej. Ludzie tutaj to największe cioty jakie spotkałam, mimo to polubiłam niegrzeczne i nielegalne życie, ono działa na mnie odstresowująco. Na samą myśl o tym poczułam ochotę na coś mocniejszego niż nikotyna.
   Kiedy spaliłam całego papierosa, chwyciłam kosmetyczkę, ręcznik luźny dres i ruszyłam w stronę jedynej łazienki dostępnej dla wszystkich dziewczyn.
   W środku nie było ciekawie, ale zdążyłam się przyzwyczaić do widoku, który stawał mi przed oczami każdego dnia. Jako pierwsze, zaraz po wejściu rzucało się pomazane markerem okno, które i tak było najmniej przerażającą rzeczą w tym miejscu. Gdzie się nie spojrzało na kafelkach widniała zaschnięta krew. Tak naprawdę to u około 90 procent dziewczyn, które tu trafiło można zaobserwować rany po cięciu się, które zazwyczaj miało miejsce właśnie tu, w damskiej toalecie.
   W łazienkach nikt nie sprzątał, nikt z dorosłych nawet tam nie wchodził, tak straszny był tu widok. Tutaj robiło się wszystko bez ryzyka na to, że zostanie się przyłapanym. Ja również zostawiłam tu po sobie ślad. Mianowicie po tym, gdy przyłapałam mojego ówczesnego chłopaka, również przebywającego w ośrodku, na zdradzie, przepłakałam pół nocy w tej łazience. Pamiętam jak słone łzy spływały na świeże i wciąż krwawiące rany, które powstały po tym jak moja lewa dłoń ugodziła w lustro, jednocześnie krusząc je w drobny maczek.
   Stało się to ponad pół roku temu, a mimo to szkło leży tam do dnia dzisiejszego. Przełknęłam głośno ślinę i żwawym krokiem podeszłam do znajdującej się na samym końcu kabiny prysznicowej, do której weszłam, zrzuciwszy wcześniej ubrania.
   Uwielbiałam gdy gorąca woda paliła moje skórę i piekła porozrzucane po całym ciele rany i blizny. Namydlając ciało przejeżdżałam kolejno po różnych punktach. Zaczynając od szyi, następnie podążając wzdłuż wystających obojczyków, przez ręce i w końcu brzuch. To właśnie tam znajdowała się moja największa blizna, blizna po ranie, którą wyrządziła mi dziewczyna godząc okolice mojego biodra rozbitą szklanką, przez którą omal nie straciłam życia.
   Jeden kilkuminutowy prysznic i tyle wspomnień, wracających każdego dnia i za każdym razem bolących równie mocno. Od jutra wszystko miało być już inne, koniec z tą codzienną rutyną, koniec z tymi idiotami i koniec ze wszystkimi wspomnieniami. Kończąc osiemnaście lat mam zamiar zacząć życie na nowo, nie chcę przejmować się już niczym, chcę żyć tak, żebym nigdy nie pożałowała ani jednego dnia.
   Zerknęłam ostatni raz na stojące pod ścianą spakowane po same brzegi walizki, po czym zgasiłam starą zakurzoną i rażącą po oczach lampę i po raz ostatni zamknęłam oczy w tym łóżku, które skrzypiało, gdy tylko wykonałam najmniejszy ruch.
________________________________________________
  Może nie zaczyna się ciekawie, ale mam nadzieję, że akcja się rozkręci z czasem, który musicie mi po prostu dać. A teraz tak tylko przypomnę, że będzie miło, jeśli wszyscy skomentują. Ps. wiecie, że lubię długie komentarze, prawda??
Dobra pozdrawiam papa ;**

piątek, 7 czerwca 2013

Prolog

W ramach prologu wstawiłam na Youtube zwiastun :) LINK
__________
Opowiadanie będzie pisane tutaj, a nad tytułem jeszcze myślę :)
Ps. Jak wrażenia po filmie?

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 64

   - Zayn!- ze snu wyrwał mnie potężny ból w dolnej części brzucha. W jednej sekundzie zgięłam się w pół.
   - Ej co jest- spytał chłopak, który również się obudził.
   - Zawołaj kogoś- jęknęłam, po czym zapaliłam światło.
   Zayn wystraszony wyleciał z pokoju, podczas gdy ja wciąż zwijałam się z bólu. W pewnym momencie poczułam w buzi smak krwi, która z resztą zaczęła spływać mi po brodzie.
   - Zayn- krzyknęłam z całych sił, co spowodowało, że jeszcze większa ilość czerwonego płyny spłynęłam na przybrane białą pościelą łóżko.
   Kilka sekund później na salę wbiegło dwóch mężczyzn, którzy momentalnie znaleźli się przy mnie, podczas, gdy ja zaczynałam tracić już przytomność. Obraz przed moimi oczami zaczął się rozmazywać, a moje ciało zawładnęły jakieś nieprzyjemne wstrząsy.
   Długo nie czułam nic ogarniała mnie ciemność, a żaden ze zmysłów nie odbierał zmysłów z zewnątrz. Byłam w takim jakby świadomy śnie, bo po chwili słyszałam głosy bardzo ciche, ale jednak. Czyli to jest możliwe też w rzeczywistości, a nie tylko w amerykańskich produkcjach filmowych. Z czasem rozpoznałam trzy głosy. Jeden należał do Zayna, drugi do Nialla, a trzeci do lekarza oddziałowego.
   - Jak to nie ma dla niej szans?- w uszach zadudnił mi głos wystraszonego Malika.
   - Przez sześć godzin próbowaliśmy robić wszystko co tylko się dało, ale niestety byliśmy bezsilni...
   - Pieniądze nie mają znaczenia, mogę zapłacić ile się da, tylko ją uratujcie- poznając po głosie chłopaka, płacz przejął nad nim kontrolę.
   - Jedyne co możemy zrobić, to wybudzić ją na kilka minut, jakieś pożegnanie- oznajmił lekarz, a ja czułam jak serce zaczyna walić mi jak oszalałe. Jak to możliwe, przecież ja muszę żyć.
   Kilka chwil później jakiś środek, który został wstrzyknięty do mojego ciała zaczął działaś, a ja zaczynałam odzyskiwać czucie w kończynach, słuch się wzmocnił. Odczekałam jeszcze ułamki sekund i mogłam otworzyć oczy. Widziałam jak przez mgłę dwie postacie, jak się domyśliłam byli to Niall i Zayn.
   - Hej kochanie- zaczął zapłakanym głosem Zayn, ściskając moją dłoń.- Już wszystko dobrze.
   - Dbaj o Anię- szepnęłam do niego, lekko wyginając kąciki ust do góry.
   - Oboje będziemy- sprostował, a ja pokiwałam przecząco głową.
   - Wiem, że umrę, Zayn- dodałam szepcząc, a każde wypowiadane słowo sprawiało mi ból.
   - Nie mogę, przepraszam- szepnął Niall i zapłakany jak małe dziecko wyszedł z sali, zanim jednak to zrobił cmoknął ostrożnie mój policzek i szepnął ciche kocham cię.
   - Co u Liama?- spytałam, jednocześnie zmieniając temat.
   - Wszystko dobrze, przeszczep się przyjął, wczoraj wyszedł już ze szpitala, czuje się jakby dostał nowe życie- powiedział ledwo wymawiając te słowa.
   - Dostał nowe życie. Dostał moje życie- oznajmiłam błądząc palcem po dłoni Zayna.
   - Nie zasłużyłaś na to.
   - Owszem, zasłużyłam. Dziękuję Zayn, za wszystko- powoli zaczynało mi się robić zimno, a dreszcze przebiegały po moim ciele.- Kocham cię Zayn.
   - Nie odchodź jeszcze, pozwól mi coś powiedzieć- chwycił moją drętwiejącą twarz w dłonie, jednak nie zdążył nic powiedzieć, a raczej ja nie zdążyłam nic usłyszeć....
_________________________________________________________________
   Będzie nowe opowiadanie. Mam nadzieje, że wszyscy skomentują to byłoby bardzo miłe :)
Wszystkie pytania na aska- http://ask.fm/GobyPlane
No i wszelkie informacje na stronie na fb- O tutaj :) To jest link, kliknij :)

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 63

    Coś wyrwało mnie ze snu, nie byłam pewna co. Leżałam na szpitalnym łóżku, a wokół panował mrok. Odruchowo podrapałam się po ręce, jednocześnie natrafiając paznokciem na rurkę od kroplówki, którą sobie odłączyłam. Druga dłoń natomiast powędrowała na mój brzuch, gdzie poczułam gojącą się już ranę i przykrywające ją szwy.
   Byłam zupełnie sama w tym cichym i jakże ponurym pomieszczeniu, widziałam natomiast przechadzającą się co jakiś czas osobę za przeszklonymi drzwiami. Wzięłam głęboki wdech i podniosłam się do pozycji siedzącej, co nie było łatwą czynnością. Przegryzłam wargę, po czym odsunęłam ze swojego ciała pościel, spojrzałam na nogi. Coś mi nie grało, ale nie wiedziałam do końca co.
   - Gips, zdjęli mi gips- szepnęłam sama do siebie radośnie. Przekręciłam się na materacu, a następnie złapałam za koniec łóżka i się podniosłam. Złapałam się pobliskiej szafki i zrobiłam pierwszy krok do przodu.
   Trochę chwiałam się na nogach, ale mimo to szłam dalej, aż zatrzymałam się przed drzwiami, które otworzyłam i wyszłam pewnie na korytarz.
   - Halo, może mi ktoś zrobić kawę?- podniosłam głos na tyle, na ile było mnie stać, a wtem zza drzwi znajdujących się naprzeciw, wyskoczył jakiś koleś, ubrany w biały fartuch.
   - Czy pani do reszty oszalała? Pod żadnym pozorem, nie można w takim stanie opuszczać łóżka- warknął na mnie i pomógł mi wejść do mojej sali, a następnie do łóżka.
   - Przecież czuję się dobrze- burknęłam do niego.
   - Na pewno, szczególnie po przeszczepie nerki i czterodniowej śpiączce...
   - Że jakiej kurwa śpiączce?- zdziwiły mnie jego słowa, według mnie mogłam spać jakieś kilka do kilkunastu godzin.
   - Pański organizm najwidoczniej źle zareagował na narkozę- wyjaśnił, a ja wywróciłam oczami.
   - Doczekam się na tę kawę, czy nie?- zmieniłam temat, kiedy poczułam delikatny ból głowy.
   - Nie może pani pić jeszcze kawy.
   - Dobra to pan mi poda moje papierosy- powiedziałam wskazując na torebkę umieszczoną na krześle obok.
   - Papierosy tym bardziej są niewskazane.
   - To co jest wskazane?- spytałam wkurzonym tonem.
   - Dzisiaj jedynie kroplówka- po tych słowach przeniósł wzrok na moją rękę.- Gdzie ona jest?
   - Tutaj- uniosłam rurkę zakończoną igłą, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
   - Ale jak to, przecież... Czemu ona nie jest podłączona?- spytał zdezorientowanym głosem jeszcze raz spoglądając na moją lewą rękę.
   - Odłączyłam ją.
   - To jakieś szaleństwo- skomentował i bez słowa wbił mi igłę w rękę.- Ma pani tego nie ściągać jasne?
   - Nie obiecuję- prychnęłam, a mężczyzna pokręcił tylko kilka razy głową i wyszedł z sali, zostawiając mnie znowu samą.
   Nie podnosząc się z łóżka sięgnęłam po swoją torebkę, z której wyjęłam telefon i paczkę papierosów. Najpierw odszukałam numer Zayna i zadzwoniłam do niego, obracając sobie w dłoni papierosy.
   - Halo- usłyszałam znajomy i za razem zaspany głos swojego narzeczonego.
   - Nie ma cię przy mnie- zaczęłam cichym głosikiem.
   - A kto mówi?- gdy to powiedział usłyszałam jak ziewa.
   - Ja ci zaraz dam kto mówi- warknęłam na niego.- Głosu własnej dziewczyny nie poznać, do czego to doszło- mruknęłam pod nosem.
   - Lila, obudziłaś się już?- spytał z niedowierzaniem w zaspanym głosie.
   - Nie kurwa, dzwonię z piekła, wiesz mam tu tanie rozmowy o tej godzinie- mówiąc to kilka razy wywróciłam oczami.
   - Bardzo śmieszne. Będę za kilka minut- odrzekł, a następnie się rozłączył.
   Odłożyłam telefon na małą szafkę, podczas, gdy mój ciekawski wzrok penetrował wszelkie zakamarki sali, w której się znajdowałam.W pewnym momencie zainteresowałam się znajdującym za oknem drzewem, które pod wpływem wiatru bujało się na wszystkie strony.
   - Hej- usłyszałam zza pleców chrapliwy głos, a gdy gwałtownie odwróciłam się dostrzegłam Zayna, ubranego w kraciastą piżamę, trzymającego w dłoniach mały bukiet czerwonych róż.
   - Cześć- odpowiedziałam, a następnie uniosłam się na dłoniach do pozycji siedzącej.- Chciałam się Cieb...- nie zdążyłam dokończyć zdania, a nie pozwoliły mi na to delikatne usta Zayna, które przywarły do moich.
   - Z dwiema, czy z jedną, nerką, całujesz wyśmienicie- szepnął mi do ucha, kiedy po upływie parunastu sekund oderwaliśmy się od siebie. 
   - Zabierzesz mnie stąd?- zmieniłam temat, kiedy Malik złapał moją dłoń i rozsiadł się wygodnie na fotelu, znajdującym się obok łóżka.
   - Obawiam się, że mi na to nie pozwolą- odpowiedział smutnym tonem.
   - Jebać to, ucieknijmy- powiedziałam.
   - Lila, nie. Jesteś po poważnym zabiegu, nie mogę pozwolić ci na narażenie swojego życia, przez głupotę. Kilka dni temu mogłem cię stracić, nie chcę przeżywać tego jeszcze raz- tak przekonywującego to ja go jeszcze chyba nigdy nie widziałam. Pod wpływem jego słów zrezygnowałam ze swojego planu.
   - A zostaniesz tu ze mną?- spytałam, robiąc dla niego miejsce w łóżku, do którego Malik raz dwa się wgramolił.
   Położyłam głowę na jego wygodnym torsie i przymrużyłam oczy, natomiast Zayn objął mnie ramieniem, zsunął się nieco na poduszce i pocałował mnie w czubek głowy.
   - Zayn- chciałam spytać się co jest z Liamem, jednak w odpowiedzi dostałam jedynie ciche chrapnięcie.
____________________________________________________________________
   Jest beznadziejny, ale pisałam to już trzecie raz, bo 2 pierwsze wersje usunęłam bo były koszmarne, zresztą ten nie jest nic lepszy. LOL
http://ask.fm/GobyPlane