Translate

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 62

   *Z perspektywy Zayna*

   Nienawidzę z całego serca, czekać w niepewności tak długo, a tym bardziej jeśli chodzi o dwie z najważniejszych osób w moim życiu. Stąpałem z nogi na nogę po szpitalnym korytarzu, a puls mi przyspieszał, gdy tylko zobaczyłem jakiegoś lekarza, czy nawet pielęgniarkę. Pięć kroków do przodu, pięć do tyłu, spojrzenie na zegarek i znowu pięć kroków w przód i w tył. Wykonywałem tylko te czynności.
   Minęła godzina, a w mojej głowie zaczęły układać się najgorsze scenariusze. Nie wytrzymałem, chwyciłem za swoją i Lilki kurkę i ruszyłem wprost pod gabinet lekarki, do którego już dosyć dawno temu weszła moja narzeczona.
   Dyskretnie zapukałem w drewniane drzwi, po czym nadusiłem klamkę i znalazłem się w środku. Przede mną siedziała młoda kobieta, popijająca kawę. O dziwo była tam sama. Tylko ona i jej kolorowa filiżanka z naparem.
   - W czym mogę pomóc?- spytała, a ja poczułem się nieco skrępowany, jednak mimo to dla pewności jeszcze rozejrzałem się po schludnym gabinecie.
   - Szukam swojej narzeczonej, przyszła tu z problemem z brzuchem. Gdzie ona jest?- starałem się złożyć poszczególne słowa w spójną wypowiedź, co moim zdaniem nawet mi wyszło.
   - Młoda, ciemno włosa dziewczyna, tak?- spytała, aby się upewnić, a ja przytaknąłem.- Z tego co mi wiadomo jest teraz w trakcie zabiegu- zdziwiły mnie te słowa.
   - To z nią było, aż tak źle?- powiedziałem, głośno przełknąwszy ślinę.
   - Nie, nie z jej organizmem wszystko jest okay. Oddaje właśnie komuś swoją nerkę- wyjawiła, a moje oczy otworzyły się tak szeroko, jak tylko mogły.
   - Że co proszę?- ledwo wydusiłem to z siebie.
   - Ktoś potrzebował nerki,  pańska narzeczona zgodziła się ją oddać- wytłumaczyła, a ja bezsilnie opadłem na stojące nieopodal krzesło.
   - To bezpieczne, tak?- wydukałem, spoglądając na drżące dłonie.
   - W większości przypadków tak- jak na moje oko nie mówiła to na tyle przekonującym głosem, żebym jej uwierzył.
   - Gdzie jest ten blok operacyjny?- podniosłem, głos, gdy moje ciało powoli zaczynało się uspokajać.
   - Pietro wyżej...- nie czekałam, aż dopowie, że nie wolno mi tam wchodzić, po prostu w jednej sekundzie zerwałem się z miejsca i wybiegłszy z gabinetu, popędziłem ile sił miałem w nogach na następne piętro.
   Biegłem korytarzem, kiedy zza jednych z drzwi dwoje mężczyzn wywiozło łóżko z podłączonym do kroplówek ciałem. Byli, daleko, a mi serce stanęło, bałem się, że zobaczę zaraz najgorsze. Coś czego nigdy nie chciałbym oglądać na własne oczy. Przykryłem sobie usta dłońmi i tym razem powoli zacząłem iść przed siebie. Im podchodziłem bliżej tego szpitalnego łóżka, tym moje nogi bardziej uginały się pod ciężarem mojego wystraszonego ciała.
   - Boże święty- jęknąłem kiedy byłem na tyle blisko tego łóżka, aby dostrzec, kto na nim leżał.- Więc to tobie oddała kawałek siebie- powiedziałem cicho, spoglądając na bezwładnie leżące ciało Liama, delikatnie unosiła się tylko jego klatka piersiowa, po to, aby po chwili opaść.- Co z nim?- spytałem jednego z lekarzy, który uważnie się we mnie wpatrywał.
   - Pan jest kimś z rodziny?- zadał pytanie, które nieco mnie zmieszało.
   - Tak, to mój brat- odpowiedziałem, po chwili.
   - Rozumiem, możemy porozmawiać w moim gabinecie- zaproponował, podczas, gdy drugi mężczyzna zawiózł Liama do innej sali.
   - Pierw chciałbym się zobaczyć z narzeczoną, która była dawcą nerki, dla mojego... brata- dodałem, a mężczyzna zrobił jeszcze poważniejszą minę.
   - Skąd pan to wie?
   - Babka, która badała moją dziewczynę mi powiedziała. Powiedz mi co z nią- warknąłem nieco na lekarza.
   - Wystąpiły pewne komplikacje...- zaczął, a ja zesztywniałem, a nieprzyjemna gula podeszła mi do gardła.
   - Proszę mi powiedzieć, że ona żyje- wyszeptałem pod nosem, ledwo łapiąc oddech.
   - Tak, tak, nie było, aż tak źle. Jest w trakcie przetaczanie krwi. Może pan wejdzie, porozmawiamy na spokojnie- otworzył przede mną drzwi do swojego małego gabinetu. Powoli wszedłem do środka i zająłem miejsce na jednym z foteli.
   - Kawę?- zaproponował, ale ja od razu odmówiłem.- Z pańskim bratem nie było dobrze miał w organizmie śmiertelną w jego przypadku ilość chloru, która zaczęła wyniszczać go od środka. Musieliśmy go reanimować, bo wraz z zatrzymaniem pracy nerek, zatrzymało się również serce. Nie było to łatwe, ale kiedy jego serce zaczęło bić, nerki wciąż nie pracowały, a pana narzeczona wykazała się odwagą i w kilka sekund zdecydowała się, że odda mu swoją nerkę- kiedy to mówił, ja nie wytrzymałem i po prostu uwolniłem z moich oczu, nagromadzone w nich łzy. Moja Lilka, która do tej pory była tak wrogo nastawiona do wszystkich, teraz uratowała życie naszemu przyjacielowi.
   - Kiedy będę mógł ją zobaczyć?- wychlipiałem, przez wciąż spływające po moich policzkach łzy.
   - Myślę, że za godzinę- odparł, po chwili zastanowienia.
   To była druga najdłuższa godzina  moim całym życiu. Dzwoniłem do wszystkich chłopaków po kolei, a ci przyjechali do szpitala, w kilka minut po moim telefonie.
   - Co z nimi?- spytał zdyszany Niall, kiedy tylko mnie ujrzał.
   - Z Liamem chyba wszystko dobrze, wrócił już z bloku operacyjnego, ale Lila...- zatrzymałem się na chwilę z mówieniem, aby otrzeć spływającą łzę.- Ona wciąż tam jest- dokończyłem i usiadłem na krześle, a po kilku sekundach dołączył do mnie Niall.
   - Nie martw się wszystko będzie z nią dobrze. Przecież to silna dziewczyna. Znasz ją przecież doskonale, nigdy się nie poddaje- przytulił się do mnie, tak abym mógł schować twarz w jego ramionach. Czułem jak ktoś gładzi moje plecy, po delikatnych ruchach małą dłonią, rozpoznałem Eleanor, która też przyjechała z chłopakami.
   Moje uszy doszedł dźwięk otwieranych drzwi, co spowodowało, że w mgnieniu oka zerwałem się na równe nogi. Gdy tylko ją zauważyłem moją głowę ogarnęła pustka, a serce zaczęło walić jak oszalałe. Niepewnie podszedłem do łóżka, na którym tak bezwolnie leżała z zamkniętymi oczami, które tak bardzo kochałem. Nie mogłem się powstrzymać i znowu się rozpłakałem. Czułem się tak bezwolnie, gdy na nią spoglądałem i nie mogłem nic zrobić, w niczym jej pomóc.
   - Mogę?- spytałem jedną z pielęgniarek stojącą przy mnie, a ta tylko delikatnie pokiwała głową na tak. Przegryzłem wargę i pochyliłem się nad twarzą Lili i ostrożnie musnąłem ustami jej ciepły policzek, a jedna z łez spadła na jej lekko rozwarte wargi.- Bądź silna. Dla mnie i dla Ani- szepnąłem odsuwając się od jej twarzy, jednocześnie czując jej płytki oddech na końcówce swojego nosa.
   Resztę dnia spędziłem przy niej, nie opuszczając mojego najukochańszego skarbu nawet na kilka sekund. Siedziałem sam, bo wcześniej o to poprosiłem chłopaków, którzy co jakiś czas zaglądali przez szybę w drzwiach na nas. Kilka razy weszła któraś z pielęgniarek, żeby sprawdzić elektronikę, do której podłączona była Lila.Trzymałem ją za rękę i  za każdym razem, gdy czułem jak porusza najmniejszym palcem, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Śpiewałem jej cicho, bo wydawało mi się, że ona mnie słyszy i podoba jej się to, bo kiedy tylko z moich ust wydobywały się kolejne zwrotki piosenki, jej palce drgały.
____________________________________________________________________
   Ogólnie powiem wam, że nie lubię pisać z innej perspektywy, ale wydaje mi się, że to mi jakoś wyszło. :)
 I jak wam się podoba słoneczka?
Czekam na długi i liczne komentarze :)
Chce też podziękować, za te 50 pod poprzednim, bardzoo dziękuję, jesteście kochani :) Kocham was i tyle :)
Jak z emocjami? Łezka się zakręciła, bo mi osobiście w pewnym momencie tak :)
Z niecierpliwością czekam na wasze opinie.
I przepraszam, za powtórzenia, ale nie chciało mi się myśleć nad synonimami :)

piątek, 24 maja 2013

Rozdział 61

UWAGA: Rozdział 14 jest niżej :) (Weźcie sobie chusteczki słoneczka)

   Minuty oczekiwania na jakiekolwiek wiadomości dotyczące stanu Liama, niezmiernie się dłużyły, a ja wciąż płakałam. Z dwóch powodów, po pierwsze Liam, a po drugie mój brzuch nie dawał mi spokoju.
   - Może pójdziesz zbadać ten brzuch?- spytał troskliwym głosem Zayn, który od dłuższej chwili masował moje bolące miejsce.
   - A co jeśli operacja się skończy, chcę go zobaczyć- wyszeptałam pod nosem.
   - Znajdę cię i poinformuję o tym. Zrób to dla mnie, bo nawet nie wiesz jak się o ciebie martwię- mówiąc to nie spuszczał smutnego wzroku z moich tęczówek.
   - Okay- pochyliłam się, żeby złożyć delikatny pocałunek na jego ustach, po czym złapałam za swoje kule, otarłam łzy z policzków i podeszłam do kobiety z recepcji i poruszyłam temat bólu, który męczy mnie od kilku godzin i spytałam, gdzie mogę dowiedzieć się co to jest. Kobiet po chwili namysłu wskazała mi na miniaturowej mapce drogę do odpowiedniego lekarza.
   Chwyciłam małą wskazówkę, zerknęłam jeszcze na Zayna i pomaszerowałam prosto pod drzwi z numerem 138. Nie było przed nimi nikogo, więc skorzystałam z sytuacji, zapukałam w drzwi i weszłam do środka.
   Za biurkiem siedziała blond kobieta z nałożonymi na nos okularami, zza których na mnie spojrzała.
   - Słucham?- powiedziała po angielsku co mnie bardzo zdziwiło.
   - Zostałam tu przysłana z moimi dolegliwościami brzuch, które są dosyć nieprzyjemne- wyjaśniłam pokrótce, po czym usiadłam na wskazanym przez kobietę krześle.
   - Ma pani okres, albo w ostatnim czasie z kimś współżyła?- zadała pierwsze pytania.
   - Nie i nie- odpowiedziałam pewnym siebie głosem.
   Lekarka na początku obejrzała mój brzuch, który po dotykała w kilku miejscach, a następnie pobrała kilka próbek do badań, które zrobiła w kilka minut.
   - Nie wygląda to za ciekawie- oznajmiła spoglądając na wydrukowane kartki.- Czy ma pani problemy z nerkami, albo jakieś niedoczynności ich?- spytała, a ja pokręciłam przecząco głową.
   - Co mi jest?- spytałam, zaciekawionym głosem.
   - Piła może pani ostatnim czasem jakieś niepewne płyny?- odpowiedziała tak naprawdę, pytaniem na pytanie, co mnie wzburzyło, ale tylko znowu pokiwałam głową na nie.
   - Czy mogę się w końcu dowiedzieć co mi jest?!- nieco się uniosłam, a blondyna wzdychnęła głośno i poprawiła sobie okulary.
   - Ma pani w organizmie niebezpieczną ilość chloru, który nie wiem jak tam się znalazł, ale zaraz dam pani odpowiedni płyn, po którym może pani czuć się niedobrze, ale on rozpuści chlor i wtedy powinno być wszystko dobrze- oznajmiła, jednocześnie szukając czegoś w szafkach. Chwilę później brałam już łyka owego lekarstwa.
   - Zaraz, zaraz...- zaczęłam łapiąc za klamkę.- Wspomniała pani coś o tym, czy nie mam problemów z nerkami, a co jeśli bym miała?- wróciłam się i stanęłam z nią twarzą w twarz.
   - No w takim przypadku, byłoby groźnie, ponieważ chlor ma zły wpływ na nerki, a jak ktoś ma z nimi problemy, bądź broń Boże ma tylko jedną sprawną, pierwiastek ten może doprowadzić nawet do śmierci. A coś się stało?- zaniemówiłam po jej słowach. Przecież pił mój sok, który cały czas stał na stoliku, nawet gdy nas przy nim nie było.
   Bez słowa wybiegłam z gabinetu i popędziłam na pierwsze piętro na blok operacyjny, gdzie prawdopodobnie był operowany Liam. Jeszcze chyba nigdy tak nie zapierdzielałam o kulach jak dzisiaj. To wszystko po przez podwyższony poziom adrenaliny w mojej krwi.
   Ten korytarz również był zupełnie pusty, odszyfrowałam napis nad wielkimi drzwiami "sala operacyjna". Popchnęłam owe, szklane drzwi i zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu, w którym się znalazłam. Było kilka par kolejnych drzwi, a za jednymi z nich musiał być Liam. Latałam po całej sali jak głupia, aż w końcu natrafiłam na te odpowiednie, które popchnęłam z całej siły.
   To co zobaczyłam prawie zwaliło mnie z nóg. Liam leżał na łóżku operacyjnym, był podłączony do wielu urządzeń, a jego brzuch był rozcięty, do tego wokół niego stało około sześciu osób, z czego jeden co chwilę przykładał do klatki piersiowej chłopaka defibrylator, przez który ciało Liama gwałtownie się unosiło i bezwładnie opadało. Dopiero po chwili na małym, czarnym ekraniku respiratora dostrzegłam zieloną poziomą linię, która oznaczała jedno.
   - W jego organizmie jest chlor- powiedziałam cicho, na moje słowa zareagowali wszyscy, a jedna z kobiet podeszła do mnie i wyprowadziła z sali.
   - Co pani tam robiła?!- warknęła na mnie.
   - Ma chlor w organizmie- powtórzyłam i osunęłam się na ziemię.- Ratujcie go, proszę- wyszeptałam, a gdy ja to mówiłam z sali wyleciał mężczyzna w białym fartuchu poplamionym krwią.
   - Jego serce znów pracuje- oznajmił.- W przeciwieństwie do jego obu nerek. Więcej jak dziesięć minut nie przeżyje bez nich- dopowiedział, a ja znowu się rozpłakałam.
   - Weźcie moją nerkę- powiedziałam w pewnym momencie.
   - To nie takie łatwe, musielibyśmy mieć badania i twoją zgodę- zaczęła lekarka.
   - Mam badania, zrobiłam kilkadziesiąc minut temu są w gabinecie niżej 138- powiedziałam.- Ty idź po nie, a ja podpiszę co mam podpisać- warknęłam na kobietę, która spojrzała na mnie jeszcze raz i pobiegła na dół.
   - Jest pani tego pewna, życie z jedną, nerką jest bardzo trudne- odparł, mężczyzna, a ja wywróciłam oczami.
   - Może i jest trudne, ale nie trudniejsze od życia bez Liama- odparłam i zdjęłam swoją bluzę, którą rzuciłam na mały stolik.- Będę żyła tak?- spytałam dla pewności.
   - Tak, w naszym szpitalu dziewięćdziesiąt procent pacjentów po przeszczepie przeżywa, więc tak.
   - To zajebiście- powiedziałam lekko się uśmiechając.- Jakby mój narzeczony pytał, gdzie jestem, nie mówcie mu, co właśnie robię- oznajmiłam, a mężczyzna tylko przytaknął.
   Kilka sekund później wróciła kobieta z moimi wynikami badań, powiedziała, że wszystko się zgadza, muszą iść tylko po odpowiednią dla mojej, grupę krwi. W tym czasie ja przygotowałam się do zabiegu który mnie czekał. Położyłam się na łóżku, gdzie do mojego ciała została podana narkoza, po której ja przestałam kontaktować i zasnęłam.
_____________________________________________________________________
   Tak sobie myślę, że chyba zasługuję dzisiaj na to żeby dostać moje upragnione 50 komentarzy co nie?
   Dwa rozdziały w jeden dzień, do tego chyba takie dosyć ciekawe i trzymające w napięciu, a do tego chciałam uśmiercić Liama, tak mnie bardzo kusiło, ale dla was z tego zrezygnowałam, bo wiem, że go kochacie :) Nie zapomnijcie o komentowaniu też tamtego rozdziału. :)
   To co może każdy śmignie taki ładny, szczery, długaśny komentarz, co wy na to słonka?
   Ustaliłam też coś takiego, że rozdziały będą co 3-4 dni, chyba, że uda wam się dojechać do 50 komentarzy, wtedy będą szybciej :)
   ASK- http://ask.fm/GobyPlane  Bardzo Mocno Proszę o Wszystkie Nurtujące Was Pytania :)
   Buziaki papa, xxx .
Ps. Dzisiaj nie będzie trzeciego rozdziału :)

Rozdział 60

   W nocy kilka razy słyszałam jak Zayn wymykał się z łóżka i szedł do łazienki wymiotować. Z własnego doświadczenia wiedziałam, że to nie jest przyjemne i że jutrzejszy dzień będzie dla niego koszmarny, ale z drugiej strony jest to nagroda za picie w takim tempie, jakie ich trójce wczoraj towarzyszyło.
   - Tylko mnie nie obrzygaj- szepnęłam, kiedy Zayn wrócił z toalety i się do mnie przytulił, ale po moich słowach momentalnie się odsunął i odwrócił plecami do mnie.
   Już od samego rana było między nami burzliwie. Gdy tylko podnieśliśmy się z łóżka zaczęły się pierwsze sprzeczki.
   - Masz jakieś tabletki, przeciwbólowe?- spytał Zayn, przecierając sobie powieki dłońmi.
   - Czy ja ci wyglądam na pielęgniarkę?- odburknęłam, przeczesując włosy dłońmi.
   - Nie mogłaś powiedzieć po prostu nie?
   - Nie kurwa- warknęłam i chwyciłam się za brzuch, który rozpierał straszny ból, przez który co chwilę z moich ust wydobywały się ciche jęki.
   - Co ci?- spytał troskliwym głosem, obejmując mnie ramieniem.
   - Mój brzuch...- nie zdążyłam dokończyć, bo poczułam taki ból, że zgięłam się w pół.
   - Chcesz do szpitala?- spytał, gdy ja usiadłam na łóżku, podkurczyłam nogi i schowałam w nich twarz.
   - Nie. Nie mam zamiaru tracić czasu na dogadanie się z tymi debilami niepojmującymi co się do nich mówi- warknęłam cicho.
   - Może mam ci przynieść coś do picia, albo jedzenia?- dosiadł się do mnie na materacu i oparł dłoń o moją nogę.
   - Daj mi fajki- mruknęłam pod nosem, a następnie powoli podniosłam się do pozycji stojącej, chwyciłam paczkę papierosów i kuśtykając doszłam do balkonu, na który wyszłam.
   Usiadłam na leżaku, zgięłam nogi w kolanach i zapaliłam papierosa.
   - Może jesteś w ciąży?- zasugerował, podnieconym głosem Zayn, który również znalazł się na zewnątrz.
   - Nie spaliśmy ze sobą od trzech tygodni- zauważyłam.
   - To może spałaś z kimś innym.
   - Tak, chyba z mopem- odpowiedziałam z ironią w głosie i po raz kolejny zaciągnęłam się nikotynom, która wypełniła moje płuca.
   - Zaraz wracam- powiedział w pośpiechu i pobiegł do łazienki w oczywistym celu.
   - Wszyscy dzisiaj chyba mają złe dni- powiedział Zayn, kiedy po piętnastu minutach wrócił z restauracji ze śniadaniem.
   - Czemu?
   - Spotkałem po drodze ich. Niall, mówił, że rzyga co pięć minut od piątej nad ranem, El narzeka na nogi, a Lou leży w łóżku z gorączką. Najgorzej z Liamem...- przerwał na chwilę, a ja nieco wystraszonym wzrokiem zerknęłam na niego z ciekawością w oczach.
   - Co z nim?
   - Pogotowie go wzięło do szpitala pół godziny temu.
   - Co ty gadasz. Co się stało?
   - Coś nie tak z jego nerką- wyjaśnił, a ja się zerwałam z leżaka, jednocześnie zrzucając z balkonu niedopałek.- Co ty robisz?- spytał Zayn.
   - Jedziemy do szpitala- powiedziałam, poważnym tonem.
   - A co z twoim brzuchem, dasz radę?- pomógł mi przejść przez próg, żebym o nic nie zahaczyła gipsem.
   - To nie jest ważne- odparłam i chwyciłam pierwsze lepsze ubrania.- Odwróć się, chcę się ubrać- powiedziałam do Zayna, łapiąc za spód swojej koszulki, ale jemu ani się śniło obracać.
   - W łazience się trzeba ubierać- spostrzegł.
   - Nie ma czasu, samo dojście do niej zajmuje mi pięć minut- burknęłam, po czym odwróciłam się plecami do chłopaka, ściągnęłam górę od piżamy i zapiełam stanik, później wciągnęłam zwiewną sukienkę przez głowę, zsunęłam spodenki od piżamy i założyłam majtki.- Zayn, kurwa nie stój tak tylko się zbieraj, ja wychodzę za minutę- pośpieszyłam go, co podziałało i chłopak zabrał się za zakładanie swoich butów, podczas, gdy ja już otwierałam drzwi od pokoju, które natknęły się na coś twardego.
   - To bolało- usłyszałam cichy pisk Nialla.
   - Kurwa Niall, nie wiesz, że nie podchodzi się tak blisko do drzwi?!- podniosłam na niego głos.
   - Nawet jak chce się zapukać?- odburknął, trzymając się za nos.
   - Trzeba było zapukać butem- powiedziałam oschle.- Zayn rusz dupę.
   - Jedziecie gdzieś?- spytał ciekawsko blondyn.
   - Tak do szpitala- lekko wygięłam swoje kąciki ust, a następnie zaczęłam poruszać się o kulach w stronę windy.
   - Po co?
   - Liam tam jest, dobra nie mamy czasu, Eleanor ci powie co się stało- dodałam, kiedy Zayn, mnie dogonił i mieliśmy już wsiadać do windy, która akurat się przed nami otworzyła.
   Znów ten sam szpital i ci sami niepojęci ludzi, z którymi nie można się dogadać. Przez blisko pięć minut próbowałam wytłumaczyć babce z recepcji, kogo szukamy.
   - Kurwa mać, co za idioci- skomentowałam  po polsku, nie wiem po co, skoro po angielsku i tak by nie zrozumieli.
   - O pani z Polski- odpowiedziała kobieta również w moim języku.
   - Ja pierdole- szepnęłam pod nosem, a następnie wytłumaczyłam jej kogo szukam.
   - A ten chłopiec, któremu nerka przestała pracować- mruknęła do siebie i zaczęła czegoś szukać w dużej książce, a raczej zeszycie.- Z tego co widzę, właśnie jest operowany- powiedziała, a mi w jednej sekundzie serce podeszło do gardła.
   - Ale to nic niebezpiecznego?
   - Obawiam się, że jednak tak- ściszyła swój ton głosu, a ja znowu poczułam ból brzucha, tym razem chyba ze strachu, niż z innego powodu, przez który cierpiałam rano.
   - Gdzie ten blok operacyjny i kiedy będziemy mogli go zobaczyć?- zadałam pytania, spoglądając na moje drżące dłonie.
   - Blok jest piętro wyżej, ale operacja skończy się za jakieś cztery godziny- oznajmiła, a ja wyszczerzyłam oczy.
   - Co z nim?-spytał się Zayn, kiedy do niego podeszłam, jednak nic nie odpowiedziałam tylko rozpłakałam się i mocno wtuliłam w jego tors.- Ej nie mów, że on...
   - Nie, nie umarł, ale jest operowany. Krótko mówiąc jest z nim źle- wychlipałam odsuwając się kawałek od niego, po czy znowu się w niego wtuliłam. Czułam jak jego serce waliło jak oszalałe, a ciepła dłoń błądziła po moich plecach.
___________________________________________________________________________
   Dobra nie będę się rozpisywać.
Następny będzie w sobotę, albo jak będzie 50 komentarzy :) Wiem, że potraficie.
Ogólnie dziękuję za 47 pięknych komentarzy pod poprzednim, ciekawszym rozdziałem, ale na napisanie tego miałam tylko 40 minut, bo mam znowu dwa dni zawalone :(

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 59

   Jadąc na salę weselną mijaliśmy kolejno Łuk Triumfalny i wieżę Eiffla. Jeśli chodzi o pogodę to jak najbardziej dopisywała. Na niebie nie było ani jednej chmurki, a temperatura już dawno przekroczyła dwadzieścia stopni. Natomiast moja, odziana w grubą warstwę gipsu noga raczej nie była szczęśliwa w związku z taką pogodą.
   Podczas gdy Louis i Eleanor tańczyli na środku parkietu swój pierwszy taniec już jako małżeństwo, my z Zaynem, siedząc na schodach, znajdujących się na zewnątrz ogromnego budynku spalaliśmy papierosy.
   - Nie wydaje ci się, że powinniśmy być teraz tam, razem z nimi?- zaczął Malik, spoglądając przez ramię, na salę.
   - Spokojnie, jeszcze się nasiedzimy w środku- odpowiedziałam i wypuściłam ze swoich ust chmurę dymu, która momentalnie zmieszała się z powietrzem.
   - Nas też to czeka...
   - Ale niby co?- niemal momentalnie zareagowałam na słowa siedzącego obok mnie mulata.
   - No ceremonia zaślubin- odparł delikatnie się uśmiechając i wgniatając peta w kafle schodów.
   - Naprawdę tego chcesz?- westchnęłam dosyć głośno.- Przecież jest dobrze tak jak jest.
   - Ale moja religia, mam dziecko i będąc w związku z jego matką muszę się ożenić- wyjaśnił.
   - Kochanie, zdajesz sobie sprawę, że nie przejdę na twoją religię- przejechałam palcem po jego dłoni, która spoczywała na moim kolanie.
   - Jak to nie?
   - Moi rodzice są bardzo religijni i chyba by mnie wydziedziczyli, jakbym zmieniła wyznanie. Liczyłam na to, że ty przejdziesz na moją wiarę, albo weźmiemy ślub w kościele katolickim- odpowiedziałam stanowczo.
   - A co wy tu robicie?- słowa Louisa, dobiegające zza naszych pleców skłoniły mnie do wstania ze schodów.
   - Tak sobie rozmawiamy- wytłumaczyłam, odwróciwszy się twarzą w twarz do Lou.
   - Czy znowu się kłócicie?- ciągnął temat, podczas gdy, Zayn umięśnioną ręką objął mnie w tali i przysunął do siebie.
   - Powiedziała, że tylko rozmawiamy- mruknął Zayn, a następnie wygiął usta, tak że na jego twarzy pojawił się sztuczny i wymuszony uśmiech.
   - Dobra rozumiem- Lou też się do nas uśmiechnął, po czym żwawym krokiem wrócił do budynku, a my zaraz za nim.
   Po niemalże całej sali były poustawiane stoliki przeważnie dla pięciu osób. Nasze dwa miejsca były na środku pomieszczenia, a przy owym stoliku zasiadali już Niall, Harry i Liam, który zdążył już zmienić czarny garnitur na jasny, kremowy.
   - Gdzie byliście?- spytał Niall, kiedy usiedliśmy na krzesłach między Liamem i blondynem.
   - Paliliśmy- odparł Zayn, który położył swoją rękę na oparciu mojego krzesła.
   - Ty w ogóle możesz palić?- spytał siedzący naprzeciwko mnie Harry.
   - Niby czemu bym nie mogła?- prychnęłam, posyłając mu piorunujące spojrzenie.
   - Bo masz małe dziecko...- zaczął.
   - Od kiedy stałeś się taki opiekuńczy? Wyobraź sobie, że mojemu dziecku nic nie zagraża- prychnęłam i sięgnęłam po szklankę z sokiem.
   Tak też mijał czas, około dwóch godzin przegadaliśmy nie tylko z osobami z naszego stolika, bo co chwilę ktoś do nas podchodził, przedstawiał się i zaczynał kolejny, nowy temat. Najdłużej zagadywała nas babcia Louisa, która opowiadała historię o każdym ze swoich wnuków, a miała ich naprawdę sporo.
   - Zatańczysz?- spytał Zayn, zaraz po tym jak ziewnął, po czy wyciągnął w moim kierunku otwartą dłoń.
   - Nie, ale chętnie gdzieś stąd pójdę- odpowiedziałam, na tyle cicho, aby babcia Lou tego nie usłyszała, bo jeszcze zaczęłyby się jej jakieś kazania dotyczące niewychowanej młodzieży.
   - Jeden taniec- szepnął mi na ucho, kiedy zmierzaliśmy wprost na parkiet.
   - Ja ledwo co chodzę o kulach, a ty chcesz tańczyć. Oszalałeś chyba- skomentowałam, a kąciki ust Malika powędrowały w górę, natomiast on w pewnym momencie się zatrzymał, stanął przede mną odłożył moje kule gdzieś na bok, po czym podniósł mnie i powędrował ze mną na sam środeczek parkietu.
   - Ej postaw mnie- warknęłam na niego, ale moje słowa nie poskutkowały. Zayn ze mną na rękach zaczął powoli ruszać się w rytm muzyki dobiegającej z małej sceny. Doszłam do wniosku, że ten jeden taniec nic mi nie zrobi, więc po prostu objęłam rękoma szyję chłopaka, zamknęłam oczy i nie dotykając nawet koniuszkami palców wirowałam wraz z Zaynem na parkiecie.
   - Tak źle było?- spytał Malik, po tym jak muzyka ucichła, a on postawił mnie na ziemi.
   - Dało się przeżyć- odpowiedziałam, a chłopcy z zespołu, zaczęli grać kolejną piosenkę.
   - Odbijany- usłyszałam radosny głos zza swoich pleców, a po chwili ujrzałam szczerzącego się do mnie Nialla, który jeszcze coś przeżuwał w buzi.
   - Niall, ale...- nie zdążyłam zaprotestować, a ponownie znalazłam się kilka centymetrów nad ziemią, tym razem w objęciach Horana.- Wiesz co, nie podoba mi się jak mną się tak wymieniacie. Co ja kurwa mać jestem?- powiedziałam mu prosto do ucha, oburzonym głosem.
   - Powinnaś się cieszyć, że masz takie branie- cicho zachichotał, a ja wywróciłam oczami, a następnie stanęłam na własnych, chwyciłam jedną dłoń Nialla, a drugą rękę oparłam na jego ramieniu.
   - Tak będzie lepiej- odparłam i zaczęłam się kołysać, nie odrywając stóp od podłogi.
   - Racja. Trochę chyba przytyłaś, co nie?- spytał unosząc jedną brew i jednocześnie kładąc rękę na moich plecach.
   - Jak widać nie ja jedna- wytknęłam do niego język, a na bladych policzkach blondyna pojawiły się delikatne rumieńce.
   - Moja mama przeprowadziła się do Londynu, to przez to- zaczął się tłumaczyć, a ja cicho zachichotałam.
   - Idziesz ze mną zapalić?- spytałam, kiedy przestaliśmy tańczyć, po tym jak te słowa dotarły do uszu Nialla, ten zrobił wielkie oczy.
   - Ale ja nigdy nie paliłem- powiedział zakłopotanym głosem.
   - No widzisz czas popróbować- wyciągnęłam go na zewnątrz, wprost do altanki, w której usiedliśmy.- Kurwa, moja torebka- jęknęłam, gdy zorientowałam się, że nie mam jej przy sobie.- Niall masz telefon?- spytałam, a Horan wyciągnął z kieszeni komórkę, którą machnął mi przed oczami. Wyciągnęłam mu ją z dłoni i wykręciłam numer do Zayna.- Misiek przenieś mi torebkę, leży na krześle. Jestem na zewnątrz w altance- zaczęłam szybko mówić, kiedy usłyszałam, że chłopak odebrał. Nie dając nic odpowiedzieć Zaynowi, po prostu się rozłączyłam i oddałam telefon Horanowi.
   - Ty to sobie umiesz podporządkować ludzi- skomentował, wsuwając Iphona do kieszeni czarnych, eleganckich spodni. Nic nie odpowiedziałam na to stwierdzenie, tylko się uśmiechnęłam.
   - Jeszcze dwie godziny i oczepiny- odparłam, sprawdziwszy godzinę na tarczy mojego małego, nierzucającego się w oczy zegarka.
   - Ty to lubisz?- zdziwił się Niall.
   - No jasne, łapiesz kwiatki, a później całujesz się z...
   - No z kim się całujesz?- w słowo wszedł mi Zayn, który jak się okazało przez jakiś czas przyglądał się naszej rozmowie.
   - Ze sobą, bo się okazuje, że koleś, który złapał muszkę, albo krawat, to chodzący frajer- szybko wybrnęłam z niezbyt ciekawej sytuacji, która zaistniała.
   - No mam nadzieję- odparł Zayn, który się do nas dosiadł, a następnie podał mi moją torebkę z której wyciągnęłam paczkę papierosów i zapalniczkę.
   - Chcesz też?- spytałam Malika, wyciągnąwszy papierosy dla mnie i Nialla.
   - Nie, staram się ograniczać- powiedział wygiąwszy kąciki ust do góry.
   - Pierwsze słyszę- wyburczałam, zdziwionym głosem.  
   - Palący rodzice to niedobrzy rodzice, a ja nie chcę narażać na nic naszej córki- wytłumaczył, a ja szerzej otworzyłam oczy.
   - Wow stary, ale to dziecko cię zmieniło- słusznie zauważył Niall.
   - No wiesz ten instynkt macierzyński- po tych słowach Zayna, wszyscy zachichotaliśmy.
   - Chyba ojcowski- poprawiłam go.- No dobra, ale z Niallem nawet nie zapalisz?
   - Niall nie pali- odpowiedział pewnym siebie tonem.
   - W sumie racja, nie palę i jest mi z tym dobrze- powiedział Nialler i oddał mi papierosa, którego kilka minut temu mu wręczyłam.- Kiedy mam się szykować na wasz ślub?- blondyn zmienił temat, a my, oboje z Zaynem w jednej chwili zamilkliśmy.
   - Gdy tylko znajdziemy odpowiedni kościół, salę weselną i takie tam w Polsce- po długiej chwili zupełnej ciszy, Zayn w końcu zabrał głos.
   - Ale, jak to? W Polsce nie dadzą nam ślubu odpowiedniego dla twojej religii- zaczęłam.
   - Ale dadzą nam odpowiedni dla twojej religii- delikatnie cmoknął mnie w policzek.
   - Naprawdę to zrobisz?- zapytałam zdziwiona.
   - Dla ciebie i Ani wszystko- uśmiechnął się, a z ust Nialla wydobyło się ciche awww.
   - Jakie to było słodkie- skomentował Nialler.- Aż mi się rzygać chce, ale to nie po tych słowach, tylko po tym torcie. Niepotrzebnie brałem dwie dokładki, a później nie wiem po co zjadłem kurczaka. Przepraszam, ale...- nie zdążył już nic powiedzieć, bo szybko zaczął biec w stronę łazienki, zatykając sobie dłońmi usta.
   - Naprawdę wydoroślałeś- skomentowałam, kiedy zostaliśmy sami pod drewniana altaną.
   - To przez to, że nie jestem już w zespole, zacząłem inaczej patrzeć na świat, nie mówię, że jest to lepsze życie od poprzedniego- wyjaśnił, a ja się wtuliłam w jego tors.
   - Pamiętasz jak uciekłam ci ze spiżarki przez okno, kiedy twoja siostra nas tam zamknęła? Albo jak malowałeś mur komisariatu sprejem, a później mi się za to dostało?- zebrało mi się na wspomnienia.
   - A pamiętasz nasz pierwszy pocałunek?- podniosłam na niego wzrok, po czym zamknęłam oczy i powoli zbiłam swoje usta w jego.- Pamiętasz- mruknął, kiedy się od niego odsunęłam.- Wiesz, że zawsze marzyłem o synu...- ni stąd, ni zowąd zmienił temat.
   - Tak? To ciekawe, rok temu w wakacje mówiłeś, że tak bardzo chciałbyś mieć w przyszłości córkę, którą będziesz mógł wiecznie rozpieszczać- zauważyłam, a Malik zrobił zmieszaną minę.
   - Marzenia się zmieniają- wyszczerzył się szeroko do mnie, a ja jeszcze raz musnęłam jego delikatne i miękkie wargi, po czym wstałam z ławki.- Idziemy?- spytałam, a Zayn momentalnie się podniósł i podał mi moje kule.- Bym się czegoś napiła- powiedziałam kiedy minęliśmy drzwi.
   - Piwo, wino, whisky?- wymienił mi kilka propozycji.
   - No co ty wody, przecież trzeba dawać dobry przykład córce. Dobra żartuję białe wino dla mnie- posłałam mu uśmiech, a następnie odprowadziłam go wzrokiem do baru i sama wróciłam do swojego jak na chwilę obecną pustego stolika.
   - Twoje wino- Zayn podstawił przede mną pełen kieliszek białego trunku, po którego ja od razu sięgnęłam.
   Kiedy dalej wspominaliśmy najlepsze wydarzenia naszego życia do naszego stolika dosiadła się Eleanor, na której drobnej twarzy widniał miły i przyjazny uśmiech.
   - Czemu się nie bawicie- zaczęła, po czym przeniosła wzrok na pełen od gości parkiet.
   - Mój gips na nodze wyklucza czynną zabawę- wyjaśniłam, a Eleanor wzdychnęła.
   - No tak, myślę, że nie będziesz miała nic przeciwko jeśli porwę do tańca twojego narzeczonego?- powiedziała, a następnie stanęła przy Zaynie, do którego wyciągnęła dłoń.
   - Jeśli nie boisz się o swoje stopy to zabieraj go- posłałam do niej uśmiech, a Zayn spiorunował mnie wzrokiem, ponieważ chłopak nie należał do osób lubiących tańczyć, a tym bardziej w taki sposób. Wyjątkiem był jeden jedyny taniec ze mną.
   - Za pięć minut wracam- burknął pod nosem Malik, po czym chwycił dłoń El i zaraz za nią poszedł w stronę środka sali. Odprowadziłam ich wzrokiem, a kiedy znów spojrzałam na stół, siedziała przy nim babcia Louisa.
   - Za jakie grzechy?- szepnęłam sama do siebie, podczas gdy starsza kobieta otwierała już swoje wymalowane na czerwono, usta.
   - Coś mówiłaś kochanie?
   - Tylko, to że miło panią znów widzieć- w moim głosie można było wyczuć ironię, jednak jak się okazało nie każdy był w stanie ją zauważyć, bo pani Tomlinson szeroko się uśmiechnęła.
   - Ładny ten twój chłopiec. Pewnie będziecie mieć w przyszłości ładne dzieci- zaczęła miłym głosem, a ja wygodniej usiadłam na krześle, bo jak się spodziewałam, że ta rozmowa może naprawdę długo potrwać.
   - Tak nasza córeczka jest bardzo ładna- odparłam, biorąc łyk wina.
   - To wy już macie dziecko?- spytała zdziwionym głosem.
   - Tak się złożyło- odburknęłam.
   - A Louis, mówił, że żaden z jego kolegów nie miał jeszcze ślubu- zauważyła, a ja wywróciłam oczami.
   - Bo my nie jesteśmy po ślubie- wyjaśniłam, na co oczy babci zrobiły się dwa razy większe.
   - Ale czemu? Przecież w takim razie żyjecie w ciężkim grzechu.
   - Ja pierdole- te niekontrolowane już przeze mnie słowa, same opuściły moje usta, co wywołało u kobiety jeszcze większe zdziwienie.- Chciałam powiedzieć, że mamy już ustaloną datę ślubu. Wie pani, nie jestem z Anglii i czasem mylą mi się słowa- na poczekaniu wymyśliłam jakąś gadkę, która jak się okazało podziałała.
   - To rozumiem, ciężko jest się uczyć obcych języków- odparła, a ja odetchnęłam, w związku z tym że kobieta uwierzyła moim słowom.
   - Dobra, a teraz idę łapać kwiatki- dodałam kiedy mój zegarek w końcu wskazał północ. Upiłam jeszcze mały łyk wina, jednocześnie opróżniając kieliszek, po czym złapałam za kule i ruszyłam do przodu.
   Eleanor stała już tyłem do wszystkich dziewczyn, które ustawiły się za nią. Raz dwa dołączyłam do owej grupki.
   - O kurwa czy to Brad Pitt?- niemalże krzyknęłam wskazując wejście, co spowodowały, że wszyscy się w owym kierunku spojrzeli, a ja bez problemu dosięgnęłam lecące kwiaty.- A sorry, to tylko Liam. Ale podobni są co nie?- powiedziałam, a dziewczyny zaczęły rozchodzić się we wszystkich kierunkach.- Masz złapać tę muszkę- szepnęłam do Zayna, który właśnie dumnym krokiem zmierzał na parkiet.
   Wszyscy odliczali: trzy, dwa, jeden, po czym Louis tak rzucił, że muszka poleciała w zupełnie innym kierunku i zatrzymała się na ramieniu Harrego, który akurat stał przy barze i sączył swojego drinka.
   - Ty kurwa rzucać nie umiesz?!- warknęłam na Lou, a Hazza zdezorientowany odwrócił się w naszym kierunku.
   - Coś się stało?- spytał Styles spoglądając na Louisa.
   - Moja muszka przeznaczenia cię dosięgnęła- powiedział Lou.
   - No co ty już były oczepiny? No to kim jest szczęściara, którą mam pocałować- Harry poruszył kilka razy brwiami i się rozpromienił.
   - To Lila- powiedziała Eleanor, a Harry wypluł na ziemię whisky, którą akurat miał w buzi.
   - A ja liczyłem na dziewczynę, a nie na to coś- wskazał palcem na mnie.
   - Nie ty jeden- odburknęłam.
   - To co taniec, albo buziak- wyszczerzył się do nas Lou, a w tle zaczęła lecieć muzyka.
   - A nie ma możliwości bezbolesnej śmierci?- westchnęłam, a Lou i El zgodnie pokręcili głową, na nie.
   - Zajebiście- szepnęłam sama dla siebie i zrobiłam kilka kroków do przodu, po czym wpadłam na pewien pomysł i złapałam przypadkowego kelnera, który akurat przechodził obok nas.- Przynieś mi papierową torbę z małym wycięciem na środku- powiedziałam, a mężczyzna dziwnie na mnie spojrzał, a następnie zniknął na chwilę. Po niecałej minucie wrócił trzymając w ręku ową torbę. Uśmiechnęłam się do owego mężczyzny i odebrałam to o co prosiłam.
   Podkuśtykałam do Harrego, założyłam mu na głowę torbę, tak by jego usta znalazły się zaraz za wycięciem. Przełknęłam głośno ślinę, a następnie zbliżyłam swoją twarz do jego i podtrzymując torbę na jego głowie, złożyłam pocałunek na jego ustach, który trwał nie więcej niż trzy sekundy.
   - Bywało lepiej- skomentowałam, kiedy już się od niego oddaliłam. Harry momentalnie zrzucił ze swojej głowy torbę i przejechał językiem po swoich wargach.
   - Dobra jesteś- odparł unosząc jedną brew.
   - Tak, nie przyzwyczajaj się- mruknęłam, po czym odszukawszy Zayna, wróciliśmy oboje do stolika.
   - I jak było?- spytał, gdy tylko usiedliśmy.
   - Ty to miałeś złapać- syknęłam na niego.
   - No wiem, ale to nie moja wina, że Louis rzuca jak baba.
   - Nie obrażaj kobiet słonko- posłałam mu delikatny uśmiech, a następnie nalałam sobie do szklanki wodę, którą duszkiem wypiłam.
   - Rozmawiałem z El, kiedy tańczyliśmy...
   - I czego się dowiedziałeś?- weszłam mu w słowo, domyślając się o czym oboje mogli rozmawiać.
   - Wiedziałeś, że ona była w ciąży?- spytał, a ja zrobiłam wielkie oczy i pokręciłam przecząco głową.- To dlatego chcieli wziąć tak szybko ślub, ale po dwóch miesiącach ona straciła to dziecko, oboje strasznie to przeżyli, a teraz Louis powiedział, że nie chce mieć dzieci, skoro mogą stracić kolejne, on nie chce ryzykować.
   - Młody jest, jeszcze zmieni zdanie- stwierdziłam, w tym czasie do stolika wrócili Liam i Niall.
   - Kogo obgadujecie?- spytał Niall, mieląc w buzi kawałek ciasta, którego drugą część trzymał w dłoni.
   - Babcie Lou- to właśnie ona przyszła mi jako pierwsza na myśl.
   - Mam szacunek do jego rodziny, ale ta kobieta pcha się z butami w życie każdego- powiedział Liam, rozglądając się dookoła, czy oby na pewno nie ma w pobliżu owej kobiety, na szczęście w tej chwili męczyła kogoś innego.
   - Tak, tak- mruknął Zayn.- Chcesz coś do picia?- spojrzał na mnie, ale ja odmówiłam.
   - Mi możesz przynieść piwo- powiedział Niall.
   - To dla mnie też- dodał Liam.
   Godziny mijały, a na naszym stoliku gromadziła się coraz to większa ilość pustych butelek po piwie. Chłopakom procentów przybywało, a rozumu ubywało z minuty na minutę.
   - Niall robiłeś kiedyś ten tegos, w miejscu publicznym- w pewnym momencie padło takie pytanie, na co cała twarz Horana oblała się rumieńcem.
   - Na pewno nie tyle razy co ty Zayn, ale się zdarzało- po chwili odpowiedział na pytanie i upił kolejny łyk piwa.
   - O Louis, siema stary chodź się napić z kumplami- Liam, zatrzymał przechodzącego obok naszego stolika Louisa, któremu odsunął krzesło.
   - Ale się najebali- stwierdził Lou, siadając pomiędzy mną a Liamem.
   - Tak się dzieje, gdy się nie ma dziewczyny, z którą można tańczyć- powiedziałam załamując ręce nad chłopakami napitymi już w trzy dupy.
   - A ty Lou ile razy się ruchałeś w windzie?- spytał wesolutkim głosem Zayn, a ja momentalnie kopnęłam go w piszczel.- Dobra nie było pytania, bo narzeczona mnie bije- jego słowa ledwo co połączyły się w spójne i zrozumiałe zdanie.
   - Pojechałabyś z nimi do hotelu?- w pewnym momencie Lou zadał pytanie, na które ja się zgodziłam.
   - Ale o co chodzi, my nigdzie nie jedziemy, my idziemy tańczyć- odparł Niall, podnosząc się z krzesła, na które i tak po sekundzie opadł.- Kurwa nie wiedziałem, że my na statku jesteśmy w dodatku, chyba sztorm jest- wyjęczał, a ja schowałam twarz w dłoniach.
   - Przepraszam, czy jest jeszcze tort?- spytał Liam, kelnerkę, która akurat zbierała butelki z naszego stolika.
   - Nie wiem, ale mogę zobaczyć- odpowiedziała, niepewnym głosem.
   - Nic nie szukaj- powiedziałam do niej poważnym głosem, a ta tylko się uśmiechnęła i z pełną tacą gdzieś poszła, a wzroki chłopców ją odprowadziły, a raczej jej tyłek.
   - Wracamy do hotelu!- warknęłam, kiedy moje emocje już puściły.
   - Chyba chciałaś powiedzieć do kajuty- wtrącił Niall, uśmiechając się triumfująco.
   - Tak, tak właśnie do kajuty- odburknęłam i wstałam od stołu.
   - Kochanie pomogę ci- powiedział Zayn, kiedy ja chwytałam swoje kule.
   - Ty lepiej pomóż sobie- warknęłam i wcisnęłam mu w dłonie jego czarną marynarkę.- Liam wychodzimy- szturchnęłam chłopaka, który już przysypiał przy stole.
   Pożegnałam się ze wszystkimi osobami, które znałam, lub zdążyłam tego dnia poznać, po czym załadowałam chłopców do taksówki, podstawionej pod budynek. Cała trójka przysnęła, kiedy wracaliśmy do pokoju.
   - Widać, że dobrze się bawili- skomentował taksówkarz zerkając na tylne siedzenia, na których spali chłopcy.
   - Chyba, aż za dobrze- wyjęczałam i dla satysfakcji zrobiłam im grupowe zdjęcie telefonem.
   Po kolei musiałam odprowadzić każdego z chłopaków do jego pokoju i jeszcze pomóc im zdjąć buty i koszule, z których guzikami cała trójka miała ogromny problem.
  - Idioto gdzie leziesz?!- warknęłam na Zayna, który przeszedł drzwi naszego pokoju i zatrzymał się przed windą.
   - Na basen- odpowiedział, jakby nigdy nic.
   - Ja ci kurwa dam zaraz basen, wracaj tu w tym momencie, bo jak ja do ciebie podejdę, to ty kurwa już nigdy nie poczujesz wody na swoim ciele- podniosłam na niego głos, na co Zayn spuścił głowę i grzecznie wszedł do naszego pokoju, zdjął ubrania i wszedł do łóżka, po czym nakrył się cały kołdrą i już nic nie powiedział.
   Ja na spokojnie wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i również dołączyłam do niego.
_________________________________________________________________
   Ale się napisałam o kurde mam nadzieje, że taka długość was zadowala :) Mam nadzieję, że jest to nagroda pocieszenia dla tych, którzy nie zostali wylosowani przez moją mamę. ;p

No właśnie jeśli chodzi o konkurs to wygrała- oliwia kamińska- Gratuluję kochana :)
Musisz do mnie napisać kochana na maila natalia.directioner.1d@gmail.com swoje dane(imie, nazwisko, adres kod pocztowy i miejscowość:)

Następny rozdział nie wiem kiedy bo mam zawalony sprawdzianami cały tydzień i nie wiem na kiedy się wyrobię. Dziękuję też za 47 niesamowitych i długich komentarzy, mam wielką nadzieję, że dojedziecie kiedyś do 50, będzie mi bardzo miło :)
ZADAJ MI PYTANIE
LINK TWITTER
Pozdrawiam i walcie śmiało z pytaniami na aska :) Natalia xxx 

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 58

   - Co z nią?- powiedziałam do telefonu, podczas gdy mój wzrok utkwił na pozbawionej emocji twarzy Niallera.
   - To zwykła kolka, dałem jej krople, które powinny pomóc- po tych słowach kamień spadł mi z serca i w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Podziękowałam lekarzowi, po czym poinformowałam mame o tym, o czym przed kilkoma minutami się dowiedziałam.
   Od razu i mi i mojej mamie poprawił się humor. Na koniec zamieniłam jeszcze kilka zdań z lekarzem, a następnie się rozłączyłam.
   - Dziękuję za pomoc- podskoczyłam do Horana, którego z całych sił przytuliłam do siebie i musnęłam delikatnie jego policzek, tak się trafiło, że Zayn przyglądał się całej tej sytuacji z nieciekawą miną na twarzy, po czym zerwał się z miejsca, na którym siedział i wyszedł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.  
   - Zayn!- krzyknęłam za nim, ale ten nie to i tak nic nie dało. Kiedy chciałam za nim iść, Niall złapał mnie za rękę, aby mnie powstrzymać.
   - Zostaw go, zaraz i tak przyjdzie i będzie taki kochany jak nigdy dotąd, bo wie ile dla niego znaczysz- wyjaśnił, a mnie zatkało to co powiedział.
   - Przecież on taki nie jest- skomentowałam.
   - On się zmienił przez ten rok, uwierz mi. A teraz muszę iść się szykować, bo za pół godziny ślub, a świadek musi wyglądać idealnie- posłał mi szczery i szeroki uśmiech- Nie martw się Zaynem- dodał otwierając drzwi, a po chwili zostałam już sama w pokoju.
   Zabrałam się za robienie sobie makijażu pasującego do sukienki, którą kupił mi Zayn. Bez dokonywania żadnych poprawek udoskonaliłam swoją twarz make-upem Gorzej było z moimi włosami, które za nic nie chciały się odpowiednio ułożyć.
   Dochodziła za dziesięć trzecie, powinniśmy już się zbierać, a Zayna jak nie było, tak nie było. Wkurzona chodziłam w swoich wysokich, czarnym bucie na jednej nodze i białym gipsie na drugiej po całym pokoju, co kilka sekund spoglądając na wyświetlacz swojego telefonu.
   Kilka minut przed trzecią przyszła zguba. Na jego twarzy malował się delikatny, a zarazem uroczy uśmiech. Podszedł do mnie i w jednej sekundzie wbił swoje usta w moje, całował w taki sposób, że w moim brzuchu wszystko zaczęło się przekręcać.
   - Kocham cię nad życie- wyszeptał, odsuwając swoją twarz od mojej.
   - Naprawdę się zmieniłeś- mruknęłam pod nosem, co spowodowało, że Malik zrobił zdezoriętowaną minę.
   - Co?
   - Musimy już wychodzić- pospieszyłam go, gdy ten zaczął nerwowo szukać czegoś w swoich kieszeniach.
   - Poczekaj mam coś dla ciebie- powiedział i wyjął zza swojej marynarki delikatny wisiorek.
   - Kolejny drogi prezent- skomentowałam, podczas gdy chłopak zapinał mi ową biżuterię na do tej pory gołej szyi.
   - Nie, nie. Chciałem wyciągnąć w tych kulkach przed hotelem pluszaka dla Ani, ale wyszedł naszyjnik- wyjaśnił, a ja się uśmiechnęłam, musnęłam jego usta, po czym wplotłam swoją dłoń w jego i oboje zjechaliśmy na dół windą. Było mi tak nie wygodnie z tymi kulami, bez których nie mogłam odpowiednio funkcjonować, a które tak strasznie mnie denerwowały.
   Kiedy zobaczyłam długi rząd schodów prowadzących do głownych drzwi katedry, w której miał się odbyć ślub, głośno westchnęłam.
   - Idzcie ja za pół godziny do was dołączę- mruknęłam cicho do Zayna, Nialla i Liama, a następnie podeszłam do poręczy i łapiąc się jej jedną ręką zaczynałam wskakiwać na kolejne stopnie.
   - Urocza jesteś- odparł Zayn który w jednej sekundzie znalazł się za mną, położył jedną rękę na moich plecach, a drugą na lini moich kolan i dźwignął mnie na ręce.
   - No rusz dupę- powiedziałam, po tym jak weszłam i po chwili wyszłam z kościoła.
   - Zaczekam tutaj- odparł.
   - Jakto?
   - To nie moja religia, będę czuł się tam nieswojo- odyarnął kosmyk moich włosów które opadły mi przed chwilą na twarz.
   - Poczekam tu z tobą- złapałam go mocno za rękę, a głowę oparłam o jego ramię.
   - Chyba powinnaś tam wejść. To będzie fair dla El i Lou- wyplątał się z mojego uścisku i otworzył przede mną drewniane, potężne drzwi.
   - Zdajesz sobie sprawę z tego, że nasz ślub też będzie w Kościele?- rzuciłam w jego kierunku, a następnie weszłam do środka.
   Jak się okazało przyspieszona ceremonia już trwała, a Louis i Eleanor składali już sobie przysięgę. Jeśli chodzi o kościół był on wypełniony ludzmi po same brzegi. Kuśtykając przez pół kościoła co chwilę czułam czyjś wzrok na swoim ciele.
   - Lila- ktoś szepnął, a gdy się odwróciłam okazało się, że ową osobą był Liam, który machał w moim kierunku, wskazując na wolne miejsce w ławce, w której siedział.
   Po pół godzinie uroczystość się skończyła, a wszyscy zaczynali wychodzić na zewnątrz. Ja i Niall przeczekaliśmy, aż wszyscy wyszli, po czym i my opuściliśmy pomieszczenie.
   Odszukałam wzrokiem Malika, do którego podskoczyłam na jednej nodze. Zayn odrazu oplutł ręce wokół mojego ciała i razem ustawiliśmy się w kolejce do złożenia życzeń młodej parze.
   - Wszyscy życzyli wam pewnie dużo szczęścia i wytrwałości- zaczął Zayn spoglądając na Louisa.- Życzę wam wielu doznań łóżkowych, dobrej płodności, żeby nasza córeczka miała liczne kuzynostwo i...- chciał jeszcze coś powiedzieć, ale ja go szturchnęłam, po tym jak zauważyłam, że Eleanor w jednej chwili strasznie posmutniała, a z oka popłynęła jej jedna łza, która chwilę później kapnęła jej na białą sukienkę.
   - Co jest?- zareagowałam na łzy El.
   - Porozmawiamy w Londynie, bo teraz nie ma na to czasu- wyjaśnił Lou, a ja zerknęłam za siebie wprost na jeszcze kilkunasto osobową kolejkę.
   - Jasne- uśmiechnęłam się do nich, po czym wraz z Zaynem zapakowaliśmy się do podstawionego na parking busa, który i tak był już pełen.
   - Siadaj- nie kto inny jak Harry ustąpił mi swojego miejsca.
   - Postoję- prychnęłam, lekceważąc go przy tym.
   - Nie rób problemów tylko usiądź, na salę balową jest kawał drogi- niemalże warknął na mnie.
   - Ja pierdole nie rozkazuj mi i nie rób ze mnie kaleki!
   - Ty zawsze masz jakieś problemy- skomentował Styles.- Jak byś była w wiecznej ciąży- dodał, a ja z kopnęłam go gipsem w piszczel. Harry głośno zawył, a Zayn podniósł mnie, po czym zrobił ze mną kilka kroków na tył pojazdu, gdzie postawił mnie na ziemi.
   - Uspokój się- pochylił się nade mną, aby wyszeptać mi te słowa na ucho. Na początku chciałam mu odgadać, ale jakoś w porę się powstrzymałam.
   Kiedy samochód ruszył, ja straciłam na moment równowagę i wylądowałam na jakimś kolesiu. Ktrórego odrobinę wystraszyła ta sytuacja.
   - Wybacz- mruknęłam i wróciłam do pozycji stojącej tuż naprzeciwko Zayna, który to chichrał się pod nosem.
   - Co cię tak śmieszy?!- warknęłam na niego.
   - Masz majtki w kotki- zaśmiał się, a ja położyłam palec na jego ustach.
   - Nie tak głośno idioto! Czemu patrzysz się na moją bieliznę- spytałam, poprawiając sobie sukienkę.
   - Tak wyszło. Ale słodkie te majteczki- mruknął mi do ucha.
_______________________________________________
   Dobra ślub jest w tym rozdziale, wesele w następnym. Dobra chyba jakoś szybko się z tym uwinęłam.chyba w pół godziny. Ogólnie mogą być błędy i literówki, bo całość pisałam na telefonie, co jest średnio fajne.
WAŻNE WAŻNE WAŻNE WAŻNE WAŻNE
Konkurs wznawiam po raz któryś, ale teraz już na prawdę. Każdy komentarz pod tym rozdziałem bierze w nim udział, jeśli nie macie konta na google musicie się podpisać, żebym was zapamiętała. W sobotę robię losowanie i możliwe że twitcama. Ktoś jest za tym twitcamem?
  To chyba wszystko. Zachęcam do pozostawienie szczerego komentarza. I będę wdzięczna jeśli napiszecie która scena wam się najbardziej podobała. Jestem ciekawa co lubicie :)
Pozdrawiam i wyprzedzam jedno z pytań. Rozdział następny jakoś w weekend :)
    Ze wszystkimi pytaniami kierujcie się na aska, albo twittera ;) xxx

poniedziałek, 13 maja 2013

Rozdział 57

   Gdy tylko zaczynałam się przebudzać, mój nos dopadł obrzydliwy zapach alkoholu, który pochłonął w sobie cały hotelowy pokój. Oprócz tego, dalszy sen uniemożliwiało mi głośne chrapanie Zayna. Raz dwa wyplątałam się spod kołdry, chwyciłam leżącą na stoliku nocnym paczkę papierosów Malika i wyszłam w krótkiej piżamie na balkon. Rozsiadłam się wygodnie na leżaku tak, aby poranne słońce oświetliło moją bladą skórę, wyciągnęłam jednego papierosa, jak i zapalniczkę z paczki, po czym zapaliłam.
   Promienie słońca, które przebijały się przez chmurę dymu, tworząc w niej ciekawe smugi. Kiedy pochłonęłam się w myślach, poczułam czyjś dotyk na moich ramionach, a później delikatne i miękkie usta na mojej szyi.
   -Dzień dobry kochanie- tymi słowami powitał mnie Zayn, który po chwili dosiadł się na drugi leżak, chwycił paczkę papierosów i również zapalił jednego.
   - Hej- posłałam mu delikatny uśmiech.- Co wczoraj robiliście?- spytałam z czystej ciekawości, a Zayn przegryzł wargę i przymknął nieco powieki.
   - Nic szczególnego- powiedział niepewnie.
   - Nie kłam, przecież to był wieczór kawalerski, musiało się coś dziać.
   - No to byliśmy w jakimś tam klubie za centrum, piliśmy gadaliśmy, później były striptizerki...- zaczął wymieniać, dopóki mu nie przerwałam.
   - Że striptizerki?- podniosłam brwi tak wysoko, jak tylko mogłam i popatrzyłam na niego piorunującym wzrokiem.
   - To coś złego. 
   - Nie, nie. Idę pod prysznic- w mgnieniu oka, podniosłam się z miejsca i miałam już wrócić, do środka, gdy dłoń Zayna chwyciła mój nadgarstek. Odruchowo przeniosłam na niego wzrok, a ten tylko uroczo się uśmiechnął.
   - Nie bądź zazdrosna- wymruczał, po czym cmoknął moja dłoń i pozwolił mi kontynuować moją drogę do łazienki.
   Przez dobre kilka minut zastanawiałam się nad podjęciem bardzo trudnego wyboru, a mianowicie z czego skorzystać z prysznica, czy stojącej obok wanny. Bez głupkowatej i zarazem dziecinnej wyliczanki się nie obeszło, a ostatecznie mój wskazujący palec zatrzymał się na białej wannie. Kiedy nakładałam na mokre włosy szampon, usłyszałam zamykające się drzwi w sąsiednim pokoju. Jednak mimo to pozostałam w wannie, pełnej gorącej wody.
   Gdy wyszłam z wanny i spojrzałam na wyświetlacz swojego telefonu zamarłam. Dochodziła już pierwsza, a ślub miał się odbyć już za dwie godziny. Miałam tyle do zrobienia, a tak mało czasu. A jeszcze w tym jakże nieodpowiednim momencie zadzwoniła moja mama.
   - Mamo, nie mogę rozmawiać- jęknęłam do telefonu i już chciałam się rozłączyć, gdy zabrzmiał wystraszony głos mojej mamy.
   - Lila z Anią jest coś nie tak- gdy to powiedziała, moje serca na chwilę się zatrzymało i chyba jednocześnie podeszło do mojego gardła, powodując to, że nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.- Od rana cały czas płacze, nie chce nic jeść i jest strasznie rozpalona. A ja nie wiem co mam zrobić, wiesz mój angielski jest słaby, nie dogadam się ani w szpitalu, ani nigdzie- oświadczyła, a w jednej chwili przez moją głowę przeszło milion najkoszmarniejszych scenariuszy.
   - Kurwa mać i co ja mam teraz zrobić- po raz pierwszy w życiu chyba znalazłam się w takiej sytuacji, w której nie wiedziałam co mam zrobić.- Poczekaj spytam się Zayna, czy nie zna kogoś. Zaraz do ciebie oddzwonię- nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się, a następnie owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki.
   - Zayn!- krzyknęłam na cały pokój, ale nikt się nie odezwał.- Zayn!- powtórzyłam czynność, wyglądając na balkon, ale tam też go nie było.- Gdzie ta pizda się szlaja?!- warknęłam sama do siebie i podeszłam do drzwi, które wyszłam na korytarz i zapukałam do drzwi obok. Usłyszałam ciche proszę i weszłam do środka. Ujrzałam stojącego przed lustrem Nialla, który wiązał sobie czarna muszkę wokół szyi.
   - Powiedz, że znasz jakiegoś lekarza w Londynie- od razu przeszłam do rzeczy, a chłopak przeniósł wzrok na ręcznik, które ledwo co zakrywał moje ciało.
   - Twoja sukienka?- skomentował.- Zayn nie ma nic przeciwko temu, że jest taka skąpa?- zadał kolejne pytanie, a ja się zagotowałam ze złości.
   - Niall to nie jest czas na głupie uwagi. Z Anią coś jest nie tak- powiedziałam, a głupkowaty uśmieszek zszedł z twarzy blondyna.
   - Co masz na myśli?
   - Nie wiem. Moja mama dzwoniła i powiedziała, że jest coś nie tak. Masz ten numer, czy nie?- ponowiłam pytanie.
   - Daj mi minutę- odparł, a następnie sięgnął po swój, leżący na środku ogromnego łóżka telefon, w którym zaczął czegoś szukać.- Mam, zapisuj 501 553 922...
   - Gdzie mam to sobie kurwa zapisać- powiedziałam oschle, a Niall głupio się uśmiechnął.
   - Dobra, masz dzwoń- podał mi swojego Iphona, którego przyłożyłam do prawego ucha.
   Po chwili odebrał jakiś mężczyzna. Sądząc po głosie nie miał więcej niż trzydzieści lat. Wyjaśniłam mu całą zaistniałą sytuację, podałam adres domu, w którym akurat przebywała moja rodzina z Anią oraz wyjaśniłam, że nie mówią oni po angielsku, więc po zbadaniu małej miał zadzwonić na ten numer. Po rozłączeniu się, oddałam telefon Niallowi, uśmiechnęłam się do niego lekko.
   - Daj znać, jak oddzwoni- rzuciłam jeszcze przez ramię i wyszłam z jego pokoju.- Gdzie się szlajasz łajzo?!- warknęłam, gdy tylko natknęłam się na Zayna, wchodzącego do naszego pokoju, z dwoma siatkami w rękach.
   - Byłem w sklepie- wyjaśnił i popchnął drzwi.- A ty gdzie byłaś w dodatku w samym ręczniku?
   - Nie twój interes- mruknęłam, po czym go ominęłam i już miałam wrócić do łazienki, kiedy coś sobie przypomniałam.- Zawołaj mnie jak przyjdzie Niall- dodałam i schowałam się za drzwiami toalety.
   Wyjęłam z szafki suszarkę i zabrałam się za doprowadzanie swoich włosów do porządku, a później zabrałam się za równomierne nakładanie na swoje ciało balsamu.
   - Sukienka- jęknęłam sama do siebie, narzuciłam na siebie luźną białą koszulkę i na moment znowu wyszłam z łazienki. Chwyciłam szybko reklamówkę, w której była owa kiecka, a następnie znowu zamknęłam się w łazience.
   - ZAYN!- wykrzyczałam jego imię tak głośno, że chyba cały hotel jak nie okolica to usłyszała. Wybiegłam z łazienki i zaczęłam szukać go wzrokiem.- Co to ma być!- podsunęłam mu przed twarz czarną sukienkę, którą wczoraj przymierzałam w Pradzie.
   - No co?- niewinnie się uśmiechnął.
   - To jakiś głupi żart- podniosłam głos na niego, a ten tylko pomachał przecząco głową.
   - Gdzie moja sukienka?!
   - Trzymasz ją w rękach.
   - Nie ta idioto, gdzie moja sukienka, którą kupiłam wczoraj w sklepie?
   - A ta, no zwróciłem ją do sklepu- oznajmił spokojnym głosem, a ja wytrzeszczyłam oczy.
   - Musisz psuć ten dzień od samego początku- wrzasnęłam na niego po raz któryś tego dnia, po czym szybkim krokiem wróciłam do łazienki, w której wrzuciłam na siebie tę drogą sukienkę, która tak naprawdę wciąż mi się podobała, jednak nie podobało mi się to co zrobił Zayn.
   Kiedy malowałam sobie oczy, do mojej toalety, w której akurat przebywałam wparował zdyszany Nialler z telefonem w ręce, którą do mnie wyciągnął. Wiedziałam o co chodzi, wiedziałam, że dzwoni ten lekarz. Nabrałam sporą ilość powietrza w płuca i odebrałam od chłopaka telefon, który przyłożyłam sobie do ucha.
_______________________________________________________________________
   Jest, pisałam to tak szybko, jak to tylko było możliwe, aż mnie teraz palce bolą. Dobra premiera miała być o 21.20, jest 21.50, ale co tam wybaczycie mi. :)
   Przypominam o grupie na fb- https://www.facebook.com/groups/450227345068864/
   mój ask- http://ask.fm/GobyPlane
PS. PAMIĘTAJCIE O KOMENTARZACH, BO JAK NIE TO POZABIJAM <3 TAK, TEŻ WAS KOCHAM <3

  

niedziela, 12 maja 2013

Dziękuję

   Chciałabym tylko tak oficjalnie podziękować za te ponad 100 tys. wejść. To bardzo miłe, że mimo wielu "wzlotów i upadków" udało nam się wspólnie osiągnąć taki sukces. To dla mnie bardzo fajne uczucie itd.

Teraz pewnie coś, co was bardziej zainteresuje. Rozdział mam w głowie teraz tylko muszę go ładnie ubrać w słowa i napisać. Myślę, że powinien pojawić się jakoś jutro pod wieczór. :) Dziękuję też wszystkim za te dłuższe komentarze, co mnie bardzo cieszy.

Ps. W związku, że rozdział będę pisać na telefonie chciałabym wam dać kilka linków, które mogą wam się przydać.

Po pierwsze strona na fb- https://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie zostaje zamieniona na grupę również na fb.
Do owej grupy każdy z was może się dołączyć, jeśli chce być informowany o nowym rozdziale :)- https://www.facebook.com/groups/450227345068864/


Mój ask, na którym mile widziane są pytania na wszystkie tematy- http://ask.fm/GobyPlane
Ask bohaterów, gdzie pytania możecie zadać do każdej postaci :)- http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata

Mój twitter jak ktoś chce follow back, wystarczy napisać :)- https://twitter.com/Neradii

gg, gdzie zawsze chętnie z każdym popiszę- 45105756

jak ktoś jeszcze chce to Instagram http://instagram.com/neradii 
<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
No i nie wiem co tam jeszcze :)

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 56

   - A tak na poważnie?- ciągnął Louis, podczas gdy ja pokuśtykałam w stronę hotelowej recepcji po klucz do naszego pokoju.
   - Skręciła kostkę na lotnisku- usłyszałam, jak Zayn odpowiada na pytanie Louisa.
   - Możemy już iść- machnęłam Zaynowi kartą do pokoju, którą przed chwilą dostałam od niekumatego recepcjonisty.
   Gdyby nie winda, która zawiozła nas na ósme piętro, nie mam zielonego pojęcia jakim cudem bym dostała się do naszego pokoju. Pomieszczenie było schludne i posiadało wielkie dwuosobowe łóżko, które najbardziej spodobało się Zaynowi.
   - To co wykorzystamy je dzisiaj?- spoglądał to na mnie, to na owy mebel, poruszając w dziwny sposób brwiami.
   - Do spania, owszem- odpowiedziałam i odrzuciłam na bok kule, po czym wyjęłam telefon z kieszeni i zaczęłam wybierać numer do mojej mamy. Niespodziewanie Zayn wyjął mi komórkę z dłoni, rozłączył połączenie, a następnie umieścił swoje ciepłe dłonie na moich biodrach i zaczął muskać moją szyję, jadąc ku moim ustom.
   - Zayn- mruknęłam, gdy ten zostawiał pocałunek w kąciku moich ust.
   - Nic nie mów- szepnął mi do ucha, a palce jego dłoni przejechały po moim kręgosłupie, co spowodowało na moim ciele ciarki.
   - Nie mam ochoty- mruknęłam, odsunąwszy się od chłopaka. Zayn opadł na łóżko, spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, po czym wgramolił się pod kołdrę i wykręcił się do mnie plecami.- Nie obrażaj się- pochyliłam się nad nim, po czym cmoknęłam delikatnie jego policzek.
   Podczas, gdy Zayn leżał na łóżku, ja sięgnęłam ponownie po mój telefon i wybrałam ten sam numer co kilka minut temu. Pokuśtykałam na balkon, gdzie usiadłam na leżaku i zatraciłam się w rozmowie z moją mamą.
   - Co z Anią?- rzuciłam w pewnym momencie, gdy mama w końcu dała mi dojść do słowa, ponieważ wcześniej pytania wychodziły z jej ust.
   - Zrobiła się trochę marudna, gdy ciebie i Zayna nie ma przy niej, ale dajemy sobie radę- wyjaśniła, a ja w tym momencie uświadomiłam sobie, jak bardzo za nią się stęskniłam.
   - No to dobrze- nasza rozmowa potrwała jeszcze kilka minut, dopóki nie przeszkodził mi Niall, który wparował na balkon i zaczął śpiewać, dosyć nieprzyzwoite piosenki.
   - Zamknij się, z matką rozmawiam- starałam się go uciszyć, ale nie pomogło, więc musiałam skończyć konwersacje z mamą. Kiedy schowałam telefon do kieszeni, Niall się zamknął.
   - Co tam?- spytał wesołym głosem.
   - Jesteś idiotą- skomentowałam jego zachowanie.
   - Ale mnie kochasz, prawda?- szeroko się uśmiechnął.
   - Nie- wytknęłam do niego język i weszłam do środka, a Niall zaraz za mną.
   - Ej no, ale dlaczego?- Niall cały czas szedł za mną, bez przerwy powtarzając to samo pytanie, dopóki ja nie schowałam się w łazience.- Ale mi chodzi, że tak po przyjacielsku- walnął kilka razy w drzwi, a ja uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze.
   - No dobra, dobra kocham cię, ale jak brata- powiedziałam, gdy tylko wyszłam z toalety.
   - Też cię kocham- wyszczerzył swoje zęby.
   - Niall, nie masz swojego pokoju?- wtrącił się Zayn, który całej tej rozmowie przyglądał się spod kołdry.
   - Mam pokój z Liamem, ale on pieprzy jakieś głupoty, których już mi się nie chce słuchać- odparł blondyn i usiadł na łóżku obok Zayna.- U was jest lepsza atmosfera- dodał.
   - Chyba wolelibyśmy zostać sami- zwróciłam się do niego.
   - Nie zwracajcie na mnie uwagi, róbcie co chcecie- odparł, a ja uniosłam brew, zdjęłam buta i wskoczyłam do łóżka, do Zayna. Zrzuciłam z siebie luźną koszulkę i zaczęłam całować Zayna, usiłując rozpiąć jego kraciastą koszulę. Zza pleców słyszałam jak Niall przełknął głośno ślinę, po czym podniósł się z miejsca.- Właśnie mi się przypomniało, że muszę iść...eee...kupić...ten...no coś kupić- zaczął się jąkać, a kilka sekund później już go nie było.
   - I po sprawie- uśmiechnęłam się triumfująco, wciągnęłam na siebie swoje ubranie i odsunęłam się od mulata.
   - Spryciula- szepnął mi do ucha Zayn, po czym oplótł ręce wokół mojego pasa, oparł brodę o moje ramię, a swoim brzuchem przywarł do moich pleców.- To co będziemy robić?- jego przyjemne słowa obiły się o moje uszy, a jego miękkie wargi po chwili przywarły do mojej szyi.
   - Nie wiem, masz jakieś pomysły?
   - SPA?- zaproponował.
   - Noga- odparłam, wskazując na swoją kostkę przyodzianą w twardy gips.
   - To może basen.
   - Noga.
   - Hmm, bowling?
   - Noga.
   - To może postaramy się o braciszka dla Ani?-szepnął mi do ucha, po czym złożył delikatny pocałunek na moim odsłoniętym ramieniu.
   - Chciałbyś- zwinnie cmoknęłam jego usta, po czym wygramoliłam się z łóżka i pociągnęłam za sobą Zayna.- Zaraz, zaraz, nie mam przecież sukienki na ślub- przypomniało mi się o tym, że mój kochany narzeczony, zapomniał o zabraniu mojej kiecki z domu.
   - Zakupy?- mruknął niechętnie i zmarszczył czoło.
   - Tak, obiecałeś- usiadłam na krześle i wsunęłam na nogę najwygodniejszy but, jaki ze sobą zabrałam. Kilka minut później staliśmy przed hotelem i wyczekiwaliśmy na naszą taksówkę, która spóźniła się kilka minut.
- Co powiesz o tej?- wyszłam z przebieralni w czarnej, atłasowej sukience do ziemi z wycięciem na plecach. Zayn podniósł wzrok z podłogi na mnie i się uśmiechnął.
   - Cudowna- skomentował, a delikatny uśmiech nie opuszczał jego twarzy.
   - A nie sądzisz, że za bardzo opina mi tyłek?- zerknęłam na lustro, a na mojej twarzy pojawił się grymas, gdy dostrzegłam mój tył.
   - Nie, jest wprost idealna.
   - Gówno prawda- mruknęłam i schowałam się z powrotem w przymierzalni. Raz dwa wciągnęłam na siebie kolejną sukienkę, tym razem krótszą i całą z koronki. Poprawiłam sobie jeszcze włosy i znowu stanęłam przed Zaynem, który tym razem intensywnie rozmawiał z kimś przez telefon. Odchrząknęłam, a mulat zerknął na mnie i uniósł kciuk do góry.
   - Zayn- warknęłam na niego, a ten coś tam mruknął do słuchawki, po czym się rozłączył.
   - Cudowna.
   - Powtarzasz się. Kurwa Zayn, miałeś mi pomóc- uniosłam się na niego i wróciłam do przymierzalni, z hukiem zamykając za sobą drzwi. Ostatnia z sukienek, które wybrałam dla siebie wisiała na wieszaku, a ja się w nią wpatrywałam przez kilka długich sekund, aż w końcu po nią sięgnęłam.
   - Nie no ta jest brzydka- stwierdził Zayn, gdy się mu pokazałam. W tym czasie wszystko się we mnie zagotowało, ale w ostatniej chwili się pohamowałam.
   - No kurwa, wychodzimy, w tym momencie- podniosłam na niego głos, szybko zrzuciłam z siebie granatową sukienkę, założyłam swoje ubrania, sięgnęłam kule i wyszłam ze sklepu.
   - Co ci?- spytał Zayn, który szybko mnie dogonił i oplótł ręką moją talię.
   - Nic- burknęłam.- Pójdę jutro w jeansach na ten ślub, albo wiesz co, nago pójdę.
   - Słonko, coś ci się dzieje?- po tym gdy to powiedział z moich oczu popłynęły niekontrolowane łzy, które szybko zaczęłam wycierać dłonią.- Ej nie płacz- staneliśmy na środku chodnika, a ja wtuliłam się w jego umięśniony tors.
   - Tęsknię za naszą córeczką- szepnęłam, po czym podniosłam zaczerwienione oczy na twarz Zayna, a ten się do mnie uśmiechnął i delikatnie pocałował moje usta.
   - Z twoimi rodzicami nic jej się nie stanie, jestem pewien, że ma tam bardzo dobrze, a my mamy czas tylko dla siebie- przełknęłam ślinę i uwierzyłam w jego słowa.- To co z sukienką?- w tym samym czasie, gdy chłopak to mówił, ja spoglądałam na wystawę jednego ze sklepów, a dokładniej Prady.
   - Śliczna- jęknęłam sama do siebie, na widok ślicznej, czarnej sukienki, znajdującej się na manekinie.
   - Coś ci się podoba z tej wystawy?- Zayn także skierował wzrok za sklepową szybę.
   - Nie, nie- zaprzeczyłam, gdy tylko dostrzegłam cenę owej kreacji.
   - Ale ta czarna to fajna, nie?
   - Yhm.
   - To co może przymierzysz?- zanim zdążyłam zaprotestować Zayn ciągnął mnie już wprost do sklepu.
   - Zayn, ona jest zbyt droga- powiedziałam, kiedy Malik chciał już wołać sprzedawczynię.
   - Jestem ci winien nawet i najdroższą sukienkę świata- cmoknął czubek mojej głowy i podszedł do kobiety wertującej nas wzrokiem.- Kotku jaki masz rozmiar- odwróciwszy się do mnie krzyknął.
   - Trzydzieści sześć- odpowiedziałam pewnym siebie głosem.
   Kilkanaście sekund później kobieta podała mi sukienkę, która tak naprawdę strasznie mi się podobała. Odszukałam wzrokiem przymierzalni do której jakoś dokuśtykałam. Zanim założyłan sukienkę na siebie, jeszcze raz zerknęłam na metkę i widniejącą na niej cenę równą cztery tysiące euro.
   Tak naprawdę sukienka zgrała się z moim ciałem wprost idealnie. Nie marszczyła się w żadnym miejscu, a jej fason fantastycznie podkreślał moją figurę. Muszę przyznać, że wyglądałam bardzo zjawiskowo. Dorzuciłam dla lepszego wyglądu, delikatny uśmiech i wyszłam z małego pomieszczenia.
   - Słonko...- Zayn wyglądał jakby chciał jeszcze coś dodać, ale najzwyczajniej nie mógł.
   - Znajdziemy inną- powiedziałam i wykręciłam się do niego plecami.
   - Nie będziemy szukać innych, ta jest niesamowita.
   - Ale Zayn, ona kosztuje majątek. Nie chcę takiej drogiej kiecki- mruknęłam i szybko się przebrałam w swoje ubrania, po czym oddałam sukienkę sprzedawczyni i wyszłam ze sklepu, a Zayn za mną.
   - Czemu jej nie wzięłaś?- spytał.
   - Nie będziesz wyrzucał tyle kasy na pieprzoną sukienkę.
   - Ale...
   - Żadnego ale! Znajdę jakąś tańszą i równie ładną- powiedziałam i weszłam do kolejnego sklepu.
   Przeglądałam wszystkie wieszaki po kolei, ale nic nie rzuciło mi się w oczy, tak samo było w kilku kolejnych sklepach. Ostatecznie kupiłam beżową rozkloszowaną sukienkę ze złotawym zamkiem z tyłu.
   Średnio zadowoleni wróciliśmy do hotelu, w którym Louis porwał Zayna na wieczór kawalerski, a ja przez moją skręconą nogę musiałam odmówić wzięcia udziału w wieczorze panieńskim Eleanor. Siedziałam sama w hotelowym pokoju i zajadałam się truskawkami, które kupiliśmy z Zaynem podczas powrotu z zakupów.
   Gdy czekałam na powrót Zayna zdążyłam obejrzeć dwa filmy w tym ostatnią część Harrego Pottera po francusku. Jakoś kilka minut po północy zjawił się Zayn.
   - Jak było?- spytałam, jak tylko Zayn zamknął za sobą drzwi.
   - Było bardzo fajnie- odpowiedział Malik, a ja po jego głosie wywnioskowałam, że jest nieźle napity, a zapach alkoholu tylko to potwierdził. Kiedy pochylił się nade mną, żeby mnie pocałować ja momentalnie go odepchnęłam.
   - Cukiereczku, nie pocałujesz swojego ukochanego?- zrobił śmiesznie smutną minę zbitego psa.
   - Cukiereczku? Ty na serio musisz być ostro najebany- wywnioskowałam z jego stanu.
   - Ale ja nic nie piłem- zaprotestował, próbując zamknąć drzwi hotelowe kluczem od naszego domu. Pomijając fakt, że te drzwi były zatrzaskowe.
   Pokręciłam głową, po czym chwyciłam spodnie od pizamy Zayna, podałam mu je, a następnie nakierowałam na łazienkę.
   - Nie potrzebuję piżamy- oznajmił chłopak, po czym zaczął zrzucać z siebie ubrania, stojąc przed wejściem do toalety.
   - Jeśli chcesz spać w tym samym łóżku co ja, to owszem potrzebujesz- wepchnęłam go siłą do łazienki, po czym upewniłam się, że w drodze z niej Malik będzie miał bezpieczne przejście. Dlatego też usunęłam z podłogi wszystkie zbędne przedmioty, a następnie wgramoliłam się do łóżka.
   - Zatańczysz dla mnie?- w pewnym momencie Zayn dołączył do mnie, do łóżka, przyciągnął mnie do siebie i zaczął szeptać do ucha.
   - Chyba cię zdrowo pojebało kochaniutki- odpowiedziałam ostro.
   - To może ja zatańczę dla ciebie?- normalnie bym się na to zgodziła, ale dzisiaj byłam zbyt zmęczona, by oglądać plączącego się we własnych krokach Zayna.
   - Nikt, dla nikogo nie będzie dzisiaj tańczył, zrozumiałeś- warknęłam, po czym wyślizgnęłam się z jego objęć i przesunęłam się na skraj łóżka, gdzie po kilku minutach zasnęłam.

________________________________________________________________
Jeżeli komuś z was zależy na tym, żebym przeczytała twoje opowiadanie, piszcie linki na aska, albo gg, bo na te tutaj ja w ogóle nie patrzę :)
http://ask.fm/GobyPlane
Wiem, że nudny, ale miało być spokojnie. :P
xxx

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 55

   - Co jej?- w taki sposób zareagował Louis, kiedy weszliśmy do hotelu.
   - Wiesz weszłam w świeżo rozlany cement- odparłam, a chłopak zmarszczył czoło i zerknął jeszcze raz na moją nogę.
__________________________________
   Rozdział długością równoważny waszym komentarzom.