Translate

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 54

   - Mamo, jej kaszki masz w szafce po prawej, nad zlewem, no i codziennie spacery po minimum pół godziny, pieluszki...- zaczęłam tłumaczyć mamie, gdzie co i jak się znajduje, podczas gdy Zayn znosił nasze zapakowane walizki z sypialni.
   - Kochanie pospiesz się- pogoniał mnie mulat, kiedy ja pisałam rozpiskę dla mojej mamy z porcjami dla Ani.
   - Lila nie martw się o nas. Idź już, bo się spóźnicie na ten samolot- obdarowała mnie delikatnym uśmiechem, po czym ja cmoknęłam Anię w czołko i niechętnie opuściłam dom i dołączyłam do siedzącego w taksówce Zayna.
   - Już za nią tesknię- szepnęłam, gdy tylko pojazd ruszył sprzed naszego domu.
   - Nie martw się. Twoi rodzice dadzą sobie radę- uśmiechnął się szeroko do mnie, a ja niepewnie odzwierciedliłam uśmiech.
   - Zabrałeś moją sukienkę?- spytałam, kiedy zatrzymaliśmy się na lotniskowym parkingu.
   - No jeśli była w którejś z walizek to tak.
   - Nie. Przecież wisiała na szafie, nie mów, że jej nie zabrałeś- warknęłam na niego, gdy ten robił dziwną minę.- Kurwa mać Zayn, zabiję cię- podniosłam na niego wkurzony głos.
   - Dobra kupię ci sukienkę na miejscu, a teraz chodź- mocno szarpnął moją rękę w stronę wejścia na lotnisko.
   W budynku oprócz chłopaków, ich znajomych i rodzin Lou i El czekali jeszcze paparazzie, którzy gdy tylko weszliśmy do środka skierowali obiektywy swoich aparatów prosto na nas.
   - Czy to prawda, że znów jesteście raze?- spytała rudo włosa kobieta podsówając nam pod nos dyktafon.
   - Tak- odpowiedział bez zastanowienia Zayn.
   - Lila- ktoś wrzasnął mi do ucha.- Czy pierścionek na twoim palcu symbolizuje, że jesteście zaręczeni- kontynułował.
   - A co was to kurwa obchodzi?!- warknęłam wkurzonym tonem- Człowiek już nigdzie nie może wyjść, żeby go nie dopadli paparazzie?
   - Urok sławy- odparł ktoś z tłumu.
   - Tak tylko ja nie jestem sławna. Skończyłam- burknęłam i jakoś przedostałam się do miejsca pozbawionego nachalnych ludzi, a za to z moimi dobrymi znajomymi.
   - Gdzie Zayn?- spytał Harry rozglądając się dookoła.
   - Sława go blokuje- odpowiedziałam, wtem Josh podniósł się z miejsca i wyjrzał zza szklanych drzwi.
   - Ej słyszeliście, że Justin Bieber przed chwilą wylądował na tym lotnisku z tajemniczą dziewczyną- nie zdążył dokończyć, a wszyscy paparazzie w mgnieniu oka się rozmyli. Zostawiając tylko rozkojarzonego Zayna na środku pomieszczenia.
   - Dzięki stary- podziękował Malik i usiadł na krzesełku obok mnie.- Co stresik jest- skierował te słowa do siedzącego pomiędzy Eleanor i jej mamą, Louisa.
   - Nie no co ty, jaki stres. Ślub to przecież normalka- ta odpowiedź spowodowała, że oczy mamy El spoczęły na twarzy Lou.
   - A spróbuj skrzywdzić moją córeczkę, to uwierz, nawet sikanie nie będzie dla ciebie normalką- oznajmiła pani Calder, na co Louis głośno przełknął ślinę i złapał dłoń uśmiechającej się El.
   Kilka minut później siedzieliśmy już wszyscyw w ogromnym, wynajętym samolocie do Paryża.Wybrałam sobie najlepsze miejsce na samym końcu pomiędzy Niallem i Zaynem, a za młodszymi siostrami Louisa.
   - Muszę siku- oznajmiłam jeszcze zanim wystartowaliśmy.
   - Przecież byłaś w łazience przed wejsciem do samolotu- zauważył Niall.
   - Byś urodził dziecko, to byś zrozumiał prawa natury- wytknęłam do niego język i weszłam do mini toalety.
   Dwie i pół godziny lotu minęły szybciej, niż się tego spodziewałam. Cała podróż przegadałam z Lottie, siostrą Louisa, o różnych pierdołach. Dziewczyna okazała się być bardzo fajna, dziwiło mnie nawet to, że ona i Lou są ze sobą powiązani. Bo tak naprawdę każde z nich było zupełnie inne.
  
   Kiedy trzymając się z Zaynem za ręce szliśmy w kierunku wyjścia z budynku. Nieszczęsna ja zachaczyłam o coś nogą i jak przypuszczałam skręciłam sobie prawą kostkę. Poczułam straszliwy ból w owym miejscu, a co najgorsze nie mogłam jej wyprostować.
   - Kurwa!- zaklnęłam, a Zayn przystanął i spojrzał na mnie
   - Co ci?
   - Moja kostka, kurwa no skręciłam ją- mruknęłam zdenerwowanym głosem.
   - Ty zawsze coś sobie zrobisz. Pechowa ta moja narzeczona- zbliżył się do mnie, objął mocno w pasie i wziął na ręce.
   - Zayn postaw mnie!
   - Nie marudź.
   - Co jej?- nagle podszedł do nas Niall z zaciekawieniem na twarzy.
   - Kalectwo i nie przywiązywanie wagi do spoglądania pod nogi- wyjaśnił Zayn, a ja uderzyłam go w ramię.
   W trójkę wylądowaliśmy w szpitalu, w którym nikt nas nie rozumiał i na początku zamiast usztywnić mi nogę, jedna z pielęgniarek zajęła się owijaniem, bandażem mojej ręki, w którą nic mi się nie stało. W końcu po długim dogadywaniu się na migi, moja noga została usztywniona, a mnie obdarowano kulami.
   Dopiero po akcji ze szpitalem mogliśmy dołączyć do reszty, która przesiadywała już w hotelu.
______________________________________________
Chcę podkreślić, że rozdział napisałam w niecałe 30 min, więc może być słaby i zawierać masę błędów, ale jeśli nie wstawiłabym go dzisiaj to nie wiem kiedy bym to zrobiła. Bo w ten weekend mnie nie ma wracam na poniedzialek i wtorek do domu, a później przez kolejne 5 dni mnie nie ma. Dlatego też nie mam zielonego pojecia kiedy nastepny. Mam nadzieje ze ten skomentujecie. Losowanie konkursowe rownież ogarnę po majówce.
Dzięki za miłe słowa pa <3

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 53

   - Daleko jeszcze?- spytałam Zayna, który skręcał w kolejną uliczkę, a ja z nerwów zaciskałam pięści.
   - Już jesteśmy- odpowiedział i w tym samym czasie zatrzymał samochód, a mi serce podeszło do gardła.
   - No to idź, po te klucze- posłałam niepewny uśmiech Zaynowi i osunęłam się na fotelu, żeby nie było mnie widać.
   - Idziesz ze mną!
   - Nie!- warknęłam i wypchnęłam go z samochodu.- Wracaj szybko- dodałam, po czym Zayn zamknął za sobą drzwi i nie odwracając wzroku od auto kierował się w stronę drzwi frontowych, najbliżej znajdującego się domu.
   Przez cały czas śledziłam chłopaka wzrokiem, jednak cały czas byłam schowana za fotelem, a wystawał mi zza niego tylko czubek głowy. W pewnym momencie drzwi, w które przed chwilą zapukał Malik otworzyły się, a w nich stanął Niall, ten Niall, którego tak bardzo pokochałam jak rodzonego brata, ale wszystko zawaliłam w tak krótkim czasie. Kiedy Zayn wskazał palcem na samochód, w którym się znajdowałam, w jednej sekundzie osunęłam się na podłogę wozu, a gdy nieco się podniosłam Niall wbijał wzrok we mnie zza okna.
   - Unikasz mnie?- spytał, zaraz po tym jak otworzył drzwi.
   - Nie, nie. Coś mi spadło. O widzisz mam- podniosłam z ziemi jakiś metalowy przedmiot.
   - Zdradzisz nam co to jest?- spoglądał na owy przedmiot.
   - No to jest, ten... Dobra unikam cię- odpowiedziałam zdesperowanym głosem, a Niall się uśmiechną, po czym pomógł mi wyjść z samochodu i mocno do siebie przytulił, miażdżąc mi przy tym żebra.
   - Bawisz się lalkami?- zadał pytanie, spoglądając przez moje ramię, a ja momentalnie odwróciłam się w stronę śpiącej na siedzeniu samochodu, Ani.
   - Nie- zaprzeczyłam.- To jest, emm... moja córka- posłałam mu delikatny uśmiech, a blondyn szerzej otworzył oczy i uchylił delikatnie usta.
   - Adoptowałaś dziecko?
   - Nie, raczej urodziłam- wywróciłam oczami.- Gdzie Zayn?- zmieniłam temat rozglądając się dookoła.
   - Poszedł po klucze od swojego mieszkania. Ja nie wierzę w jeden rok tyle zmian. Nie dość, że zostałem wujkiem, to jeszcze będę świadkiem na ślubie kumpla- odparł.
   - Wciąż jesteś taka ostra?- znowu zmienił temat.
   - Nie- odpowiedziałam bez zastanowienia.
   - Kogo ty próbujesz oszukać- posłał mi swój najlepszy i najładniejszy uśmiech.
   - No tak brata nie da się oszukać- zachichotałam, a Niall znowu niespodziewanie się do mnie przytulił.
   - Wiesz, że tęskniłem? Dobra wiem, że wiesz- szepnął mi na ucho.
   - A co tu się dzieje- głos Zayna, spowodował, że momentalnie z Niallem od siebie odskoczyliśmy.
   - Zabieramy Nialla, do nas do domu i robimy spotkanie One Direction dzisiaj u nas- postanowiłam, a chłopcy spojrzeli po sobie i oboje zgodnie przytaknęli.
 
   Wieczorem, gdy wszystko było już przygotowane, a Ania smacznie spała na ogromnym łóżku w pokoju gościnnym, zaproszeni chłopcy zaczęli się schodzić. Pierwszy przyszedł Liam, który mocno mnie do siebie przytulił, po kilku sekundach dołączyli Louis z Eleanor, a ostatni i mocno spóźniony przyszedł Harry z ogromnym szampanem w dłoniach.
   - A co zrobiliście z dzieckiem?- spytał loczek, kiedy wszedł do salonu, gdzie byli pozostali.- Zabrała go pomoc społeczna?
   - Jakie dziecko?- wtrącił, Lou, kiedy ja otwierałam usta, żeby powiedzieć coś dosyć niemiłego.
   - Moje dziecko- powiedział dumny Zayn.- Ania śpi na górze, więc wiecie nie krzyczcie za głośno.
   - Gratulację- uśmiechnęła się El i przytuliła mnie na kilka sekund.
   - No dzięki. Kiedy ten wasz ślub?- zwróciłam się do Elki, która teraz siedziała na klanach u Louisa i gładziła dłonią jego różowy policzek.
   - W przyszłą sobotę- odpowiedziała radosnym głosikiem.
   - Co już? Ale co w Londynie, czy Manchesterze?- ciągnęłam temat, podczas, gdy chłopcy rozmawiali o jakimś meczu piłki nożnej, a później zaczęli wypytywać Zayna jak to jest być ojcem.
   - Nie, nie w Paryżu- oznajmiła, a ja podniosłam wzrok na nią znad kieliszka z musującym szampanem.
   - A w Paryżu, fajnie fajnie- jęknęłam i zaczęłam się zastanawiać, co zrobię z Anią, wtedy przyszedł mi słuszny pomysł ściągnięcia rodziców do Londynu na kilka dni, podczas gdy my będziemy na owym weselu.
__________________________________________________________________
   Jak dziwnie tak po 2 tygodniach przerwy Wow szok.
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj został i będzie czytał nudną kontynuację opowiadania. :)  

KONKURS
Bedzie to po prostu zwykłe losowanie. Wylosuję jedną osobę, do której powędruje książka (jeszcze nie moja)
Co należy zrobić: wystarczy skomentować ten rozdział i to wszystko. Jeżeli ktoś komentuje z anonima to proszę dołączyć do komentarza swoje przezwisko, albo coś po czym będę mogła daną osobę odróżnić. :)

Pyt. Czytała któraś z was "Dark"
ask mój- http://ask.fm/GobyPlane
ask Lilki i wszystkich z 1D oraz El- http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata
Sorki za nudny rozdział muszę wrócić do wprawy
Miłego komentowania <3

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 52

   - Harry?- powiedziałam zdziwionym głosem, gdy obok samochodu Zayna dostrzegłam loczka, który ładował torby do bagażnika auta stojącego obok. Chłopak poprawił sobie włosy i spojrzał w naszym kierunku. Faktycznie był to nie kto inny jak Styles, ubrany w szare spodnie dresowe i biały T-shirt.
   - Eee no- burknął, gdy nas zobaczył.- O kurde stary co ty masz na twarzy- odparł, ze zdziwieniem w głosie.
   - Tak wiem, nie goliłem się kilka dni, aż tak to widać?- mruknął Malik, przeczesując swój kilku dniowy zarost.
   - Dobra mniejsza o to. Twoja siostra?- wskazał palcem na Anię którą trzymałam na rękach, gdy Zayn wsadzał wózek do auta.
   - To moja córeczka- krzyknął Malik, a Harry zrobił wielkie oczy.
   - Jesteście razem, macie dziecko, mieszkacie pewnie też razem... Pozmieniało się odkąd pamiętam- odparł przenosząc wzrok ze mnie na Zayna, z Zayna na Anię i tak w kółko.
   - Póki co żaden z chłopaków nic nie wie- sprostował mulat.- Co u Ciebie Harry? Jak w Stanach?- zaczął temat.
   - Zayn, to nie jest czas na pogaduchy, lecieliśmy tyle godzin, nasze dziecko chce spać- weszłam w słowo Harremu, co mu się nie spodobało.
   - Zawsze musi być tak jak ty chcesz- prychnął loczek.
   - Kurwa Harry, tu chodzi o małe dziecko, a nie o mnie- warknęłam na niego i wsiadłam do samochodu.- Zayn, zdzwonicie się- wychyliłam się do chłopaków i krzyknęłam na Zayna, który wymienił ostatnie zdania z loczkiem, po czym wsiadł do samochodu i raz dwa odpalił silnik, pomachał Hazzie i ruszył z piskiem opon.
   - Opowiedz trochę o tym twoim domku- zaproponowałam temat na rozmowę.  
   - O ja pierdole- szepnął, po tym jak spojrzał w lusterko. Zatrzymał samochód na poboczu i spojrzał na mnie ostrym wzrokiem.- Co to ma być?- pokazał na swoje czoło.
   - Jednorożec?- zachichotałam.
   - Takie to śmieszne? Miałaś pewnie ubaw kiedy ludzie się ze mnie nabijali. Wiesz co milion osób sobie o mnie pomyśli, jak zobaczy moje zdjęcie z tym czymś na twarzy?- podniósł na mnie głos.
   - Zayn, to tylko żart- starałam się złagodzić sytuację, która zaistniała w ostatnich minutach.
   - Dla ciebie to żart, a dla mnie kompromitacja na bardzo długi czas.
   - No tak fanki cię wyśmieją o ile wasz rozpierdolony zespół jeszcze jakieś ma- szepnęłam na tyle cicho, żeby siedzący za kierownicą Zayn tego nie usłyszał.
   - Co mówiłaś?- odwrócił głowę w moim kierunku.
   - Gówno, jedź już.
   Przez kolejne siedem minut żadne z nas nie wydobyło z siebie żadnego, najkrótszego słowa. No, ale patrząc na to z innej strony to bez kłótni nie ma prawdziwego związku.
   - Jesteśmy- mruknął, po czym zatrzymał samochód na podjeździe obok pietrowej można powiedzieć willi.
   - Spory- skomentowałam, po czym ostrożnie, żeby nie obudzić Ani wyszłam z auta.- Zayn przepraszam za tego jednorożca- wyjąkałam, podczas, gdy chlopak wyciągał walizki z bagażnika.
   - Wybaczam- na jego twarzy pojawił się uśmiech, a następnie musnął delikatnie moje usta.- Gotowa pani Malik?
   - Na co?- spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
   -Na nowy dom? Wiesz co w nim jest najlepsze?
   - Zapewne basen, albo coś równie niepotrzebnego.
   - Otóż nie. Najlepsze jest łóżko, największe jakie było i najwygodniejsze nie tylko do spania - oznajmił, a ja wywróciłam oczami.
   - No tak zboczeńcem zostaje się na całe życie- odparłam, a Zayn zaczął szukać czegoś w kieszeniach spodni.
   - O cholera- warknął w pewnym momencie.
   - Co znowu?
   - Nie mam kluczy- odpowiedział wyjmując dłonie z kieszeni.
   - A kto ma?
   - Niall- odparł krótko, a moje serce przyspieszyło.
   - I co teraz?- spytałałam.
   - Jedziemy do Nialla.
   - A nie możesz sam?
   - Nie. Musisz w końcu z nim porozmawiać, nie ma innej opcji- postanowił i zmusił mnie do ponownego wejścia do samochodu.
___________________________________________
Z góry przepraszam za błędy, literówki itd. ale pisałam ten rozdział na telefonie co było bardzo trudne i denerwujące. Dziękuję za komentarze wejscia itd. <3
Ps. Zawieszam tego bloga na 2 tygodnie tak samo jak wszystkie inne. Pytania na asku. Dlaczego to robię odpowien tam. Link do aska jakoś pod poprzednim rozdziałem. Xxx
Jeżeli ktoś chce mojego Instagrama to: @neradii zapraszam :)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 51

   - Gdzie masz walizki?- spytał Zayna, po tym jak cmoknął Anię w czoło, a ta radośnie się uśmiechnęła.
   - W szafie, a co?
   - To wiesz, może emm... Ty zaczniesz was pakować, a ja się zajmę naszą córką?- zasugerował, a następnie wyciągnął ze swojej torby pluszowego misia, którym machał przed twarzą Ani.
   - No pewnie, ale jak zacznie płakać, nie wołaj mnie, jasne?- odparłam i wyszłam z kuchni, wprost do sypialni, a gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi mała zaczęła płakać.
   Uśmiechnęłam się sama do siebie i wyjełam z szafy dwie walizki, do których zaczęłam wrzucać swoje i Ani ubrania. A jeśli chodzi o Anię, cały czas było słychać jej donośny płacz. Zayn usiłował ją uciszyć, jednak chyba mu to nie wychodziło.
   - Lila!- w pewnym momencie już nie wytrzymał i krzyknął, a ja podniosłam się z podłogi i wyjrzałam zza drzwi.
   - No kochanie, dziecka nie potrafisz rozweselić?- zadrwiłam, a chłopak zrobił minę w stylu: "proszę pomóż".- Zaśpiewaj jej- podpowiedziałam, a mulat zmarszczył czoło.
   - Ale tak na głos?
   - Pozwól, że tego nie skomentuję. Najlepiej żeby było to coś spokojnego- posłałam do niego delikatny uśmiech, po czym schowałam się w sypialni.
   Malik faktycznie posłuchał mojej rady i zaczął śpiewać "Lullaby", piosenkę, którą pokochałam, gdy pierwszy raz ją usłyszałam w radiu. Do tej pory wydawało mi się, że nikt nie jest w stanie jej zaśpiewać tak dobrze jak wokalista Nickelback'u, najwidoczniej się myliłam. Zayn był naprawdę niesamowity. Odłożyłam na chwilę pakowanie na bok, oparłam się o ramę łóżka i wsłuchiwałam w słowa. Nasz córeczka też przestała płakać.
    Cały nasz dzień wyglądał mniej więcej tak samo. Ja wpakowywałam do walizek kolejne rzeczy, a Zayn nie rozstawał się z córką. Nawet po tym jak wspólnie zjedliśmy obiad, razem zasnęli na kanapie w salonie.

   Następnego dnia musieliśmy wyjechać z domu już o szóstej rano, ponieważ jechałam jeszcze zawieść wypowiedzenie do pracy oraz oddać klucze właścicielowi domu, który do tej pory wynajmowałam.

   - Leciałaś już z nią wcześniej samolotem?- spytał Zayn, kiedy po sprawnej odprawie czekaliśmy na samolot.
   - Nie, ale mam nadzieję, że jakoś to zniesie- przeniosłam wzrok na Anię, która siedziała na kolanach u Zayna i wpatrywała się w jego wytatuowaną rękę, od czasu do czasu dotykając palcem któregoś z jego licznych tatuaży.- Jak coś to zaśpiewasz jej piosenkę- dodałam, po czym podniosłam się z miejsca.
   - Idziesz gdzieś?
   - Do toalety- odpowiedziałam krótko.
   - Iść z tobą?- zadał kolejne pytanie.
   - Nie potrzebuję obstawy- musnęłam lekko wargami jego policzek i zaczęłam podążać w wyznaczonym przez strzałki kierunku, wprost do wc.
   W drodze powrotnej kupiłam dla siebie i Zayna dwie kawy w znajdującym się w budynku lotniska, Starbucksie. Jednak nie doniosłam ich całych. Jakiś roześmiany i idący tyłem chłopak wszedł prosto na mnie, co spowodowało, że zawartość jednego kubka wylądowała na mojej koszulce.
   - Pojebało cię?! Samochodem jesteś, że na wstecznym chodzi?!- wydarłam się na niego.
   - Chuj ci w dupę, głupia pizdo- powiedział, na przemian śmiejąc się. Problem był w tym, że powiedział to po polsku, zapewne chciał być fajny.
   - Coś mówiłeś?- odparłam, również w swoim ojczystym języku, a chłopak zrobił wielkie oczy i cały się zarumienił.- Uważaj co mówisz gówniarzu, bo czasem ktoś też może na ciebie coś wylać...- powiedziałam jak najmilej potrafiłam.
   - Co?- zdziwił się, a ja przechodząc obok niego wylałam zawartość drugiego kubka na jego idealnie ułożone, na Biebera, włosy.
   - Masz ten zaszczyt, zostałeś oblany kawą ze Starbucksa, a teraz spadaj- warknęłam na niego, a chłopak w kilka sekund uciekł.
  
   Całe szczęście miałam w swoim bagażu podręcznym inną koszulkę i spory kawał drogi do toalety, z której dopiero co wracałam. Kiedy chciałam już zawracać, dostrzegłam drzwi z podpisem "toaleta dla matek z dziećmi". Jestem matką, więc w sumie łazienka mogła być też dla mnie. Szybko złapałam za klamkę, którą nadusiłam i otworzyłam drzwi na oścież.
   - Zayn?- wytrzeszczyłam oczy, gdy przede mną ujrzałam swojego chłopaka z cudzym dzieckiem na rękach i nieznajomą kobietę zapinającą pieluchę mojej córce.
   - O! Hej Liluś- odparł, szeroko się uśmiechając.- Megan, to jest właśnie moja kochana narzeczona. Lila, to jest Megan...-przedstawił nas sobie.
   - A więc Megan, co robisz z moim dzieckiem?- mówiąc to, uniosłam brwi ku górze.
   - Ja to wyjaśnię- wtrącił się Malik.- Bo Ania zrobiła no... kupę i chciałem jej zmienić pieluchę, ale nie myślałem, że to takie skomplikowane i wtedy weszła Megan, która zaoferowała mi pomoc- wytłumaczył, a ja wzięłam Anię z rąk kobiety.
   - Nie mogłeś z tym na mnie poczekać?- burknęłam, a Megan ze swoim synem bez słowa wyszli z pomieszczenia.
   - Chciałem się do czegoś przydać- uroczo się uśmiechnął.
   - Skoro tak. Możesz ją potrzymać, muszę zmienić koszulkę- podałam mu małą, po czym szybko ściągnęłam brudny T-shirt.
   - Kusisz- szepnął Zayn, a następnie położył ostrożnie Anię na przewijaku, po czym wbił swoje usta w moje, a jego dłonie zaczęły błądzić po moim odkrytym brzuchu. Było to przyjemne, ale nieodpowiednie do miejsca, w którym się znajdowaliśmy.
   - Zayn to nie jest dobry pomysł- odsunęłam się od niego, założyłam szarą, czystą koszulkę, po czym wzięłam na ręce rozbawioną z jakiegoś powodu Anię.
   - Jej to się podobało- uśmiechnął się, spoglądając na małą.
   - Coś mi się wydaje, że będzie równie zboczona jak jej tatuś- odparłam jednocześnie wychodząc z łazienki- Ej pośpiesz się, bo wszyscy już idą do samolotu- warknęłam na Zayna, który zarzucił sobie plecak na ramiona, objął mnie w talii, po czy razem udaliśmy się do rękawa prowadzącego wprost do naszego samolotu.
   - No to przed nami osiem godzin lotu- westchnął Malik, zapiąwszy pas, gdy siedzieliśmy już w tej potężnej maszynie.
   - Do Stanów lecieliśmy dłużej- posłałam mu delikatny uśmiech, po czym wyjrzałam przez okno.
   - Moze i tak, ale nie lecieliśmy z małym dzieckiem.
   - Kiedyś musi być ten pierwszy raz. A tak zmieniając temat, nie musiałeś wykupywać biletów w biznes-klasie, jesteśmy tu sami- rozejrzałam się dookoła, rzeczywiście obok nas nikt nie siedział. /
   - No w sumie to wykupiłem wszystkie miejsca w tej strefie.
   - Jesteś zdrowo pojebany.
   - Nie przeklinaj przy dziecku- powiedział,  spoglądając na siedzącą na moich kolanach, Anię.
   - Niech się przyzwyczaja- musnęłam jego usta, po czym wygodnie się rozsiadłam, a samolot wystartował, co jak się spodziewałam przyczyniło się do płaczu naszej córeczki.- Ciii spokojnie nie płacz. No zobacz, tatuś też nie płacze- starałam się ją jakoś uspokoić.
   - Powiadasz, że jestem zboczony, a ona ma to po mnie?- spytał, a ja tylko kiwnęłam głową na tak.- To może to pomoże- odpiął swój pas, a następnie przybliżył się do mnie i zaczął składać na moich ustach czułe pocałunki, które pomogły.
   - Boże... To dziecko mnie przeraża- skomentowałam, patrząc na uśmiechniętą Ankę.
   - Przepraszam. Czy mogę w czymś państwu pomóc?- niespodziewanie podszedł do nas steward.
   - Tak. Proszę odebrać mojemu dziecku wszystkie chore geny jej ojca- powiedziałam poważnym głosem, a mężczyzna cicho się zaśmiał.
   - Zobaczę co da się zrobić- odparł, po czym zniknął za szarymi drzwiczkami.
   - Obudź mnie za kilka godzin- westchnął Zayn, po czym opuścił na dół swoje krzesło i przymknął powieki.
   - Śpioch- skomentowałam, a Zayn cmoknął jeszcze mój policzek i czoło Ani, a po kilku minutach zaczął smacznie chrapać.
   - Zrobimy tacie tatuaż?- powiedziałam cicho do Ani, która wyglądała z zaciekawieniem przez okno.
   Poszperałam chwilę w torbie, z której wyjęłam czarny marker.
   - Ej halo- zwróciłam się do stewarda, który akurat przechodził obok naszych foteli.
   - Tak, słucham?- przystanął, a na jego twarzy pojawił sie wymuszony uśmiech.
   - Macie może jakieś foteliki dla dzieci, albo coś w tym stylu?- spytałam, a koleś bez słowa wyszedł, przez drzwi, a po paru sekundach wrócił z plastikowym fotelikiem w rękach.
   - Proszę. Gdzie go zamontować?
   - Tam- wskazałam palcem na siedzenie po drugiej stronie, a mężczyzna przymocował je , po czym znowu gdzieś zniknął. Wsadziłam Anię do fotelika i przypięłam pasami.- To co zrobimy tatusiowi? Może jednorożca?- w odpowiedzi Ania stuknęła piąstką o fotelik, co ja uznałam za zgodę.
   Zayn faktycznie spał kilka godzin, a dokładniej siedem i pół. Czyli po prostu przespał całą drogę, a obudził się 30 minut przed lądowaniem na londyńskim Heathrow.
   - Gdzie jesteśmy?- spytał rozkojarzonym głosem, rozglądając się dookoła.
   - Nad Japonią- skłamałam.
   - No co ty gadasz? Jak to? Mieliśmy lecieć do Anglii.
   - No tak mieliśmy, ale były niekorzystne warunki i pilot zmienił kurs, więc...- nie zdążyłam dokończyć.
   - Proszę państwa prosimy o zapięcie pasów, za 10 minut będziemy podchodzić do lądowania w Londynie- przeszkodził mi kobiecy głos wydobywający się z głośników umieszczonych nad naszymi głowami.
   - Ale kłamczucha- prychnął Zayn.- Będziesz miała za to karę, jak dojedziemy do domu.
   - Każesz mi stać w kącie?
   - Nie jesteśmy w przedszkolu. Moje kary są gorsze- zaśmiał się, a ja poczochrałam dłonią jego ciemne włosy.

   Na tym samym lotnisku w dosyć krótkim czasie wylądowały trzy samoloty ze sporą liczbą pasażerów na pokładzie. Przyczyniło się do do ogromnego zamieszania, ale mimo to każdy kto przechodził obok nas spoglądał na czoło Zayna, które pokrywał rysunek koślawego jednorożca, o którym on nic nie wiedział.
   W czasie, gdy Zayn czekał na nasze cztery, zapakowane po brzegi walizki, ja karmiłam Anię.
   - Zadzwoniłeś po taksówkę?- spytałam, kiedy Zayn podszedł do mnie, taszcząc za sobą wózek Ani i drugi wózek z naszymi rzeczami.
   - Nie ma takiej potrzeby, mój samochód czeka na nas na parkingu- oznajmił, a ja wsadziłam Anię do wózka i ruszyłam żwawym krokiem za Malikiem, wprost na parking.
______________________________________________________________________
Jeju jaki długi. W sumie około 1276 słów. Jeden z niewielu rozdziałów, z którego jestem zadowolona. Co z tego, że przepisywałam to ponad 3 godziny, co z tego że boli mnie mój krzywy kręgosłup, co z tego, że moje oczy się psują, co z tego, że nie jadłam kolacji, skoro i tak połowa z was tego nie skomentuje :) Mam nadzieję, że się wykażecie i każdy kto czyta zostawi po sobie szczery komentarz :)
Zapraszam ze wszystkimi pytaniami na aska
MÓJ- http://ask.fm/GobyPlane
LILKI I ZAYNA- http://ask.fm/buntowniczkanakoncuswiata
Pozdrawiam i wszystkich fikcyjnie mocno przytulam, a szczególnie tych którzy komentują.
Musimy kiedyś się wszystkie spotkać, zapewne nie uda nam się to przed koncertem 1D :P
PAPA xoxo