Translate

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 45

   - Dziwna ta Emily- stwierdziłam, zaraz po tym jak wróciłam do sypialni Malika, z dwoma talerzami pełnymi, pysznej jajecznicy z boczkiem.
   - Nie przesadzaj, jest w porządku- sprzeciwił się Zayn.
   - Jeszcze się przekonamy- prychnęłam i usiadłam na swoim materacu i zaczęłam wcinać śniadanie.- Nudzi mi się- westchnęłam po dobrych piętnastu minutach zupełnej ciszy.
   - Możemy obejrzeć jakiś film, albo...- w tym momencie otworzyłam szerzej oczy, ponieważ miałam nadzieję, że chłopak zaraz rzuci jakimś naprawdę dobrym i zaskakującym pomysłem.-...albo zagramy w karty- w jednej sekundzie opadłam bezsilnie na materac.
   - To ja już wolę tę ciszę- skomentowałam, nabrawszy powietrza w płuca.
   - Przecież nie musisz tu cały czas ze mną siedzieć- wtrącił, ale po jego głosie można było poznać, że nie chce żebym gdzieś sobie szła. Lepiej, żebym została z nim, w tym nudnym pokoju.
   - A wiesz w sumie to masz rację, to cześć- uśmiechnęłam się do niego cwaniacko, po czym podniosłam tyłek z wygodnego materaca, a następnie skierowałam się w stronę drzwi.
   - Naprawdę zostawisz swojego, biednego, schorowanego chłopaka bez opieki?- uniósł głowę, przy okazji robiąc maślane oczka.
   - Właśnie tak- powiedziałam i wyszłam na korytarz, ale po chwili wróciłam do pokoju.- Dasz mi bilet na wasz koncert?- spytałam.
   - Nie, Emily wzięła ostatni, to co zostaniesz?
   - Nie- pomachałam mu i znowu opuściłam sypialnie.
   Mijałam kolejne pomieszczenia, aż w końcu wyszłam na zewnątrz. Obejrzałam się w prawo, potem w lewo, a na końcu i tak poszłam przed siebie, szukając wrażeń, albo hali koncertowej.
   Jak sie okazało moje nogi zaprowadziły mnie pod budynek, w którym chłopcy dawali koncert dla swoich fanów.Postanowiłam dostać się na koncert, za wszelką cenę, jedyną przeszkodą, jaką napotkałam był masywnie zbudowany ochroniarz, który zawzięcie pilnował wejścia. Wpuszczał tylko tych z biletami.
   - Chcę wejść na koncert- podeszłam do niego, pewnym krokiem.
   - Bilet- warknął na mnie.
   - Nie mam, ale jestem ich dobrą przyjaciółką, a jeden z nich jest moim chłopakiem...- zaczęłam szybko.
   - Jasne każda tak mówi, nie masz biletu to wypad- podniósł głos.
   - Pieprz się- pokazałam mu środkowy palec i odeszłam.- Myśl Lilka, myśl...- szepnęłam pod nosem i zaczęłam intensywnie rozmyślać na jakimś sensownym i skutecznym planem.
   Raz dwa obeszłam cały budynek dookoła. Owszem były inne drzwi, ale wszystkie zastawione przez kolejnych mięśniaków. Kiedy przechadzałam się kolejny raz wokół hali, dostrzegłam uchylone, zasłonięte okno. Uśmiechnęłam się lekko, po czym zabrałam się do wyważenia zawiasów kawałkiem metalu, który znalazłam nieopodal. Spojrzałam jeszcze przez ramię, a następnie zgrabnie weszłam przez okno do środka.
   - O, hej chłopcy- wyszczerzyłam się, gdy okazało się, że jestem w garderobie wraz z Niallem, Lou, Liamem, Harrym i Emily.
   - Wiesz, że tu są drzwi?- skomentowała zdziwiona dziewczyna, a gdy ja chciałam już jej coś wygarnąć, uprzedził mnie Horan.
   - To jest Lila, ona woli okna- odparł.
   - No, albo po prostu ktoś nie dał mi biletu- wtrąciłam.
   - Widocznie ten ktoś nie chciał, żebyś tu przychodziła- wygarnął, poważnym głosem Harry, który akurat zapinał guziki swojej białej koszuli.
   - Nie lubicie się?- spytała Emily.
   - Nie!- warknęliśmy oboje z loczkiem w tym samym czasie.
   - Czemu?- ciągnęła temat, który dla mnie był już skończony.
   - Nie interesuj się- prychnęłam i wyszłam z ich garderoby jakby nigdy nic.
   Hala szybko wypełniała się po same brzegi. Jakimś cudem udało mi się odnaleźć wzrokiem Eleanor, obok której usiadłam.
   - Emm. To chyba miejsce tej dziewczyny Nialla- szepnęła El, gdy mnie ujrzała.
   - Już nie- uśmiechnęłam się i przeniosłam wzrok na scenę, po której chodził Josh, do którego krzyczały coś siedzące w pierwszym rzędzie fanki.
   Zamieniłyśmy jeszcze kilka zdań z Eleanor, na temat Zayna, dopóki nie przerwała nam Emily, która już zdążyła przebrać się w różową słodką sukienkę i wysokie szpilki.
   - Co ty tu robisz?! To moje miejsce- zwróciła się do mnie, kiedy na nią zerknęłam.
   - Nie rzuciło mi się w oczy, żeby była na nim jakaś kartka z rezerwacją.
   - Ochrona- dziewczyna zawołała stojącego kilka metrów za nami mężczyznę.
   - Ona zajęła moje miejsce!
   - Taa, jasne, może jeszcze włamałam się tu przez okno?- prychnęłam.
   - A żeby pan wiedział, ona weszła tu przez okno w garderobie chłopaków- postanowiłam wykorzystać sytuację, gdy dziewczyna tak zawzięcie to mówiła, że wyciągnęłam jej wystający z torebki bilet.- Ona nie ma wejściówki- dodała po chwili Emily.
   - To prawda? Obie proszę pokazać bilety- odparł facet, a ja wyciągnęłam zza siebie bilet.
   - Proszę bardzo- podałam świstek mężczyźnie, po czym zerknęłam na Emily, która nerwowo grzebała w swojej granatowej torebce.
   - Panienko bilecik- pośpieszył ją ochroniarz.
   - Nie mam go- szepnęła.
   - I co może zaraz powiesz, że to ja ci go ukradłam?- uśmiechnęłam się szyderczo, po czym wsunęłam bilet do tylnej kieszeni czarnych szortów.
   - Tak, ty przecież sama powiedziałaś w garderobie, że nie masz biletu. Pewnie mi go wyjęłaś.
   - Wiesz co koleś, mi to się wydaje, że to jakaś psychofanka, którą nie stać na bilet...- nie musiałam dokańczać, bo mężczyzna złapał Emily za ręce i zaczął ją wyprowadzać.
   - Jeszcze tego pożałujesz- warknęła na mnie, a ja tylko kpiąco kiwnęłam głową.
   - Odważna jesteś- skomentował El.
   Chciałam coś odpowiedzieć, ale akurat w tym momencie zgasły wszystkie światła, zaczęły się piski, wrzaski, a na scenę wbiegli roześmiani chłopcy. Pierw powiedzieli kilka słów do fanów i rozpoczęli koncert, który trwał około dwóch godzin, chyba. Jeśli chodzi o mnie wyszłam po godzinie, bo zaczynała mnie już pobolewać głowa od tych hałasów. 
   Zanim skierowałam się bezpośrednio do domu, zahaczyłam jeszcze o sklep spożywczo-monopolowy. Kupiłam butelkę szampana, którego miałam zamiar dzisiaj wypić z Zaynam.
   W domu było cicho. Chłopcy jeszcze nie wrócili, a Zayn zapewne smacznie sobie spał w sypialni. Zdjęłam buty, odniosłam szampana do lodówki i udałam się na górę. Gdy tylko otworzyłam drzwi, doznałam szoku. Wszystkie moje ciuchy były powywalane z walizki i co gorsze poprzecinane na kilka części. Laptop miał wybity ekran, buty poodrywane obcasy, a usta Zayna sklejone były czarną taśmą, a ten nerwowo rozglądał się po pokoju. Podeszłam do Zayna i szybkim pociągnięciem zerwałam taśmę.
   - Co tu sie stało?- spytałam, wciąż nie mogąc uwierzyć w to co widziałam.
   - Emily...- nie musiał dokańczać.
   - Zabiję tę jebaną sukę- zacisnęłam pięści i zaczęłam zbierać swoje rzeczy porozwalane po ziemi.
   W łazience też nie wyglądało lepiej. Na lustrze była mała karteczka, otoczona czerwonym sercem namalowanym moją ukochaną szminką. Natomiast reszta kosmetyków pływała w ubikacji. Zerwałam liścik i zaczęłam czytać:" Mówiłam, że zadarłaś z niewłaściwą osobą, ale jak to się mówi zemsta jest słodka". Zgniotłam ową kartkę i wywaliłam ją wprost do kubła na śmieci.
   - Co z nią zrobisz? Tylko proszę nie zabijaj jej- jęknął Zayn, kiedy wróciłam do jego pokoju.
   - Proszę cię, zabicie jej to by była zbyt łagodna kara- prychnęłam.- Ja z jej życia zrobię istne piekło- po tych słowach wyszłam z domu i wysłałam SMS-a do Nialla, żeby zoriętował się gdzie jest jego psychodziewczyna. Okazało się, że akurat jest w swoim domu, do którego Niall również podał mi dokładny adres.
   Zatrzymałam przejeżdżającą taksówkę, którą podjechałam prosto pod mały biały domek.
   - Czas na wojnę- szepnęłam za klamkę...
_______________________________________________________
  To rozdział, który napisałam będąc na feriach, może wam się nie spodobać (jak dla mnie jest on taki niedopracowany i nudnawy), ale chyba podczas jego pisania rozpraszało mnie kilku przystojnych Hiszpanów ;p
Dziękuję, że tak wytrwale czekaliście przez ten ponad tydzień no i WIELKIE DZIĘKI  za tamte 45 komentarzy.
   Nie wiem co tu jeszcze napisać, więc tylko proszę o SZCZERE i liczne komentarze. :)
Następny rozdział hmm, albo w piątek, albo w sobotę, zależy na kiedy się uwinę ;p

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 44

   - Jak najczęściej masz nas odwiedzać, jasne?- powiedział tata, który zawiózł mnie kolejnego dnia na warszawskie lotnisko.
   - Się zobaczy- wymruczała, po czym zarzuciłam sobie plecak na plecy i wygramoliłam się z samochodu, a następnie wyjęłam z bagażnika dwie ogromne walizki, z którymi zatoczyłam się wprost do miejsca, gdzie była odprawa.
   Okazało się, że lot będzie opóźniony, więc jakieś trzy pełne godziny spędziłam na bezczynnym siedzeniu i wpatrywaniu się w ekran laptopa, bądź telefonu. Najgorsze przyszło, gdy przechodziła obok mnie grupka dziewczyn, które potajemnie próbowały zrobić mi zdjęcia. Nienawidziłam tego typu sytuacji, ale nie miałam ochoty po raz kolejny interweniować.
   - Nareszcie- szepnęłam, gdy wysiadłam z samolotu, kiedy ten wylądował w Londynie.
   Szłam za tłumem i rozglądałam się za jakąś znajomą twarzą, jednak nigdzie nikogo takiego nie dostrzegłam. W pewnym momencie ktoś złapał mnie za rękę i wyciągnął z tłumu, na "ubocze".
   - Hej blondas- powiedziałam, gdy zauważyłam przed sobą Niallera z jakąś niską brunetką, ubraną w szary dres.
   - Witamy w Londynie po raz któryś- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.- A właśnie Lilka, to jest Emily, Emily to jest Lila- przedstawił mi swoją towarzyszkę, która słodko się uśmiechnęła i wyciągnęła do mnie dłoń, którą dosyć mocno uścisnęłam.
   - Twoja dziewczyna?- spytałam unosząc brwi, a Niall się zarumienił.
   - Jego przyjaciółka- odpowiedziała za niego Emily.
   - Możemy iść?- wtrącił Horan.
   - Jasne. Zayn w domu, czy jeszcze w szpitalu?- spytałam, kiedy kierowaliśmy się do drzwi.
   - Można powiedzieć, że w domowym szpitalu. Kazali mu jeszcze przez dwa dni leżeć w łóżku, ale ten się uparł, że woli w domu, no i codziennie przychodzi do niego pielęgniarka z tabletkami i robi mu nowy opatrunek- objaśnił.
   - Pielęgniarka powiadasz...- zainteresowałam się nieco tym co chłopak przed chwilą powiedział.
   - A no, taka stara pomarszczona- po tych słowach odetchnęłam i uśmiechnięta szłam dalej, wprost do czarnego samochodu blondyna, który pomagał mi nieść jedną z walizek.
   - Poczekacie ja sobie jeszcze zapalę- powiedziałam, gdy staliśmy już przy aucie, do którego zgrabnie wślizgnęła się brunetka.- To ta niunia co ci się podoba?- zwróciłam się do Nialla.
   - Yhm. Póki co jesteśmy przyjaciółmi, ale czekam na odpowiedni moment, żeby jej powiedzieć co czuję- wyszeptał, cały się rumieniąc.- Ładna co nie?
   - Jasne- jęknęłam i wsiadłam do pojazdu.
   Przez całą drogę do domu chłopaków Niall rozmawiał tylko i wyłącznie z Emily, która za każdym razem, gdy chciałam coś powiedzieć i przerywała. Mimo to starałam się być miła, co było dla mnie nie lada wyzwaniem, ale czego się nie robi dla przyjaciół.
   Kiedy zatrzymaliśmy się przed domem chłopców wystrzeliłam na chodnik jak z armaty, a później złapawszy za walizki wleciałam do domu, a raczej na Harrego, którego przygniotłam do ziemi.
   - Lila?- powiedział zdziwionym głosem.
   - Harry?
   - Nie myślałem, że jeszcze kiedyś cię spotkam- dodał, gdy z niego zeszłam.
   - Od dziś będziesz mnie widywał codziennie przez 365 dni w roku- uśmiechnęłam się do niego.- No skoro tak się ucieszyłeś na mój widok, możesz mi zanieść walizki na piętro- sztucznie się do niego uśmiechnęłam, po czym poszłam na górę prosto do Malika.
   - Nie wolno wyjeżdżać tak bez pożegnania- powiedziałam, gdy tylko prześlizgnęłam się przez drzwi od pokoju Zayna.
   - Już jesteś?- spojrzał na mnie zdziwiony znad książki, którą z jakiegoś powodu trzymał do góry nogami.
   - Nie jeszcze nie- wywróciłam oczami, a następnie podeszłam do mulata, pochyliłam się nad nim i pocałowałam go na przywitanie.- Czemu smakujesz truskawkami?- spytałam, kiedy już się od niego odkleiłam.
   - Emily mi kupiła taką fajną pomadkę, bo uznała, że mam popękane usta- wyciągnął z szuflady małą pomadkę, którą mi pomachał przed oczami.
   - Ach Emily ci kupiła...- uniosłam brwi i z zaciekawieniem spojrzałam na jego usta.
   - No jest taka miła i uszczęśliwia Nialla- uśmiechnął się do mnie.
   - Tak, zapewne- burknęłam i poszłam umyć ręce i przy okazji wciągnąć walizki do pokoju gościnnego, w którym o dziwo znajdowały się rzeczy kogoś innego, jak przypuszczałam Emily.
   - Niall musimy porozmawiać- pociągnęłam za sobą blondyna, który akurat gawędził sobie ze swoją koleżanką.
   - Gdzie ja mam spać?- od razu przeszłam do rzeczy.
   - Nie rozumiem.
   - Kurwa mać umyj uszy- uniosłam się, ale czasem nie potrafię po prostu zapanować nad swoimi emocjami.- Powtarzam, gdzie ja mam spać, skoro twoja nowa przyjaciółeczka zajęła pokój gościnny?!
   - No przecież z Zaynem, ma duże łóżko, zmieścicie się.
   - Z Zaynem? W jego stanie, wskazane jest, żeby spał sam, co jak mu w nocy przez przypadek zrobię coś z ręką, na przykład rozerwę szwy?- mówiłam to tak oschle, że sama się sobie dziwiłam, tym bardziej, że moim rozmówcą był Niall, z którym miałam bardzo dobry kontakt.
   - Możesz spać na kanapie- zaproponował.
   - No pewnie, może od razu na podłodze w kiblu- warknęłam i odwróciłam się do niego plecami.
   - W ciąży jesteś, czy co, że masz takie humory?
   - Nie jestem, w żadnej ciąży, po prostu mam zły dzień!- odburknęłam i wróciłam do pokoju Zayna.
   - Co jest? Słyszałem jak wrzeszczeliście na siebie z Niallem. Coś się stało?- spytał Malik, gdy usiadłam obok niego na miękkim łóżku.
   - Emily śpi w pokoju gościnnym...
   - No i co w związku z tym?
   - Dla mnie została tylko kanapa, albo dywan na korytarzu- wyjaśniłam.
   - No coś ty, przecież będziesz spać tutaj- uśmiechnął się po czym objął mnie w talii, kładąc rękę wprost na talię, na której miałam przyklejoną taśmę.- Co to?- zdziwił się chłopak.
   - Folia- odpowiedziałam krótko, zatrzymując rękę Zayna, która zaczynała podwijać moją koszulkę do góry.
   - Po co ci folia na brzuchu?
   - Zrobiłam sobie mały tatuaż wczoraj- powiedziałam, wciąż trzymając się za brzuch.
   - Nie pokażesz mi?- spytał, a ja niechętnie zaczęłam podwijać bluzkę do góry, odsłaniając mój nowy nabytek.
   - No mały, ledwo go widzę- skomentował mój tatuaż, a ja zakryłam brzuch i cmoknęłam go w policzek, a następnie w usta, a na końcu mocno się w niego wtuliłam i zaczęłam bawić się jego włosami.
   - Jakaś ty kochana dzisiaj jesteś- powiedział po chwili ciszy Zayn spoglądając mi prosto w oczy.
   - Dla jednych kochana, dla innych wredna suka- odparłam i oparłam głowę o jego tors.
   - Hej zakochańcy, chcecie kolację?- po jakimś czasie w naszej romantycznej chwili przeszkodził nam Louis, który wszedł bez pukania do pokoju.
   - Pewnie i materac- odpowiedziałam, odwróciwszy wzrok na Lou.
   - Po co ci materac?
   - Muszę gdzieś spać, a wolę materac od waszej niewygodnej kanapy.
   - Zobaczę co da się zrobić, pewnie będę jechał jeszcze po Eleanor to wstąpimy do jakiegoś sklepu po ten twój ponton.
   - Materac- poprawiłam go.
   - Tak, tak materac- wyburczał i wyszedł z pokoju.
   - Coś mi nie gra- szepnęłam po czym podniosłam kołdrę, którą był przykryty Zayn i zerknęłam na jego nogi, a w tym czasie do pokoju akurat ktoś wszedł.
   - O sorry, nie przeszkadzam, bawcie się- rozpoznałam głos Louisa, którego, gdy ja wyciągnęłam głowę spod pierzyny, już nie było.
   - Co ty robiłaś, jeśli można wiedzieć?
   - Sprawdzałam, bo coś mi nie pasowało. Gdzie twój gips?- spytałam, a Zayn odsapnął.
   - Ściągnęli mi go dzisiaj rano- wytłumaczył.- Louis dawaj te kanapki- wrzasnął niemalże mi do ucha.
   - Już skończyliście?- zdziwił się Lou, który ponownie wszedł do pokoju z talerzem, na którym poustawiane były kanapki.
   - Jesteśmy szybcy w te klocki- zażartowałam i sięgnęłam po kolację, którą Louis dla nas zrobił.
   - No, my z Eleanor to zawsze...- zaczął wkraczać w temat, którym mógł nam obrzydzić jedzenie.
   - Tak, tak, nie musisz nam opowiadać o tym- przerwałam mu w odpowiednim momencie. Chłopak tylko lekko się uśmiechnął rzucił krótki "nara" i wyszedł, zostawiając nas w towarzystwie kanapek.
   Przez kilka godzin rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, całowaliśmy i zajadaliśmy kanapki z żółtym serem i warzywami. Miałam nawet zaszczyt wbić Malikowi igłę z zastrzykiem. Dla jednych było by to zapewne obrzydliwe, ale ja lubię takie coś.
   Przed jedenastą Niall przyniósł mi materac sprężynowy, który ustawił koło łóżka.
   - Dzięki, że mi poleciłaś, żebym nie bał się powiedzieć prawdy Emily, zgodziła się- oznajmił podekscytowanym głosem.
   - Na, co miała się zgodzić?
   - No na chodzenie ze mną, dobra nie przeszkadzam. Idę do swojej dziewczyny- obdarzył nas szerokim uśmiechem i po chwili już go nie było.
   - W końcu jest szczęśliwy- skomentował Zayn.
   - Wcześniej też był szczęśliwy- oznajmiłam.- Idę zabrać rzeczy z gościnnego- dodałam.
   - Pomóc ci?
   - Oszalałeś, masz leżeć w łóżku i się nie ruszać- oznajmiłam i skierowałam się prosto do pokoju, znajdującego się przy schodach. Złapałam za swoje walizki, które przeciągnęłam do sypialni Malika.
   - Ustaw je tylko tak, żebyś się przez nie nie potknęła, bo wiesz jak to z twoim patrzeniem pod nogi- odparł Zayn, a ja rzuciłam w niego poduszką, która akurat leżała obok mnie na podłodze.
   - Mam takie pytanie- zaczęłam, kiedy umyta i ubrana w piżamkę położyłam się na materacu.- Macie koncert jutro, kto wystąpi za Ciebie?- dokończyłam, przykrywszy się kosem.
   - Chłopcy wystąpią w czwórkę i będą na zmianę śpiewać moje solówki, a jedną śpiewa Josh, na serio jest dobry- wyjaśnił.
   - Pochylisz się, bo chcę ci coś powiedzieć?- szepnęłam, a gdy Zayn zrobił to co mu powiedziałam, tylko cmoknęłam jego usta.- Dobranoc- mruknęłam i wtuliłam głowę w poduszkę i po kilku minutach zasnęłam.
 
   Kiedy się rano obudziłam, byliśmy z Zaynem sami, no prawie, bo okazało się, że w pokoju obok jest Niall, ze swoją nową dziewczyną, pozostali byli już na miejscu, gdzie miał się odbyć ich koncert. Zayn jeszcze sobie smacznie spał, postanowiłam to wykorzystać i usiadłam na nim okrakiem (bez skojarzeń directioners) i pocałowałam jego truskawkowe usta, co spowodowało, że Malik się obudził, a gdy mnie zobaczył, na jego twarzy pojawił się słodki uśmiech.
   - Hej kotku- powitałam go miłymi słowami, cmoknęłam jego policzek i zeszłam z łóżka.
   - Dobry humor?- spytał, przecierając oczy.
   - Tak- niemalże krzyknęłam, po czym złapałam za telefon i coś mnie natknęło, żeby zrobić Zaynowi zdjęcie, które po kilku sekundach wylądowało na moim twitterze z dopiskiem: "Tak wygląda Zayn rano :P".
   - Co robisz?- spytał i wyciągnął mi z dłoni telefon.- Osz ty, usuń to- warknął na mnie, a ja wyrwałam mu telefon i wsadziłam do spodni, które wisiały na krześle.
   - Chcesz śniadanie?- spytałam i podniosłam się z materaca.
   - Jajeczniczkę- wyszczerzył się do mnie, a ja kiwnęłam głową i wyszłam na korytarz, w tym samym czasie co Emily i Niall, którzy trzymali się za ręce i cicho chichotali.
   - Cześć Niall- powiedziałam do blondyna i nie czekając na jego odpowiedź zeszłam do kuchni, w której zabrałam się za robienie śniadania.
   - Co robisz?- spytał Horan spoglądając przez moje ramie, jednocześnie opierając brodę o nie.
   - Żarełko.
   - Znowu będziecie się rzucać jajecznicą?
   - Się zobaczy, a Niall, jak będziecie wracać możecie wjechać mi do sklepu po papierosy?- zmieniłam temat.
   - Jasne, ale te co zawsze?
   - Niall idziemy- przerwała nam Emily, na którą przeniosłam wzrok.
   - Nie widzisz, że rozmawiamy?- burknęłam na nią.
   - Jak jeszcze będziecie rozmawiać, to się spóźnimy na koncert- powiedziała pewnym siebie głosem.
   - Trzeba było sobie dłużej nakładać tapetę na twarz- odpyskowałam.
   - Wredna jesteś, jak ty się Niall, możesz przyjaźnić z kimś takim- zwróciła się do blondyna, a ten zgłupiał patrzył to na mnie to na swoją dziewczynę.
   - Proszę cię, to jeszcze nie było wredne, stać mnie na wiele więcej, a i to nie twój interes z kim on się przyjaźni- fuknęłam, złapałam za dwa talerze i zaczęłam iść w stronę drzwi, a kiedy przechodziłam obok Emily sztucznie się do niej uśmiechnęłam i wyszłam.
_______________________________________________________________
Długi i taki uroczy awww :P No następny rozdział jak wrócę, czyli najprawdopodobniej w niedzielę tą następną oczywiście. Mam nadzieję, że jak wrócę będę miała co czytać, chodzi oczywiście o wasze długie komentarze :) Trzymajcie się ciepło <3 Już tęsknię ;-(
Bardzo was kocham xxx

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 43

   - Długo jeszcze będziesz spać? Bo chcę pogadać- z samego rana obudził mnie Niall, który akurat pochylał się nade mną.
   - Która godzina?- wyszeptałam, rozkojarzona.
   - No ósma, ale musisz o tym wiedzieć- zaczął, a ja niechętnie podniosłam się do pozycji siedzącej, po czym przetarłam oczy, ziewnęłam i przeniosłam wzrok na Horana.
   - O co chodzi?
   - Zayn jest w Londynie- odparł, a ja wytrzeszczyłam oczy.
   - Co?! Jaja sobie ze mnie robisz?
   - Nie. Paul się o tym dowiedział i w nocy zabrał go ze szpitala helikopter, który przeleciał specjalnie po niego ze szpitala w Londynie- wyjaśnił.
   Wstałam z łóżka, a następnie otworzyłam szafę i wyjęłam z niej spakowaną walizkę Nialla, którą wczoraj tam schowałam.
   - Leć do niego i się nim zaopiekuj- powiedziałam cicho i podałam blondynowi torbę.
   - A co z tobą?
   - Zaczynam szkołę za tydzień- powiedziałam.
   - Ale...- chciał coś powiedzieć.
   - Idź już, bo nie zdążysz!- warknęłam na niego i odprowadziłam wzrokiem do drzwi. Gdy się do mnie odwrócił tylko się uśmiechnęłam. Niall miał szczęście, bo akurat ulicą przejeżdżała taksówka, którą chłopak zatrzymał, a następnie do niej wsiadł.
   Poczułam się jakoś tak strasznie samotnie. Miałam ochotę coś zepsuć, albo podrasować. Ubrałam się w wygodny dres, przegryzłam co nieco i wyszłam na dwór. Szłam kolejnymi, zatłoczonymi ulicami i rozmyślałam.
   - Hej, laseczka, chcesz się zabawić?- zatrzymał mnie jakiś koleś, kiedy zapalałam papierosa.
   - Jeżeli ta zabawa będzie polegać, na wyjebaniu ci w mordę to z chęcią- powiedziałam poważnym głosem, a mężczyzna tylko prychnął i odszedł, burcząc coś tam pod nosem.
   W pewnym momencie natknęłam się na salon tatuaży i jakoś tak mnie natknęło na zrobienie sobie kolejnego, miałam przy sobie trochę kasy, która powinna starczyć. Szybko weszłam do środka, chwilę pogadałam sobie z kolesiem, który miał mnie wytatuować, po czym zaczęłam przeglądać kolejne katalogi. Zdecydowałam się na uroczy rewolwer, który po kilku godzinach znalazł się na moim brzuchu.
   Gdy wróciłam do domu, w mojej skrzynce mailowej czekały dwa listy od Nialla i od Zayna. Jak się okazało oba miały identyczną treść. W owych wiadomościach zawarte było, że zostałam zapisana do jednego z angielskich liceów, i zabukowany bilet do Londynu na jutro. Szok, szok i jeszcze raz szok, od razu chwyciłam telefon i odszukałam w kontaktach Nialla, do którego zadzwoniłam.
   - Już się stęskniłaś?- usłyszałam żartobliwy głos chłopaka.
   - Nie wydaje mi się. Co wy do jasnej cholery odpierdalacie?- uniosłam na niego głos i zaczęłam kolejny raz czytać list, który wysłał mi Nialler.
   - A no właśnie jemy obiadek- powiedział, a ja odruchowo walnęłam się dlonią w czoło.
   - Nie o to mi chodzi, nie rób z siebie idioty Horan- odparłam poważnym tonem.
   - Chodzi ci o ten list, prawda?
   - Tak chodzi mi o ten list. Odwaliło wam już do reszty, powiedziałam chyba wyraźnie, że nie przeprowadzę się do Anglii!
   - Ktoś chce z tobą porozmawiać- zmienił temat Niall i podał komuś swój telefon.
   - Cześć- bez najmniejszego problemu rozpoznałam chrapliwy głos Zayna.
   - Witam panie Malik. Chcesz mi coś powiedzieć?
   - Tak. To będzie długie, ale musisz to wiedzieć. Kocham cię...
   - Już skończyłeś swoje przemówienie?- przerwałam mu.
   - Nie, nie przerywaj mi kotek! Nie jesteś mi obojętna, jestem szczęśliwy, że cię mam, mimo że masz charakterek i to dosyć ostry, nie chcę spędzać kolejnych dni nie mając cię obok siebie. Zaczynasz się stawać dla mnie powietrzem bez którego nie mogę żyć...- znowu nie dałam mu dokończyć.
   - Kotek weź mi tu nie pierdol, tylko przejdź do rzeczy- prychnęłam i zeszłam na korytarz, bo akurat usłyszałam, że rodzice wrócili do domu.
   - Możesz mi nie przerywać?- oburzył się.
   - Spoko, ale daj mi sekundę. Marcin jest u cioci- powiedziałam do rodziców, którzy się we mnie wpatrywali z zaciekawieniem na twarzy.
   - Ok. Z kim rozmawiasz?- spytała mama.
   - Chłopak próbuje mnie ściągnąć do Londynu na zawsze, ale póki co tylko pieprzy jakieś głupoty- wytłumaczyłam, a kobieta wzruszyła tylko ramionami i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do salonu.- Kontynuuj- wróciłam do rozmowy z Malikiem.
   - Jak nie przyjedziesz jutro do Londynu, osobiście wrócę po ciebie do Polski, zakuję w kajdanki i przewiozę do Anglii, z której cię nie wypuszczę- zaszantażował mnie.
   - Skąd weźmiesz kajdanki?- spytałam z ciekawości, a raczej dla rozluźnienia tego zastosowanego przez Zayna szantażu.
   - Jestem Zayn Malik- zachichotał.- Zresztą gorsze rzeczy się kupowało- dodał, a ja uniosłam brwi.
   - Nie musiałeś tego mówić.
   - To co jutro będziesz w Londynie?- bardziej to stwierdził.
   - No nie.
   - Tak.
   - Nie.
   - Tak.
   - Nie.
   - Tak.
   - Głupek z ciebie.
   - Tak. Umm to znaczy, że przyjedziesz?
   - A mam jakiś wybór, przecież nie dasz mi spokoju, tym zrzędzeniem -w końcu uległam, a Malik zaczął się cieszyć, po czym rzucił krótki "Kocham Cię" i się rozłączył.
   Wzdychnęłam tylko i zaczęłam iść w stronę swojego pokoju, w celu spakowania swoich rzeczy. Do późna wrzucałam kolejne rzeczy do walizki, a raczej do dwóch walizek, bo skoro miałam w Londynie zabalować trochę dłużej nie zmieściłabym się w jedną.
   - Jednak jedziesz?- po północy weszła do mojego pokoju, mama z kubkiem kakaa, który mi podała.
   - Tak, on ma rację nie chcę żyć bez niego- wymamrotałam znad walizki.
   - A co jeśli cię skrzywdzi tak jak Konrad?- spytała, a ja wzięłam spory łyk kakaa.
   - Ja skrzywdzę go bardziej.
   - Też kiedyś taka byłam- westchnęła, wbijając wzrok w okno dachowe.
   - Jaka?
   - Niezależna jak ty, nigdy nie dawałam sobie w kasze dmuchać. Byłam zbuntowaną nastolatką, ale gdy poznałam twojego tatę zmieniłam się, złagodniałam...
   - Nie chcę się zmieniać- jęknęłam, a mama pogładziła mnie po plecach i wyszła zostawiając mnie samą z torbami, nad którymi spędziłam calą noc
_________________________________________________________________
Nie chce mi się tu nic pisać bo nie mam nastroju do tego. Pa xx
(wiem, że jest słaby, ale to wina mojego humoru)

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział 42

   Dwie litrowe butelki czerwonego wina robią swoje. Całą noc spędziłam w toalecie na parterze. Na przemian wymiotowałam i klęłam na wszystko co się wokół mnie znajdowało. Natomiast rano byłam nie do życia. Głowa napieprzała, brzuch zresztą też.
   - Hej, co na śniadanko?!- wydarł się wesolutki Niall, który akurat zszedł na dół, gdy ja przewracałam się na kanapie.
   - Zamknij mordę, bo ci wpierdolę- warknęłam na niego, po tym jak potężny ból przeszył moją głowę.
   - Kac?- spytał po tym ja się do mnie dosiadł.
   - Tak- wyburczałam, po czym cała schowałam się pod kocem.
   - Biedactwo. Chcesz kawę? Albo coś do jedzenia?- spytał, wstając z sofy.
   - Kubeł zimnej wody- wymruczałam i odkryłam głowę spod koca.
   - Jedziemy dziś do szpitala?- spytał blondyn, gdy po kilku minutach wrócił z dwoma kubkami i miską z płatkami. Usiadł na fotelu i podał mi wodę, którą wypiłam duszkiem.
   - Yhm- odparłam i podniosłam się z kanapy, na którą i tak po chwili opadłam, bo zakręciło mi się w głowie.
   - Konsekwencje nadmiernego picia- skomentował Niall.
   - Nie wypiłam wcale tak dużo- prychnęłam.
   - Tak dwie litrowe butelki wina to w żadnym wypadku nie jest dużo- wskazał palcem na puste butelki, leżące na szklanym stoliku.
   - Swoich czasów piło się więcej.
   - Wciąż się dziwie, że jeszcze żyjesz. A tak zmieniając temat, mogłabyś się wykąpać- lekko się uśmiechnął, a ja zrozumiałam, że chłopak usiłuje powiedzieć mi, że śmierdzę.
   - Może wykąpiemy się razem?- poruszyłam kilka razy brwiami.
   - Nie- odpowiedział stanowczo, a ja się cicho zaśmiałam pod nosem.
   Godzinę później znowu jechaliśmy do szpitala, znowu taksówką i co dziwniejsze tą samą co wczoraj. Ten paskudy ból głowy, ani na moment nie ustąpił, a czułam się przez niego okropnie. Podczas drogi do Malika, oparta o ramię Horana wysłuchiwałam planów ich zespołu na najbliższy czas. Naprawdę na najbliższy, bo się okazało, że za trzy dni mają jakiś koncert w Londynie, a nie dość, że on i Zayn są w Polsce to jeszcze do tego, ten drugi leży w szpitalu i nie wiadomo kiedy z niego wyjdzie.
   - Zaśpiewasz za niego?- spytał Niall, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce.
   - Że co kurwa?- otworzyłam szerzej oczy.
   - No jak nie będzie mógł sam zaśpiewać, to potrzebujemy jakiegoś zastępstwa, a ty przecież śpiewasz bardzo dobrze- wyjaśnił, a ja zaczęłam kręcić głową.
   - Zapomnij, nie będę śpiewać, a tym bardziej na scenie przed waszymi głupimi fankami- postanowiłam, a samochód się zatrzymał się przed budynkiem szpitala.
   - Wiesz, ze muszę jutro wracać do Londynu?- zaczął Niall, gdy weszliśmy do windy.
   - Muszę do łazienki- powiedział blondyn i wszedł do toalety, natomiast ja skierowałam się bezpośrednio do sali 75.
   Nabrałam powietrza w płuca i weszłam do pomieszczenia.
   - Kocham cię- powiedziałam i przeniosłam wzrok na łóżko. Chłopak całował się z jakąś blondyną, co mnie zatkało.- Zayn, co ty robisz?- podniosłam głos, a serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Dziewczyna odsunęła się od chłopaka i oboje spojrzeli na mnie.- Kim wy jesteście?- zdziwiłam się, bo jak się okazało owym chłopakiem wcale nie był mój Malik.
   - A co mamy robić?- zdziwił się brunet.
   - Co się stało z moim chłopakiem, który tu wczoraj leżał?- spytałam.
   - Chodzi o tego Anglika?
   - No.
   - Sala obok- odparła dziewczyna, a ja cała czerwona na twarzy wyszłam na korytarz i spojrzałam na drzwi. Rzeczywiście na drzwiach była cyferka 73, a nie 75.
   Zanim weszłam już do właściwego pomieszczenia, jeszcze dla pewności zajrzałam przez szybę w drzwiach.
   - Kocham cię dupku- powiedziałam, po tym jak weszłam do sali, a Malik przeniósł wzrok na mnie.
   - Co cię tak wzięło na takie wyznania?
   - Uznam, że odpowiedziałeś: ja ciebie też- westchnęłam i usiadłam na krześle obok łóżka.
   - Pewnie jeszcze zaraz spytasz jak się czuję- uśmiechnął się do mnie szeroko.
   - Raczej nie miałam tego w planach, ale skoro nalegasz.
   - Czuję się wyśmienicie, mogę wracać do domu- odparł podnosząc się z łóżka.
   - To dobrze, pomożesz mi umyć wszystkie okna w domu i parę innych rzeczy- powiedziałam, a Zaynowi momentalnie śmieszek zniknął z twarzy.
   - Chyba jednak to był chwilowy przypływ dobrej energii, ale teraz mi gorzej. Dasz mi buziaka, na polepszenie?- zrobił słodkie oczka.
   - Nie- pokręciłam głową.
   - Nie możesz być chociaż raz słodka i taka kochana- równo z tym jak Zayn skończył mówić, puściłam pawia na podłogę.
   - Wystarczyłoby zwykłe nie- skomentował, a ja bez słowa wyszłam, żeby skombinować skądś mopa, albo coś.
   - Struta dzisiaj jestem- oznajmiłam i z niechęcią zaczęłam ścierać to co przez przypadek ze mnie wyleciało.
   - Czym takim się strułaś?- spytał troskliwie.- Jadłaś coś nieświeżego?
   - Wypiłam dwie butelki wina- powiedziałam, a wtem doszedł do nas Nialler.
   - Te damskie łazienki są świetne, wiecie jak tam pachnie?- odparł Horan, wąchając sobie dłonie.
   - Co ty robiłeś w damskiej toalecie?- zdziwił się mulat.
   - Siusiu- szepnął Niall.- Ale spokojnie spuściłem wodę- dodał, a ja wywróciłam oczami.
   - Lekarz mówił, kiedy cię wypuszczą?- zmieniłam temat, gdy tamten zaczął wydawać się dziwny.
   - Podobno, jak umyjesz w swoim domu okna- uśmiechnął się, po czym złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.- Umm na serio śmierdzisz- stwierdził, ale i tak pocałował mnie delikatnie.
   - Przepraszam- przerwała nam pielęgniarka, która jąkała się po angielsku.- Panie Malik obiad przyniosłam- dodała niepewnym, cichym głosikiem.
   - Ja to wezmę- odparł Niall i złapał za tackę.
   Resztę dnia spędziliśmy w szpitalu z Zaynem, jedynie musiałam na chwilę wyskoczyć do pobliskiego sklepu, żeby kupić coś do jedzenia dla mnie i Malika, bo Niall zjadł mu i obiad i kolację. Natomiast, gdy byliśmy z Niallem w domu, schowałam mu walizkę, żeby nie mógł się spakować, a jutro o 10 miał samolot.
   - Lila, oddaj mi moją torbę- usłyszałam jego krzyk z góry, podczas gdy ja spędzałam wieczór przed telewizorem, tym razem bez procentów, a jedynie z papierosem.
   - Nigdzie cię nie wypuszczę!- odkrzyknęłam.
   Tak też się stało nigdzie, go nie wypuściłam i walizki nie zwróciłam. Przez jakiś czas był na mnie obrażony, ale odpuścił, gdy zrobiłam popcorn z serem.
_______________________________________________________
No to jest właśnie rozdział, miał być szybciej, ale wiele się dzisiaj działo... :) Liczę na dłuugie komentarze od wszystkich i na wiele pytań na asku http://ask.fm/GobyPlane
Ps. Uwielbiam pytania, bardzo, bardzo, a raczej lubię odpowiadać na nie :)
Ps.ps. w sumie może macie jakieś zastrzeżenia, którymi nie pogardzę :) Tylko nie piszcie, że za krótki :) !!!
Czekam na jakieś racjonalne hejty :)
ps.ps.ps dzieki za wszystkie komentarze wyświetlenia i w ogóle wszystko <3 Jutro nie będzie rozdziału, bo mam zajęty dzień. Pozdrawiam xXx <3

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 41

   - Nie płacz- powiedział cicho Marcin, po czym poczułam jak się do mnie przytula. Cały czas miałam zasłonięte dłońmi oczy.
   - Ja nie płaczę- zaczęłam pośpiesznie ocierać łzy i pociągać nosem. Nie lubiłam płakać publicznie, bo nie chciałam pokazywać jaka jestem słaba.- Widzisz?- delikatnie uśmiechnęłam się do brata, jednak ten chyba nie uwierzył w moje słowa.
   - Tu jesteście- usłyszałam z końca korytarza znajomy głos Nialla, który szedł w naszym kierunku, nucąc coś pod nosem.
   - Jak uciekłeś tej kobiecie?- spytałam, zdziwionym głosem.
   - Nie uciekłem, zauważyła, że udaję i coś jej nie pasowało z tym, że jesteśmy rodzeństwem, a ty mówisz po polsku, ja po angielsku- wyjaśnił, a na mojej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech.
   - No tak słaby plan- dodałam i przeniosłam wzrok na zasłonięte drzwi, za którymi leżał Zayn.
   - Co z Malikiem, czemu nie siedzisz z nim, jak kochająca dziewczyna?
   - To jest najgorsze, bo nie wiem co z nim się dzieje. Byłam u niego, jest nieprzytomny, ale coś zaczęło pikać i lekarze kazali mi wyjść- mówiłam to ze łzami w oczach, które po chwili znów zaczęły spływać po moich polikach.
   - No nie rycz, to silny facet da sobie radę- pocieszył mnie Niall, a ja mocno się w niego wtuliłam, a drzwi od sali 75 się otworzyły, a z niej wyszła grupka ludzi, która się rozeszła, został tylko jeden, łysawy mężczyzna, stanął na przeciwko nas i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
   - Jesteście z rodziny?- w koncu coś z siebie wydusił.
   - Jestem jego dziewczyną- oznajmiłam.
   - A oni?- wskazał na Nialla i Marcina.
   - Ten mały to mój brat, a ten drugi to przyjaciel...
   - Musimy porozmawiać- odparł, jednocześnie wskazując dłonią jego gabinet.
   - Zostań z Marcinem- skierowałam te słowa do Horana, a następnie weszłam do gabinetu i usiadłam na krześle.
   - Czy twój chłopak chciał się zabić?- zaczęło się przesłuchanie.
   - Emm, można tak powiedzieć- wydukałam, po tym jak przypomniałam sobie scenę z rana.
   - Wiesz, czemu chciał to zrobić?
   - Nie- powiedziałam szybko, mimo że znałam odpowiedź na to pytanie, jednak wolałam ją zostawić tylko dla siebie.
   - Dobrze. Czemu nie zadzwoniliście od razu na pogotowie?
   - Nie wiedziałam, że to się może tak skończyć jasne. Mogę się w końcu dowiedzieć co mu jest?- podniosłam oburzony głos.
   - Pani chłopak stracił bardzo dużo krwi, naprawdę bardzo...
   - Może mi powiesz coś czego nie wiem?
   - Zapewne nie wie pani, że chłopak choruje na hemofilię- odparł, a ja się zdziwiłam.
   - Co to jest ta homo... coś tam?- coś mi mówiło, że powinnam to wiedzieć, ale lekcje biologi nie należały do moich ulubionych, zresztą jak reszta.
   - Hemofilia, w skrócie po prostu krew nie krzepnie, albo musi minąć dużo czasu zanim to się stanie- wytłumaczył spokojnie.
   - Nic mu nie będzie, wyjdzie z tego, prawda?
   - Miejmy nadzieję, póki co jest w śpiączce. Na wielu przykładach, powinien się niedługo obudzić i wtedy będziemy mogli ustalić jeszcze wiecej. Z tego co wiem, pacjent ma też uraz głowy, co może prowadzić do amnezji. Mam wytłumaczyć co to jest?
   - Wiem co to jest amnezja- warknęłam i bez słowa pożegnania wyszłam z pomieszczenia.
   Podeszłam do siedzącego na jednym z plastikowych krzeseł Nialla i zajęłam miejsce obok niego po czym pochyliłam się nad jego uchem.
   - Co to jest amnezja?- szepnęłam, a chłopak odwrócił się do mnie.
   - To utrata pamięci, ale po co ci to?
   - Nieważne, poczekasz tu ja zawiozę Marcina do ciotki- powiedziałam, po czym złapałam brata i zeszłam z nim na dół.
   Złapałam pierwszą taksówkę, która zawiozła nas pod sam dom siostry mojego ojca. Trochę się zdziwiła tą wizytą, ale po tym jak jej wytłumaczyłam co się stało, zgodziła się zaopiekować Marcinem do jutra. Pożegnałam się z nimi i wróciłam do taksówki, która na mnie czekała. Po kilku minutach po raz drugi wspinałam się na trzecie piętro w szpitalu.
   Niall siedział przy łóżku Zayna i coś do niego mówił. Drzwi akurat były uchylone, więc stanęłam obok nich, tak żeby blondyn mnie nie widział i zaczęłam wsłuchiwać się w jego słowa.
   - Zawsze musisz robić z siebie takiego dupka. Znowu mogłeś ją stracić, ale tym razem już na zawsze- mówił Horan poważnym głosem, aż miło się słuchało.- Charakter to ty masz trudny, ale ona nie jest nic lepsza. Jak znowu któreś z was coś zawali pożałujecie oboje- zagroził, a ja się uśmiechnęłam i weszłam do sali.
   - Co tak romansujesz z moim chłopakiem?- zażartowałam, a Nialler spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
   - Chcesz zostać z nim sama?- spytał, jednocześnie podnosząc tyłek z krzesła.
   - Możesz zostać.
   - Nie, nie mogę, tak mi się chce jeść, że chyba bym was zjadł- oznajmił, po czym wyszedł na korytarz, a po chwili zniknął gdzieś.
    - Co ja z tobą mam- wyszeptałam, siadając na łóżku i łapiąc jego nieruchomą dłoń. Byłam zmęczona i strasznie głodna, jednak mimo to wytrwale czuwałam przy mulacie, przez którego moje serce za każdym razem, gdy go widziałam, zaczynało bić szybciej.
   Nawet nie wiem kiedy zasnęłam na łóżku tuż obok Zayna. Obudziłam się, gdy ktoś zaczął stukać mnie w plecy. Gwałtownie podniosłam oczy, byłam zupełnie rozkojarzona. Spojrzałam przez ramię i zerwałam się w jednej sekundzie z łóżka. Osobą, która mnie obudziła był Malik, z delikatnym uśmiechem na bladej twarzy.
   - Zayn- tylko to zdołałam z siebie wydusić. Chłopak dziwnie na mnie spojrzał i otworzył usta, które po chwili zamknął.
   - Kto to Zayn?- wychrypiał zdezorientowany, a ja szerzej otworzyłam oczy.
   - Nie żartuj sobie!- powiedziałam surowo.
   - Nie rozumiem, kto to Zayn i kim ty jesteś? Co ja tu robię tak w ogóle? Czemu spałaś na moim łóżku?- zaczął zadawać kolejne pytania, a ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
   - Nic nie pamiętasz?
   - Pamiętam chłopaka w lokach i jego uśmiech- wyszeptał, a mnie krew zalała, pamiętał Harrego i jego uśmiech, a mnie nie.- Pamiętam coś jeszcze, ale to brzydkie. Powiem ci na ucho, tylko się pochyl- zaczynałam się domyślać o co mu chodzi, jednak pochyliłam się nad jego ustami, które zbliżyły się do moich. Chłopak niespodziewanie zaczął mnie całować. Przeżyłam dosłownie szok.
   - Co ty robisz?- spytałam, kiedy oderwałam się od jego warg.
   - Kocham cię Liluś- powiedział, szeroko się uśmiechając, a ja nie widziałam co mam w takiej sytuacji myśleć.
   - Pamięć ci wróciła?- wyjąkałam wreszcie.
   - A w ogóle gdzieś odeszła?
   - Nie rozumiem...
   - Jeśli chodzi ci o amnezję, udawałem ją- powiedział, a ja podniosłam brwi do góry i na niego spojrzałam.
   - Dlaczego?
   - Oglądałem kiedyś zajebisty film i tam główny bohater też udawał amnezję przed swoją ukochaną i to wyglądało tak śmiesznie, no i chciałem przeżyć coś takiego na własnej skórze- oznajmił.
   - Jesteś pojebany- powiedziałam krótko i skierowałam wzrok za okno.
   - To wszystko? Nie zaczniesz mnie wyzywać, nie spoliczkujesz mnie?- zdziwił się, natomiast ja tylko się uśmiechnęłam.
   - Dotrzymam tego co podpisałam na regulaminie, idę się przejść- szepnęłam i podniosłam się z jego łóżka i wyszłam z sali.- Wracam do domu, przyjadę jutro- cofnęłam się jeszcze, żeby mu to powiedzieć.
   - Kotku nie obrażaj się- usłyszałam jak za mną zawołał, natomiast ja zamknęłam drzwi i zaczęłam iść w stronę schodów, którymi zeszłam na parter. Musiałam jeszcze tylko odnaleźć Nialla. Całe szczęście nie miałam z tym problemu.
   - Horan wracamy do domu- krzyknęłam, gdy ten wyszedł z damskiej toalety.- Wiesz, że to była damska?- spytałam, gdy stanął obok mnie.
   - No wiem, ale w męskiej tak strasznie śmierdzi- wyjaśnił.- Co z Zaynem.?
   - Obudził się- odpowiedziałam krótko i wyszłam przed budynek szpitala.
   - Nie chcesz z nim zostać?
   - Jedyne to co teraz chcę to wrócić do domu i się najebać- spojrzałam na niego.
   - Co?
   - Upić się- powtórzyłam zrozumialej.
   Wróciliśmy do domu, a w związku, że było już późno Niall poszedł do pokoju spać, a ja wyjęłam z barku butelkę wina, usiadłam na kanapie, włączyłam sobie jakiś film i zaczęłam popijać trunek prosto z gwinta. Od dłuższego czasu było mi smutno z powodu tego jak Zayn mnie potraktował, bałam się o niego, a on sobie żarty robi. To niby nic wielkiego, ale boli. Po opróżnieniu jednej butelki zabrałam się za kolejną.
____________________________________________________________
Jest taki trochę zamulony, pewnie dlatego, że ja dzisiaj jestem strasznie przymulona, więc wyszło co wyszło. Pewnie myślicie, że Lila zaczyna mięknąć, ale spokojnie ona po prostu jest zmęczona ostatnimi wydarzeniami. Taki mały kryzys :)
Ogólnie chciałam wam wstawić zdjęcie takiej pociętej ręki jaką miał Zayn, ale możliwe, że to by was obrzydziło. W każdym razie to jego cięcie było niebezpieczne :)
Dziękuję za ponad 70 komentarzy, zastanawiam się czemu wcześniej nie komentowały te osoby, które pod 40 zdecydowały pokazać znak, że czytają.
Jeszcze coś, nie musicie pisać miłych rzeczy, jeśli wam coś się nie podoba to śmiało powiedzcie mi o tym, to mi jest potrzebne, abym zobaczyła co robię źle. :)
Czekam na długie, szczere komentarze. A i nie musicie pisać, że jest krótki ;p Ja piszę tyle ile chcę i ile mogę napisać :)
Ask-http://ask.fm/GobyPlane
Obiecałam sobie, że dzisiaj się nie rozpiszę pod rozdziałem, ale nie wyszło mi to :(
Ps. Jutro na 1000000% nie będzie rozdziału jak już to w pon, albo wtorek :) Pozdrawiam i czekam na lekturę w postaci waszych komentarzy :) xxx

piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 40

   - Gdzie go zawieźli?- powiedziałam, zdyszanym głosem do recepcjonistki szpitala przed którą stanęłam. Za rękę trzymałam Marcina, który wydawał się być strasznie rozkojarzony.
   - Przepraszam, nie bardzo rozumiem- odparła, miłym głosem kobieta.
   - Zayn Malik, jakiś czas temu przywiozła go tu karetka. Gdzie on do cholery jest?- podniosłam głos na nią.
   - Doktor powiedział, że nikt nie może odwiedzać tego pacjenta.
   - To jest mój chłopak i mam prawo się z nim zobaczyć- warknęłam, wkurzona.
   - Przykro mi to nie możliwe- zamknęła książkę z listą osób przyjętych, po czym się do mnie uśmiechnęła.
   - Niall pomóż- zrobiłam kilka kroków w tył i zaczęłam szeptać do blondyna.
   - O co chodzi?- zapytał, przegryzając M&M-sy, które kupił sobie w automacie.
   - Nie chce mi powiedzieć, gdzie znajdę Zayna, no a przecież ja muszę do niego iść...
   - No, a co ja mam zrobić?
   - Improwizuj- westchnęłam, po czym podeszłam do Marcina.- Słuchaj uważnie, tam masz schody wejdź na piętro i tam na mnie poczekaj, okay?- zwróciłam się do swojego małego brata.
   - Yhm- jęknął cicho i pomaszerował w kierunku szerokich, szpitalnych schodów. Dałam znak Niallowi, a ten zaczął odgrywać swoją rolę. Szczerze, zaczęłam wątpić, żeby ten plan miałby się powieść. Bo akurat Nialler i aktorstwo, to się wyklucza.
   Horan niepewnym krokiem podszedł do lady, za którą stała kobieta. Przyglądałam się tej całej akcji z boku. Chłopak pierw zaczął coś mówić do kobiety, a ta tylko przytakiwała. Po chwili blondyn cofnął się kilka centymetrów i padł na ziemię. Z mojej perspektywy wyglądało to bardzo sztucznie, jednak pielęgniarka musiała się nabrać, bo szybko podbiegła do niego.
   - Czasem tak mdleje, a gdy się budzi musi wypić dużo jakiegoś napoju- powiedziałam do kobiety, a ta uniosła wzrok na mnie.
   - Skąd to wiesz?
   - To mój brat- skłamałam.
   - To kup coś z automatu- poleciła mi.
   - Ale to nie może być nic słodkiego, ani gazowanego, a z tego co widzę to wody tu nie ma. Idź do łazienki po wodę z kranu- wyjaśniłam.
   - Czemu ja? I Czemu mówisz do mnie na ty?
   - Do każdego mówię na ty. Poza tym jak się obudzi, będzie rozkojarzony, to chyba lepsze, żebym była w tym czasie przy nim.
   - Jasne już idę- odparła i pobiegła do łazienki, a ja w jednej sekundzie rzuciłam się na księgę, gdzie musiały być informacje dotyczące Zayna.
   Zaczęłam wertować kolejne kartki, aż wreszcie odnalazłam to czego szukałam. Sala 75 zapamiętałam ten numer i szybko odstawiłam książkę na miejsce. Niall otworzył oczy i zaczął wstawać.
   - Masz?- zwrócił się do mnie.
   - Tak, dobra robota, kontynuuj tę grę, a ja biegnę do Zayna, jak coś to sala 75- rzuciłam przez ramię i wgramoliłam się na pierwsze piętro, gdzie grzecznie czekał na mnie Marcin, opierając się o błękitną ścianę.
   - Co robimy?- spytał cicho.
   - Idziemy do Zayna.
   - A gdzie on jest?
   - W jednej z szpitalnych sal- odpowiedziałam i pociągnęłam chłopca na kolejne piętro. Staliśmy obok drzwi z numerem 34, a im dalej tym cyfry się zmniejszały, co musiało oznaczać, że musimy się wdrapać jeszcze wyżej.
   - Gdzie znajdę salę 74?- zatrzymałam, przechodzącą obok nas niską pielęgniarkę, która na chwilę się zamyśliła.
   - Piętro wyżej korytarzem do końca, a potem na lewo- oznajmiła, a następnie nas wyminęła i weszła w jakieś drzwi, chyba od łazienki.
   Kolejna porcja schodów, widziałam że Marcin jest już zmęczony, tym ciągłym biegiem, ale nie chciałam robić sobie przerwy, ani nie chciałam zostawiać go w połowie drogi. Po prostu chłopiec musiał jakoś dać radę. Na trzecim piętrze zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu tej właściwej sali. 68, 69, 72, 73, 74.
   - 75 tak!- powiedziałam sama do siebie i zajrzałam przez przeźroczyste drzwi do środka. Zayn, z zamkniętymi oczami leżał pod białą pościelą na śnieżnobiałej poduszce, a podłączony był do kilku skomplikowanych urządzeń.- Poczekasz tu, usiądź sobie na krześle i odpocznij.- oznajmiłam i podeszłam do drzwi, złapałam za klamkę i już chciałam otwierać, gdy się okazało, że są one zamknięte.- No super- jęknęłam i zaczęłam szperać po kieszeniach, w końcu wyjęłam z jednej z nich agrafkę.- Nigdy tego nie rób, bo to zakazane- wtrąciłam do Marcina i zaczęłam kręcić idealnie wygiętą agrafką w zamku. Kilka sekund później usłyszałam ciche pykniecie i drzwi się uchyliły. Uśmiechnęłam się do małego i weszłam do środka.
   - Co ty żeś idioto narobił- szepnęłam, zaraz po tym jak podeszłam do mulata i złapałam go za rękę, na której miał ranę. Wydawało mi się, że elektrokardiogram zaczął pokazywać, że serducho Malika przyśpieszyło. A propo skąd znałam nazwę tego ustrojstwa, to proste, było podpisane dużymi literami.
   Nie byłam pewna, czy chłopak jest w śpiączce, czy zwyczajne uciął sobie drzemkę. Przy łóżku była karta pacjenta, na którą pozwoliłam sobie zajrzeć. Z tego co się dowiedziałam Zayn stracił dość sporo krwi i miał jakiś wstrząs, którego musiał się nabawić upadając na ziemię.    
   Siedziałam tak przy nim przez kilka minut wpatrując się w jego uśpioną twarz, była ona taka niewinna i urocza. Tak Zayn jest bardzo uroczy, gdy nie mówi głupot.
   W pewnym momencie poczułam jak jego dłoń zaciska się na mojej, nie było to jakieś mocne ściśnięcie, ale je odczułam, jednak zaraz po tym wszystkie możliwe ustrojstwa zaczęły piszczeć jak oszalałe, a ja nie wiedziałam co mam zrobić, zaczęłam panikować, aż w końcu na salę wbiegło kilku lekarzy i pielęgniarek.
   - Proszę stąd wyjść! Szybko- krzyknął jeden z nich na mnie.
   - Co mu jest?- spytałam prawie płacząc.
   - Jak nie da nam pani pracować, on może umrzeć- wrzasnął na mnie łysy mężczyzna, a ja wybiegłam na korytarz, a łzy w końcu zaczęły spływać po moich policzkach. Wpatrywałam się w szybę i w to co się za nią dzieje, do czasu aż ktoś nie zasłonił w nich rolety.
   - Co się stało?- spytał wystraszony Marcin.
   - Nie wiem- wychlipiałam cicho i otarłam ciągle spływające łzy.
_________________________________________________________________
Wstawiłam dzisiaj, bo muszę coś ogłosić, a wy musicie to przeczytać.
Ostatnio przeczytałam kilka waszych blogów jakieś 4, 5 do których daliście mi linki i powiem, że każdy skomentowałam, bo wiem ile taki komentarz nawet najmniejszy znaczy dla osoby, która to napisała. Wiem, że wielu z was nie komentuje bo im się nie chce napisać nawet krótkiego komentarza. Tak wolę długie komentarze, ale wolę też jakieś niż żadne.
Właśnie teraz sami zdecydujecie, czy Zayn przeżyje, wystarczy, że skomentują wszyscy :) Zależy wam?
Dodam jeszcze, że czytam wszystkie komentarze bez wyjątku i za każdym razem jestem wdzięczna osobie, która znalazła te kilka minut żeby napisać coś miłego. :)
Mam nadzieję, że teraz wszyscy skomentują :) Pozdrawiam i czekam na komentarze <3 xxx

środa, 6 lutego 2013

Rozdział 39

   - Jakie pyszne mięso, plus dla Polski od Nialla- powiedział, zajęty jedzeniem spaghetti Niall, a ja z trudem powstrzymywałam się od śmiechu.- Czemu nie jesz?
   - Wiesz, zjadłam wcześniej kanapki, no i poza tym to jest zbyt późna godzina na jedzenie- zaczęłam coś tam zmyślać, żeby nie przyznać się do upuszczenia mięsa.
   - Więcej dla mnie- skomentował i wsadził sobie sporą porcję makaronu do buzi.- Gdzie twoi rodzice?- Spytał, gdy jego talerz zrobił się pusty.
   - Wyjechali na kilka dni za miasto.
   - Czyli jesteśmy sami?- uniósł kilka razy brwi i się uśmiechnął.
   - No niezupełnie, jest jeszcze mój pięcioletni brat, ale śpi, po tym jak prawie pożarły go niedźwiedzie...
   - Niedźwiedzie?
   - Tak, ale mniejsza o to. Jak wam minęły te ostatnie dni w Stanach?- zmieniłam temat.
   Rozmawialiśmy jeszcze z dobrą godzinę. Zrozumiałam, że stęskniłam się za tymi rozmowami właśnie z nim. Gdy zrobiliśmy się senni, pokazałam Horanowi jego pokój, a raczej sypialnie moich rodziców, w której Nialler zamieszka przez jakiś czas. Wskazałam mu jeszcze drogę do łazienki, po czym nie mając sił już na nic, przebrałam się w piżamkę i wgramoliłam się do milusiego łóżka.

   - Lila, ktoś się włamał do domu- tymi słowami, zerwał mnie na równe nogi Marcin, który z wielkim misiem w dłoniach stał obok mojego łóżka.
   - Co jak to, o czym ty mówisz?- nerwowo wyjrzałam przez okno, a później na korytarz.
   - Jak zszedłem na dół oglądać bajki, to były otwarte drzwi, a w kuchni jest pełno błota- wyjaśnił, a ja szybko pobiegłam na parter. Rzeczywiście od drzwi wejściowych, do kuchni, a później do schodów ciągnęły się błotniste ślady po butach. Pierwszą myślą jaka przeleciała mi przez głowę, było to, że pewnie Niall zrobił sobie nocny spacer po okolicy. Popędziłam do pokoju, rodziców, gdzie blondyn jeszcze smacznie sobie pochrapywał.
   - To jest ten złodziej?- spytał Marcin, chowając się za moimi plecami.
   - Nie to mój kolega- sprostowałam i podeszłam do Nialla.- Ej wstawaj- zaczęłam go szturchać.
   - Co? Co się dzieje?- po chwili chłopak uniósł zaspane powieki i rozejrzał się po pokoju, a następnie przeniósł zdezorientowany wzrok na mnie.
   - Wychodziłeś, gdzieś w nocy?- spytałam pośpiesznie.
   - Nie, na pewno nie. Cały czas byłem tu w łóżku, które jest super wygodne- lekko się do nas uśmiechnął.- A o co chodzi?
   - Ktoś włamał się do domu- oznajmiłam, a nastepnie zerknęłam na Marcina, który przyglądał się z zaciekawieniem, naszej angielskiej rozmowie.
   - No co ty- chłopak podniósł się do pozycji siedzącej.
   - Przypilnujesz go?- wskazałam na brata.- Muszę popatrzeć, czy nic nie zginęło- powiedziałam, a Niall tylko kiwnął głową.- Marcin poczekaj tu z Niallem, ja zaraz wrócę- popchnęłam brata w kierunku Horana i wyszłam z pokoju i ponownie zeszłam na dół.
   Chwyciłam za wałek do ciasta, który w razie potrzeby miał mnie obronić przed złodziejem, po czym zaczęłam starannie sprawdzać, czy nic nie zginęło. To dziwne, bo wszystko leżało na swoim miejscu, oprócz jednego największego noża, którego schowałam wczoraj do jednej z szuflad, znajdujących się w kuchni. Weszłam do salonu, w którym też ujrzałam kilka śladów, które prowadziły do starej, od lat kurzącej się szafy. Mocniej chwyciłam swoją "broń" i szybkim ruchem otworzyłam drzwiczki mebla.
   - Pojebało cię idioto?! Co ty tu robisz?! Nie masz prawa przebywać w tym domu!- zaczęłam wrzeszczeć na Malika, który to schował się we wnętrzu dębowej szafy.
   - Nie chcę żyć bez ciebie, bo to ty jesteś całym moim życiem- powoli wyszedł z wnętrza szafy i stanął przede mną.
   - Zrozum, ja nie chcę mieć z tobą nic wspólnego- warknęłam na niego.
   - Ale ja chcę mieć z tobą- oświadczył i wyjął z kieszeni srebrny nóż, który to zginął z szuflady.
   - Co ty wyprawiasz, odłóż to, bo sobie zrobisz krzywdę- podniosłam, wkurzony głos.
   - Wybaczysz mi, czy nie?
   - A co jeśli nie?- spytałam poważnym tonem, wpatrując się w jego wystraszone, brązowe tęczówki.
   - Nie chce mi się, żyć bez ciebie. To ty nadajesz każdemu dniu kolorów. Powiesz nie, zrozumiem to i dam ci pięć sekund, żebyś mogła wyjść, po czym wbiję sobie nóż w brzuch- oświadczył, a ja wytrzeszczyłam oczy.
   - Żartujesz sobie, prawda? Chcesz mnie tylko zaszantażować, żebym do ciebie wróciła- skomentowałam.
   - Czyżby- prychnął, po czym podwinął sobie rękaw bluzy i przyłożył ostrze do ręki, a następnie powoli zaczął robić sobie ranę od nadgarstka w górę. W jednej chwili na podłogę zaczęła spływać jego ognisto czerwona krew, mimo to zacisnął zęby i nie odrywając noża pogłębiał sobie cięcie. Zamurowało mnie, a raczej zszokowało to co widziałam, w głębi krzyczałam: "Przestań", a tak na prawdę nie mogłam z siebie wydusić nawet pojedynczego, najkrótszego słowa. W pewnym momencie moje ciało zaczęło dygotać, a dłoń wystrzeliła w stronę noża, i zręcznie go wyrwała z dłoni Zayna.
   Kiedy staliśmy tak z Zaynem wpatrując, się bez słowa w siebie do salonu wszedł Niall i Marcin, z czego ten pierwszy szybko do nas podbiegł, zdjął koszulkę, którą owinął krwawiącą rękę Zayna.
   - Co wy do cholery wyprawiacie?- krzyknął na nas, a z mojego oka niespodziewanie popłynęła samotna łza, którą szybko starłam.
   - Tak sobie rozmawiamy- powiedział Zayn, jakby nigdy nic.
   - No właśnie widzę. Z ciebie sączy się krew, Lila w ręku trzyma jakiś tasak, ale nie no wy tylko rozmawiacie- odparł Niall.
   - Wiesz, że to bolało w jaki sposób ze mną zerwałeś i to jeszcze z takiego powodu- przełknąwszy ślinę w końcu zabrałam głos.- Może i powinnam ci powiedzieć, gdzie byliśmy, ale ty i tak powinieneś mi ufać, na tym polega związek...
   - Poniosło mnie tamtego dnia. Zrozum wiesz jak ja się czuję, gdy muszę patrzeć jak dobrze dogadujesz się z Niallem, ile czasu razem spędzacie i to jaka dla niego jesteś. Też chciałbym, żebyś była taka dla mnie, a nie arogancka i wredna- odparł Malik przenosząc wzrok to ze mnie na Nialla i z powrotem.
   - Jestem dla niego taka jak dla Marcina...
   - Kto to jest Marcin? Kolejny najlepszy przyjaciel?- nie dał mi dokończyć.
   - Nie przerywaj mi! To jest Marcin- pokazałam palcem na stojącego w progu brata.
   - To co zgoda?- Zayn zmienił, ton na milszy.
   - Możemy zostać znajomymi- oświadczyłam, po czym odwróciłam się do niego plecami i zdruzgotana wyszłam z salonu, ciągnąc za sobą Marcina.
   - Kto to był?- spytał chłopiec, jednocześnie siadając na krześle w kuchni, w której to się akurat znajdowaliśmy.
   - Zayn, mój kolega- odpowiedziałam krótko i usiadłam na przeciw niego.
   - Mogę zostać tu na kilka dni?- niespodziewanie do kuchni wszedł Zayn, z jego prawej ręki wciąż sączyła się krew, która już zupełnie zaplamiła jasną koszulkę Horana.
   - Dwie ulice stąd jest hotel- zasugerowałam, nie odrywając wzroku od jego ręki.
   - Nie przyleciałem tu taki kawał drogi, żeby spać w hotelu.
   - Skoro ta spoko, możesz spać na kanapie- odparłam spokojnym głosem i zabrałam się za przyrządzanie szybkiego śniadania dla naszej czwórki.
   Ja się nie odzywałam, Marcin się nie odzywał, Zayn również, po prostu zapanowała niezręczna cisza, którą przerwał radosny Niall.
   - Żarełko czuję!- niemalże wykrzyczał to z siebie.- Co z was takie ponuraki? Pogodziliście się i wszystko jest okay- dodał uważnie na  nas patrząc.- A właśnie, stary jakby co, to nie chcę tej koszulki z powrotem- wskazał na zabarwiony T-shirt.
   - Jasne- wyburczał Zayn i zajrzał mi przez ramię co takiego smażę.- Co to?
   - Jajecznica- odpowiedziałam i cisnęłam prosto w jego twarz odrobiną jajek.
   - Osz ty- warknął Zayn i chwycił za łyżkę, którą nabrał trochę jajecznicy i skierował ją na mnie, jednak ja szybko zrobiłam unik, a jajka trafiły prosto w Nialla.
   - Bitwa na żarcie?- spytał blondyn zjadając ze swojej bluzki, to czym został ugodzony.
   - Tak!- krzyknęłam i nabrałam sporą ilość żółtej amunicji z patelni, którą wycelowałam w Nialla.
   - Ja się nie bawię, to tylko marnotrawstwo pysznego jedzenia- odpowiedział blondyn, a następnie szybko nałożył sobie trochę jajecznicy na talerz, sięgnął po widelec i usiadł do stołu.
   - Lila- poczułam jak Zayn stuka mnie w ramię, więc odruchowo się odwróciłam i zarobiłam dużą ilością smażonych jajek prosto w twarz.
   - Ty gnojku. A wiesz z czym jajecznica jest najlepsza?- spytałam cicho, a Zayn z zaciekawieniem spojrzał mi prosto w oczy, na co ja zwinnie otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej pojemnik.- Z keczupem- krzyknęłam i jednym ruchem otworzyłam wieczko i wylałam połowę zawartości na włosy Zayna.
   Ta nasza wojna trwała jeszcze przez kilka dobrych minut, a na ziemi można było znaleźć resztki jajecznicy, makaronu, masła, plamy od keczupu i musztardy oraz kałuże mleka. A my sami wyglądaliśmy obłędnie, jak zawartość najobrzydliwszej kanapki na świecie.
   - Idę pod prysznic- oznajmiłam w pewnym momencie.- Niall możesz zrobić Marcinowi płatki? Tylko proszę nie zjedz wszystkiego- skierowałam się z prośbą do Nialla, który niechętnie kiwnął głową i zaczął szukać po szafkach płatków kukurydzianych.
   - Gdzie idziesz?- gdy wychodziłam z kuchni, mój młodszy brat mocno chwycił mnie za rękę.
   - Idę się umyć, Niall ci zrobi śniadanie- oznajmiłam, ale mimo to młody wciąż nie miał zamiaru puścić mojej dłoni.
   - Ja się ich boję- wyszeptał z przerażeniem w błękitnych oczach.
   - Spokojnie, nie zrobią ci krzywdy, a nawet jeśli, to będziemy mieć dwa pogrzeby na głowie- powiedziałam i wreszcie wyszłam z pomieszczenia.
   Zanim weszłam do łazienki, musiałam wziąć jeszcze kilka rzeczy na przebranie ze swojej sypialni. W związku, że było ciepło postawiłam na swoją ulubioną sukienkę moro. Prysznic był niesamowicie przyjemny i orzeźwiający.
   Gdy wyszłam z łazienki drzwiami, które prowadziły wprost do mojego pokoju, natknęłam się na Zayna, który siedział na łóżku należącym do mnie. Po raz kolejny tego dnia poczułam jak serce mi przyśpiesza, a cała robię się gorąca. Bo w głębi duszy nie przestałam go kochać, tylko tak na prawdę nie wiem jak przeżyłabym kolejną kłótnię, kolejne rozczarowanie z jego powodu.
   - Plamisz mi łóżko- warknęłam na niego, gdy spostrzegłam, że jego ręka opiera się o moją świeżo wypraną pościel, zostawiając na niej czerwony ślad.
   - Przepraszam- gwałtownym ruchem uniósł rękę do góry, a po kilku sekundach wstał z materaca.- Moje usta kazały powiedzieć twoim, że bardzo za nimi tęsknią- słodko się do mnie uśmiechnął, po czym przegryzł wargę i zrobił kilka kroków w moim kierunku.
   - Podpiszemy umowę- wpadłam na pewien pomysł, który wydał mi się słuszny.
   - Nie rozumiem.
   - Masz kartkę- podałam mu kawałek papieru z drukarki.- Napisz tam czego oczekujesz ode mnie, a ja napiszę czego oczekuję od ciebie i na końcu to podpiszemy- wyjaśniłam, a gdy Zayn się zgodził zabrałam się za pisanie.
   Ostatecznie nasze "regulaminy wyglądały w następujący sposób":
   MÓJ DLA ZAYNA:
   "1. Będę ufał mojej dziewczynie!
    2. Nigdy z nikim nie zerwę przez SMS-a!
    3. Będę wyrozumiały!
    4. Nie będę podejrzliwy!
    5. Nie będę zachowywał się jak skończony palant!
    6. Zaakceptuję przyjaźń mojej dziewczyny z Niallem Horanem!!"
 
   ZAYNA DLA MNIE:
   "1. Nie okłamię więcej Zayna.
    2. Nie będę dla niego chamska.
    3. Nie będę sypiać z innymi chłopakami w łóżku (w tym z Niallem).
    4. Nie będę wyzywać Zayna od skończonych dupków.
    5. Nie będę żartować sobie z Zayna."

   Po postawieniu ostatniego wykrzyknika podałam kartkę Zanowi, którą to chłopak zaczął czytać.
   - Napisałaś tu "mojej dziewczyny", ale my przecież nie jesteśmy parą- skomentował Zayn.
   - No skoro nie chcesz, to nie- odpowiedziałam i również zaczęłam czytać to co napisał Malik, mimo że szło mi to z trudem, bo pisał jakoś tak nieczytelnie.
   - Chce!- chwycił za pierwszy lepszy długopis i podpisał się u dołu strony, a ja kończyłam doczytywać swoją.
   Skreśliłam zdanie przy numerze trzecim i również złożyłam podpis na kartce.
   - To jak przypieczętujemy to buziakiem?- zasugerował Zayn, jednocześnie poruszając brwiami, wtedy też zobaczyłam, że zrobił się jakiś blady. Uśmiechnęłam się lekko i musnęłam jego usta, co sprawiło, że Zayn padł na podłogę.
   - Co ty odwalasz Malik?!- szturchnęłam go w ramię, ale on ani drgnął. Przeniosłam wzrok na jego poranioną rękę, z której jeszcze wypływała krew, a dostrzegłam to, ponieważ przesączona koszulka Nialla zaczynała się zsuwać.
   - Pogotowie?- szybko wykręciłam numer alarmowy i po kilku sygnałach dodzwoniłam się na pogotowie ratunkowe. Szybko podałam co się stało i gdzie jestem.- Pośpieszcie się!- warknęłam na koniec i się rozłączyłam, a następnie odrzuciłam gdzieś na bok swój telefon.
   Odwinęłam delikatnie rękę Zayna z koszulki, a ranę przykryłam gazą, którą znalazłam w łazienkowej szafki. Przydał się też bandaż, który również był w domowej apteczce. 
   - Jak robisz sobie głupie żarty, to ci obiecuję, że pożałujesz!- szepnęłam podczas owijania jego ręki bandażem. Zayn ani nie drgnął, jedynym plusem było to, że oddychał. W jednej chwili zrobiłam się strasznie nerwowa, natomiast moje dłonie zrobiły się czerwone.
   Gdy usłyszałam jak karetka podjeżdża pod mój dom szybko zbiegłam na dół i popędziłam prosto do frontowych drzwi, które gwałtownie otworzyłam.
   - Co się dzieje- usłyszałam to samo pytanie, w tym samym momencie, w dwóch różnych językach, od stojącego za moimi plecami Nialla i stojącego naprzeciw mnie ratownika medycznego.
   - Zayn, stracił przytomność- powiedziałam pierw po angielsku.- Mój chłopka jest nieprzytomny i krwawi- skierowałam się do kolesia z wielką apteczką w dłoni.
   - Zaprowadź mnie do niego- oznajmił mężczyzna, a ja pociągnęłam go za sobą wprost na pierwsze piętro, a później do mojego pokoju. Zayn leżał w tym samym miejscu, a amatorski opatrunek, który mu zrobiłam zaczął zabarwiać się na czerwono.- Jak to się stało?- spytał ratownik, który przyklęknął przy Maliku i zaczął badać mu puls i oddech.
   - Zaciął się, od jakiegoś czasu krwawił z tej ręki, a kilka minut temu zrobił się blady jak ściana i zemdlał- wyjaśniłam, a koleś zawołał z okna swojego kolegę, który miał zabrać ze sobą nosze.
   - Musimy go zabrać do szpitala, to dla niego niebezpieczne- powiedział, a gdy przyszedł jego pomocnik, zaczęli pakować Zayna na nosze.
   - A jeszcze coś, nikt nie może go zobaczyć w szpitalu.
   - Dlaczego?
   - Jest dosyć sławnym, angielskim piosenkarzem i lepiej żeby nikt się nie dowiedział o tym wypadku, a w szczególności media. Zresztą, mogę jechać z wami?- szepnęłam.
   - Nie mamy czau- odpowiedzieli, po czym podnieśli Zayna i zaczęli z nim iść w stronę wyjścia, a po minucie już ich nie było.
   - Co mu zrobiłaś?- spytał zdziwiony Niall.- Znowu się kłóciliście?
   - Pocałowałam go- wyjąkałam cicho.- Marcin ubieraj buty jedziemy do szpitala- zwróciłam się do brata, który właśnie kończył jeść płatki.
   - Dobra- wstał z krzesła i zaczął wciągać na nogi adidasy.
   - Niall jedziemy do szpitala- zaczynało mnie to wkurzać, że musiałam co chwilę powtarzać to samo w dwóch językach.
   Dosyć sprawnie się zebraliśmy, że po chwili pędziliśmy w kierunku przystanku autobusowego.
___________________________________________________________
Mam wam dużo do przekazania, więc przeczytajcie, a na ten dopisek, tzn. na wszystko nie dotyczące rozdziału, odpowiadajcie na asku, a nie w komentarzach, lub pytajcie o to co tam chcecie. Ask http://ask.fm/GobyPlane
1.Jest dłuższy, ale nie taki jak chciałam, bo w sumie nie było 50 komentarzy po 3 linijki. Mam nadzieję, że wam się spodoba, mimo że jest nieco pogmatwany. Może dla niektórych mało realistyczny, ale właśnie takiego miałam go w głowie.
2. Dziękuję za ~ 44 tys. wyświetleń, za 57 komentarzy pod poprzednim rozdziałem i za 1619 komentarzy w sumie na blogu. Jesteście wielcy i kochani <3
3.Wciąż zastanawiam się nad tą książką, a moja mama uważa, że to głupi pomysł, żebym ją miała sprzedawać, bo przecież nie jestem tak dobra, żeby pisać książki, za które ktoś ma zapłacić :) W sumie ja też się boję, że część z was ją kupi, a potem będzie tego żałować :)
4. Za 2 dni mam ferie ( w końcu) No i w pierwszym tygodniu będę miała dużo czasu na rozdiały, co jednak nie oznacza, że będą one codziennie, bo nie będą. Natomiast od soboty 16.02 do soboty 23.02 nie będzie ani jednego rozdziału bo wyjeżdżam i nie będę tam miała dostępu do Internetu :(
5. Mam nadzieję, że ci, którym podoba się to opowiadanie zostawią tu dłuugi komentarz.
6. strona na fb -https://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie
7. Jak ktoś chce mogę go powiadamiać o nowych rozdziałach na gg, wystarczy napisać na mój numer- 45105756
No to chyba wszystko przypominam o asku
http://ask.fm/GobyPlane
Pozdrawiam i miłego komentowania. Kocham was <3 xxx

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 38

   - Marcin!- biegałam nerwowa po całym Zoo i wołałam swojego zagubionego brata.- Widzieliście małego chłopca, w czerwonej czapce z daszkiem i koszulce w paski?- zaczepiłam przypadkowych przechodniów, jednak ci tylko pokręcili głowami i odeszli.- Gdzie on jest?- szepnęłam sama do siebie i obróciłam się kilka razy wokół własnej osi.- Zaraz, niedźwiedzie- przypomniało mi się, że właśnie o nich mówił, gdy wychodziliśmy z domu.- Ej koleś- zwróciłam się do mężczyzny, pracującego w ogrodzie zoologicznym.- Gdzie są niedźwiedzie?- spytałam, gdy ten zwrócił na mnie uwagę.
   - Co?- odparł, rozkojarzonym głosem.
   - Gdzie są niedźwiedzie, mam to przeliterować?- powiedziałam wkurzonym głosem.
   - Do końca i na rozwidleniu w prawo- wskazał alejkę prawą dłonią.
   - Spoko- wyjąkałam i popędziłam w owym kierunku.- Jezus, Maria co ty tam robisz?!- wytrzeszczyłam oczy, gdy dostrzegłam Marcina za ogrodzeniem dla niedźwiedzi.
   - Cześć Lilka, czapka mi tam wpadła- pokazał palcem na czerwony przedmiot na ziemi.
   - Zostaw tę czapkę i szybko stamtąd wyłaź!- podniosłam na niego głos i podbiegłam do płotu.
   - Ale to jest moja ulubiona czapka- wyjaśnił.
   - Jak te zwierzęta cię dopadną, to ty zapewne będziesz ich ulubionym deserem- pogroziłam mu, co poskutkowało, chłopka szybko zawrócił, podbiegł do bramy i spokojnie ją sobie otworzył i wyszedł- Wracamy do domu!- warknęłam i pociągnęłam go za chudą rękę w stronę wyjścia.
   - No, a co z moją czapką?
   - Kupię ci nową w drodze do domu i zahaczymy jeszcze o KFC. Co ty na to?- zaproponowałam.
   - Moglibyście pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu wejść do zagrodzeń, bo jeszcze trochę i będziecie wyciągać ludzi z wnętrz zwierząt- powiedziałam do kobiety, która do marynarki miała przypiętą tabliczkę z napisem "menager".
   - Nie bardzo rozumiem o co pani chodzi- wyjawiła kobieta, a jej twarz przybrała zdziwiony wyraz.
   - Domyśl się- warknęłam na nią i wyszłam za bramę Zoo.
   - Czemu mówisz do wszystkich jak do swoich koleżanek, albo kolegów?- spytał Marcin, kiedy szliśmy chodnikiem w stronę najbliższego centrum handlowego, a chłopak ani na chwilę nie puszczał mojej ręki.
   - Tak mi wygodniej- odparłam.- Pamiętaj, że musimy jeszcze odwiedzić supermarket- zmieniłam temat, gdy dochodziliśmy do Galerii.
   - Po co? Mamy płatki i mleko.
   - Nie wszyscy żyją samymi płatkami z mlekiem. A ja muszę przygotować coś zaje... to znaczy smacznego dla naszego gościa- oznajmiłam.
   - To on tak dużo je?
   - Oj zdecydowanie, za dużo.
   - A zmieści się w naszych drzwiach?
   - No zobaczymy- ledwo powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem.
   - No, a jeśli...-zaczął.
   - Koniec zadawania pytań, jutro go zobaczysz, o ile zmieści się w drzwiach- zachichotałam i podeszłam do szklanych drzwi, które po chwili się przede mną otworzyły.
   Ze wszystkim uwinęliśmy się naprawdę szybko. Marcin bez zastanowienia zdecydował się na pierwszą lepszą czapkę, a jedzenie w KFC bardzo szybko w siebie wciągnęliśmy, bo tak potwornie chciało nam się jeść. Zakupy też zrobiłam sprawnie, że już po czwartej staliśmy na przystanku i wytrwale czekaliśmy na spóźniający się autobus miejski.
   - A czemu kupiłaś piwo? Ono jest przecież tylko dla rodziców- odparł Marcin, gdy ja kasowałam dla nas bilety.
   - Bo ludzie, którzy moją dowód, mogą pić piwo, nie tylko rodzice- wyjaśniłam, najprościej jak tylko potrafiłam.
   - A co to jest dowód?- spytał, a ja sięgnęłam do torebki i wyjęłam z niej swój dowód osobisty i podałam bratu.
   - Czemu tu masz takie inne włosy? Wylała się na ciebie czerwona farbka?- skomentował zdjęcie, a ja szybko zaczęłam sobie układać trafną odpowiedź w głowie.
   - Chciałam zobaczyć jak będę wyglądać w takich włosach, więc je sobie przefarbowałam- odpowiedziałam.
   - A to ja jak chcę zobaczyć jak bym wyglądał w niebieskich, to też mogę się przefarbować?- uniósł ciekawski wzrok na mnie.
   - Nie!- szybko zaprzeczyłam.
   - Czemu?
   - Bo chłopcy nie farbują włosów.
   - A tamten pan ma zielone, a ludzie nie rodzą się z zielonymi włosami- pech chciał, że kilka miejsc przed nami siedział koleś z przefarbowaną fryzurą.
   - I co podoba ci się jak on wygląda?
   - No nie.
   - No widzisz, dlatego chłopcy się nie powinni farbować. Koniec gadania wychodzimy- pociągnęłam go za sobą, gdy pojazd zatrzymał się na naszym przystanku.
   - Fajnie dzisiaj było wiesz- westchnął Marcin, gdy dochodziliśmy już do naszego domu.
   - Cieszę się...- nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo zadzwonił mój telefon, a dokładniej mama.- No?- powiedziałam do słuchawki.
   - Jesteście w domu z Marcinem?- usłyszałam jej jakiś taki radosny głosik.
   - Nie, ale właśnie wracamy.
   - Posłuchaj, możesz się zająć Marcinem, bo my z tatą zostaniemy kilka dni nad jeziorem, żeby świętować rocznicę ślubu- dodała, a w tle usłyszałam jakąś smętną piosenkę, którą musiał puścić ojciec, który gustuje właśnie w jakiej muzyce.
   - Spoko- szepnęłam i się rozłączyłam.- Mamy wolną chatę do poniedziałku- oznajmiłam Marcinowi.
   - A co z mamą i tatą?
   - Pojechali na wakacje- uśmiechnęłam się i zaczęłam otwierać drzwi od domu, przed którym staliśmy.
   - To pójdziemy do kina?- zaproponował, podskakując.
   - Dzisiaj już nie, możesz sobie obejrzeć jakiś film w domu, na telewizorze- zaproponowałam, a chłopiec skorzystał i zaraz jak tylko zdjął buty popędził do salonu i włączył sobie jakieś bajki, a ja odniosłam zakupy do kuchni i dołączyłam do Marcina.
   - Co to za bajka?- spytałam, po tym jak opadłam na rogową kanapę.
   - Pingwiny z Madagaskaru- odpowiedział wpatrzony w ekran, widać było, że to jego ulubiona bajka, bo nie można było go odciągnąć od tego.
   - Idę zapalić- powiedziałam w pewnym momencie i podniosłam się do pionu.
   - Ale co ty chcesz zapalić? Tylko nie moje zabawki- w jego oczach malowało się pewnego stopnia przerażenie.
   - Spoko, twoje zabawki są bezpieczne- uśmiechnęłam się i wyszłam pierw z pokoju, a później przed dom.
   Usiadłam na nagrzanych schodach, wyjęłam papierosy i fioletową zapalniczkę. Spalałam fajkę i szczerzyłam się sama do siebie na fakt, że za kilka godzin przyjedzie Niall.
   Kiedy wróciłam z powrotem do salonu mały już spał przed migającym telewizorem. Zerknęłam szybko na zegarek, akurat dochodziła dwudziesta, a na dworze zaczęło się ściemniać.
   - Jak mi coś przeskoczy w plecach, będziesz mi załatwiać masażystę- szepnęłam cicho w jego kierunku, po czym powoli podniosłam go z sofy i zaniosłam wprost do jego królestwa pełnego zabawkowych samochodów i plakatów z różnymi postaciami z bajek. Położyłam Marcina w jego łóżku w kształcie wyścigówki i po cichu wyszłam z pokoju, gasząc za sobą światło.
   - Czas zabrać się za kolację dla głodomora- zaczynało już mnie to przerażać, że gadam sama do siebie, jak jakaś psychicznie chora osoba.
   Zrobiłam coś łatwego, żeby się nie natrudzić, ale żeby było smaczne, czyli po prostu najzwyklejsze w świecie spaghetti. Co z tego, że rozgotowałam makaron, że sos był ze słoiczka i że mięso spadło mi na podłogę, ważne że Niall o tym nie wie.
   Dwudziesta pierwsza, kolacja zaczyna stygnąć, ja zaczynam przysypiać, a Nialla nie ma. Utrzymujące mnie przy trzeźwości fajki się skończyły, oczy powoli zaczynają opadać, a jego nie ma. Siedząc na kanapie włączyłam sobie jakiś film, który okazał się dnem totalnym. Co kilka minut sprawdzałam telefon, czy nie ma na nim jakiś SMS-ów, nie, nie było.
   Kiedy przysypiałam wreszcie zadzwonił dzwonek, zerwałam się z rogówki  jak oparzona i po kilku sekundach otwierałam już drzwi od domu.
   - Łał Niall...- zareagowałam na ogromy bukiet kwiatów, który blondyn trzymał na wysokości twarzy.
   - Wróć do mnie- to nie był głos Horana, tylko kogoś, kogo nie miałam ochoty tu oglądać. Wzięłam bukiet i ujrzałam w całej okazałości twarz Malika.
   - Odpiszę ci w SMS-ie co ja na to- warknęłam i trzasnęłam przed jego nosem drzwiami frontowymi, które szybko zamknęłam na klucz. Wyciągnęłam telefon i wściekła wysłałam do Zayna wiadomość o treści:"NIE!".
   Pognałam na piętro i wyszłam na balkon, po czym zerknęłam w dół i zrzuciłam jedną różę.
   - Lila proszę wybacz mi- zerknął na mnie.
   - Nie- spuściłam na dół kolejną różę.
   - Wpuść mnie chociaż, chcę porozmawiać- krzyknął, a ja pokiwałam przecząco głową i zrzuciłam kolejnego kwiata.
   - Nigdzie nie pójdę, dopóki mi nie wybaczysz- warknął i usiadł na schodach.
   - Możesz pojechać- zachichotałam i wyjęłam z kieszeni telefon.- Policja, tak jakiś koleś siedzi mi pod drzwiami, to chyba jakiś bezdomny. Możecie się nim zająć?- podałam im adres i się rozłączyłam.
   Do czasu przyjazdu radiowozu siedziałam na balkonie i pisałam SMS-a do Nialla, a co do Malika zupełnie nie zwracałam uwagi na jego krzyki.
   - Pójdzie pan z nami- powiedział policjant, który przed chwilą podjechał pod mój dom.
   - Zayn!- krzyknęłam do niego, a ten uradowany uniósł na mnie wzrok.- Zapomniałeś zielska- dodałam i cisnęłam w niego pozostałymi kwiatami.
   Kiedy samochód z Zaynem odjechał w kierunku posterunku, ja w końcu mogłam zadzwonić do blondyna.
   - Halo?- wydukał jakimś takim wkurzonym głosem.
   - Hej, kiedy będziesz?- szepnęłam do niego, po cym schowałam się do domu.
   - Za kilka minut, miałem pewien problem, Zayn zamknął mnie w kiblu na lotnisku. A właśnie Zayn przyleciał.
   - Tak wiem, ale spokojnie jest w dobrych rękach- zachichotałam.- Pośpiesz się.
   - Chyba już dojeżdżam- oświadczył, a ja dostrzegłam taksówkę, która właśnie skręciła w moją ulicę.
   Rozłączyłam się i radosna zbiegłam na dół, otworzyłam drzwi i stanęłam na schodach. Pół minuty później biała taksówka zatrzymała się przede mną, a z niej wygramolił się znajomy blondas. Chłopak szybko wyciągnął swoją walizkę z bagażnika i zaczął iść w moim kierunku, natomiast samochód odjechał z piskiem opon.
   - Hej- powiedziałam i mocno go do siebie przytuliłam.
   - Rozsypałaś róże na mój przyjazd, kochana jesteś- uśmiechnął się i rozejrzał dookoła.
   - To Malik je rozsypał, nie w sumie to ja na niego, ale mniejsza o to.
   - Zayn tu był?
   - Mam spaghetti- zmieniłam temat i weszłam do domu.
   - Podwójną porcję proszę- Niall wszedł zaraz za mną i o dziwo zmieścił się w drzwiach, po czym oboje weszliśmy do kuchni, w której unosił się aromat kolacji.
______________________________________________________________
    Powinnam się uczyć na poprawę sprawdzianu, ale co miałam wenę i musiałam to napisać :) Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Dziękuję za poprzednie komentarze, szkoda, że nie było 100, wiec też nie ma dłuuuugiego rozdziału :P A co do tych 100, to nie chcę was szantażować, ale mam taką ochotę ;p A więc zmniejszam stawkę. Taki bardzo długi rozdział wstawię jeśli będzie 50 komentarzy, warunek prosty, każdy musi mieć co najmniej 3 linijki i różne słowa, a nie 50 razy bigos :) Wiem, że dacie radę, a jeśli wam zależy to już w ogóle :) Mile widziane też dłuższe komentarze :)

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 37

   - Wstawaj śpiochu! Idziemy do zoo!- pierw usłyszałam wrzask, a później coś na mnie wskoczyło, a gdy otworzyłam oczy ujrzałam skaczącego po moim łóżku Marcina. Jego twarz była cała umazana czekoladą, nie brakowało na niej też szerokiego uśmiechu.
   - Złaź ze mnie- warknęłam i zepchnęłam go z materaca, wprost na podłogę.
   - Mieliśmy iść do zoo nie pamiętasz?
   - Ale nie o ósmej rano.
   - No, ale jest już po dwunastej- oznajmił, a ja wyciągnęłam rękę po leżący na ziemi telefon.
   - No co ty pieprzysz- szepnęłam i spojrzałam na ekran. Faktycznie był już kwadrans po dwunastej w południe, a ja jeszcze leżałam w łóżku, pod kołdrą.
   - Ja nic nie pieprze, nie lubię pieprzu, on jest ble- wyjaśnił z poważnym wyrazem na twarzy, a ja wywróciłam oczami i wygramoliłam się z łóżka.- A jeszcze coś. Bo byłem tu szybciej i dzwonił twój telefon i tam sie wyświetliło jakiś Zejn i ja odebrałem, ale on mówił po chińsku i nic nie zrozumiałem...
   - Co ty powiedziałeś?!- podniosłam głos.- Odebrałeś mój telefon?! Jakim prawem w ogóle go dotykasz?- zdenerwowałam się na niego.
   - Ale ja nie chciałem zrobić nic złego- do jego błękitnych oczu zaczęły napływać łzy.
   - Dobra teraz sio, chcę się ubrać- powiedziałam, a chłopiec z opuszczoną głową wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drewniane drzwi.
   Wyciągnęłam z szafy ukochane krótkie szorty z ćwiekami na kieszeniach i do tego zwykły biały top. Chwyciłam jeszcze bieliznę, kosmetyczkę i żwawym krokiem ruszyłam wprost do toalety, która znajdowała się na końcu wąskiego korytarza. Szybko się odświeżyłam, ubrałam i zrobiłam makijaż, podkreślając w szczególności oczy, czarną kredką i granatowym cieniem do powiek. Uśmiechnęłam się do lustra i wyszłam z łazienki.
   - Zrobiłem ci płatki- oznajmił Marcin, gdy zeszłam na dół, do kuchni, gdzie na stole czekała na mnie miska z płatkami kukurydzianymi i sok pomarańczowy.
   - Spoko- odburknęłam i usiadłam na krześle, po czym chwyciłam za łyżkę.
   - U nas w przedszkolu mówi się dziękuje, a nie spoko- wyjęczał pod nosem i usiadł naprzeciw mnie.
   - Takie słowa mówią tylko mięczaki, prawdziwy człowiek nigdy nie dziękuje- oznajmiłam i zabrałam się za śniadanie.- Śmigaj myć zęby, bo nie będę na ciebie czekać- powiedziałam, a on szybko popędził na górę do łazienki, a ja dokończyłam płatki.
   Po piętnastu minutach zamykałam dom na klucz, a Marcin cały czas nawijał jaki to jest podekscytowany, że zobaczy małe żyrafy i niedźwiedzie, o których mówili kilka dni temu w telewizji. Chwilę później już jechaliśmy miejskim autobusem w kierunku zoo. czułam na sobie wzrok dwóch dziewczyn siedzących obok nas.
   - Ej to jest ona... Może jest też Zayn...- podsłuchałam ich rozmowy i się odwróciłam w ich kierunku.
   - Ja osobiście myślę, że Zayn został w Stanach- oznajmiłam, a dziewczyny zrobiły wielkie oczy.- Jak coś chcecie wystarczy się spytać, a nie później plotki puszczacie.
   - Zerwałaś z Zaynem- spytała, niepewnym głosem blondynka.
   - Nie- odpowiedziałam bez chwili namysłu.- On zerwał ze mną.
   - Czemu?- zadała kolejne pytanie, ta druga.
   - Marcin to nasz przystanek- pociągnęłam brata za rękaw wprost do szklanych drzwi, które akurat się przed nami otworzyły.
   - To były twoje koleżanki?
   - Nie znam ich.
   - A mama mówi, że nie można rozmawiać z nieznajomymi- oświadczył, a ja się delikatnie uśmiechnęłam.
   - Ja mogę trochę więcej niż inni...- powiedziałam i podeszłam do kas, w których kupiłam dwa biletów wstępu. Po przekroczeniu bramy zoo, maluchowi zaczęło odwalać, a mój telefon niespodziewanie zadzwonił.
   - Cześć brzydalu- powiedziałam do słuchawki.
   - Nie jestem brzydki- odpowiedział Niall, bo to właśnie on dzwonił.
   - Marcin masz się mnie trzymać- krzyknęłam do brata, który dość dosłownie potraktował moje słowa i złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć.- Co tam?- wróciłam do rozmowy z Horanem.
   - Wracamy do Londynu, właśnie jesteśmy na odprawie, to znaczy chłopaki wracają do Londynu...- nie dałam mu skończyć.
   - Boże, przyjeżdżasz do mnie, do Polski?!- wykrzyczałam do telefonu, a Niall to potwierdził.
   - Zayn leci też do Londynu, ale podsłuchałem jak rozmawiał o tobie z Paulem, kilka minut temu- dodał po chwili.
   - Nie obchodzi mnie Zayn- odburknęłam.
   - Dobra, mniejsza o to. Podasz mi adres twojego domu?
   - Wyślę ci SMS-a. Koniecznie zadzwoń jak będziesz na lotnisku- oświadczyłam z szerokim uśmiechem na twarzy.
   - Zadzwonię. Dobra muszę kończyć. Do zobaczenia- powiedział i się rozłączył. Szybko napisałam wiadomość do blondyna z moim adresem i zaczęłam podziwiać zwierzęta, przy których akurat się zatrzymaliśmy.
   - Kto dzwonił?- spytał Marcin, po tym jak uniósł wzrok na mnie.
   - Gość, który dzisiaj do nas przyjedzie. Możesz go kojarzyć, bo był u nas jak babcia umarła- oświadczyłam.
   - Ten ciemny?
   - Nie, ten milszy- odpowiedziałam i przeniosłam wzrok na słonie, przy których akurat staliśmy.
   - A on też mówi po chińsku?- wyjąkał.
   - Tak, ale będę ci tłumaczyć, jak nie będziesz rozumiał- oświadczyłam.- Dobra idziemy dalej.
   Zoo w Warszawie było o wiele słabsze niż to, które odwiedziłam w Londynie jakiś czas temu. Gdy staliśmy przy zagrodzeniu dla fok, niespodziewanie podbiegło do nas z dziesięć piszczących dziewczyn.
   - Jest tu Zayn?- krzyknęła mi prosto do ucha.
   - A widzisz tego gnoja gdzieś tu, bo ja nie. Czemu kojarzycie mnie z nim, a nie z nikim. Jestem zwykła, ja nie znam was, wy mnie, wiec nie mamy o czym ze sobą rozmawiać- oznajmiłam chamskim, idealnie pasującym do mnie głosem.
   - Wredna jesteś- skomentowała ta z burzą loków na głowie.
   - Tak wiem i bardzo dobrze mi z tym- prychnęłam i odwróciłam się do nich plecami.- Marcin idziemy- zawołałam brata, ale go nie było.- Marcin!- krzyknęłam i zaczęłam się nerwowo rozglądać wokół własnej osi, ale nie było po nim ani śladów.
__________________________________________________________________
Kolejny postaram sie wrzucić jak będzie dużo, DŁUGICH komentarzy. Pamiętajcie, że jak dobijecie do 100 komentarzy pod którymś z postów rozdział będzie dwa razy dłuższy. Chyba wart spiąć tyłek i zostawić po sobie komentarz, a te długie pomagają mi na moja wenę tak ostatnio zobaczyłam, ze jak przeczytam kilka takich dłuuugich komentarzy to mam ochotę dla was pisać :)
Piszcie na aska z każdym pytaniem http://ask.fm/GobyPlane xxx Kocham was wiecie, jesteście takimi moimi osobistymi fanami, o których zawsze marzyłam. :) <3 xx