Translate

środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 36

   Obudziłam się, gdy na zewnątrz zaczynało robić się ciemnawo, a w pierwszym momencie nie wiedziałam, gdzie ja w ogóle jestem. Dopiero mój brat, który wtargnął do mojego pokoju nieco mnie otrzeźwił.
   - Lila!- krzyknął i się na mnie rzucił.
   - Siema- odparłam krótko i poklepałam go po plecach.
   - Muszę ci coś pokazać. W internecie jest pełno twoich zdjęć. Jesteś sławna- zaczął gadać jak nakręcony, a ja tylko przytakiwałam.- Czemu wróciłaś, źle ci tam było?
   - Znudziło mi już się życie w Anglii, tu jest lepiej- skłamałam, po czym sztucznie się uśmiechnęłam.
   - Pójdziesz ze mną jutro do zoo, bo mama i tata nie mają nigdy czasu- zmienił temat, a mi przypomniało się wyjście do zoo z chłopakami sprzed miesiąca.
   - Nie chce mi się, nie możesz iść z kolegami?- zaczęłam się wymigiwać.
   - Nie bo są na obozie piłkarskim- wyjąkał i dosiadł się do mnie na łóżko.
   - Było jechać z nimi.
   - Nie bądź taka zrzędliwa ja widzę, że coś cię gryzie, a zoo pomaga- uśmiechnął się do mnie, odsłaniając swoje przerwy między zębami.
   - Dobra, ale tylko na dwie godziny- w końcu się zgodziłam, a maluch wyleciał z mojego pokoju, radośnie podskakując, a ja zerknęłam na swój telefon, na którym nie brakowało sporej ilości nieodebranych połączeń od Malika i jeden od Nialla. Puściłam strzałkę do Horana, który już po kilku sekundach do mnie oddzwonił.
   - Cześć słonko- mruknęłam do słuchawki, w której słychać było spuszczaną wodę w telefonie.- Jesteś w toalecie?- dodałam zdziwiona.
   - Jestem tylko człowiekiem, mam swoje potrzeby- oznajmił, a gdy usłyszałam ten jego kochany, nieco zbłąkany głosik.
   - Co tam u was?- zaczęłam temat.
   - Tęsknimy za tobą wszyscy... No prawie wszyscy- oznajmił.
   - Kiedy do mnie przyjedziesz?- spytałam i podniosłam się z łóżka.
   - A ty do mnie?- odpowiedział pytaniem, na pytanie.
   - Jak zarobię na hotel w Londynie, a póki co do pracy się nie wybieram- wymruczałam i zaczęłam wywalać z walizki swoje rzeczy.
   - Ewentualnie możesz spać w moim pokoju, jakoś to przeżyję- odpowiedział, po chwili zastanowienia się.
   - Łaskawcu, ale nie dzięki nie chcę spać w tym samym budynku co Zayn.
   - Zachowujecie się jak bachory- zaczął poważnym tonem, a mi szczena opadła.- Głupia kłótnia, a wy takie cyrki odwalacie. Oboje się kochacie, ale nie potraficie być razem, cały czas wam się coś nie podoba.
   - I mówi to osoba, która nie potrafi wyznać miłości dziewczynie, która mu się podoba- warknęłam, bo poniosły mnie emocje.- Przepraszam- wyjąkałam.
   - Też przepraszam...
   - Dobra nie rozczulajmy się, bo już mam odruchy wymiotne. Co tam u chłopaków, co robią? Twitcama może?
   - Jestem właśnie w restauracji z Liamem i Lou pijemy sobie piwko, Harry rzucił swoją blondynę i szwęda się po mieście w poszukiwania nie wiadomo czego. No, a Maliczek topi smutki w swoim pokoju- oświadczył, a ja się uśmiechnęłam delikatnie sama do siebie.
   - Z kim rozmawiasz?- w pewnym momencie do pokoju wparował mój brat, który niespodziewanie wyrwał mi telefon i przyłożył do ucha.- Hej, jesteś chłopakiem mojej siostry?- powiedział po polsku do słuchawki, a ja szybko odebrałam mu swoją komórkę.
   - On cię nie rozumie!- warknęłam na niego i wróciłam do rozmowy z Horanem, której przyglądał się mały.- Rozpieszczony bachor- szepnęłam do Niallera, a ten się zaśmiał, natomiast mój brat zaczął śpiewać jakąś swoją piosenkę z przedszkola.
   - Śmieszny jest, kiedyś zapewne wyrośnie na drugiego Louisa- skomentował Niall, a Marcin (mój brat) do swojego śpiewania dołączył jeszcze jakieś tańce.
   - Wolałabym, żeby był normalny- oznajmiłam i pożegnałam się z Niallem i wywaliłam brata z pokoju, a sama wróciłam z powrotem do łóżka. Poczytałam jeszcze jakąś starą gazetę i znowu poszłam spać.
__________________________________________________________________
Przedstawiam bardzo głupi, źle napisany, nudny i krótki rozdział, ale przecież Polska jest nudna ;p
W weekend dodam coś lepszego, bo tu szkoła i moja wena jest słaba.
Co do 100 komentarzy, to jak już tyle pod którymś będzie, to dam wam niespodziankę (nagrodę), a jest nią bardzo długi, taki bardzo bardzo bardzo długi rozdział, no, ale wszyscy  muszą skomentować, najlepiej długaśno. Pozdrawiam do zobaczenia w weekend xxx
(przepraszam za błędy)

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 35

   Gdy leżałam w piżamie w łóżku i bawiłam się nowym, zdecydowanie lepszym laptopem, ktoś zapukał do drzwi.
   - Nie potrzebuję towarzystwa!- krzyknęłam i wróciłam do poprzedniego zajęcia z myślą, że osoba dobijająca się do drzwi zrezygnuje z wizyty.
   - Nawet mojego?- rozpoznałam radosny głos Nialla, po czym podniosłam się z łóżka i niechętnie podeszłam do drzwi i pociągnęłam za metalową klamkę.- Już w piżamie- zdziwił się Horan i wszedł do pokoju.
   - No, a co ja mam innego robić?- wzruszyłam ramionami i wróciłam na łóżko.
   - Wiem co ci poprawi humor. Na problemy sercowe najlepsze są lody- szeroko się uśmiechnął i wyjął zza pleców litrowy pojemnik z waniliowymi lodami, a ja się zaśmiałam.
   - Będziemy je jeść palcami?- zmarszczyłam czoło i spojrzałam na chłopaka.
   - Mam łyżki- wyszczerzył ząbki i wyciagnął z kieszeni dwie srebrne łyżki.- Podkradłem je z restauracji- dodał po chwili.
   - Ale jesteś zepsuty, do szpiku kości, jak można kraść łyżki?- zachichotałam i odebrałam sztućca od Horana i nabrałam trochę lodów, które wylądowały w mojej buzi.- Pożyczysz mi pięćset dolarów?- zmieniłam temat.
   - Po co ci tyle kasy?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
   - Potrzebuję na bilet do domu- wyjaśniłam i nabrałam kolejną porcję deseru.
   - Wracasz do Polski?
   - Yhm, koniec tych wakacji w Anglii- odparłam z pełną buzią.
   - Nie żartuj sobie, nie pożyczę ci kasy na coś takiego- zaprotestował.
   - Ok, spoko. Pewnie Harry mi pożyczy, przynajmniej w końcu będzie miał mnie z głowy- uśmiechnęłam się, a gdy zapanowała dłuższa chwila znowu zaczęłam bawić się laptopem i przez przypadek włączyłam wbudowaną kamerkę.- Horan uśmiech- szturchnęłam go w ramie, a Nialler skierował wzrok na monitor i gdy zobaczył o co mi chodzi, szeroko się uśmiechnął, a nadusiłam guzik i zrobiłam zdjęcie, a później kolejne i kolejne. Tak zaczęła się nasza zabawa z kamerką. Zdjęcia robiliśmy przez chyba dwie godziny i co chwilę wybuchaliśmy głośnym śmiechem. Wtem przyszedł do mnie SMS od Zayna: "Niallowi mówisz o wszystkim, a mi gówno i jak ja mam ci ufać? Cieszę się, że z tobą zerwałem, jesteś dla mnie nikim". Muszę przyznać, że zabolał mnie ten SMS, jednak ja nie byłam gorsza i mu odpisałam: "Chciałbyś kontrolować cały świat, otwórz oczy i naucz się w końcu żyć. Zajebisty z Ciebie człowiek Zayn wczoraj mówiłeś, że mnie kochasz, dzisiaj mówisz, że jestem nikim. Wal się". Po wysłaniu tej wiadomości, odłożyłam telefon na łóżko i przeniosłam wzrok na Nialla.
    - Pomożesz mi się spakować?- przerwałam naszą zabawę.
   - Co? Kiedy masz zamiar wyjechać?
   - Jutro mam samolot o trzynastej, a później dopiero pojutrze i to w późnych godzinach- wyjaśniłam i wstałam z łóżka, wyciągnęłam swoją walizkę z szafy i rozłożyłam ją na środku pokoju.
   - Jak będę miał wolne, masz szykować dla mnie miejsce i wpadam do twojej Polski- wtrącił, a ja kiwnęłam głową.
   - To co pożyczysz mi te pieniądze? Oddam ci w ratach- uśmiechnęłam się, a Niall wywrócił oczami i przytaknął, a po kilku sekundach podszedł do mnie i zaczął pomagać mi wkładać ubrania i inne pierdołki do walizki.
   - Zarezerwowałaś bilet?- powiedział, gdy zapinaliśmy torbę.
   - Jeszcze zanim przyszedłeś- odpowiedziałam spokojnym głosem.
   - A co jeśli nikt by ci nie pożyczył by ci pieniędzy?- zadał pytanie, gdy ja ziewałam.
   - Napadłabym na bank, albo jakiegoś miliardera- zażartowałam.
   - No dobra, a co z Malikiem? Powinnaś mu powiedzieć o tym, że wracasz do swojego kraju- przerwał Niall, schodząc jednocześnie z obecnego tematu.
   - No spoko wyślę mu SMS-a- szczególnie zaakcentowałam ostatni wyraz.
   - To mało sympatyczne...
   - Tak samo jak zerwanie przez telefon z powodu byle gówna. Skoro on mi nie ufa, ja nie mam ochoty się z nim spotykać- powiedziałam stanowczo i wgramoliłam się do łóżka.- Zostajesz na noc?- zerknęłam na rozkojarzonego blondyna.
   - Yyy, no wiesz w pokoju mam chipsy i batona, takiego dobrego- zaczął marudzić.
   - Nie no spoko, idź do swojego batona, a ja zjem żelki, pistacje i czekoladę- wytknęłam do niego język i sięgnęłam po reklamówkę.
   - Dobra posuń się tłuściochu- Niall zdjął buty i wgramolił się do mojego łóżka i wyciągnął z siatki żelki, które zwinnym ruchem otworzył.
   - Musimy jakoś uczcić naszą ostatnią noc, na długi czas- wyszeptałam i sięgnęłam po hotelowy telefon i wybrałam numer do obsługi.
   - Obsługa hotelu, w czym mogę pomóc?- usłyszałam w słuchawce miły, kobiecy głos, a w tle akurat leciała któraś z piosenek One Direction.
   - Małego szampana i dwa kieliszki do 771- powiedziałam do słuchawki, a następnie się rozłączyłam.
   Do pierwszej w nocy obżeraliśmy się słodyczami i popijaliśmy schłodzonego szampana. Poza tym nie brakowało dowcipów i śmiesznych historyjek, które rozbawiały nas czasem do łez. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
   Rano obudził mnie budzik nastawiony przez Horana, który w tym samym czasie co ja zerwał się na równe nogi. Oboje spojrzeliśmy na moją spakowaną walizkę i posmutnieliśmy.
   - Mam nadzieję, że nasza przyjaźń dzisiaj się nie skończy- szepnęłam cicho i chwyciłam za ubrania, które sobie wczoraj przyszykowałam.
   - Będę dzwonił codziennie i zdawał ci relację z każdego dnia i godziny- oświadczył, a te słowa wywołały na mojej twarzy delikatny uśmieszek.
   - A spróbuj nie!
   - Idę po te pieniądze i przy okazji się ubiorę- powiedział i po chwili już go nie było.
   Pewnym krokiem weszłam do łazienki i zamieniłam piżamę na luźne i wygodne ubrania. Szybko jeszcze zrobiłam sobie delikatny, bynajmniej jak na mnie delikatny makijaż i wyszłam z toalety. Wrzuciłam jeszcze drobiazgi do plecaka, po czym sięgnęłam za walizkę i wyszłam z mojego małego apartamentu. Odebrałam od Nialla pieniądze i na pożegnanie mocno wyściskałam. W moich jak i jego oczach w tym momencie zakręciły się łzy.
   - Pamiętaj, że masz wyznać miłość tej twojej wybrance- powiedziałam jeszcze na koniec.- Kocham cię słonko- rzuciłam przez ramię i ciągnąc wielką walizkę prosto do windy.
   Na parterze natknęłam się na Zayna, który rozmawiał z Paulem. Chwyciłam jakąś pierwszą lepszą gazetę, która się napatoczyła i zasłoniłam sobie twarz i szybkim krokiem podeszłam do recepcji, gdzie sprawnie i bez żadnych problemów się wymeldowałam.
   - Co ty robisz?!- ktoś krzyknął za mną, gdy kierowałam się do wyjścia, a gdy odwróciłam głowę spostrzegłam Zayna.
   - Żegnaj frajerze- te słowa z moich ust wydostały się w niekontrolowany sposób, zapewne pod wpływem emocji.
   - Wracasz do Londynu?-  znowu krzyknął i zaczął podążać w moim kierunku, natomiast ja zignorowałam jego pytanie i tylko przyśpieszyłam.- Kurwa odpowiedz jak do ciebie mówię- warknął na mnie, a ja znowu to zlekceważyłam i wyszłam przed budynek. Zerknęłam jeszcze przez ramie wprost na usiłującego dogonić mnie Zayna, który ledwo kuśtykał z tym gipsem.
   Uśmiechnęłam się do niego i zatrzymałam pierwszą taksówkę, do której szybko wsiadłam.
   - Dokąd?- spytał mężczyzna, który wczoraj wiózł mnie i Nialla na nasz most, z którego skakaliśmy.
   - Na lotnisko, byle szybko- pośpieszyłam, a koleś odpalił silnik i ruszył.
   Przez całą drogę wpatrywałam się w pokrytą smugami szybę. I tak się ma zakończyć letnia przygoda ze sławnym boysbandem? Najwidoczniej tak. W Polsce też mam przyjaciół, z którymi mogę się świetnie bawić. Moje rozmyślenia przerwał Zayn, który zaczął wydzwaniać.
   - Co?- warknęłam chamsko do słuchawki.
   - Przestań się wygłupiać, wracaj do hotelu i proszę daj mi jeszcze jedną szansę. Będzie jak dawniej- powiedział słodkim głosikiem, jakby nigdy nic.
   - I co będzie kolejna kłótnia i powtórka z rozrywki? Nie Zayn, nie będzie kolejnej szansy- odpowiedziałam poważnym tonem i się rozłączyłam i dla spokoju wyjęłam kartę SIM z telefonu, którą ukryłam w kieszeni.
   Na lotnisku też wszystko poszło spranie i zanim się obejrzałam siedziałam już w samolocie lecącym do Polski. Lot był niesamowicie nudny i długi. Brakowało mi chłopaków. Nialla, Louisa, Liama i nawet tego zrzędliwego Stylesa.
   - Witaj Warszawo- szepnęłam, gdy samolot wylądował, a ja wyczłapałam z jego wnętrza.
   Pod dom podjechałam taksówką, a do kierowcy mówiłam po angielsku, bo nie mogłam się przyzwyczaić do zmiany.
   - Co ty tu robisz?- zdziwiła się mama, na którą natknęłam się już na korytarzu.
   - Wróciłam do domu- odpowiedziałam łagodnie.
   - No, ale miałaś być pod koniec...
   - Ale jestem teraz. Zmęczyłam się lotem, chcę iść spać- walnęłam buty pod szafkę i mimo, że w Polsce była dopiero dwunasta w południe, nie zwracając na to uwagi wgramoliłam się na piętro do swojego pokoju, weszłam do łóżka, w którym zmógł mnie sen.
__________________________________________________________
Witamy w Polsce :) Wczoraj mnie wena naszła i napisałam cały rozdział, który wstawiam dzisiaj, ponieważ w tygodniu w ogóle nic nie wstawię, bo wracam do szkoły po chorobie i mam sporo do odrobienia i napisania sprawdzianów :( Więc nowy rozdział dopiero w weekend :)
Jeżeli komuś się nie podoba, że tak rzadko wstawiam, to sorry ja mam też swoje życie i czasem brakuje mi czasu na pewne sprawy. Ale wiedz, że nic cię tu nie trzyma siłą, nie musisz tego czytać.
Może teraz uda się z tymi 100 komentarzami :)
Wszystkie pytania na http://ask.fm/GobyPlane
Pozdrawiam xx
Ps. Dziekuję za długie komentarze i mam nadzieję, że teraz będą jeszcze dłuższe :)

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 34

   - Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie jestem głupi?- zaczął Zayn, uważnie się we mnie wpatrując.
   - No nie- odpowiedziałam krótko i przeczesałam sobie rozpuszczone włosy palcami.- Ale co to ma wspólnego z czymkolwiek?
   - Gdzie byliście z Niallem?- powiedział poważnie.
   - No przecież w pizzerii- wzruszyłam ramionami i usiadłam na sofie.
   - Trzy godziny w pizzerii, ciekawe- ciągnął temat.
   - Pojechaliśmy prawie na koniec miasta. A w ogóle czemu mnie przesłuchujesz, co do policji się zapisałeś przez ten czas?- oburzyłam się.
   - Nie podoba mi się to, że mnie okłamujesz.
   - O co ci chodzi?
   - Na pudełku była nazwa pizzerii...
   - Zawsze jest, geniuszu- wywróciłam oczami i włączyłam telefon.
   - Milano, ładna nazwa co nie.
   - Kurwa, do czego ty dążysz? Pizza jak pizza, czy z Milano, czy nie.
   - Milano jest ulicę dalej, wczoraj ją mijaliśmy, nawet pieszo byście tam doszli w kilka minut, a nie trzy godziny. Powiesz mi gdzie byliście oprócz w pizzerii?- podniósł na mnie głos.
   - Nie ufasz mi?
   - Chyba nie mam powodu, żeby wierzyć w każde twoje słowo. Wiedz, że prawda i tak wyjdzie na jaw.
   - Dzięki za kazanie, nie mam ochoty cię słuchać- podniosłam się z miejsca i zaczęłam iść w kierunku drzwi.- Zaraz to mój pokój, wypad już- warknęłam na Zayna, który nerwowo wstał z kanapy, po czym pokuśtykał z tym swoim gipsem na korytarz, trzaskając przy okazji drzwiami.
   Chciałam sobie obejrzeć jakiś film, ale przecież mój laptop nie nadawał się do niczego, a w telewizji, jakoś wolę oglądać filmy po polsku. Wgramoliłam się do łóżka i tylko wpatrywałam się w biały, idealnie pomalowany sufit.
   - Mamy laptopa- ni stąd ni zowąd do pokoju wtargnął Niall z Louisem i pudełkiem.- Gdzie Zayn?- dodał Niall, rozglądając się po pomieszczeniu.
   - Wywaliłam go z pokoju- odpowiedziałam spokojnym tonem i podeszłam do chłopaków.
   - Masz jeszcze chipsy?- spytał Lou, a ja wskazałam palcem na stolik, przy którym momentalnie znalazł się Lou, który zaczął grzebać w siatce.
   - Pomożesz mi z obeznaniem się z tym cackiem?- skierowałam pytanie do Nialla, a ten tylko kiwnął głową, a ja rozpakowałam laptopa z pudełka.- Czy was pojebało?- warknęłam na widok komputera.
   - Z czym?
   - Różowy?
   - Nie podoba ci się? Przecież to jest dziewczęcy kolor, no a ty jesteś dziewczyną, więc...- zaczął mówić Lou, jednocześnie mieląc w buzi chipsy.
   - Różowy jest dla słodkich dziewczynek, bawiących się lalkami i pluszowymi jednorożcami.
   - Mamy iść wymienić?- spojrzał na mnie Niall, a później przeniósł wzrok na laptopa.
   - Pójdziemy we dwoje i tak nie mam ochoty siedzieć w tym hotelu, najchętniej bym wróciła już do Londynu, albo Warszawy- odparłam poważnym głosem.
   - Znowu zerwałaś z Zaynem?- spytał Lou, zza moich pleców.
   - Nie, ale mnie wkurzył. Bawił się w detektywa- stwierdziłam, poprawiając sobie opadające na oczy włosy.
   - W sumie to wy chyba dosyć często się kłócicie o jakieś pierdoły, my z El nie mamy takich problemów. Wiesz najważniejsze jest zaufanie...- zaczął się mądrować Louis.
   - A ty co psycholog?- spiorunowałam go wzrokiem, a następnie wyciągnęłam Niallera z pokoju.
   - Nie zabrałaś laptopa- wtrącił Niall, a ja spojrzałam na swoje ręce i już chciałam przeklnąć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam i tylko cicho wróciłam do pokoju, wzięłam to co miałam wziąć i wróciłam do Horana.
   - Gdzie idziesz?- na drodze stanął nam Zayn, który wyszedł z restauracji.
   - Po co mam ci mówić, skoro i tak mi nie uwierzysz?- prychnęłam, chwyciłam blondyna za nadgarstek i oboje wyminęliśmy mulata, który coś za mną krzyczał, jednak ja te krzyki zignorowałam.
   - Jeżeli z nim wyjdziesz z hotelu, możesz już nie wracać! Słyszysz- te słowa usłyszałam, odwróciłam się na pięcie w kierunku Malika i z uśmiechem na twarzy do niego pomachałam, po czym wyszłam z budynku, wprost na ruchliwy chodnik.
   - Znowu macie kryzys?- spytał Niall, gdy mnie dogonił.
   - To Zayn ma jakieś pretens do mnie o byle co- odpowiedziałam, jednocześnie wzruszając ramionami.
   - A ty masz na niego wylane, gdzie ta wasza miłość?
   - Dobra kilka dni w miesiącu staję się strasznie nieznośna i wtedy niezależnie od osoby, wszystko mnie wkurza. No teraz tak właśnie mam- uśmiechnęłam się lekko do niego i przyspieszyłam kroku.
   - A może jesteś w ciąży?- palnął Niall, a ja wytrzeszczyłam oczy.
   - Raczej coś innego, ale mniejsza o to. Czemu nie znajdziesz sobie dziewczyny?- zmieniłam temat, a chłopak przystanął.
   - Nie muszę szukać, bo mam jedną na oku, podoba mi się... Ba ja za nią szaleję...
   - No to czemu z nią się nie spotykasz?
   - Ja nie jestem tak odważny jak ty, czy któryś z chłopaków. Nie chcę się zbłaźnić wyznając jej to co czuję- powiedział smutnym głosem, a ja klepnęłam go w plecy.
   - Wracamy do Londynu i się zajmiemy twoją wybranką- oświadczyłam i weszłam do sklepu ze sprzętem AGD i RTV.
   Wymiana laptopa poszła zwinnie i raptem pięć minut później mogliśmy już wracać z powrotem. Gdy mijaliśmy kawiarnię dostałam SMS-a od Zayna: "Chce Ci powiedzieć, że od teraz jesteś singielką". Skończywszy to czytać zrobiłam wielkie oczy i szybko usunęłam tę wiadomość.
   - Zerwał ze mną przez SMS-a- szepnęłam, a Niall objął mnie ramieniem.
   - Nie martw się pewnie po paru godzinach mu przejdzie- odparł Horan.
   - No nie wydaje mi się- pokazałam mu telefon, na którym wyświetliłam zdjęcie, na którym było widać jak szykujemy się do skoku na bungee.- Cały twitter jest zawalony tym zdjęciem i nie ma szans, żeby Zayn je przeoczył.
   - Mogłaś mu powiedzieć, gdzie byliśmy. Teraz oberwiemy oboje- stwierdził, a ja wyplątałam się z jego objęcia i weszłam do hotelu, a później wprost do swojego pokoju.
________________________________________________________________
Jak kiedyś wszyscy skomentują i komentarzy będzie 100 To będzie miła niespodzianka. No może kiedyś wam się to uda <3 Rozdział przeciętny, dużo dialogów, ale tak miało być. xxx PAMIĘTAJCIE O DŁUGICH KOMENTARZACH XXX

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 33

   - Dwa i pół- wtrącił nerwowo Nialler, a w tym czasie zadzwonił mój telefon.
   - Mogę?- zerknęłam na mężczyznę, któremu kilka minut temu powierzyłam moją komórkę, żeby podczas skoku mi nie wypadła.
   - Jasne- odparł koleś i podał mi telefon, który po naciśnięciu zielonej słuchawki, przyłożyłam do ucha.
   - Halo.
   - Wy po tę pizzę poszliście na koniec miasta- usłyszałam wkurzony głos swojego chłopaka.
   - W sumie to możliwe.
   - My już zdążyliśmy skończyć twitcama, a was jak nie było tak nie ma. Gdzie dokładnie poszliście? Przyjedziemy po was- powiedział poważnym tonem.
   - Dobra zaraz będziemy. A teraz lecimy- rozłączyłam się i oddałam komórkę facetowi, który z niecierpliwieniem czekał aż skończę rozmawiać.
   - Skoro skończyli tego twitcama, to nie musimy już skakać. Wracajmy- odparł Niall i się uśmiechnął, a gdy chciał zejść z murka, pociągnęłam go za rękę i zeskoczyliśmy razem w przepaść.
   Przez cały lot trzymałam za rękę wrzeszczącego Horana, a u już na samym dole przez przypadek kopnęłam go w jego czułe miejsce, na co on tylko zapiszczał i chwycił się w kroku. Uczucie było niesamowite, wcale nie czułam, że jestem przywiązana linami, dopiero kilka metrów nad rwącą rzeką zabezpieczenie dało o sobie znać. W ciągu tych kilkunastu sekund adrenalina podskoczyła w nas chyba do maksa.
   - To co słonko jeszcze raz?- spytałam, gdy zostaliśmy wciągnięcie z powrotem na most.
   - Nigdy w życiu! Mój kolega już wystarczająco ucierpiał- odpowiedział stanowczo blondyn, a w jego oczach wciąż można było dostrzec przerażenie.
   - Dobra to wracamy.
   Zanim wróciliśmy do hotelu, po drodze zahaczyliśmy o jakąś pierwszą, lepszą pizzerię, w której zamówiliśmy trzy pizze, na które musieliśmy czekać aż ją upieką. W sumie po ponad trzech godzinach wróciliśmy do hotelu, w którym chłopcy wciąż przesiadywali w moim pokoju pokoju i akurat oglądali jakiś film, rozwaleni na kanapie.
   - Co wyście robili tyle czasu?- spytał Zayn, który podszedł do mnie i mocno przytulił.- Bałem się o ciebie- szepnął mi wprost do ucha.
   - A przestań, bardziej mógłbyś się martwić o Nialla, ja sobie potrafię poradzić- prychnęłam i podałam chłopakom pudełka z pizzą.
   - Długo was nie było- zauważył Liam.
   - No coś ty nie żartuj- wywróciłam oczami i podebrałam kawałek pizzy z pudełka, które na kolanach trzymał Horan.
   - Oddaj to- warknął na mnie.
   - Nie!- odparłam stanowczo.
   - Ale to moja pizza!
   - Tak, a jest podpisana?- spytałam, po czym ugryzłam kawałek.- Jak tam twitcam?- poruszyłam inny temat.
   - Zarąbiście, było dużo śmiesznych scen i odpowiedzi na dziwne pytania- wyjaśnił roześmiany Lou.
   - A to fajnie- odpowiedziałam cicho i usiadłam na kanapie.
   - Zayn, chyba powinieneś jej powiedzieć- wtrącił Liam, a ja momentalnie przeniosłam zaciekawiony wzrok na mulata.
   - No Zayn- powiedziałam.
   - Ładnie wyglądasz...- odrzekł ze słodkim uśmiechem na twarzy.
   - Zayn!- podniosłam na niego głos, bo zaczęłam się domyślać, że on coś przeskrobał.
   - No bo...- zaczął niepewnym tonem.- Chcieliśmy sprawdzić coś w Internecie i pożyczyliśmy twojego laptopa, no ale też się wygłupialiśmy i zleciałem z krzesła, ciągnąc ze sobą komputer i wylądowałem prosto na nim i...- przerwał na chwilę, aby nabrać powietrze w płuca.- I no... On się przepołowił, to znaczy monitor odpadł- dokończył, a we mnie zaczęło się wszystko gotować.
   - Rozwaliłeś mój komputer?- spytałam najłagodniej jak mogłam.
   - Ale nie specjalnie- zaczął się tłumaczyć.
   - Wprost zajebiście, powiedziałam, żebyście nie ruszali moich rzeczy, ale nie kurwa trzeba, bo byście chyba umarli- trochę poniosła mnie ta cała sytuacja.- Kupicie mi nowy- postanowiłam, a chłopcy kiwnęli tylko głowami.- No, a dla ciebie wymyślę osobną karę- przeniosłam wzrok na Zayna.
   - Dobra nie spinaj się tak, odkupimy ci nowy- starał się mnie uspokoić Louis.         
   - No ja myślę i to jak najszybciej!
   - To może my już po niego pójdziemy, a was z Zaynem zostawimy tu samych- zaproponował Nialler, po czym cała trójka wyszła z pokoju, zabierając ze sobą pudełka z pizzą.
____________________________________________________________
Mógł być dłuższy, wiem, nie musicie mi o tym pisać. :) Ale nie mam weny i w dodatku znowu dopadła mnie choroba. Nie mam pojęcia kiedy kolejny. I się mnie nie pytajcie o to bo naprawdę nie wiem. :) xxx

wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział 32

   - Gdzie oni się u licha podziali?- spojrzałam pytająco na Nialla.
   - Nie mam zielonego pojęcia.
   - Proponuję zanieść te siatki do mojego pokoju i wtedy się za nimi rozejrzymy- zasugerowałam, a chłopak tylko wzruszył ramionami i ruszył w stronę windy.
   - Co wy tu, do cholery robicie?!- warknęłam, po tym jak otworzyłam drzwi pokoju, za którymi dojrzałam naszą trójkę poszukiwanych.
   - U ciebie był najmniejszy bałagan- wyjaśnił, majstrujący przy telewizorze Liam.
   - Średnio mi się to podoba...
   - No weź przestań, nic ci przecież nie zepsujemy.
   - No ja bym nie była tego taka pewna, ale skoro musicie- w końcu uległam.- A gdzie sprzęt, który mieliście przygotować? Ja wam własnego laptopa na pewno nie użyczę- powiedziałam ostro, po czym odstawiłam siatki na mały stolik i z jednej z nich wyjęłam sobie puszkę piwa, którą zręcznie otworzyłam.
    - Nie potrzebujemy laptopa, ten oto telewizor ma w sobie możliwość połączenia z Internetem i wbudowaną kamerkę, więc skorzystamy z niego- oświadczył Lou i zaczął klikać na kolejne guziki znajdujące się na pilocie, a po chwili udało mu się włączyć stronę, jak przypuszczam, na której robi się twitcamy.
   - Z czyjego konta?- spytał Louis, spoglądając to na ekran, to na nas.
   - Może być z twojego- odpowiedziałam obojętnym tonem, a chłopak zwinnie się zalogował.
   - Co powiecie na pewien zakład?- wtrącił Zayn, gdy kamerka zaczęła wyświetlać obraz.
   - Jaki zakład?
   - W sumie jest to bardziej obstawianie. Na przykład ile będzie wyświetleń po jakimś tam czasie- wyjaśnił, na czym to wszystko miałoby polegać.
   - To co w ile minut?
   - Pięć proponuję- odparł Louis.
   - Ok, niech będzie.
   - Siedemdziesiąt tysięcy- jako pierwszy zabrał głos Niall.
   - Stary, tak ci tylko przypomnę, że robimy tego twitcama z konta Louisa, a nie Harrego, a ich różni ponad dwa miliony obserwujących- wtrącił Liam.
   - Ja tam wierzę w moje dziewczyny- prychnął Niall i wyjął z reklamówki paczkę chipsów, którą napoczął.
   Ostatecznie wyglądało to w ten sposób, że ja obstawiłam 20 tys, Lou 36 tys, Liam 25 tys, a Zayn 18 tys. Kiedy wszystko było już gotowe, mogliśmy zaczynać.
   - Więc dziewczyny, rozsyłajcie ten link wszędzie, bo musi was być siedemdziesiąt tysięcy za pięć minut, to ważne, bo muszę wygrać pewien mały zakład- powiedział na samym wstępie Niall.
   - I tak nie wygrasz słoneczko- odparłam, a następnie usiadłam Zaynowi na kolanach, a ten cmoknął mój policzek.- Gdzie Harry...- przeczytałam na głos jedno z pytań które wyświetlały się na pasku.-Pewnie spędza czas ze swoją blond dziunią- wyjawiłam, a chłopcy przenieśli zdziwiony wzrok na mnie.- Podobno ten wasz twitcam miał być zajebisty, a ja mniej nudzę się podczas korzystania z łazienki- stwierdziłam, po czym głośno ziewnęłam.
   - Powiadasz?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem Louis i przywalił mi prosto w twarz poduszką.
   - Zapłacisz za to, ty...
   - Nie przeklinaj, to oglądają też dzieci- uciszył mnie Zayn.
   - Dobra, to idę poprzeklinać do łazienki- wyszeptałam, po czym skierowałam się w stronę łazienki, do której tak ogólnie szłam po to, by skorzystać z ubikacji.
   Kiedy z powrotem wróciłam do chłopaków, ci akurat śpiewali jakąś piosenkę ze swojego albumu. Wywróciłam oczami i usiadłam na ziemi obok kanapy, na której rozłożyli się chłopcy.
   - Ej pięć minut już minęło- warknęłam w pewnym momencie i szybko przeniosłam wzrok na ekran telewizora.
   - Trzydzieści trzy tysiące, tak wygrałem!- zaczął wykrzykiwać Lou, a następnie wstał z miejsca i zaczął latać po pokoju jak jakiś nawiedzony.
   - Dobra weź, się uspokój- powiedziałam szorstko, a Louis tylko wytknął do mnie język i dalej szalał.- Głupi bachor- szepnęłam i zajęłam jego miejsce na sofie, po czym spojrzałam na telewizor i zaczęłam wartować to co pisały fanki zespołu.
   Co chwilę mój wzrok przykuwały jakieś obraźliwe teksty na mnie. Jedne wyzywały mnie od głupich suk, inne pisały, że nie zasługuję na żadnego z chłopaków, a tym bardziej na ich przyjaźń, a jeszcze inny życzyły mi szybkiej i bolesnej śmierci. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zrobiło mi się smutno. Miałam ochotę się rozpłakać. Raptownie wstałam z miejsca i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
   - Gdzie idziesz?- zatrzymał mnie owymi słowami Zayn.
   - Po pizze- odpowiedziałam krótko.
   - Ale w restauracji hotelowej nie ma pizzy- sprostował Liam, zwróciwszy wzrok na mnie.
   - To pójdę do najbliższej pizzerii- sztucznie się uśmiechnęłam i wyszłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi, które i tak po chwili się otworzyły, a obok mnie stanął wesoły Niall.- Co tu robisz?
   - Idę z tobą, nie dasz rady unieść tylu pudełek- wyjaśnił, a w tym momencie z moich oczu popłynęły łzy, nad którymi nie mogłam zapanować. Szybko zaczynałam je ścierać ze swoich policzków i ruszyłam w stronę windy.
   - Co się dzieje?- Niall szybko znalazł się przy mnie i spojrzał mi głęboko w rozmazane od tuszu oczy.
   - Czy one jako wasze fanki, nie powinny być tolerancyjne- wyszeptałam, kiedy oboje znaleźliśmy się w windzie.
   - O co ci chodzi?- blondyn zerknął na mnie jak na głupią.
   - Czytałam to co pisały na tym waszym chorym twitcamie i to nie jest miłe jak ktoś ci życzy śmierci, albo wyzywa od suk- wybuchnęłam jeszcze większym płaczem, a Niall mocno mnie do siebie przytulił i cmoknął w czoło.
   - I ty się tym przejmujesz?- powiedział mi cicho do ucha, a ja pociągnęłam zasmarkanym nosem.
   - Bo to boli.
   - Musisz być silna i je olać. Jestem pewien, że każda z tych obrażających ciebie jest mniej warta od każdego z nas- zaczął mnie pocieszać.
   - Czemu zawsze jesteś dla mnie taki miły?- zmieniłam temat.
   - Bo jesteś dla mnie jak młodsza, nierozważna siostra- powiedział, a ja cmoknęłam go w policzek.- Lepiej ci już?- spytał, natomiast ja tylko kiwnęłam twierdząco głową.- To co idziemy po tą pizzę?- dodał, gdy winda zatrzymała się na parterze.
   - A może przeczekamy tego twitcama, gdzieś z dala od hotelu?- zasugerowałam.
   - Czyli gdzie, bo wiesz trochę jestem głodny?
   - Może KFC, widziałam niedaleko stąd, a później... a później to się zobaczy- na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
   - A co z chłopcami?
   - Powiemy, że pizza się tak długo robi.
   - Chcesz kłamać?
   - Może- odparłam, unosząc brwi, po czym wyjęłam paczkę fajek i wyjęłam z niej jednego papierosa, którego podpaliłam.- Chcesz też?
   - Nie dzięki, wolę hamburgery- odpowiedział Horan.
   Droga do KFC zajęła nam raptem kilka minut, a gdy już byliśmy na miejscu zamówiliśmy sobie kubełek z panierowanymi pierśnikami, którymi zaczęliśmy się zajadać, aż byliśmy pełni, to znaczy ja byłam pełna, bo Nialler to taka studnia bez dna, on się chyba nigdy w życiu nie naje.
   - To co teraz?- spytał, kiedy wyszliśmy z budynku.
   - Teraz odbiorę telefon, bo mi w kieszeni wibruje- oświadczyłam, a następnie wyjęłam komórkę, ktorą przyłożyłam sobie do ucha.- Tak kotku?
   - Hej, kiedy wrócicie z tą pizzą?
   - Wiesz to może trochę potrwać, bo tamta najbliższa pizzeria była zamknięta, więc szukamy drugiej- skłamałam.
   - A okay, tylko się pośpieszcie- odrzekł, po czym się rozłączyłam.
   - Kłamanie idzie ci z taką łatwością. Jak ty to robisz?- spytał Horan.
   - Lata praktyki słonko.
   - Wiesz, w końcu gdzie idziemy?  
   - Skakałeś kiedyś na bungee?- powiedziałam, spoglądając na ofertę dotyczącą takiego skoku, znajdującą się na bilbordzie.
   - Nie nigdy i nie wiem czy chcę to zrobić- zawahał się chłopak.
   - Ja też nigdy nie skakałam, ale to zapewne musi być odjazdowe- przyjrzałam się dokładnemu adresowi, gdzie można skorzystać z takiej atrakcji, po czym zatrzymałam akurat przejeżdżającą obok nas taksówkę, do której wciągnęłam Nialla.
   - Gdzie?- spytał kierowca.
   - Tam- wskazałam na duży bilbord, a koleś tylko kiwnął głową i ruszył.
   Po pół godzinie staliśmy już z Niallerem na wysokim moście, a odpowiedni ludzie akurat zabezpieczali nasze ciała linami. Na koniec każdy z nas dostał kask i w teoretycznie byliśmy już gotowi do skoku. Gorzej jednak z przygotowaniem psychicznym chłopaka.
   - Nie wiem, czy chcę to zrobić- wyjąkał, spoglądając w dół.
   - Będzie dobrze, nie umrzesz, nawet jak lina puści na dole jest woda która złagodzi upadek- zaczęłam tłumaczyć, a twarz Horana przybierała coraz bardziej przestraszony wyraz.- Czy ktoś się kiedyś tu zabił skacząc na bungee?- zwróciłam się do mężczyzny stojącego obok nas.
   - Szef nie pozwala nam o tym mówić- szepnął, a ja usłyszałam jak Niall przełyka ślinę.
   - Dobra skaczemy słonko, jak coś możesz mnie złapać za rękę- ledwo co skończyłam mówić, a chłopak już sięgnął po moją dłoń.
   - Z tego co wiem, buziak zawsze łagodzi stresujące sytuacje- wtrącił koleś.
   - Tak, ale my nie jesteśmy parą- zaprzeczyłam.
   - To dziwne, bo zachowujecie się jak para- odparł mężczyzna z jakby drwiną w niskim głosie.
   - Raczej nie- odparł Nialler.
   - Raczej tak!
   - Koleś jeszcze jedno słowo i ty polecisz w tę przepaść, tylko że bez lin- uniosłam się, a facet w jednej chwili ucichł.
   Oboje z Niallem stanęliśmy na krawędzi mostu. Chłopak cały czas mocno ściskał moją dłoń, a ja tylko się uśmiechałam sama do siebie. Zerknęłam jeszcze w dół. Naprawdę było dosyć wysoko, poczułam nawet chwilę zawahania, która na szczęście szybko minęła.
   - Dobra skaczecie jak powiem trzy- zaczął koleś, a ja przełknęłam ślinę, natomiast Niall mocniej ścisnął moją rękę.- Raz, dwa...   to be continued :)
_______________________________________________________________
Dobra jest. Miał być co prawda zupełnie inny, pewnie lepszy. Przepraszam, że nie opisałam jakoś w cudowny sposób tego twitcama, ale no nie miałam do tego weny. W ogóle z moją weną twórczą już niezbyt ciekawie. Myślę nawet na zawieszeniu bloga na jakiś czas :( No, ale nie wiem... (dzięki za 60 komentarzy, mam nadzieję, że teraz też tyle będzie :)

http://ask.fm/GobyPlane
(sorry za błędy)

sobota, 12 stycznia 2013

Książka.

No więc myślę, że jakaś część z was wie, że próbuję napisać książkę, taką, którą chcę wydrukować, a wy byście mogły ją sobie na przykład kupić, przeczytać, no chyba, że będzie zbyt nudna, to sobie ją postawicie na półce, walniecie w kąt, spalicie, albo wyrzucicie do kosza, bo się okaże denna. Więc, żeby chociaż jakoś wam się podobała, to chcę trochę wpaść nią w wasz gust, no i byłabym wdzięczna, gdybyście odpowiedziały na kilka pytań, dosyć krótkich. :)
  1. A więc wolicie, żeby główna bohaterka, była równie buntownicza jak Lila, czy raczej łagodniejsza?
  2. Co z przekleństwami, to że powinnam je ograniczyć to wiem i to na pewno zrobię, tylko czy nie macie nic przeciwko temu, żeby od czasu do czasu się pojawiały?
   3. Ma się dziać naprawdę dużo, czy raczej ograniczyć "akcję" do normalnego/przeciętnego życia?
   4. Teraz to, na co nie mogę się zdecydować. Rozdziały mają sie zaczynać po prostu: "Rozdział 4", czy lepiej żeby były jakoś opisane np."Tajemnicza niespodzianka"?
   5. No i takie najważniejsze i chciałabym, żeby każdy w jakiś sposób zainteresowany tą książką napisał ile mógłby za nią dać. To dla mnie ważne, więc piszcie szczerze :)

No to chyba na tyle, jak ktoś ma jakieś pytania to śmiało na http://ask.fm/GobyPlane :)

Rozdział 31

   Rano z łóżka podniosłam się niechętnie, bo było mi w nim tak dobrze. Zayn akurat brał poranny prysznic, więc skorzystałam z okazji i poszłam się przebrać do swojego pokoju, a gdy wróciłam, wybraliśmy się wraz z Zanem na śniadanie. W restauracji zajadali się już Liam, Lou i Niall, którzy siedzieli przy tym samym stoliku, po chwili dostrzegłam jeszcze siedzącego nieopodal Harrego, który śniadanie jadł w towarzystwie jakiejś blondynki.
   - Kto to?- spytałam, po tym jak z Zaynem dosiedliśmy się do chłopaków.
   - Przyprowadził ją wczoraj z jakiejś imprezy. W nocy też byli razem w pokoju Harrego- wyjaśnił Louis.
   - A ja myślałem, że te wszystkie jęki dochodziły z pokoju Zayna- wtrącił Niall, przeżuwając jajecznicę.
   - No widzisz, a my sobie grzecznie oglądaliśmy filmy- odparłam, jednocześnie smarując sobie kanapkę.
   - Ej, on ją chce pocałować...- szepnął Lou, spoglądając na sąsiedni stolik. Styles akurat siedział do nas tyłem, a jego twarz zbliżałam się powoli do twarzy dziewczyny. Chwyciłam za jedną ze znajdujących się na talerzu bułek i rzuciłam nią prosto w tył głowy Harrego.
   - No co ty robisz?!- loczek momentalnie odwrócił się w naszą stronę, a na jego twarzy malowało się oburzenie.
   - Nie chcę, żebyś mi obrzydzał śniadanie, liżąc się z jakąś dziunią- wypowiedź zakończyłam szerokim uśmiechem.
   - To zmień lokal- odpyskował Hazza.
   - Zapomnij, nie będziesz mi mówił co mam robić- odpowiedziałem.
   - Tak samo ty mi- podniósł na mnie głos i znowu zaczął zbliżać się do dziewczyny, przyglądającej się naszej, mającej miejsce kilka sekund temu kłótni, a ja sięgnęłam po kolejną bułkę i cisnęłam nią w głowę loczka.
   - Przestań!- warknął na mnie.
   - Kultura zobowiązuje do tego, żeby nie całować się w miejscach publicznych- oznajmiłam.
   - Ty mi chcesz mówić co to jest kultura i do czego ona zobowiązuje? Śmieszna jesteś- prychnął, po czym złapał swoją towarzyszkę za dłoń i oboje wyszli z restauracji.
   - Byłaś trochę chamska- skomentował Liam.
   - Byłam szczera, a nie chamska. My z Zaynem, nie całujemy się gdzie popadnie- powiedziałam, uśmiechając się do Malika.
   - No właściwie, czasem jak...- zaczął Niall.
   - Nie komentuj tego słonko- przerwałam mu, jednocześnie spoglądając na niego piorunującym wzrokiem.
   - Jakie plany na dzisiaj?- zmienił temat Liam, po czym upił trochę gorącej kawy.
   - Mi się nigdzie nie chce ruszać z tą nogą- wyburczał Zayn, spoglądając pod stolik, na swój gips.
   - Jak długo masz paradować z tym cementem na nodze?- spytał Nialler.
   - A ja wiem, chyba dwa tygodnie.
   - Co?!- oburzyłam się.- Będziemy mieć tylko tydzień na robienie nielegalnych rzeczy i na imprezowanie- powiedziałam.
   - Jak to tydzień, o czym ty w ogóle mówisz?- odparł zdziwionym tonem Malik.
   - Wracam do Polski.
   - A co jeśli cię nie wypuszczę?
   - Kotku podczas pobytu tutaj, to znaczy w Anglii i w teraz w USA, zdążyłam uciec tobie, dwa razy policji i raz tej psychodziewczynie. To dla mnie nie problem, naprawdę- wyjaśniłam, po czym wytknęłam do niego zadziornie język.
   - Uciekłabyś ode mnie?
   - No nie, ale w Polsce czekają na mnie przyjaciele, rodzina i szkoła- zaczęłam wymieniać.
   - My też jesteśmy twoimi przyjaciółmi, szkół w Londynie też nie brakuje, no a rodzinę możesz ściągnąć do Anglii- zasugerował Niall, lekko się uśmiechając.
   - Dobra nie wiem, mam jeszcze czas. No więc co dzisiaj robimy?- ponowiłam pytanie, która kilka minut temu zadał Payne.
   - Twitcam panowie- rzucił pomysłem Liam, a ja uniosłam brwi i spojrzałam na niego.- I Lila- dodał, gdy zrozumiał, że o czymś zapomniał.
   - Nuda- odpowiedziałam i sztucznie ziewnęłam.
   - No coś ty, nasze wspólne twitcamy nigdy nie są nudne- zaprzeczył Louis i bez powodu zaczął się śmiać co zwróciło uwagę, wszystkich obecnych, przebywających akurat w restauracji.
   - Dobra, niech wam będzie. To o której ruszamy z tym twitcamem?- spytałam, a chłopacy niemalże równocześnie spojrzeli na swoje zegarki.
   - Za półtorej godziny- zasugerował Horan.
   - Czemu tak późno?- wtrącił Liam.
   - Bo porywam Lilkę do jakiegoś marketu po żarełko, bo coś czuję, że to będzie długi twitcam-odpowiedział blondyn.
   - Średnio mi się podoba fakt, że chcesz porwać moją dziewczynę- wtrącił poważnym tonem Zayn.
   - Twoja dziewczyna, moja najlepsza przyjaciółka. Mamy do niej takie same prawa- odparł Niall.
   - Nie nie wydaje mi się...
   - Bardzo się cieszę, że traktujecie mnie jak bezwartościową rzecz- przerwałam im.
   - Sorki- powiedzieli w tym samym czasie.
   - Proponuję, żebyście ogarnęli sprawy techniczne, a my z Niallerem pojedziemy na zakupy...
   - To ja pojadę z wami- wtrącił Zayn.
   - Jesteś zazdrosny o mnie?- powiedziałam prosto z mostu.
   - Dużo czasu spędzacie razem, no i czasem śpicie w ty samym łóżku...- zaczął mulat. 
   - Zayn, kochanie masz siostrę prawda?- spytałam spoglądając na niego.
   - Yhm, nawet trzy.
   - Mógłbyś się, z którąś z nich przespać, albo całować, gdzieś po kątach?- ciągnęłam, a wszyscy uważnie na mnie spoglądali.
   - To oczywiste, że nie. To w końcu moja rodzina.
   - No widzisz, tak samo jest ze mną i Niallem.
   - Ale was, nie łączą więzy krwi.
   - To, że mamy inne DNA, nie oznacza, że nie traktuję go jak rodzonego brata- wyjaśniłam, po czym cmoknęłam go w policzek i wyszłam z sali, a zaraz za mną Niall.
   - To było słodkie- skomentował blondyn.
   - Jak malinki.
   - Lubię maliny.
   - Słonko, ty lubisz wszystko co można zjeść- odpowiedziałam, wytykając do niego język i szturchnęłam go w ramię.
   - Wcale, że nie! Na przykład nie lubię, no tych..., a nie jednak. To może..., a nie no to też lubię- zaczął intensywnie rozmyślać.
   - Dobra nie wysilaj się, bo ci się mózg uszkodzi- odparłam, a następnie wślizgnęłam się do wolnej, żółtej taksówki, a zaraz za mną Horan.
   - Dokąd jedziemy- spytał kierowca, odwracając głowę w naszą stronę.
   - Do TESCO!- niemalże krzyknął uradowany Niall, a mężczyzna odpalił silnik i gwałtownie ruszył spod hotelu.
   - Szpinaku nie lubię!- przerwał, trwającą od kilku minut ciszę, uradowany Irlandczyk.
   - Niemożliwe.
   - A jednak- zaśmiał się, a samochód zatrzymał się przed sklepem. Nialler zapłacił za przejazd, po czym udaliśmy się wprost do sklepu.
   - To co bierzemy?- spytałam, gdy przechodziliśmy obok regałów z owocami.
   - No przede wszystkim: chipsy, popcorn, orzeszki, rodzynki, pepsi, piwo, pizze z zamrażarki...
   - Stop! Gdzie ty chcesz w hotelowym pokoju upiec pizze?- wtrąciłam zdziwionym głosem.
   - No faktycznie, to zamówimy ją z pizzerii- odpowiedział i zaczął pakować do metalowego koszyka słodycze.
   - Niall Horan?- spytała jakaś dziewczyna, którą właśnie mijaliśmy.
   - Kto to jest Niall?- odparł, udawanym, niższym głosem Horan.
   - Przecież wiem, że to ty- powiedziała pewna siebie i swoich słów.
   - To, po co się pytasz, skoro wiesz- wtrąciłam i dorzuciłam do wózka dwa czteropaki piwa.
   - Robicie imprezę?- spytała dziewczyna.
   - Nie, raczej twitcama- odburknęłam, a następnie sięgnęłam po jeszcze jedną paczkę puszek z piwem.
   - O jacie będzie twitcam?- podniosła głos, a jej oczy zaczęły błyszczeć.
   - Jeżeli dasz nam kontynuować zakupy i nie napiszesz o tym w Internecie, to tak- powiedziałam, a brunetka się uśmiechnęła i wyjęła z kieszeni telefon.
   - Mogę zdjęcie Niall?-skierowała swoje słowa do chłopaka.
   - Pewnie, Lilka możesz?- odparł, po czym wzięłam od dziewczyny komórkę  zrobiłam im kilka zdjęć.
   - Dwa na zapas- oddałam jej telefon, a następnie zaczęłam pchać wózek.
   - Ładna była co nie?- westchnął, kiedy mijaliśmy kolejne półki z jedzeniem.
   - Taka sobie.
   - Wiecie gdzie jest dział z mrożonkami?- podszedł do nas jakiś ciemnowłosy chłopak z lekkim zarostem na twarzy.
   - Sorry, my nie stąd- odpowiedziałam.
   - No to chyba jasne, przecież ludzie nie mieszkają w TESCO- zaczął się chichrać.
   - Dobry żart- również zaczęłam się śmiać, tylko, że mój śmiech był udawany.- A co do mrożonek to są na końcu po lewej- wskazałam kierunek dłonią, a chłopak ruszył w ową stronę.
   - Ej, ale przecież mrożonki są całkiem po drugiej stronie. Przed chwilą je mijaliśmy- zdziwił się Niall.
   - No przecież wiem. Spacer dobrze mu zrobi na mózg- odparłam i żwawym krokiem ruszyłam z zapakowanym koszykiem do kas.
   Obładowani siatkami z jedzeniem i piciem wróciliśmy do naszego hotelu. Nie mam pojęcia  co myśleli sobie o nas i naszych zakupach jak na miesiąc ludzie, których mijaliśmy , ale ich wyrazy twarzy były komiczne.
   Na początku weszliśmy do pokoju Liama, jednak nikogo w nim nie było, tak samo w pokojach Lou, Zayna i Nialla, wszędzie pusto.  Chcieliśmy zajrzeć jeszcze do pokoju Harrego, ale drzwi były szczelnie zamknięte, a na pukanie nikt nie odpowiadał.
____________________________________________________________________
Tadam, sceny z twitcama w następnym rozdziale, bo by ten za długi był. Ale spokojnie będzie się działo na tym ich twitacamie :) Dziękuję za komentarze, wszystkie były bardzo niesamowite :) Kocham was <3 No i czekam na równie dużo, długich komentarzy :) xxx
Ps. Następny rozdział jak będzie 50 komentarzy, wiem, że potraficie :)
PYTANIA- http://ask.fm/GobyPlane

środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 30

   - Co tu się dzieje?!- rano, na równe nogi zerwały mnie oto te słowa Zayna.- Zdradzasz mnie z Nialle?- warknął wertując nas surowym wzrokiem.
   - Nie, nie zdradzam cię z Niallem- momentalnie zaprzeczyłam.
   - To co może z kimś innym?- spytał ironicznie, a ja wbiłam wzrok w drewnianą podłogę.
   - Chyba powinnaś mu powiedzieć...- zabrał głos Horan, jednocześnie podnosząc się z łóżka, a następnie wyszedł z pokoju, zostawiając nas samych w jednym pokoju.
   - Powiesz mi chociaż z kim to robiłaś?- uniósł brwi i uważnie spojrzał w moje oczy.
   - Myślisz, że przespałam się z jakimś kolesiem?
   - No tak...
   - Uważasz, że jestem taką suką?! Posłuchaj, byłam pijana tańczyłam z jakimś kolesiem i on mnie pocałował, nic więcej- wyjaśniłam.
   - Czyli do niczego więcej nie doszło?- ciągnął temat.
   - Przecież powiedziałam, że nie- zaprzeczyłam i lekko uśmiechnęłam się do chłopaka, a ten odwzajemnił uśmiech, po czym do mnie podszedł i mocno do siebie przytulił.- Nie masz mi tego za złe?- zapytałam.
   - Wolałbym, żeby to się nie wydarzyło, ale to w pewnym sensie też moja wina, powinienem iść tam z tobą, a nie do jakiegoś głupiego spa- powiedziawszy to delikatnie pocałował moje usta.
   - Czyli mi wybaczasz, tak?
   - Za bardzo mi na tobie zależy, żeby taka jedna wpadka popsuła nasz związek. Ale możesz mnie za to przeprosić- zaśmiał się.
   - Nie używam tego słowa- wytknęłam do niego język.
   - Moja buntowniczka- cmoknął mnie w policzek.
   - Jakie plany na dzisiaj- spytałam, jednocześnie łapiąc go za dłoń.
   - Mamy dwa wywiady, które potrwają tak do piętnastej- odpowiedział, po chwili namysłu.- Idziesz z nami?
   - Nie chcę mi się. Posiedzę sobie tu, w hotelu. Polecasz to spa?
   - Jak tam chcesz, ale jak wrócimy ze studia to cię gdzieś porywam...- oznajmił i wstał.
   - Ok, dobra idę się przebrać i umyć- odpowiedziałam, po czym złożyłam pocałunek na jego ustach i wyszłam z pokoju Niallera.
   Tak jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Wzięłam odświeżający prysznic i przebrałam się w świeże ubrania. Szybki makijaż i mogłam wychodzić. Zeszłam do restauracji coś przekąsić i napić się porządnej kawy. Okazało się, że chłopców już nie było, więc teraz byłam zdana na siebie. Ostatecznie ze spa zrezygnowałam, gdy dowiedziałam, że w hotelu jest salon gier. Równe trzy godziny spędziłam na rozrywce w owym salonie. Natomiast resztę czasu pozostałego do powrotu chłopców przesiedziałam przed ekranem swojego laptopa, przeglądając twittera.
   - Lil, Zayn na ciebie czeka na dole- w pewnym momencie do mojego pokoju wtargnął uśmiechnięty Niall trzymający w dłoni hot doga.
   - A no tak miał mnie gdzieś porwać- przypomniałam sobie.
   - Lilka- Niall zatrzymał mnie, gdy go mijałam.- Cieszę się, że Zayn ci wybaczył i wciąż jesteście razem- dodał, gdy odwróciłam wzrok w jego kierunku.
   - Dzięki- obdarowałam go uśmiechem po czym skierowałam się w stronę windy, którą zjechałam na parter.
   - Gdzie Zayn?- spytałam Liama, na którego natknęłam się wychodząc z windy.
   - Usiłuje wejść po schodach- odpowiedział, po czym się zaśmiał.
   - Jak to usiłuje?- zdziwiłam się, a Liam wskazał mi palcem wyjście.
   Szybkim krokiem podeszłam do drzwi, a po tym jak dostrzegłam Zayna wybuchłam śmiechem.
   - Co to ma być?- zapytałam spoglądając na jego nogę pokrytą białym gipsem.
   - Jakiś idiota położył mi pod nogami jakąś torbę, no i poleciałem na ziemię i noga mi się skręciła- wytłumaczył i kontynuował kuśtykanie po schodach.
   - Kaleka z ciebie Malik- skomentowałam i wyciągnęłam w jego kierunku rękę.
   - Nie chcę nic mówić, ale jesteś lepszym specjalistą ode mnie w zaliczaniu niespodziewanych upadków- szturchnął mnie w ramię.
   - To co chyba mnie dzisiaj nigdzie nie porwiesz- zauważyłam i razem weszliście do budynku.
   - Możemy posiedzieć sobie na przykład w hotelu obejrzeć jakiś film, albo pójść na romantyczną kolację do restauracji.
   - Nudy- skomentowałam.- No, ale trudno niech już będzie ten film- uśmiechnęłam się, a następnie Zayn oparł się o mnie i razem powoli ruszyliśmy w kierunku windy.
   Gdy byliśmy już w pokoju Zayna, chłopak włączył swojego laptopa i zaczął szukać jakiegoś filmu. Natomiast ja otworzyłam okno i zapaliłam papierosa, a gdy spojrzałam w dół dostrzegłam przed hotelem kilkanaście fanek.
   - Hej Lila- któraś z nich wrzasnęła do mnie, po czym reszta skierowała swój wzrok również na mnie, a ja zaciągnęłam się fajką.
   - Siema- w końcu odkrzyknęłam, co spowodowało, że dziewczyny zainteresowały się moją osobą i zaczęły coś krzyczeć, a ja wyłapywałam tylko pojedyncze słówka.- Chcą żebyś podszedł- zwróciłam się do Zayna, a ten spojrzał tylko na swoją stopę. Uśmiechnęłam się, po czym zaczęłam grzebać w jego szafie, z której wyjęłam biały T-shirt.
   - Co ty robisz?- spytał.
   - Będę miła dla twoich dziewczyn, chociaż raz- odparłam, po czym ponownie wychyliłam się przez okno i rzuciłam do nich pachnącą perfumami Zayna, koszulkę. Na co dziewczyny zaczęły ją sobie wyrywać z rąk, a ja jak gdyby nigdy nic z powrotem weszłam do wewnątrz pokoju i zamknęłam okno.
   - Ucieszyły się?- zapytał Malik, gdy położyłam się obok niego na łóżku.
   - Prawie się nie pozabijały o nią- odpowiedziałam, po czym się w niego wtuliłam, a wzrok wbiłam w ekran laptopa, na którym właśnie ładował się jakiś horror.
   Tak nam minęła reszta dnia. Zdążyliśmy obejrzeć trzy filmy zanim zmógł nas sen.
_____________________________________________________________________
Przepraszam, że beznadziejny.
Przepraszam, że krótki.
Przepraszam, że nic się w nim nie działo.
Przepraszam, że tak późno.
Przepraszam za błędy.
Ale od wczoraj leżę w łóżku i jak się dzisiaj okazało mam anginę do tego gorączka, ból głowy itd. Po prostu jestem nie do życia. A no i dziękuję za te ponad 70 komentarzy pod ostatnim rozdziałem. To niesamowite, że z 30, tak nagle zrobiło się 70. Mam nadzieję, że takie statystyki pozostaną :) Dobra ja pędzę spać.(długimi komentarzami oczywiście nie pogardzę) xxx

sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział 29

   Uśmiechnięci wróciliśmy z Zaynem do hotelu, gdzie udaliśmy się do restauracji na obiad.
   - Idziemy dzisiaj na imprezę?- zaproponował Louis, którego spotkaliśmy na korytarzu.
   - Gdzie ta impreza?
   - Z tego co wiem Justin organizuje u siebie domówkę, wpadnie kilka sławnych osób- zaczął wyjaśniać Lou.
   - Kto będzie?- spytał Zayn, z zaciekawieniem w głosie.
   - Z tego co nam wiadomo to: Selena, Carly, Cody, Taylor...
   - Nie mamy na dzisiaj żadnych planów z Lilką, więc możemy iść- odpowiedział Malik, gdy tylko Lou wymienił imię tej blondyny.
   - O nie! Ja do Bieberka się nie wybieram! Czy nie możemy iść na imprezę z normalnymi ludźmi, a nie bogatymi gwiazdami?- wtrąciłam.
   - Uważasz nas za nienormalnych?- wtrącił Lou, do którego przytulała się Eleanor.
   - Można tak powiedzieć.
   - To co innego proponujesz, zamiast domówki u Justina?- zabrała głos, stojąca do tej pory cicho, El.
   - Jesteśmy w Nowym Jorku, przecież tu musi być pełno klubów. Zbieramy się o dziewiętnastej i lecimy na "miasto"- uśmiechnęłam się szeroko.- To co wchodzicie?
   - Samej cię nie puszczę- jako pierwszy powiedział Zayn, obejmując mnie ręką w talii.
   - My też wchodzimy w to- po krótkiej konsultacji ze sobą, odpowiedzieli Lou i El.
   - No i o to chodzi. To ja w drodze do pokoju, poinformuję o planach na wieczór pozostałych- dodałam, po czym cmoknęłam Zayna w usta i weszłam do znajdującego się na końcu korytarza, pokoju Liama.
   - Co tam?- odparł, gdy ujrzał mnie w progu.
   - Idziesz z nami na imprezę? Dziś wieczorem, zbiórka o dziewiętnastej na dole- wyjaśniłam co i jak, a następnie musiałam go jeszcze przez chwilę namawiać, ale w końcu Liam się zgodził, zresztą tak samo Hazza.
   - Cześć słonko- zaczęłam, wchodząc do pokoju Nialla.
   - Hej, jak tam spacer?- odpowiedział siedzący na łóżku z gitarą w dłoniach blondas.
   - Fajnie, malowaliśmy kible na posterunku policji, na różowo- odparłam lekko się uśmiechając.- Do rzeczy, idziesz dzisiaj z nami na imprezę do centrum- oznajmiłam.
   - Ale ja już mam plany- odpowiedział smutno.
   - Niby jakie?
   - Justin zaprosił mnie na swoją domówkę i powiedziałem, że przyjdę- wytłumaczył spoglądając to na mnie, to na swoja gitarę.
   - No coś ty. Wolisz Justina od nas?- spytałam żartobliwie, a Niall nic nie odpowiedział, tylko się głupio wpatrywał w wyłączony telewizor.- Osz ty mała gnido, foch!- warknęłam i wyszłam z pomieszczenia, zatrzaskując za sobą drzwi.
   Będąc w swoim pokoju wzięłam długi i relaksujący prysznic, po czym przebrałam się w krótką, granatową sukienkę i zabrałam się za robienie nowego, odpowiedniego na imprezę makijażu. Szybko wciągnęłam na stopy szpilki i wyszłam na korytarz. Zjechałam windą na parter, gdzie usiadłam na kanapie, na której postanowiłam poczekać na resztę.
   - Ładnie wyglądasz- powiedział, zbliżający się do mnie Nialler.
   - Spadaj na tę swoją imprezę u Justinka- warknęłam i odwróciłam głowę w innym kierunku.
   - No przestań, chyba nie jesteś obrażona- zaśmiał się Niall i usiadł obok mnie, a gdy chciał się do mnie przytulić momentalnie się odsunęłam.
   - Chyba jednak jestem- odpowiedziałam i podniosłam się ze skórzanej sofy.
   - Przesadzasz- powiedział i wyszedł z hotelu, a ja kontynuowałam oczekiwanie na Zayna i resztę, którzy przyszli po minucie, a co dziwniejsze ubrani byli w białe, hotelowe szlafroki.
   - Będziecie tańczyć w szlafrokach?- skomentowałam ich strój.
   - Wysłałem ci przecież SMS-a, że jednak zostajemy w hotelu i idziemy do Spa- odpowiedział Zayn, a ja wyciągnęłam z torebki telefon i faktycznie był owy SMS.
   - Zajebiście, ja nie idę do żadnego Spa- odburknęłam, wkurzonym głosem.
   - Tobie nigdy nie podoba się coś co my wymyślimy- odparł Harry, wywracając oczami.
   - Najwidoczniej macie głupie pomysły- burknęłam.
   - No tak, bo twoje są takie idealne i odpowiadające wszystkim- ciągnął Harry.
   - Ej, przestańcie się kłócić- wtrącił Zayn.
   - Mam cię serdecznie dość- warknął Styles, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę windy, natomiast ja bez słowa zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z hotelu.
   - Gdzie idziesz?- krzyknął za mną Zayn.
   - Przejść się- odpowiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
   Zapaliłam papierosa i zaczęłam iść przed siebie. Mijałam tłumy ludzi, a w tym też fanki chłopaków, które robiły mi zdjęcia, co było wkurzające. Zatrzymałam się przed jakimś klubem, z którego wydobywała się dyskotekowa muzyka. Z czystej ciekawości weszłam do środka.
   Było dosyć fajnie, tańczyłam, piłam i rozmawiałam z nieznajomymi. Robiłam to samo co sprzed kilku miesięcy, gdy byłam w Polsce ze swoimi znajomymi.
   - Hej, śliczna- ktoś szepnął mi do ucha, a gdy się odwróciłam ujrzałam przystojnego, wysokiego bruneta, który na pierwszy rzut oka przypominał Konrada.
   - Cześć- odpowiedziałam i również się do niego uśmiechnęłam.
   - Masz coś przeciwko, żebym postawił ci drinka?- spytał, dosiadając się obok mnie.
   - Nie, nie mam nic przeciwko, rób co chcesz.
   - Dwie whisky z colą- skierował te słowa do barmana.
   - Z parasolkami- dodałam i się uśmiechnęłam.
   Czas mijał a my piliśmy drinki, śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Robiliśmy się coraz to bardziej pijani i weseli. W pewnym momencie Jai, bo tak miał na imię, zaprosił mnie do tańca. Pierwsze dwie, szybkie piosenki minęły szybko i zaczęła się wolna. Jai objął mnie w tali, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Bujaliśmy się w rytm muzyki, od czasu do czasu spoglądając sobie w oczy. Kiedy piosenka się skończyła my wciąż byliśmy w siebie wtuleni, Jai uniósł moją twarz i spojrzał mi prosto w oczy. Powoli zaczął się do mnie zbliżać, aż w końcu mnie pocałował. Nie protestowałam, podobało mi się. Trwaliśmy w tym pocałunku przez kilka dobrych minut, ale gdy ten na oczu wszystkich zaczął dobierać się do mojej sukienki, oderwałam się od niego i strzeliłam w twarz.
   Wybiegłam z klubu i zaczęłam szybkim, chwiejnym krokiem zmierzać do hotelu. Zdałam sobie sprawę co przed chwilą zrobiłam, zdradziłam swojego chłopaka.
   Gdy tylko weszłam do hotelu, nie poszłam od razu do swojego pokoju, pierw zapukałam do drzwi Nialla, jednak ten nie otwierał. Nadusiłam na klamkę, drzwi były otwarte, a blondyn leżał na łóżku i gadał do swojego laptopa. Nie zwracając uwagi na nic, ściągnęłam szpilki wgramoliłam się na łóżko i przytuliłam się do Horana z całych sił, a blondyn zamknął swojego laptopa.
   - Co się stało?- szepnął odsłaniając moje włosy za ucho, a ja przez jakiś czas milczałam.- Przecież możesz mi powiedzieć. 
   - Lizałam się z jakimś typem- wydusiłam to z siebie i spojrzałam mu prosto w oczy.
   - A ja z jakąś typiarą- chciał mnie pocieszyć, ale mu nie wyszło.
   - Ty nie jesteś z nikim w związku!- sprostowałam.- To się stało tak szybko, piliśmy, tańczyliśmy, a potem on mnie pocałował, a ja nic z tym nie zrobiłam...- zaczęłam tłumaczyć.
   - Powiesz o tym Zaynowi?
   - Nie chcę- szepnęłam.
   - Moim zdaniem powinnaś to zrobić. Jak cię kocha, to przecież wybaczy, zresztą nie robiliście z tym kolesiem ten tegos. No i byłaś pijana, wciąż jesteś- wyjaśnił, a ja cmoknęłam go w policzek, wgramoliłam się pod jego kołdrę i przymknęłam oczy.
   - Nie wracasz do swojego pokoju?- spytał Niall.
   - Nie chcę być sama w nocy- wyjaśniłam i ponownie się do niego przytuliłam.
______________________________________________________________________
Zacznę od miłej prośby, aby wszystkie osoby, które to czytają i nie komentują sobie poszły i już nigdy tu nie wróciły. Naprawdę nie potrzebuję tu was :) Uwierzcie, że ja mam wszystkie statystyki, no i jak widzę 250 wejść i tylko 30 komentarzy to mnie szlag trafia.
Dobra po drugie wiem, że wolicie jak Lila jest zła, w tym rozdziale taka nie jest i to uszanujcie i wiedzcie, że ona się nigdy nie zmieni, to że ma czasem normalniejsze dni nie świadczy, że staje się miła.
Z wszystkimi pytaniami kierujcie się tu http://ask.fm/GobyPlane
Liczę na komentarze :) Pozdrawiam xxx
(sorry za błędy)

  

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział 28

   - Nie!- wydarłam się na cały głos i otworzyłam szeroko oczy.- Gdzie ja jestem?- zaczęłam nerwowo rozglądać się po całym, z resztą ogromnym pokoju.
   - Hej spokojnie- poczułam na plecach czyjąś ciepłą dłoń, a gdy się odwróciłam ujrzałam Zayna, który wpatrywał się we mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
   - Gdzie Harry?- krzyknęłam i jak poparzona wystrzeliłam z łóżka, wybiegłam na korytarz i wykrzyczałam, jak najgłośniej potrafiłam, imię loczka.
   - Ej nie drzyj się tak- po kilku sekundach, zza drzwi obok wyszedł rozczochrany, ubrany w piżamę Styles.
   - Ty żyjesz- podbiegłam do niego i z całych sił przytuliłam go do siebie.
   - Możesz mnie puścić- warknął mi do ucha Harry, którego puściłam, a następnie złapałam się za plecy. Wszystko było w porządku.
   - Czyli to był tylko głupi sen- szepnęłam sama do siebie i jakby nigdy nic wróciłam do pokoju, z którego przed chwilą wybiegłam.
   - Powiesz mi w końcu co się stało?- syknął Zayn, spoglądając na mnie.
   - Miałam sen, że porwali Harrego, mieliśmy go wymienić za dwadzieścia milionów, ale załatwiłeś zabawkowe pieniądze i ten przestępca on strzelił do mnie i do Harrego, a później ty strzeliłeś do niego, ale ja umarłam i Harry też- mówiąc to, cały czas jeszcze miałam ten paskudny obraz z mojego snu przed swoimi oczami. Na samą myśl po policzku popłynęła mi łza.
   - A mi się śnił mały kotek- uśmiechnął się mulat, a ja w tym momencie miałam ochotę, go spoliczkować.
   - Ale gala była na serio tak?- zmieniłam temat.
   - Tak była- odpowiedział poważnym głosem, po czym głośno ziewnął.- Idziemy jeszcze spać?- spytał, zaraz po tym jak się przeciągnął.
   - Nie, chodźmy się przejść, albo na kawę, albo gdzieś- odpowiedziałam.- Za piętnaście minut na dole, idę się ubrać- dodałam, łapiąc za klamkę.
   - No, ale jest dopiero ósma, a mnie boli głowa i chce mi się spać.- wyjęczał Zayn.
   - Nie marudź, tylko się ubieraj- powiedziawszy to, wyszłam z pokoju i windą wjechałam na swoje piętro.
   Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam w moim pokoju było wyjrzenie przez okno, które umożliwiło mi ocenę panującej na zewnątrz pogody i dobrania odpowiedniego stroju. Stwierdziłam, że w związku iż świeci słońce, to musi też być ciepło, więc postawiłam na krótkie czarne szorty, luźną koszulkę i conversy. Na koniec doprowadziłam swoje włosy do ładu, pomalowałam rzęsy i gotowa wyszłam na korytarz.
   W połowie drogi windą dosiadł się do mnie, wracający z bufetu Niall. Z radosną, uśmiechniętą minką, która zawsze mu towarzyszyła, gdy się najadł.
   - Co tam?- zaczął i jeszcze szerzej się uśmiechnął, odsłaniając przy tym białe zęby, ukryte pod aparatem.
   - Miałam okropny i bardzo realistyczny sen- odpowiedziałam.
   - Moje biedactwo- niespodziewanie mnie przytulił do siebie.
   - Jak to jest, że tylko ty mnie rozumiesz?
   - Instynkt przyjacielski- po chwili bycia poważnym, na jego twarzy znowu zarysował się uśmiech.
   - Jest w ogóle takie coś?
   - Nie wiem, ja tam go mam- zachichotaliśmy i wtem winda się zatrzymała się na parterze, a my z niej wyszliśmy.- Masz ochotę się gdzieś przejść?- spytał i uniósł brwi.
   - Wiesz umówiłam się już z Zaynem, ale jeśli masz ochotę możesz iść z nami- zaproponowałam, a wtem otworzyła się druga winda z której wysiadł Zayn, a zaraz za nim kilka innych osób.
   - Nie chcę wam przeszkadzać- odparł Niall.
   - W czym przeszkadzać?- wtrącił Malik, po tym jak podszedł bliżej nas.
   - W waszym wspólnym, romantycznym spacerze po Nowym Jorku- odparł i zaczął się oddalać w stronę hotelowego bowlingu.
   - To gdzie idziemy?- spytał Zayn, kiedy trzymając się za ręce wyszliśmy z budynku.
   - Zróbmy coś szalonego- zaproponowałam.
   - Tak szalonego, żeby znowu zamknęli cię w areszcie?
   - Może być, tylko tym razem jak będę musieli to zamkną nas oboje- zachichotałam i pociągnęłam Zayna w stronę parku.
   - Powiadasz, że chcesz zrobić coś nielegalnego, tak?
   - O tak!
   - Co powiesz na nielegalny seks na środku parku?- wytknął do mnie język, a ja go szturchnęłam.
   - Jesteś zboczonym idiotą Malik. Zróbmy coś lepszego, ukradnijmy coś, albo pomalujmy policyjny radiowóz, albo kogoś wkręćmy, no zróbmy coś głupiego- napaliłam się na każdą z wymienionych przed chwilą rzeczy.
   - No nie wiem...
   - Nie bądź dupa, gdzie ten bad boy, który był na początku wakacji? Zabawmy się trochę- uśmiechnęłam się do niego i znowu pociągnęłam go przed siebie.
   Przy wyjściu z parku natknęliśmy się  na spacerujących i wtulonych w siebie Lou i Eleanor.
   - Gdzie idziecie?- spytał Louis.
   - Idziemy zrobić coś nielegalnego- powiedział podekscytowany Malik.
   - Będziecie uprawiać seks na ulicy?
   - Jesteście nie wyżytymi, zboczonymi idiotami- skomentowałam ich podobną reakcję.- Idziemy pomalować radiowóz na różowo. Wiecie gdzie jest tu jakiś sklep z farbami?- zmieniłam temat, gdy dojrzałam zszokowany wyraz twarzy Lou i El.
   - Na prawo jest duży super market- odpowiedziała Eleanor, wskazując dłonią kierunek.
   - Mam wam już szukać dobrego adwokata?- dodał Louis i wyjął z kieszeni telefon.
   - Poradzimy sobie- odpowiedziałam z chytrym uśmiechem na buzi, po czym wyminęłam Elounor i razem z Zaynem ruszyliśmy w kierunku wskazanym wcześniej przez dziewczynę Louisa.
   Kupiliśmy z Zaynem trzy markery z różową farbą.
   - Naprawdę chcesz pomalować radiowóz na różowo?- zatrzymał się w pewnym momencie, naszej wędrówki w stronę komendy policji.
   - No coś ty, malować po samochodzie przed posterunkiem, rusz głową kotku- zaśmiałam się, a następnie wdrapałam się po schodach na komisariat.
   - To jaki masz plan?
   - Bardzo prosty. Wchodzimy do kibla, żeby nie było każdy do innego, no i malujemy sedes na różowo i wychodzimy przez okno. Pierwsza osoba wybiera karę dla drugiej. Rozumiesz?
   - Tak, ale to głupie.
   - Głupie zabawy są zawsze najlepsze- zachichotałam.- Czas start, panie Malik- powiedziałam i otworzyłam szeroko drzwi komendy i wsunęłam się do środka, a za mną Zayn.
   - W czym mogę pomóc?- spytał jedyny policjant, znajdujący się w budynku?
   - Mam taką prośbę, czy mogę skorzystać z ubikacji?- powiedziałam milutkim głosikiem i zatrzepotałam rzęsami do mężczyzny.
   - Ale to nie jest publiczna toaleta- odpowiedział.
   - Niech pan będzie łaskawy, mój pęcherz zaraz wybuchnie, a ja nie chcę wybuchnąć razem z nim.
   - No dobra idź, damska jest po prawej, tylko uwaga na okno, bo jest wybite- w końcu się zgodził, a ja schowałam pod bluzką spray, wytknęłam język do Zayna i weszłam do małej łazienki, po czym zamknęłam się na klucz.
   Wstrząsnęłam puszką i zaczęłam rozpylać, różową, śmierdzącą farbę, wprost na biały sedes. Gdy wszystko było już gotowe, zerknęłam przez okno, aby przyjrzeć się jak daleko mam do ziemi. W sumie było niżej niż poprzednim razem w Londynie. Ostrożnie otworzyłam okno i wyskoczyłam. Lądowanie było godne samego Adama Małysza. Zayna jeszcze nie było, co spowodowało na mojej twarzy szeroki uśmiech. Z ciekawości podskoczyłam, żeby zobaczyć jak idzie robota mojemu chłopakowi, jednak go tam nie było, okno było otwarte, a kibelek pomalowany na różowiutko.
   - Przyłapali go- szepnęłam sama do siebie ze złością w głosie.
   - Nie nie przyłapali- odpowiedział Malik, wychodząc zza krzaków.- Chyba wygrałem- uśmiechnął się.
   - Ale jak to możliwe?- zdziwiłam się.
   - Mam swoje sposoby, a policjanci w USA, są naiwni. Dobra wiejemy- powiedział i pobiegliśmy w stronę najbliższego baru.- To co kawa?
   - A to jest moja kara, tak? Mam ci postawić kawę. Spoko- uśmiechnęłam się i weszłam do kawiarni.
   - Nie, nie kawa to tak przy okazji, kara będzie wieczorem- odpowiedział i pocałował mnie w usta.
   - Stawiam jeden warunek. Nie uprawiam seksu na ulicy, jasne!- warknęłam i zamówiłam dwie kawy latte.
   - Nie musi być na ulicy- uniósł brwi.
   - Zayn Malik?- w pewnym momencie podszedł do naszego stolika jakiś policjant, jednak nie ten co był na komendzie.
   - To mamy problem- szepnęłam do siebie po polsku.
   - Ja nic nie zrobiłem panie władzo- zaczął się tłumaczyć jak małe dziecko.
   - Nie, ja nie w takiej sprawie. Moja córka jest ogromną fanką...
   - A jasne, jak ma na imię?
   - Lucy- odparł mężczyzna i podsunął Zaynowi pogniecioną kartkę i długopis. Zayn skrobnął krótki autograf i oddał go facetowi, który z uśmiechem na twarzy wyszedł z kawiarni, a my dokończyliśmy pić nasze napoje cały czas się śmiejąc.
____________________________________________________________
   Przepraszam za tamten rozdział, to wszystko było zaplanowane, ta cała scena. Te wszystkie odpowiedzi związane z ostatnim rozdziałem były wymyślone na rzecz, aby nie zdradzić tajemnicy kolejnego rozdziału. Miałam taką wizję, a no i chciałam zobaczyć jak bardzo wam zależy na tym, żebym dalej pisała. Mam nadzieję, że nie jesteście złe :) Wiecie ja was kocham <3 i wasze, przynajmniej niektórych komentarze.
Nie wiem kiedy następny. No i bardzo proszę, żebyście wszelkie pytania do mnie zadawały na asku http://ask.fm/GobyPlane , bo tu nie lubię odpowiadać w komentarzach :)
Pozdrawiam was bardzo, bardzo <3 xxx
Ps. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe.

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 27

   - Odbierz proszę- usłyszałam paniczny głos, siedzącego obok Zayna.
   - Hej, co jest?- spytałam, spoglądając na niego z zaciekawieniem.
   - Harry od wczoraj nie wrócił do domu- wyszeptał Malik i odłożył telefon.- Nie odbiera.
   - Pewnie się upił, a teraz, gdzieś leży półprzytomny.
   - No właśnie, nie. Dzwoniłem do tego jego kolegi, do którego wczoraj poszedł, a on mi odpowiedział, że Harry nawet się nie pojawił na jego urodzinach- gdy tylko Zayn skończył mówić zadzwoniła jego komórka, którą ja postanowiłam odebrać.
   - Harry, gdzie ty łazisz?!- warknęłam do słuchawki, na której wyświetliło się imię loczka.
   - Nie będę owijać w bawełnę- usłyszałam męski głos, jednak, to nie był głos Harrego.- Jeśli chcecie mieć swojego kolegę...
   - Zaraz, zaraz a co jeśli nie chcemy- wtrąciłam.
   - To proste straci swoje cenne życie- wyjaśnił.- Jeśli chcecie go ocalić daję wam trzy godziny, na skombinowanie dwudziestu milionów dolarów, które mi przywieziecie pod stary teatr. I żeby było jasne żadnej policji i innych takich- wycharczał do telefonu.
   - Ale bo wiesz ja nie jestem z Londynu, no i nie wiem, gdzie ten stary teatr, to może...
   - Trzy godziny- krzyknął, po czym się rozłączył.
   - No co za cham jeden- powiedziałam sama do siebie i podałam telefon Zaynowi.
   - Kto to?
   - Jakiś koleś- opowiedziałam mu słowo w słowo, co usłyszałam od tamtego kolesia.
   - Masz jakiś pomysł?- odparł Zayn, zdenerwowanym głosem.
   - Wydaje mi się, że możemy to olać. Jednego mniej w zespole nie zrobi dużej różnicy...
   - Przestań żartować!- warknął na mnie.
   - Dobra, dobra, skołuj mi worek ze sztucznymi dwudziestoma milionami, pistolet z nabojami i kominiarkę- powiedziałam poważnym głosem.
   - Mówisz serio?
   - Tak serio. Koniec gadania, idź kombinować te rzeczy- postanowiłam.
   - Hej co tu się dzieje?- Do salonu, w którym siedzieliśmy weszli Liam i Niall.
   - Harrego porwali, a my szykujemy akcję ratowniczą- odpowiedziałam spokojnie.
   - Że co?
   - Dobrze słyszałeś. Zayn idziesz tam gdzie miałeś iść?- Malik cmoknął moje usta i wyszedł z salonu.
   Te trzy godziny minęły szybciej niż myślałam. Załadowałam się z całym sprzętem do samochodu Zayna, po czym wciągnęłam na głowę czarną kominiarkę.
   - Jedziemy z wami- na tylne siedzenia wpakowali się Liam z Niallem.
   - Nie! Zostajecie tutaj, jak nie damy wam znaku życia za godzinę, dzwońcie po policję- niemalże im rozkazałam. Chłopcy popatrzyli na siebie i niechętnie wysiedli z wozu.- Gdzie ten Zayn?- szepnęłam sama do siebie i wychyliłam się za okno, samochodu.
   - Już jestem- powiedział Malik i wsiadł do auta.
   - Co ty masz na sobie?- zareagowałam na jego odświętny ubiór i doprowadzone do perfekcji włosy.
   - Nie wiem, czy to przeżyję, a w trumnie trzeba jakoś wyglądać- odpowiedział.
   - Nikt nie zginie jasne?! Masz te fałszywki?- spytałam, a chłopak podał mi czarny worek z fałszywymi dolarami, ktore tak naprawdę nawet nie wyglądały jak dolary.- Co to ma być?- warknęłam.
   - Mieli tylko zabawkowe- odpowiedział i ruszył z piskiem opon. Całą drogę przebyliśmy w ciszy, jednak nasze głowy były pełne wszystkiego.
   - To tu- szepnął Zayn, a zanim wysiedliśmy pocałował moje usta.- Wierzę w nas- szepnął i nałożył własną kominiarkę i też wysiadł z auta.
   Weszliśmy w głąb ciemnej, ponurej uliczki, na której końcu dostrzegłam kontur dwóch postaci.
   - Nic nie mów, zostaw to mi. Jasne- szepnęłam Zaynowi na ucho, a ten tylko kiwnął głową na tak.
   - Gdzie Harry?!- krzyknęłam.
   - Gdzie moja kasa?- odpowiedział ten sam głos, który usłyszałam w słuchawce kilka godzin temu.
   - Nie martw się o coś co mam przy sobie...
   - Wyobraź sobie paniusiu, że twój kolega też jest przy mnie.
   - Wypuść mnie szmato- rozpoznałam głos Harrego w oddali.
   - Robimy wymianę, podejdź tu z tym workiem. Jesteś sama?- warknął na mnie.
   - Samiuteńka. Dobra, dobra już idę- odpowiedziałam ironicznie się śmiejąc.- Schowaj się!- warknęłam cicho do Zayna, który niechętnie zrobił kilka kroków do tyłu i schował się za śmietnikiem.
   Powoli podeszłam do mężczyzny, a gdy stałam na przeciw niego rzuciłam mu workiem pod nogi.
   - Dawaj Harrego- powiedziałam do niego, po czym koleś popchnął w moją stronę Hazzę ze związanymi na placach dłońmi.- Dobra chodź- odparłam i chwyciłam loczka za ramię i zaczęłam prowadzić w stronę głównej ulicy.
   - Wy łajzy, myśleliście że mnie nabierzecie głupimi sztucznymi pieniędzmi!- wrzasnął za naszymi plecami. Usłyszałam dwa strzały, a później poczułam ostry, rozrywający ból w plecach.
   Runęłam na ziemię, a zaraz po mnie Harry, którego wciąż trzymałam za rękę. Mężczyzna przebiegł obok nas i znowu potężny huk, tym razem na ziemię poleciał przestępca, a za kantara wybiegł Zayn, który momentalnie znalazł się obok nas.
   - Widzisz też mogłam się odwalić- zażartowałam, chociaż wiedziałam, że było to nie na miejscu.
   - Przestań! Wyjdziesz z tego, Harry dzwoń po pogotowie- warknął Zayn, który zaczął płakać.- Harry, dzwoń- szturchnął nieruchome ciało loczka.- Harry! Stary otwórz oczy. Proszę- zaczął go szturać jednak na marne.
   - On nie oddycha- przyłożyłam drżącą dłoń do jego nosa i ust, jednak nic nie wyczułam.- Chcesz, żebym mu coś przekazała, bo pewnie zaraz się z nim zobaczę- odpowiedziałam resztkami sił.
   - Nie, bo ja cię nigdzie nie puszczę. Słyszysz wszystko będzie ok- zaczął krzyczeć, a ja się do niego lekko uśmiechnęłam.
   - Bądź twardy, powiedz Niallowi, że był najwspanialszym przyjacielem jakiego miałam- odparłam cichuteńko.- Kocham cię- odpowiedziałam i przyciągnęłam jego twarz bliżej mojej, po czym czule go pocałowałam i zamknęłam oczy.
_____________________________________________________________
Wiedziałam, że ten rozdział będzie zajebisty po prostu. Udał mi się :)
Spokojnie, jakoś w sobotę dodam wam taki rozdział podsumowujący, gdzie napiszę co było dalej, no i co będę robic, żeby się z wami nie żegnać. Poza tym wiecie mało osób komentowało co nie ;p Będę tu wrzucać róże rzeczy więc, codziennie śledźcie tego bloga :) Pozdrawiam ciepło xxx
Wszystkich niezadowolonych zapraszam na http://ask.fm/GobyPlane