Translate

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 13

    Lepiej nie poświęcać czasu na opowiadanie dnia, podczas którego, większość, albo wymiotowała, albo leżeli w łóżku.
   Kolejną noc spędziłam już w domu rodziców Zayna.
   Przed dziesiątą, dał o sobie znać mój telefon. Niechętnie otworzyłam zaspane powieki, przeciągnęłam się i sięgnęłam po dzwoniący telefon. Jak się okazało z jakiegoś niewyjaśnionego powodu włączył się budzik, który zerwał mnie na równe nogi. Wciągnęłam na nogi luźny, szary dres i do tego czarną bokserkę, po czym zeszłam na dół do salonu, w którym czekała na mnie krótka wiadomość zapisana na małej fioletowej karteczce: "Pojechałam za miasto wracam późnym wieczorem, jeśli nie masz co robić, chłopcy mają od 11 próbę przed koncertem i spotkanie z fanami. Adres z drugiej strony. Waliya."
   - Czemu nie- szepnęłam sama do siebie i schowałam skrawek papieru z adresem do tylnej kieszeni spodni.
   Śniadanie zjadłam dosyć szybko, a następnie wrzuciłam kilka potrzebnych i nierozłącznych dupereli do torby, w tym oczywiście paczkę papierosów. Wyszłam na dwór, ponownie zerknęłam na karteczkę z adresem i zgłupiałam. Co z tego, że mam napisane miejsce próby, ja nie wiem gdzie ono jest. Chciałam już wrócić do domu, gdy kilka domów dalej zatrzymała się taksówka, z której wysiadła grupka ludzi. Nie czekając na nic zaczęłam biec w stronę samochodu.
   - Wolny?- szepnęłam do kierowcy zdyszanym głosem.
   - Nie, mam żonę i dzieci- odparł mężczyzna, a ja walnęłam się w czoło.
   - Ja pierdole, co za inteligencja- szepnęłam sama do siebie, po polsku.- Zawiezie mnie pan tu- podałam mu karteczkę z adresem, pod który miałam zamiar się udać.
   - Skąd jesteś?- spytał, gdy siedziałam już w klimatyzowanej taksówce.
   - Nie musimy rozmawiać- odparłam, a koleś się zamknął.
   Piętnaście minut przyjemnej ciszy, w tle tylko unosiła się cicha muzyka wydobywająca się z wbudowanego radia samochodowego. Zatrzymaliśmy się przed sporym budynkiem. Zapłaciłam kolesiowi i zaczęłam zmierzać w stronę wejścia, przed którym zgromadziło się kilkanaście piszczących fanek.
   - Przepuście mnie- powiedziałam, przepychając się przez tłum dziewczyn.
   - Co się przepychasz?- zaryzykowała jedna z nich, zatrzymując mnie słowami.
   - Posłuchaj mnie zasrana faneczko, z tego co wiem jest to wolny kraj i będę robić co mi się podoba...
   - Nie jestem fanką, jestem directionerką- powiedziała, jakoś w dumny sposób.
   - To słuchaj lizałam się z twoimi idolami. Tak, z Niallem, Liamem i Zaynem i kto tu jest fajniejszy?- uśmiechnęłam się do niej.
   - Jasne już ci wierzę.
   - Nie musisz- odparłam i ruszyłam dalej w kierunku drzwi, zastawionych przez ochronę.
   - Chcę wejść- powiedziałam spokojnym głosem do wysokiego, łysego mężczyzny.
   - Jak reszta tych dziewczyn.
   - Nie jestem fanką, czy jak to one mówią dire coś tam, tylko dobrą znajomą. Nie wierzysz, zawołaj któregoś z chłopaków- o dziwo ochroniarz posłuchał i poprosił któregoś z chłopaków.
   - O hej Lila, przyszłaś wchodź- powiedział Liam, bo to właśnie on podszedł do drzwi. Natomiast ja zanim weszłam do środka, odwróciłam się, odszukałam wzrokiem dziewczyny, z którą przed chwilą się kłóciłam. Kiedy już ją dostrzegłam wyciągnęłam rękę do góry i pokazałam jej środkowy palec i weszłam za Liamem na korytarz.
   - Coś ci zrobiła?- spytał, gdy podążaliśmy długim przejściem.
   - Wkurzyła mnie i tyle- odparłam.- Daleko jeszcze?- spytałam, po kilku minutowej wędrówce nie wiadomo dokąd.
   - Nie marudź, marudo jedna- odpowiedział, po czym otworzył przede mną spore, miał drzwi.- Wybieraj sobie miejsce, a ja wracam do chłopaków- dodał, a ja weszłam do sali koncertowej z wieloma poustawianymi stopniowo krzesłami.
   - A co tam- westchnęłam i zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie na samym środku.
   Zanim jeszcze coś zaczęło się dziać podłączyłam się pod wi-fi i zaczęłam sobie szperać w internecie.
   - Hej mała- usłyszałam głos ze sceny, powoli podniosłam wzrok znad telefonu i dostrzegłam przed sobą Josha, majstrującego coś przy perkusji.
   - Zagraj coś- krzyknęłam do niego, a on lekko się uśmiechnął i usiadł za swoim instrumentem i zaczął rytmicznie walić w bębny.
   - Od dziś jestem twoją fanką- ponownie krzyknęłam i zaczęłam bić brawo i piszczeć niczym psychofanka.
   - Szykuj się, idą dziewczyny- wtrącił Josh, po czym zniknął za ścianą.
   - Trzy, dwa, jeden- odliczyłam, a gdy skończyłam, na halę niemalże wbiegło kilkadziesiąt dziewuch, tych samych, które kilka minut wcześniej spotkałam na zewnątrz.
   - Siadacie w rzędach on trzeciego do piątego- powiedział łysy ochroniarz, a dziewczyny rzuciły się na krzesła.
   - Co za bydło- skomentowałam, spoglądając się za siebie.
   - A czemu ona siedzi przy scenie?- spytała jedna z dziewczyn.
   - Ja się tym zajmę- wyciągnęłam dłoń w stronę ochroniarza, który chciał zabrać głos.- Ja po prostu jestem VIP-em i mogę siedzieć, gdzie mi się podoba- powiedziałam to na stojąco, jakbym chciała podkreślić swoją wyższość.
   Usiadłam z powrotem na fotel, z którego i tak po chwili wstałam i przeszłam nad fotelami jeden rząd wyżej, w tym momencie czułam na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych na sali. Zajęłam sobie miejsce i oparłam nogi o krzesło, znajdujące się przede mną. Chciałam się skupić na własnych myślach, ale nie mogłam, te fanki tak się wydzierały, piszczały i śpiewały, że miałam ochotę im coś zrobić. W tych wrzaskach wytrwałam jedynie niecałe pięć minut.
   - Możecie się przymknąć? Jestem po ciężkich dwóch dniach, zresztą chłopcy też. Więc koniec tego jazgotu jasne?!- warknęłam na nie.
   - Hej Lila- usłyszałam jak ktoś siada obok mnie, a gdy się obróciłam w stronę owego kolesia, okazało się, że jest to Andy.
   - O hej- powitałam się z nim, całując go w policzek, na co dziewczyny siedzące nad nami zrobiły głupie miny, kiedy na nie spojrzałam.
   - Co tu robisz?- spytał.
   - Wiesz nic ciekawszego nie miałam dzisiaj do roboty.
   - A to witam w klubie.
   - Hej- krzyknął ktoś ze sceny, a tłum fanek w jednej sekundzie zaczął piszczeć.
   - Boże to Harry- wrzasnęło kilka dziewczyn.
   - Tak to ja, możecie się trochę uciszyć, jesteśmy z chłopakami po ciężkich dwóch dnia- odparł loczek.
   - Ha, a nie mówiłam- obróciłam się za siebie.
   - Lilka, a co ty tu robisz?- spytał Harry, gdy odnalazł mnie wzrokiem.
   - Z tego co mi wiadomo, to ja tu mam zadawać pytania, a nie ty słonko- zaśmiałam się, a Harry zeskoczył ze sceny i zaczął iść w moim kierunku, co wywołało pisk u dziewczyn.- Harry, nie podchodź tu, one cię zjedzą- powstrzymałam go, a chłopak tylko się uśmiechnął i zawrócił.
   Kilka minut, a ja już nabawiłam się tylu wrogów. Śmieszna sytuacja.
   Po chwili do Harrego dołączyli pozostali z mikrofonami w dłoniach. Band zaczął grać a po chwili chłopcy zaczęli śpiewać jakąś smętną piosenkę. Później zaśpiewali jeszcze dwie, po czym przynieśli sobie zza sceny krzesła na których usiedli.
   - Jak się podobało?- spytał Liam, który właśnie przyłożył sobie mikrofon do ust. Po jego słowach fanki zaczęły piszczeć i klaskać, natomiast ja wywróciłam tylko oczami.
   - Macie do nas jakieś pytania?- powiedział Louis, a w tym momencie wszystkie dziewczyny podniosły ręce. Nie chciałam być gorsza i też uniosłam swoją, mimo że nie miałam w zanadrzu jakiegoś ciekawego pytania.
   - Koleżanka w koszuli w kratę- wskazał kogoś palcem.
   - Czym jesteście tak zmęczeni- spytała przejętym i podekscytowanym, jednocześnie głosem.
   - Dobre pytanie- zaczęłam klaskać jej i z ciekawością spojrzałam na twarze chłopaków.
   - Po prostu, złapało nas pewne choróbsko- wyjaśnił Liam, a ja się szeroko uśmiechnęłam.
   - Dobra następne pytanie, może ty- tym razem Zayn wyznaczał dziewczynę, tą samą, z którą kłóciłam się kilkanaście minut temu.
   - Czy to prawda, że któryś z was całował się z tą tutaj- wiedziałam, że wskazuje na mnie, bo wzrok chłopców skierował się wprost w moją stronę.
   - Ja tak- Niall jako jedyny odważył się przyznać.- W tajemnicy wam powiem, że nie tylko ja- zachichotał, a Zayn go uszczypnął.
   Dziewczyny zadały jeszcze kilkanaście pytań do chłopców, po czym zaśpiewali oni jeszcze jedną piosenkę i zniknęli za sceną. Fanki szybko wyszły z sali i udały się na podpisywanie, które miało się odbyć w sali obok.
   - Chcesz poznać pewną tajemnicę?- spojrzałam na Andiego, gdy zostaliśmy już sami w pomieszczeniu.
   - Jasne. Zadziw mnie- uśmiechnął się, a ja wstałam, podeszłam do sceny po czym na nią weszłam, sięgnęłam po jeden z mikrofonów, który zostawił jeden z chłopaków, ustawiłam go na stojaku, następnie złapałam za gitarę elektryczną i zaczęłam grać a po chwili jeszcze śpiewać.
   - Jesteś lepsza niż chłopaki- odparł Andy i podszedł do mnie.- Wow, to się nazywa głos...
   - Dobra, nie słodź już, a i nikomu ani słowa o tym jasne!- powiedziałam zeskakując na dół.
   - Nie no spoko, idziemy?
   - Możemy. Ale chcę jeszcze autograf. Masz kartkę?
   - Coś mam- zaczął grzebać w plecaku, z którego po chwili wyjął pały notesik i wyrwał z niego jedną kartkę.
   O dziwo ustawiliśmy się na samym końcu kolejki i grzecznie, jak na ludzi przystało czekaliśmy na swoją kolej.
   - Dla kogo?- spytał Louis, nawet nie podnosząc wzroku znad stołu, na który położyłam przed nim kartkę.
   - Dla pewnej niegrzecznej i chamskiej dziewczyny- odpowiedziałam.
   - Lilka, ty chcesz autograf?- zdziwił się, kiedy wreszcie na mnie spojrzał.
   - Nie. Stałam w tej niemalże kilometrowej kolejce- odpowiedziałam, a chłopak zaczął coś skrobać na papierze. Kolejni chłopcy coś też tam napisali i oddali mi do rąk własnych.
   Zaczęłam po kolei czytać ich twórczości. Liam pisał: Dla niegrzecznej Lilki, Niall: Uwielbiam smak twojej szminki w połączeniu z twoimi ustami ;*, Harry: I tak cię nie lubię, Louis: Dla mojej największej fanki.<3, Zayn: Czemu nie mówiłaś, że potrafisz tak dobrze śpiewać? Jesteś rewelacyjna!.
   Ostatnia notka od Zayna trochę mnie zszokowała. Zerknęłam jeszcze raz na kartkę i wróciłam do chłopaków.
   - Podsłuchiwałeś- warknęłam na mulata.
   - Nie rób z tego afery, ładnie śpiewasz.
   - Lila, ty śpiewasz?- wtrącił Niall, który siedział najbliżej Zayna.
   - No i co z tego?- odparłam, nieco wkurzona.
   - No jak to co? Dasz nam dzisiaj koncert.
   - Zapomnij.
   - Dobra, koniec kłótni- przerwał nam Liam.- Zbierajcie się jedziemy do...
   - Do zoo!- krzyknął Harry.
   - O widzę, że kogoś ciągnie to swoich- skomentowałam, a wszyscy oprócz Harrego zaczęli chichotać.
______________________________________________________________
Prezent ode mnie dla was na Andrzejki. Przebiłam sama siebie wstawiając to długie coś. Nie chcę nikogo zmuszać, ale może będziecie takie kochane i skomentujecie wszyscy ten mój trud, który włożyłam w ten rozdział? Jak nie to nie trudno się mówi :)  Kocham xxx 

czwartek, 29 listopada 2012

Rozdział 12

   Następnego dnia obudziłam się w wannie, a dokładniej na Niallu, który jeszcze sobie pochrapywał.  Zręcznie wygramoliłam się z wnętrza wanny i dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak mnie wszystko boli. Zaczynając od głowy, w której chyba coś eksplodowało, przed chwilą, przez każdy kręg kręgosłupa, aż po stopy. Powoli ruszyłam w stronę salonu, w którym chociaż coś mnie rozśmieszyło. Wszędzie walało się porozrzucane jedzenie i plastikowe kubki. Pod stołem była wielka kałuża z whisky, która w jakiś niewyjaśniony sposób musiała się wylać. Natomiast na blacie owego stołu spał Zayn, na sofie, głową w dół zwisał Andy, gdy podeszłam bliżej kanapy okazało się jeszcze, że za nią drzemał sobie loczek, a na dywanie wtuleni w siebie spali Liam z Joshem. Widok był zabawny.
   Po cichu ominęłam wszystkie porozrzucane śmieci i weszłam do kuchni. W pomieszczeniu siedział Louis, który popijał poranną kawę, której zapach rozszedł się po całym pokoju.
   - Hej- szepnęłam.- Gdzie twoja ukochana?- dodałam, jednocześnie nalewając sobie do szklanki wodę mineralną.
   - Cześć, Eleonor musiała iść do pracy- odpowiedział chrapliwym, skacowanym głosem.
   - Kochasz ją, prawda?- palnęłam.
   - Chyba tak, Ona pozwala mi zapomnieć.
   - Nie rozumiem.
   - Jeszcze ponad rok temu spotykałem się z inną dziewczyną, bez której nie mogłem, żyć. Kochałem ją nad życie, wciąż ją kocham...
   - To czemu jesteś z El, a nie z nią?- przerwałam mu.
   - Nie ma już jej na tym świecie, odeszła zostawiając po sobie tylko to- wyciągnął z kieszeni pogniecioną kartkę papieru.- Ten list. Zawsze, gdy go mam przy sobie, czuję się jakby ona też przy mnie była. Proszę przeczytaj- wyciągnął go w moim kierunku.
   - Nie wiem, czy powinnam- zawachałam się.
   - Śmiało, może wtedy lepiej zrozumiesz całą tą historyjkę.
   Chwyciłam pogniecioną kartkę, a następnie ją rozwinęłam, po czym zaczęłam po cichu czytać:
"Louis Tomlinson <3
Na wstępie chciałabym ci z całego serca podziękować, za ten cudowny rok, który mogłam spędzić z tobą i chłopakami. To naprawdę było dziesięć najcudowniejszych miesięcy w moim życiu. Teraz, gdy przyszło ci wybierać między mną, a zespołem, postanowiłam ułatwić ci tą decyzję. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy mogąc dalej śpiewać ze swoimi przyjaciółmi przed milionami fanek. Pamiętaj ja zawszę będę miała dla siebie miejsce w twoim kochanym serduszku. Kocham cię za to, że…”
   - Smutne to. Ale jednego nie rozumiem pisze ona o jakimś wyborze...- odparłam, przeczytawszy list.
   - Nasi menagerowie, zresztą byli menagerowie, postawili mi pewne ultimatum, które brzmiało tak, że albo zrywam z Marry, albo mogę żegnać się z karierą muzyczną i zespołem. To był ciężki wybór, który ona podjęła za mnie. A wiesz co jest najgorsze?- przerwał by podnieść wzrok na mnie.- Pojechałem z chłopakami do tych potworów, ściągnęliśmy kogo trzeba i w końcu unieważnili mi to ultimatum. Byłem taki szczęśliwy, jednak nie na długo. Kiedy wróciliśmy do domu, ona leżała na ziemi, martwa. Na stole stała tylko pusta butelka po whisky, opróżnione pudełko po lekach przeciwbólowych i ten list- gdy skończył mówić po jego policzku zaczęła spływać łza, którą szybko otarł.
   - Cześć. Muszę wam coś powiedzieć!- do kuchni wszedł Niall, z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.- Lou, co z twoim okiem, coś ci wpadło?- dodał, jednak nikt nie odpowiedział na to pytanie.
   - Co to za sen?- spytałam.
   - Raczej ci się nie spodoba...
   - Gadaj!
   - No, więc śniło mi się, że się całowaliśmy, a wiesz gdzie?
   - Nie, nie wiem.
   - Haha, w wannie, dobre co nie?- zaczął chichotać.
   - Czemu malujesz usta?- wtrącił Lou, kiedy Nialler podszedł do stołu.
   - Nie malowałem...
   - Ej zaraz to jest moja szminka!- warknęłam, rozpoznając czerwoną maź na ustach blondyna.
   - Huhu, coś mi się wydaje Niallerku, że to nie był sen- odparł Louis, podstępnie się uśmiechając, natomiast ja spiorunowałam go wzrokiem.- Lila, a ty gdzie się obudziłaś.
   - No w wannie... Ochyda, ja z nim?- skrzywiłam się na samą myśl.
   - Ale z tego co pamiętam, podobało ci się to- powiedział Niall, ścierając szminkę ze swoich ust.
   - Zapomnijmy o tym- odparłam i wyszłam przed dom zapalić papierosa.
_____________________________________________________________
Część dziewczyn chciała rozdział dzisiaj, ale krótki, więc jest dzisiaj i krótki.
Pewne sprostowanie dla jasności to jest tylko kawałeczek, nie znaczy to, że jest to jakaś kontynuacja, ale jakby co to tylko jego użyłam do tego, Liam, nie spotyka się z Danielle i nie mają dziecka!
Co wy na pobijanie rekordu i może dacie radę przebić pod tym postem 53 komentarze (me marzenie)

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 11

   Przed godziną dziewiętnastą pojawili się pierwsi goście. Kiedy ja wpuszczałam osoby, które tak na prawdę widziałam po raz pierwszy na oczy Zayn i Harry, zajęci byli nadmuchiwaniem balonów, które walały się po całym salonie. Ludzie tak naprawdę wchodzili do domu, nawet się nie przedstawiwszy, co mnie wkurzało.
   - Przedstawicie mnie waszym znajomym?- spytałam, kiedy podeszłam do chłopaków, którzy właśnie toczyli zawziętą wojnę na balony.
   - A sama nie możesz?- odparł Harry, odwróciwszy wzrok w moją stronę.
   - Nie!
   - Dobra, spokojnie, tylko nas nie zabij- burknął Zayn i podniósł się z podłogi.- A więc kogo chcesz poznać?
   - Yyy wszystkich?
   - Dobra, a wiec chodź- mulat pociągnął mnie w stronę trzyosobowej grupki, w której skład wchodzili tylko chłopcy.- Hej chłopaki- zaczął Zayn, kiedy staliśmy już koło owych kolesi.- To jest Lila, jest na wakacjach u mojej rodziny- powiedział niechętnym tonem.- To jest Liam, nasz kumpel z zespołu, to jego kolega Andy- wskazał na wysokiego chłopaka w dłuższych włosach.- A to jest Josh, nasz perkusista- tym razem pokazał na najniższego.
   - Siema- wyciągnęłam do każdego dłoń, którą uścisnęli.
   - Dobra idziemy dalej- znowu mnie pociągnął za ramię.- Lou, to jest Lila, ale nie ważne kim ona jest- moja reakcja na jego słowa, była przewidywalna, a mianowicie po prostu jego brzuch poczuł moją pięść.- To bolało!- warknął na mnie.
   - No i? A zresztą to miało boleć.
   - Zaraz mogę przestać cię zapoznawać z ludźmi.
   - Zaraz to ja ci mogę zniszczyć całą imprezę!
   - Po moim trupie.
   - To się da załatwić. Masz może ostry nóż?- spytałam, przyglądającemu się naszej kłótni Louisowi.- Dobra może być też tępy, przynajmniej dłużej będzie się zmieniał w tego trupa- dodałam, a chłopak zrobił wielkie oczy.
   - Jesteś najwredniejszą osobą jaką znam- powiedział Zayn.
   - Dzięki za komplement. Możemy kontynuować zapoznawanie?- zmieniłam temat, jakby kłótnia sprzed kilku sekund nigdy nie miała miejsca.
   Łącznie udało mi się poznać kilkanaście osób, czyli właściwie wszystkich do tej pory zgromadzonych w domu chłopców. Jeżeli chodzi o imprezę to z minuty na minutę się rozkręcała. Natomiast ja nawiązałam dłuższą pogawędkę z Liamem i Andym, według mnie byli oni najbardziej spoko.
   - To jest Niall prawda- wskazałam, na grubszego chłopaka, który właśnie wszedł do środka. Bez zastanowienia podniosłam się z kanapy, na której przed chwilą zalegałam i podeszłam do kolesia.
   - Cześć, jestem Lila, a ty Niall tak?- podeszłam do niego.
   - Yyy hej, nie, ja nie jestem Niall. Niall stoi tam- wskazał na chudziutkiego blondyna tańczącego z jakąś dziewczyną w ciemnych włosach.
   - Nie, to chyba nie możliwe, przecież on miał być gruby...
   - Czy, ty sugerujesz, że jestem gruby?!
   - Nie róbmy z tego problemu, bo to się może źle skończyć i wcale nie dla mnie- odpowiedziałam uśmiechając się, po czym ruszyłam szybkim krokiem w stronę kuchni.
   - Jaki ja jestem głodny- kiedy byłam już w kuchni, gdzie robiłam sobie specjalnego drinka, usłyszałam za placami zdyszany głos jakiegoś chłopaka, a gdy się obróciłam dojrzałam spoconego blondyna, który jeszcze przed chwilą ostro wywijał na parkiecie.
   - Niall, tak?- spytałam spoglądając jak opróżnia butelkę wody.
   - Tak, ale to nie ja, nie spuściłem klapy w toalecie- zaczął się niepotrzebnie tłumaczyć.
   - I tak wiem, że to ty- powiedziałam poważnie, ale w głębi tarzałam się ze śmiechu.
   - Dobra, dobra, ale nie mów nikomu- powiedział z pełną buzią, bo przed chwilą wepchnął sobie do niej kilka ciastek.
   Godziny mijały, a wszyscy robili się coraz bardziej wstawieni. Moja reguła wyglądała następująco, jeden taniec, jeden drink, albo piwo i tak przez dobre trzy godziny. W pewnym momencie wyszłam przed dom, zapalić papierosa. Jak to miałam w zwyczaju usiadłam na schodach i wyjęłam paczkę, z której wyjęłam jednego szluga i zaczęłam go spalać. Tak się zamyśliłam, sama nie wiem w czym, że nie dojrzałam, policjanta, tego samego, któremu ostatnim razem uciekłam. Jednak gdy tylko go zobaczyłam, rzuciłam papierosa na chodnik i szybko wbiegłam do domu.
   - Gramy w butelkę!- usłyszałam jak ktoś krzyczy z salonu, do którego się skierowałam.
   - Grasz?- krzyknął Niall, patrząc na mnie.
   - A no mogę, gdzie reszta?- spytałam, rozglądający się po pomieszczeniu, w którym było może raptem osiem osób.
   - Wyszli, zostały same VIP-y- odpowiedział Harry, który próbował usiąść na kanapie, jednak ostatecznie wylądował tyłkiem na podłodze. Podeszłam do nich chwiejnym krokiem i usiadłam pomiędzy Liamem, a ciemnowłosą dziewczyną, która trzymała Louisa za rękę, jednak jakoś nie mogłam sobie przypomnieć jej imienia, jakoś Elznor, dobra mniejsza o to.
   - Kto kręci?- spytałam.
   - Może właściciel domu- zasugerował Andy, a w tym momencie za butelkę chwycili równocześnie Louis, Harry i Zayn.
   - Dobra ja kręcę- powiedział Liam, wyrywając od nich szklaną butelkę po whisky. Z całych sił nią zakręcił, co spowodowało, że zatrzymała się ona przed loczkiem.
   - Dawaj coś mocnego- odparł Harry, szeroko się uśmiechając.
   - Chcesz ostro po bandzie, tak?- westchnął Liam, a Harry znacząco przytaknął głową.- No dobra zrób jaskółkę- dodał Liam, a Hazz zrobił kpiącą minę i podniósł się z ziemi, zrobił kilka kroków przed siebie, pochylił się nie co do przodu, wyciągnął ręce na boki i gdy tylko leciutko podniósł lewą nogę do góry, runął na ziemię.
   - To było tak dla żartu- odpowiedział i powoli się podniósł. Ponownie pochylił się w przód, ręce na bok noga do góry i znowu bum na ziemię.
   - No stary ostatnia szansa ci została- odparł Louis, śmiejąc się, zresztą jak każdy w salonie.
   - Do trzech razy sztuka, teraz mi się uda- Harry dopingował sam siebie, jednak nawet to nic nie dało. Powtórka z wydarzenia i kolejny, zapewne bolesny upadek.
   - Dobra Harry, nie wysilaj się już, tylko kręć- powiedział Josh, który także siedział z nami w kółku na miękkim dywanie.
   Butelka znowu zaczęła się obracać tym razem padło na Louisa, który na ten widok się uśmiechnął.
   - No to brachu, zadanie dla ciebie, hmm...- loczek na chwilę się zamyślił.- poliż swój łokieć- palnął.
   - Przecież wiesz, że nie da się tego zrobić- odpowiedział Lou.
   - No to mi przykro, dajesz fanta.- Lou zdjął buta, i niemalże walnął nim Harrego.
   - Dobra kręcę- powiedział Louis, ale zamiast zakręcić popchnął butelkę w stronę loczka.
   - Co ty robisz?- spytał Andy.
   - Kręcę przecież.
   - Pozwól, że ci pomogę- odpowiedziała dziewczyna i sięgnęła po butelkę, i razem z Lou, nią zakręciła. Tym razem padło na Josha siedzącego gdzieś w kącie.
   - Pocałuj...- rozejrzał się po wszystkich.- Ene Due Rabe Zayna- powiedział wskazując na mulata.
   - Aj nie róbcie z nas gejów- wtrącił Zayn, jednak chwilę później Josh musnął ustami jego wargi a wszyscy zaczęli gwizdać.
   Butelka znów poszła w ruch i po kilku sekundach zatrzymała się przed Liamem.
   - No dobra, skoro gramy na całowanie, to twoja kolej Liam, nie będę cię przemęczał, wiec całujesz Lilę, masz do niej najbliżej- zaśmiał się, a Liam zerknął na mnie.
   - Co ty robisz?!- spytałam gdy twarz Liama zaczęła zbliżać się do mojej.
   - Zadanie- odparł, po czym nasze usta się zetknęły. Zaczęliśmy się całować nie zwracając uwagi na to, że siedem par oczu nam się przygląda. Czułam się naprawdę niesamowicie. Zdążyłam już zatęsknić za taką bliskością z drugim człowiekiem.
   - Ej hola, hola bo się zaraz połkniecie- przerwał nam Zayn, a my odkleiliśmy się od siebie.
   Czułam jak wszystko we mnie pulsuje, jednak czegoś mi brakowało, a tym czymś było to cudowne uczucie w brzuchu, które zawsze odczuwałam jak się całowaliśmy z Konradem, jednak teraz, teraz tego nie było.
   - I jak było?- palnął Harry spoglądając na nasze rozgrzane do czerwoności twarze.
   - Zajebiście- szepnęliśmy z Liamem w tym samym czasie.
   Po kilku rundach, przyszła kolej na to, abym teraz ja zakręciła. Gwint butelki kolejno mijał poszczególne osoby, aż wreszcie zatrzymał się przed Harrym.  W tym też momencie na mojej twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
   - Mam się bać?- odparł Harry.
   - Nie, to będzie łatwe. Będziesz musiał po prostu zjeść kilka cukierków na raz- odpowiedziałam spokojnym głosem.
   - Łatwizna.
   - Daj mi minutkę, skoczę po nie do kuchni- westchnęłam, po czym udałam się do kuchni.
   Sięgnęłam z miski pare cukierków w papierkach, odwinęłam je i bez zastanowienia wyrzuciłam na kosza na śmieci. Następnie wyjęłam z lodówki cztery papryczki chillie, które drobno pokroiłam. Zmieszałam je z serkiem topionym, aby uformować je w kulki, później każdą z osobna otoczyłam w gorzkim kakao oraz pieprzu i zwinnie zawinęłam je w papierki. Z trzema fałszywymi słodyczami wróciłam do salonu i usiadłam na swoim miejscu.
   - Niestety cukierki się skończyły, więc są czekoladki- odparłam, jednocześnie wyciągając w stronę Harrego wytwory.
   - To nawet lepiej- oznajmił Harry i odpakował jedną "czekoladkę". Muszę przyznać, że mi się udały, bo naprawdę wyglądały jak słodycze.
   - Ale wszystkie na raz- powiedziałam, a Harry odwinął pozostałe papierki i wsadził sobie kulki do buzi.- Gryź je Harry, gryź- dodałam śmiejąc się. Chłopak poruszył kilka razy szczęką, po czym zrobił przerażoną minę i wypluł wszystko z ust, wprost na butelkę.
   - Pomocy, pali!- zaczął się wydzierać i uciekł do łazienki, natomiast ja niemalże tarzałam się po podłodze ze śmiechu.
   - Co w nich było?- spytał Josh, spoglądając na mnie.
   - Niespodziankę- zachichotałam.
   - Czyli?
   - Papryczki, serek, gorzkie kakao i czarny pieprz- wyjawiłam tajne składniki, a wszyscy zrobili wielkie oczy.
   Po moim zadaniu gra w butelkę się skończyła. Louis ze swoją dziewczyną gdzieś zniknęli, a reszta łącznie ze mną napoczęła kolejną butelkę whisky. Piliśmy tak do czwartej nad ranem. Chyba. Bo co wydarzyło się później... Nie mam pojęcia bo film mi się urwał.
__________________________________________________________
W związku, że jest dłuższy rozdział więc liczę też na bardzo długie komentarze.
PS. W następnym rozdziale pojawi się niespodzianka dla osób, które czytały poprzedniego, mojego bloga. :)
Następny rozdział chyba w sobotę <3 xoxo

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 10

   Kiedy umyta, leżałam już w łóżku ktoś dosyć mocno zapukał do drzwi.
   - Śpię- odkrzyknęłam, jednak ktoś się nie przejął tym, że usiłowałam już zasnąć. Klamka się przekręciła, a drzwi zaczęły się wolno otwierać.
   - Mogę?- poznałam głos Zayna, który właśnie wtargnął mi do pokoju.
   - Nie- odpowiedziałam, jednak chłopak nie posłuchał moich słów i zaczął iść w kierunku łóżka.
   - Chcę ci za...- nie zdążył dokończyć, bo się o coś potknął i poleciał na podłogę z głośnym hukiem, a ja zaczęłam się głośno z niego śmiać.
   - No i pokarało, powiedziałam, że nie chcę, żebyś wchodził- mówiłam to, na zmianę się śmiejąc.
   - Wiesz, że byłem przekonany, że będziemy uciekać przed tym policjantem, czemu tego nie zrobiliśmy?- spytał, zupełnie olewając to, że się wywalił.
   - Nie chciało mi się biegać, zmęczyłam się wcześniej, jak mnie ciągałeś pod tę komendę. Zresztą policja nic mi nie zrobiła i nic mi nie zrobi- odparłam szybko.
   - Dziwna jesteś.
   - Tak wiem i śpiąca- dodałam ziewając.
   - A właśnie, bo tak trochę to też mój pokój, a Harry zjadł coś chyba starego, bo cały czas zagazowuje sypialnię, gdzie śpimy, więc mogę spać tutaj?- spytał, a ja wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.
   - Spoko- odpowiedziałam, a Zayn już pakował swój tyłek do mojego łóżka.- Co ty robisz?
   - No jak co? Przecież się zgodziłaś.
   - Zgodziłam się, żebyś spał w tym pokoju, nic nie mówiłam o wspólnym dzieleniu łóżka. Zapraszam na dywanik koło szafy- odpowiedziałam, lekko się uśmiechając.
   - To ja już chyba wolę bąki Harrego- wyznał i wolnym krokiem wyszedł na korytarz.
   - Drzwi czopie!- krzyknęłam, a Zayn trzasnął drzwiami.

   - Wstawaj śpiochu, wstawaj!- pierw usłyszałam te wrzaski, a później poczułam jak ktoś na mnie wskoczył. Kiedy otworzyłam oczy, dostrzegłam rozbawionych Zayna i Harrego, którzy skakali po materacu.
   - Powaliło was?!- zaczęłam się na nich wydzierać i szybko chwyciłam leżący obok łóżka telefon i odblokowałam go.- Czy was do reszty pojebało?! Jest ósma rano, normalny człowiek o tej godzinie śpi- zaczęłam ich spychać z łóżka, aż w końcu mi się udało i Harry wylądował plackiem na ziemi.
   - Szybko ubieraj się!- powiedział Zayn.
   - Ale po co?!
   - Jedziemy na imprezę- wyjaśnił.
   - Nie jestem głupia! Wiem, że imprezy są wieczorem, a nie z samego rana- odpowiedziałam i wytknęłam do niego język.
   - No tak, ale my musimy tą imprezę przygotować- odparł Harry, który zaczął podnosić się z ziemi.
   - Ale, że tutaj?
   - Nie. W naszym domu, ten nie pomieścimy tych wszystkich ludzi- oznajmił Zayn, po czym wszyscy wygramoliliśmy się z łóżka.
   - To gdzie ta impreza?- spytałam, jednocześnie szperając we wnętrzu szafy w oszukiwaniu czegoś do ubrania.
   - W naszym domu...
   - Ale przecież macie tam remont- spostrzegłam.
   - To tylko łazienki i sypialnie. Nie jest aż tak źle- wyjaśnił Zayn, a następnie obaj z Harrym wyszli z pokoju.
   Gdy tylko się ubrałam, sięgnęłam po wepchniętą pod łóżko swoją torbę, do której zaczęłam pakować ubranie na tą imprezę i kilka innych potrzebnych przedmiotów. Szybko przekąsiłam coś na śniadanie, bo chłopcy zaczęli mnie poganiać, co mnie wkurzało.
   - Lila, no rusz się!- krzyknął Zayn, kiedy myłam zęby.
   - No zaraz!- odkrzyknęłam i zaczęłam płukać usta.
  
   - Jesteśmy- odparł Zayn, po kilku minutowej jeździe samochodem, na co wszyscy wysiedliśmy z auta.
   Dom był na prawdę spory z wielkim ogrodem, wokół nie było prawie żadnych sąsiadów, co było plusem, bo przynajmniej nie będzie z nimi problemu, gdy zacznie się impreza.
   - Dobra mamy równe osiem godzin na to by przygotować dom- oznajmił Harry, rozglądając się po przestronnym salonie, w którym właśnie się znajdowaliśmy.
   - A więc, ja jadę z Lilą na zakupy, ty ściągasz sprzęt grający i postaraj się tu trochę uprzątnąć- postanowił mulat, zerkając na Harrego.
   - A co jeśli ja nie chcę nigdzie jechać?- wtrąciłam.
   - A nie chcesz ponieważ?
   - Ponieważ, jakoś nie przepadam za twoim towarzystwem, zresztą za jego też nie- wskazałam palcem na loczka.
   - Ale z ciebie maruda, nic ci nigdy nie pasuje!
   - Mam pomysł, mam pomysł- zaczął wykrzykiwać Harry.
   - Jaki?
   - Skoro, Lilka nie chce jechać z tobą na zakupy, ani siedzieć tu ze mną, niech wyczyści basen, już nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś go czyścił- powiedział, Harry.
   - Jedziemy Zayn- odburknęłam i pociągnęłam go za rękę przed dom.
   - Bo wiesz...- zaczął.
   - To, że zdecydowałam się z tobą jechać, nie znaczy, że będziemy rozmawiać!- odparłam, a do samego sklepu nie zamieniliśmy już ani jednego słowa.
   Samo robienie zakupów było tak czasochłonne, że chyba szybciej bym się uwinęła z tym syfiastym basenem. Samym jedzeniem i dekoracjami zapełniliśmy calutkie dwa kosze, z których i tak poszczególne produkty próbowały się wydostać. Kiedy wróciliśmy Harry tańczył z mopem w salonie przy brzmieniu muzyki, która wypływała z ogromnych głośników porozstawianych po całym pomieszczeniu.
   - Ej nie za mało kupiliście tego jedzenia?- spytał gdy nas ujrzał.
   - Nie, a czemu?- odparł Zayn.
   - Przecież sam Niall, zje połowę z tego- wyjaśnił, a ja nie wiedziałam o co im chodzi?
   - Kto to jest Niall, jakiś sumo?- spytałam, poważnym głosem, a chłopcy zaczęli się ze mnie śmiać.
   - Zobaczysz- odpowiedzieli równocześnie.
____________________________________________________________
Ciąg dalszy kiedyś tam. W następnym rozdziale będzie już całe 1D

piątek, 23 listopada 2012

Rozdział 9

   - Czemu to zrobiłaś?- spytał, wprowadzając mnie do takiej jakby sali przesłuchań.
   - Pozwól, że sobie usiądę- odpowiedziałam, jednocześnie siadając na krześle, które raczej było przeznaczone dla przesłuchujących, a nie dla oskarżonych, a następnie położyłam nogi na stole.
   - Nie za wygodnie?- warknął.
   - No właściwie to średnio, macie jakąś poduszkę, bo mnie coś w nogi uwiera- stwierdziłam poważnym głosem.
   - Skończ już młoda damo- podniósł głos.
   - Tak jest panie komendancie- zasalutowałam, lekko się uśmiechając.
   - Czemu pomazałaś budynek komendy?- zadał pierwsze pytanie.
   - Mam prawo do milczenia z tego co wiem, więc będę milczeć- wypaliłam i wykonałam gest zamykania ust.
   - Słuchaj mała nie będziemy się bawić w takie gierki...
   - A co woli pan inne?- uniosłam brwiami, kilka razy.
   - Jesteś niepoważna. Ciekawe, czy jak ściągniemy tu twoich rodziców też będziesz taka przemądrzała?- warknął pochylając się nade mną.
   - I co oni mi zrobią, dadzą karę? Zabiorą telefon? Jasne.
   - Masz ostatnią szansę, czemu to zrobiłaś?!
   - Przepraszam, ale o co panu chodzi?
   - Nie zadawaj głupich pytań.
   - No właśnie co do głupich pytań, To mogę skorzystać z toaletki?
   - Nie!
   - Ale ja muszę!
   - Nie!
   - A miał pan kiedyś okres, zapewne nie. Powiem ci, że tak napierdziela brzuch, że szok. Więc idę do łazienki- powiedziałam, po czym podniosłam się z krzesła i podeszłam do drzwi.
   - Poczekaj!- zatrzymał mnie.- Rączki- burknął, a ja wyciągnęłam do niego ręce, na których zapiął mi kajdanki i szeroko się uśmiechnęłam.
   - I nie można było tego zrobić jak prosiłam?- spytałam, dosyć chamskim tonem.
   Znowu mnie popchnął i zaprowadził mnie pod drzwi łazienki, które przede mną szeroko otworzył.
   - Masz minutę- odparł.
   - Halo nie jestem facetem, ja potrzebuję trochę więcej czasu!- odpowiedziałam i weszłam do środka śmierdzącego kibla, bo inaczej tego nie można było nazwać.
   - Gdzie jest okno?- rozejrzałam sie dookoła i w końcu dostrzegłam okno, dosyć spore i w dobrym miejscu, co było pozytywem.
   Podeszłam do kranu, polałam dłonie mydłem w płynie, a następnie zabrałam się za ściąganie z rąk kajdanek. Co prawda moje dłonie były już tak do tego rodzaju czynności przystosowane, że nie miałam tak naprawdę z tym większego problemu. Zresztą przydały się do podważenia framug okna, które wypchnęłam. Potem zwinnie stanęłam na grzejniku i zaczęłam wychodzić przez okno. Rzuciłam jeszcze kajdankami w lustro, które momentalnie się zbiło. Wyskoczyłam z okna nie upewniwszy się z jakiej wysokości tak naprawdę skaczę, co było błędem.
   Wleciałam wprost w gęste krzaki które mocno poszorowały moje ciało, jednak nie zważając na to podniosłam się z ziemi i zaczęłam jak najszybciej biec w kierunku domu, zanim ktoś mnie zauważy. Cała zdyszana wbiegłam do domu Malików i zamknęłam za sobą drzwi na trzy spusty.
   - Kto tam?- usłyszałam głos Zayna.
   - To ja- odkrzyknęłam, sapiąc jakbym przebiegła kilku kilometrowy maraton.
   - Boże, co ci się stało?
   - Uciekłam im- zaśmiałam się i zabrałam za ściąganie butów.
   - Jak to uciekłaś?- wypytywał.
   - No kurwa normalnie, jak to mam w zwyczaju, przez okno.
   - Jesteś nienormalna. Jak ty w ogóle wyglądasz, to trzeba opatrzyć- spojrzał na moje ręce i nogi.
   - To tylko małe zadrapania- również spojrzałam na swoje ręce i okazało się, że tak naprawdę to nie były tylko takie małe zadrapania, a dosyć poważne rany.
   - Mogę ci zadać pewne pytanie?- spytał, a w tym samym czasie na korytarz wyszedł Harry, który na mój widok zaczął krzyczeć jak mała dziewczynka.
   - Zombi!- wrzasnął na cały głos.
   - Zamknij mordę, to tylko ja!- warknęłam, a on się opamiętał.
   - Wpadłaś w kupę?- spytał, unosząc brwi.
   - Masz pięć sekund, żeby zacząć uciekać!- powiedziałam, surowo, a chłopak grzecznie pobiegł schodami na piętro.
   - Idę się umyć- odparłam i także zaczęłam zmierzać w kierunku swojej sypialni.
   - Ale ja...- zupełnie olałam jego słowa i poszłam na górę.
   Pierw zahaczyłam do łazienki, w której tak naprawdę zobaczyłam jak wyglądam. Praktycznie całe ciało łącznie z sukienką, którą miałam na sobie, były w błocie wymieszanym z krwią. Do takiego stanu jeszcze nigdy się nie doprowadziłam. Bez zastanowienia weszłam pod prysznic i zmyłam z siebie to świństwo. Ciepła woda powodowała, że rany bolały jeszcze bardziej, a krew wciąż się z nich sączyła i spływała na dno prysznica.
   Będąc w pokoju zdjęłam z siebie ręcznik, którym byłam owinięta, i założyłam, mimo ogromnego upału, założyłam ciemną bluzkę z długim rękawem i dżinsy. Cel oczywiście był zamierzony, po prostu chciałam jak najbardziej zakryć poranione części mojego ciała. Przeczesałam jeszcze mokre, świeżo umyte włosy dłońmi, w taki sposób, aby zakryły większość mojej poharatanej twarzy.
   - Harry chcesz coś ze sklepu?- usłyszałam głos Zayna dobiegający z kuchni, do której weszłam.
   - Ja chcę, kup mi jakieś opatrunki- odparłam, po czym zaczęłam szperać w lodówce.
   - A gdzie magiczne słowa.
   - A no tak zapomniałam, kup mi te opatrunki, bo jak nie to pożałujesz, a raczej twoje czułe miejsce- powiedziałam szczerząc się do niego.
   - Wredna jesteś, zresztą to chyba nic nowego- odpowiedział i wyszedł z pomieszczenia.
   Sięgnęłam po jogurt z lodówki, który zaraz po tym jak usiadłam na krześle przy stole, zaczęłam konsumować, do czasu, gdy do kuchni weszła Waliya, obładowana siatkami.
   - Hej. I jak tam ci minął dzień?- spytała opróżniając reklamówki.
   - Zupełnie zwyczajnie, nic się nie działo- skłamałam i spojrzałam na swoje ręce, dostrzegłam na rękawach bluzki mokre kropki, co mogło świadczyć tylko o tym, że te przeklęte rany nie mają zamiaru się zagoić.
   Przez kilka dobrych minut wymieniłyśmy ze sobą kilka zdań, na różne tematy, gdy w pewnym momencie przerwał nam Zayn, który wpadł do kuchni z uśmiechem na twarzy.
   - Mam twoje opa...- zaczął.
   - Zamknij mordę- wrzasnęłam na niego.
   - O co chodzi?- wtrąciła zdziwiona moją reakcją dziewczyna.
   - Bo Zayn miał mi kupić opaski, bo ostatnia mi się zerwała- wytłumaczyłam, po czym szybko wyszłam za drzwi, ciągnąc za sobą chłopaka.
   - Odbiło ci?! Ona nie ma nic wiedzieć jasne?!- warknęłam na niego ze złością w głosie.
   - Dobra, nie spinaj się tak- odpowiedział i wyjął z siatki, którą trzymał w dłoni, dwa bandaże i kilka sztuk gazy.
   - Masz szczęście- wyrwałam mu owe przedmioty z rąk i udałam się na piętro, gdzie zaczęłam opatrywać sobie najpoważniejsze rany ....  To Be Continued .
____________________________________________________
Wydaje mi się, że ten jest dłuższy. Sprostuję jeden komentarz z poprzedniego rozdziału, Lila nie będzie umawiać się z każdym lepszym kolesiem, którego będzie przyprowadzać do domu. To jest niezależna dziewczyna trochę buntowniczka, ale kurde nie dziwka. :P Jeżeli chodzi o kolejny rozdział to pojawi się po weekendzie, bo jestem zawalona. Czekam na długie i liczne komentarze.
Pozdrawiam Buźka Pa xxx

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 8

   - Co ty tu robisz?- spytała Waliya, kiedy ja weszłam do salonu z szerokim, triumfującym uśmieszkiem na twarzy.
   - Z tego co mi wiadomo to mieszkam- odpowiedziałam, a zaciesz jaki zagościł na mojej twarzy, jakoś nie miał ochoty z niej zejść.
   - Ale jak, wyważyłaś drzwi?- zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia.
   - Nie. Jestem Lila, mnie się nie da uwięzić- odparłam unosząc nieco głowę do góry.
   - Dobra, nie wiem jak to zrobiłaś i chyba nie chcę wiedzieć, ale co z moim bratem?- zmieniła temat, a ja na samą myśl o Zaynie, który sobie siedzi w spiżarni i pewnie płacze jak mała dziewczynka, zaczęłam się śmiać.
   - Zayn odbywa swoją karę- uświadomiłam jej, a następnie usiadłam na fotelu przed telewizorem plazmowym.
   - Co, jaką znowu karę?- spytała, po czym nie czekając na moją odpowiedź wyszła z salonu, zamykając za sobą drzwi.
   - Szybko, szybko, nie ma czasu- zaczął krzyczeć Harry, który właśnie wleciał do pokoju jak opętany.
   - O co ci chodzi?- zerknęłam na niego pytająco.
   - No jak o co, mecz leci- odpowiedział i wyrwał mi z dłoni pilota.
   - Jaki mecz?
   - Futbolowy- odparł i zaczął wpatrywać się w małych ludzików biegających po zielonej trawce za piłką jak stado bydła.
   - Co wy, faceci widzicie w tej grze?- westchnęłam, a następnie podniosłam się  fotela i wyszłam na korytarz.
   - Jak to wyszła przez okno? Przecież ono jest wysoko- usłyszałam głos Wali dobiegający z wnętrza kuchni. W reakcji na jej słowa, jedynie się cicho zaśmiałam i pomaszerowałam do swojego pokoju na piętrze.
   Było jeszcze tak wcześnie przynajmniej według mnie. Nie miałam jakoś specjalnie ochoty przesiedzieć resztę dnia w domu, sięgnęłam po telefon, który z jakiegoś powodu leżał na dywanie koło łóżka, po czym skorzystałam z toalety i zeszłam na dół. Z salonu od razu doszły mnie krzyki chłopaków, komentujących mecz w dosyć głośny sposób.
   - Wychodzę- powiedziałam, otworzywszy drzwi do salonu.
   - Gdzie?- spytali wszyscy, niemal w tym samym czasie.
   - Jeszcze nie wiem, Londyn przecież jest duży, znajdę sobie coś ciekawego do roboty- odparłam, po czym nie czekając na żadną odpowiedź wyszłam z powrotem na korytarz.
   - Mogę iść z tobą?- kiedy odwróciłam wzrok dostrzegłam Zayna.
   - Nie potrzebuję towarzystwa, a tym bardziej twojego- odpowiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
   - Co ja ci takiego zrobiłem, że tak mnie nienawidzisz?- chłopak również wyszedł z domu.
   - A ty mnie?
   - Musimy dojść do jakiegoś wspólnego porozumienia- oświadczył.
   - To mi udowodnij, że pasujesz do mojego środowiska...- powiedziałam, spoglądając prosto w jego ciemne oczy.
   - Daj mi minutkę- odparł, po czym wszedł do domu, z którego wrócił po kilkudziesięciu sekundach z ciemną reklamówką w dłoni.- A teraz chodź- pociągnął mnie za rękę i zaczął biec, a ja za nim.
   Po chwili staliśmy, cali zdyszani przed komendą policji.
   - Po co mnie tu przyprowadziłeś?
   - Zaraz zobaczysz- poszedł do muru, wyjął z reklamówki dwa spreje i zaczął rozpylać ich zawartość na szare ściny.
   - Co ty robisz?- krzyknęłam na niego i podjęłam się próbie wyrwania mu dwóch przedmiotów.
   - Zostaw to, myślisz, że jestem mocny tylko w gębie? Otóż nie- odpowiedział i dalej mazał po murze budynku.
   - Ej wy, bachory, c wy robicie?!- dostrzegłam, że ze strony ulicy biegnie do nas funkcjonariusz.
   - Brawo, teraz mamy przejebane. Na prawdę dobry pomysł- zaczęłam na niego krzyczeć, po czym wyrwałam z jego dłoni spreje.
   - Co wam odbiło, wiecie, że macie poważne kłopoty?- powiedział policjant, gdy już znalazł się obok nas.
   - Nie panie władzo, to ja mam kłopoty.
   - Co, nie! To wszystko moja wina- wtrącił Zayn.
   - Pójdziecie oboje ze mną.
   - Nie, stop. Niech pan mnie posłucha, bardzo uważnie- zaczęłam spoglądając na policjanta.- Kolega, chciał mnie powstrzymać, ale to ja to napisałam jasne. On jest po prostu dżentelmenem i chce wziąć moją winę na siebie- wzięłam wszystko na własne barki.
   - W takim razie pójdziesz ze mną panienko- oznajmił facet.
   - Da nam pan minutkę?- spytał Zayn.
   - Trzydzieści sekund!- odparł, po czym odwrócił się do nas plecami.
   - Czemu to robisz?- powiedział zdziwiony Zayn.
   - Jesteś sławny, a konflikt z policją może mieć w twoim przypadku i w twojej karierze dosyć poważne skutki. Ja dam sobie radę, jasne? Wracaj do domu i nikomu o tym nie mów- szepnęłam do niego i podeszłam do funkcjonariusza.
   - Już?
   - Tak. A zakuje mnie pan w kajdanki? Kocham to uczucie, czuję się wtedy jak prawdziwy przestępca z jakiegoś filmu- zapytałam, a koleś tylko chwycił mnie za ramie i pociągnął w stronę komisariatu.
   - Szykuj lepiej dobre tłumaczenie, a nie myśl o jakiś hollywoodzkich filmikach- warknął.
   - Spoko, mam gadane- uśmiechnęłam się szeroko, kiedy wchodziliśmy do wnętrza budynku...
______________________________________________________
Chciałam, żeby był dłuższy, ale nie wyszło. :) Ogólnie zauważyłam, że jak Polak chce to potrafi skrobnąć jakiś komentarz i mam nadzieję, że nie zaprzestaniecie komentować i pod każdym postem będzie przynajmniej 30 komentarzy :)
Co do tego rozdziału mam pewną prośbę, zostawiajcie pod nim negatywne komentarze, co wam się nie podoba, co powinnam zmienić itd.
Pozdrawiam xxx

środa, 21 listopada 2012

Rozdział 7

   Następnego dnia wstałam, jak na mnie dosyć szybko, a pierwszą rzeczą jaką zrobiłam zaraz po wygramoleniu się z łóżka, było wyjrzenie przez duże, balkonowe okno. Chciałam zorientować się jaka mniej więcej jest pogoda na zewnątrz. W pierwszej chwili oślepiło mnie wschodzące słońce, natomiast już po chwili spoglądałam na błękitne niebo, pozbawione nawet najmniejszej chmurki. Wywnioskowałam, że temperatura jest nawet wysoka, więc wyjęłam z jednej z szuflad granatową sukienkę, którą zręcznie na siebie wciągnęłam. Za nim zeszłam na dół odwiedziłam jeszcze na chwilę łazienkę. Będąc w niej, wyjęłam ze swojej sporej, czarnej kosmetyczki: fluid, tusz do rzęs i czarną kredkę i zabrałam się za robienie sobie makijażu. Pod koniec przeczesałam sobie jeszcze włosy, palcami dłoni i skierowałam się w stronę schodów, z których zeszłam żwawym krokiem.
   - Siema- powiedziałam, kiedy już wtargnęłam do kuchni, w której przesiadywali Waliya, Harry i Zayn.
   - Hej Lila- odpowiedziała mi tylko dziewczyna, pozostali natomiast siedzieli przy stole i wpatrywali się w swoje talerze.- Co byś chciała dzisiaj robić?- dodała, po chwili wpatrywania się we mnie.
   - Hmm, coś nielegalnego- odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
   - Na przykład?- spytała Waliya, unosząc swoje brwi.
   - Kopnij Zayna w tyłek- rzucił Harry.
   - Sorry, jakoś nie mam najmniejszej ochoty zbliżać się do niego nawet na metr, a tym bardziej dotykać jego zapyziałego ciała- odparłam.
   - Miliony dziewczyn by z tego skorzystały- wtrącił loczek.
   - A to przepraszam, że nie jestem jak miliony...- nie zdążyłam skończyć zdania, bo Harry wszedł mi w słowo.
   - Dobra, dobra. Zmieniając temat, dam ci tysiąc dolców, jak go pocałujesz- powiedział, uśmiechając się w moim kierunku, natomiast Malik spojrzał na niego piorunującym wzrokiem.
   - Haha, prędzej bym pocałowała zdechłą rybę, zresztą uczucie pewnie byłoby takie samo- stwierdziłam, po czym sięgnęłam po kromkę chleba, którą zaczęłam sparować masłem.
   Do końca śniadania nikt z nas nie odezwał się do siebie nawet słowem. Od czasu do czasu mój wzrok spotykał się ze wzrokiem kogoś również siedzącego przy tym samym stole. Wprost ubóstwia taką ciszę, jest ona dla mnie pewną formą relaksu. Po dłuższej chwili spostrzegłam, że Waliya szepcze coś Harremu na ucho, a ten tylko znacząco kiwał głową.
   - Lila, pomożesz mi ściągnąć z półki dżem?- spytała mulatka, kiedy ja chciałam już opuścić kuchnię.
   - A nie może tego zrobić ktoś inny?- jęknęłam.
   - Nie. No chodź i nie marudź- z wielką łaską podeszłam do niej, a mianowicie do małej spiżarni pełnej zastawionych półek.
   - Który?- spytałam.
   - No tamten- wskazała na stoik, stojący na najwyższej półce.
   - Nie ma szans, nie sięgnę go- powiedziałam, wyciągając na próżno dłoń w stronę owego przetworu.
   - Zayn, a ty?
   - No coś ty, on nigdy tego nie dosięgnie, chyba, że ktoś go podsadzi- zadrwiłam.
   - Zaraz zobaczymy- odparł chłopak i także wszedł do spiżarki. Kiedy on usiłował sięgnąć dżem, Waliya szybko wyszła z pomieszczenia, po czym zamknęła drzwi, a po sekundzie przekręciła klucz w zamku..
   - Co ty robisz do cholery?!- walnęłam z całych sił w drzwiczki.
   - Nie wypuścimy was, dopóki nie dojdziecie do jakiegoś wspólnego porozumienia- odpowiedziała, niemalże krzycząc.
   - Otwieraj te drzwi, nie mam najmniejszej ochoty siedzieć tu z tym palantem!
   - Harry, weź uratuj kumpla, przed tym czymś- krzyknął Zayn, który stał kawałek za mną.
   - Sorry stary, uwierz tak będzie lepiej dla wszystkich- odparł loczek, po czym było słychać jak zamykają się drzwi od kuchni.
   - W prost zajebiście- warknęłam i się odwróciłam o 180 stopni. Podeszłam do niezastawionej części ściany, pod którą osunęłam się na podłogę.
   Siedzieliśmy tak w zupełnej ciszy przez kilka, dobrych minut. Ja przeglądałam wzrokiem wszystkie, znajdujące się na półkach przeróżne przedmioty, natomiast Zayn przez cały czas wpatrywał się uważnie w ekranik swojego Iphona, dopóki ten mu się nie wyładował.
   - Całowanie mnie, nie jest jak całowanie zdechłej ryby- wtrącił, poważnym tonem.
   - A co całowałeś się ze sobą i z rybą?- odparłam kpiącym głosem.
   - Nie, a co może ty topiłaś swoje warki w tych rybich?
   - Co cię to interesuje?!- warknęłam.
   - Jesteś obleśna, fuj, jak można...- zaczął mówić, a w jego głosie można było odczytać obrzydzenie.
   - Skończ już, twoje usta zapewne smakują tak samo- powiedziałam.
   - Nie sądzę- odparł i poprawił sobie włosy.
   - Ale ja sądzę- postawiłam na swoi, a chłopak przysunął się do mnie i musnął moje wargi, swoimi ustami. Zaskoczył mnie i nieco obrzydził.- Zęby się myje- spostrzegłam.
   - Chciałem powiedzieć to samo.
   - A poza tym różnica między tobą, a rybą jest naprawdę niewielka.
   - Nie kłam, podobało ci się- wtrącił, uśmiechając się w dosyć dziwny sposób.
   - Tak normalnie niebo w gębie. A raczej stary kapeć.
   - To czemu się zarumieniłaś?
   - Bo mi gorąco?- zadałam pytanie retoryczne.
   - I tak ci nie wierzę.
   - Gówno mnie to obchodzi, czy mi wierzysz, czy nie. Jest tu jakieś okno?- spytałam, rozglądając się jednocześnie po małym pomieszczeniu.
   - A no jest, ale za tamtą szafką- wskazał dosyć sporej wielkości mebel.
   - Okay- podeszłam do owej szafy i z całych sił popchnęłam ją w prawa stronę, po czym powtórzyłam tą czynność kilka razy, aż w końcu udało mi się odsłonić małe okno. Pociągnęłam za klamkę i po chwili szyba drgnęła i się otworzyła. Stanęłam na kaloryferze i podjęłam się próby wydostania ze spiżarki, dosyć nietypową drogą. W końcu za którymś razem wreszcie wydostałam się do ogrodu.
   - Pomożesz mi?- spytał Zayn, spoglądając na mnie, natomiast ja się tylko szeroko uśmiechnęłam, sięgnęłam po sporą doniczkę którą zastawiłam wyjście.
   - A to za to, że mnie pocałowałaś- odparłam, po czym radosnym krokiem skierowałam się w stronę frontowych drzwi
_______________________________________________________
To co teraz wam przekażę nie będzie jakoś specjalnie miłe.
INFO
Widzę doskonale wszystkie statystyki niby wchodzi dużo osób, w ankiecie zaznaczyło się dokładnie 114 osób, a komentuje ile 23 ? To nawet nie jest połowa. Jak widać po prostu wam się nie chce, może mi też się nie chce tego pisać, może wolałabym robić coś innego w tym czasie, ale nie poświęcam się i co, macie po prostu moją pracę w dupie. Nie chodzi mi tu o Martę K, która zawsze potrafi znaleźć chwilę czasu i coś skrobnąć. Ja naprawdę po braku komentarzy, czy też tych kilkuwyrazowych. Powiem wam, że długie rozdziały dają mi motywację do pisania, której obecnie jakoś mi brakuje. W ogóle już nie mam pomysłów na dalsze rozdziały :( Możecie mnie uważać za jakąś nadąsaną, czy co tam chcecie, ale ja tylko wyrażam swoje zdanie.
XXX

niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 6

   Kiedy rano się obudziłam i uniosłam zaspane powieki, na pierwszy rzut oka nie wiedziałam, gdzie ja w ogóle jestem. Dopiero po krótszej analizie wszystko już było jasne. Kiedy wychodziłam z łóżka, potknęłam się o szafkę która w stała w jak najbardziej nieodpowiednim miejscu i zaliczyłam bolesną glebę.
   - Kurwa, no- przeklęłam po polsku i szybko podniosłam się z podłogi.
   Jeżeli chodzi o kaca to, go nie miałam. Mój organizm tak szybko się nie daje, po trzech piwach i kilku kieliszków szampana nic mi nie dolega, można powiedzieć, że jestem odporna. Ubrać musiałam się w pokoju, bo łazienka była zajęta przez Waliyę, która jak przypuszczałam po odgłosach, wymiotowała. Gdy wciągałam na nogi spodnie zadzwonił dzwonek do drzwi.
   - Lila otworzysz?- usłyszałam niemrawy krzyk dziewczyny.
   - A mam jakieś inne wyjście?- odkrzyknęłam i nie chętnie wyszłam z sypialni w krótkich dżinsowych szortach i samym czarnym staniku.
   - Obawiam się, że nie- odparła dziewczyna, a ja zeszłam na dół i stanęłam przed drzwiami, w których zamku widniał pęk srebrnych kluczy, który przekręciłam w lewą stronę i prawie walnęłam drzwiami chłopaka stojącego po drugiej stronie.
   - Uważaj trochę- warknął na mnie wysoki, ciemnooki mulat.
   - Może ty uważaj i nie podchodź tak blisko drzwi?- odpowiedziałam chamsko.- O co chodzi?- spytałam.
   - Chcę wejść do domu, przepuścisz mnie?
   - Nie znam cię, a co jak jesteś jakimś pedofilem, albo zabójcą?- odparłam spokojnie.
   - A co jeśli to mój dom?
   - Raczej w to wątpię, tu nie mieszka, żaden facet w twoim wieku- powiedziałam i zamknęłam drzwi, które chłopak i tak momentalnie otworzył.
   - Jesteś tu sama?- spytał poważnym tonem.
   - To jakieś przesłuchanie?
   - Nie. Po prostu się pytam, przecież mam do tego prawo.
   - Nie, nie jestem sama? Lepiej?
   - Tak, a teraz mnie przepuść, chcę porozmawiać z siostrą- odparł, po czym przesunął mnie nieco na bok i wszedł do środka.- Żeby człowieka do własnego domu nie wpuścić, do czego to doszło- burknął pod nosem i zaczął otwierać koleje drzwi, które mijał.
   - Jeśli szukasz Waliyę to jest na górze, ale chyba nie jest w stanie z nikim rozmawiać- odpowiedziałam, a chłopak zatrzymał się w połowie drogi do schodów i odwrócił się w moją stronę.
   - Zrobiłaś jej coś?- warknął.
   - Tak, kurwa podcięłam jej gardło i teraz się wykrwawia na środku łazienki- podniosłam głos.
   - Może trochę grzeczniej?- wtrącił, a ja się zaśmiałam.
   - A kim ty jesteś, żeby mi mówić co mam robić i jak się odzywać?- te słowa nieco go zamurowały, bo nic więcej nie powiedział.
   - Coś się stało?- powiedziała Waliya, która właśnie stanęła na schodach, a jej twarz była blada jak niepomalowana ściana.
   - Ten koleś twierdzi, że jest twoim bratem...
   - Bo jestem- wtrącił.
   - Nie przerywaj mi jasne!
   - Stop, nie kłócić mi się tu!- wrzasnęła mulatka.- Lila, to mój brat Zayn, ten co ci mówiłam, że mi go przypominasz. Zayn, a to jest Lila, będzie u nas całe wakacje- przedstawiła nas sobie.
   - Niby czym ja przypominam to coś- Zayn wskazał na mnie ręką.
   - Wiesz co, nie mam ochoty na ciebie patrzeć- odparłam, po czym skierowałam się w stronę schodów.
   - Drzwi są w drugą stronę- wtrącił.
   - Wiesz, może tobie to nie przeszkadza, ale innym może, to że jestem w staniku- odpowiedziałam, po czym pobiegłam na górę, do pokoju, chwyciłam pierwszą lepszą bluzkę i zbiegłam na dół. Specjalnie zahaczyłam ramieniem chłopaka i wyszłam przed dom.
   - O hej, gdzie idziesz piękna?- spytał, stojący przed drzwiami chłopak z burzą loków na głowie.
   - Jak najdalej od tego idioty- odpowiedziałam, zbiegając z pojedynczych schodków.
   - Mogę iść z tobą?- odparł chłopak.
   - Wal się, nie potrzebuję towarzystwa- powiedziałam i ruszyłam wzdłuż ulicy w stronę sklepu.
   Spacerowałam po okolicy chyba z jakieś dwie godziny. Co przyczyniło się do tego, że dowiedziałam się co gdzie jest. Kiedy stałam już pod domem otworzyłam drzwi, a wchodząc do środka o mały włos co nie przewróciłam się o stojące na środku korytarza ogromne, ciemne walizki.
   - Gdzie byłaś?- spytała Waliya, która właśnie stanęła przede mną.
   - Tu i tam- odparłam, mało szczegółowo.- Twoi rodzice wrócili szybciej?
   - Nie.
   - To po co te walizki?
   - Kto przyszedł?- spytał Zayn, który właśnie wyszedł z kuchni, a mnie zamurowało, myślałam, że jak wrócę po bardzo długim spacerze, nie będę musiała już go oglądać.
   - Co ty tu robisz?- powiedzieliśmy w tym samym czasie.
   - A miałem nadzieję, że się gdzieś po drodze zgubisz- dodał poważnym tonem.
   - No widzisz, ja miałam nadzieję, wychodząc z tego domu, że cię już nigdy nie będę musiała oglądać. Wychodzi na to, że każdy z nas nie jest zadowolony- burknęłam i weszłam do kuchni, gdzie przy stole siedział lokowaty chłopak, którego widziałam dwie godziny temu.
   - I jak ja mam wytrzymać z wami przez tydzień w jednym domu?- odparła Waliya, a ja wyplułam na podłogę wodę, którą właśnie miałam zamiar przełknąć.
   - Że co, tydzień z nim pod jednym dachem?- spytałam, wycierając sobie mokrą twarz.
   - Zayn, ma remont w domu i dlatego przez ten czas będzie tutaj- wytłumaczyła.
   - A ten tu po co?- wskazałam drugiego chłopaka.
   - Bo my z Zaynem i jeszcze z Louisem mieszkamy razem- wytłumaczył loczek.
   - To co swojej rodziny nie masz?
   - Dobra, jakoś to przeżyjemy. Miejsca w domu jest sporo- powiedziała Waliya.
   - No wprost zajebiście- szepnęłam sama do siebie po polsku.
   - Nie dość, że wredna to jeszcze Niemka- skomentował Zayn.
   - Jaka kurwa Niemka, ty słyszałeś kiedyś Niemkę? Ja pierdole- warknęłam na niego.
   - Możecie skończyć? Bo zaraz wam zakleję usta- wtrąciła surowym głosem dziewczyna. Siadajcie, zaraz wam nałożę obiad.
   - Dzięki, nie jestem głodna- skłamałam, bo tak naprawdę myślałam, że zaraz umrę z głodu, jednak nie miałam ochoty przebywać z nimi w jednym pomieszczeniu.
   Wgramoliłam się na górę, gdzie chcąc nie chcąc spędziłam resztę dnia. Większość tego czasu spędziłam, na oglądaniu filmów na swoim laptopie i szperaniu w internecie. Natomiast, gdy minęła dwunasta po cichu zeszłam na dół, a dokładniej do kuchni i wyjęłam z lodówki parówki, które szybko w siebie wciągnęłam. 
___________________________________________________-
Kurde guzik mi się pomylił i przez przypadek wstawiłam ten rozdział, dobra już go nie będę usuwać, tylko z góry sorry za błędy, no i kolejny dopiero w środę ;p No i komentujcie też tamten rozdział 5, bo jak zostaną tam 4 komentarze to mi będzie bardzo bardzo smutno !

Rozdział 5

   - Już jestem!- krzyknęłam, zaraz po tym jak otworzyłam drzwi frontowe i spokojnym krokiem weszłam do domu.
   - I co trafiłaś?- spytała dziewczyna, która właśnie wyszła z kuchni.
   - Tak, bez problemu, no i mam szampana- dodałam, unosząc butelkę nieco do góry, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek.
   - A to piwo nam nie wystarczy?
   - No wiesz, ja na tego typu wieczorkach zapoznawczych mam zwyczaj wznoszenia wielu toastów, takie tam przyzwyczajenie- wytłumaczyłam, po czym obie weszłyśmy do kuchni. Waliya wzięła dwa talerze pełne kanapek, natomiast ja chwyciłam kilka puszek piwa i dwa kieliszki do szampana, którego przed chwilą zostawiłam w salonie.
   Mulatka zajęła miejsce na kanapie, natomiast ja usiadłam po turecku na ziemi na przeciwko niej. Przez kilka dobrych minut siedziałyśmy tak w zupełnej ciszy, tylko co chwilę było słychać, jak któraś z nas przełyka kolejny łyk piwa.
   - Chciałabym być taka jak ty- nagle, Waliya zabrała głos, co mnie dosyć zdziwiło.
   - Taka, czyli jaka. Nie rozumiem- odparłam, zdziwionym tonem.
   - No taka niezależna, nie przejmująca się niczym. To mi imponuje- wytłumaczyła, a ja podniosłam wzrok z podłogi na nią.
   - Heh niezależna... Ja po prostu nie dam sobie nikomu w kaszę dmuchać, ani nie pozwolę na to żeby ktokolwiek mówił mi co mam robić- odpowiedziałam.
   - No widzisz twoje życie jest niemalże idealne, naprawdę chciałabym być taka jak ty.
   - Nie powinnaś tego mówić- zauważyłam, a dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.- Powiem tak, moje życie nigdy nie było idealne i zapewne nigdy takie nie będzie. Przez mój sposób postępowania już niejednokrotnie miałam spore problemy. Kilka spraw w sądzie, nieraz wywalali mnie ze szkoły, czy nawet spędziłam parę nocy w więziennej celi. To jest naprawdę dalekie od perfekcji- kiedy spojrzałam na twarz Walii, która z ciekawością wsłuchiwała się w kolejne słowa płynące z moich ust.
   - Nie przerywaj- wtrąciła.- Mówisz w taki sposób, że aż chce mi się ciebie słuchać.
   - No miłe. Skoro tak, to spoko mogę opowiadać, mimo, że nie robiłam tego od kilku dobrych dni, bo nie miałam komu się wygadać- przerwałam na chwilę, aby wziąć łyka piwa.- Jeżeli chodzi o te wakacje, miałam na nie zupełne inne plany. Wraz z przyjaciółmi i chłopakiem, to znaczy z byłym chłopakiem mieliśmy jechać nad polskie morze, pod domki. Gdy usłyszałam, że moi rodzice wybrali dla mnie inny sposób spędzenia wolnego, byłam zła, a w duchu postanowiłam sobie, że i tak tu nie przyjadę. Jednak zdanie zmieniłam w pierwszy dzień wakacji, kiedy się dowiedziałam, że Konrad, mój były mnie zdradził, wtedy doszłam do wniosku, że chcę się wyrwać z kraju, myślałam, nadal myślę, że tutaj się zmienię- odparłam.
   - Myślisz, że ci się to uda?- spytała dziewczyna, która wciąż wpatrywała się we mnie jak w obrazek.
   - Znając mój charakter to szczerze w to wątpię, teraz nawet zdaję sobie sprawę, że w moim przypadku jest to chyba niewykonalne- zaśmiałam się.
   - Będę musiała się od ciebie nauczyć jak postępować z ludźmi, żeby dali mi spokój, bo wiesz po tej ulicy kręci się takich dwóch typów, którzy cały czas komentują dziewczyny, albo zaczepiają je, czasem się ich normalnie boję- powiedziała.
   - Chodzi o takich dwóch łysych?- spytałam, próbując sobie przypomnieć wygląd tamtych kolesi, którzy nieco pożałowali, że ze mną zadarli.
   - Tak, a co?
   - Uwierz mi, raczej już nie będą tego robić, bo dostali dzisiaj pewną nauczkę.
   - Boże święty, zabiłaś ich?- spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach.
   - Co?! Nie, bynajmniej jeszcze- odpowiedziałam, a wtem rozległ się dzwonek telefonu, jednak nie mojego tylko mulatki.
   - Przepraszam, muszę odebrać, brat dzwoni- odpowiedziała, spoglądając na migoczący ekran swojej komórki.
   - Spoko. Ja wtedy pójdę zapalić- powiedziałam, a następnie podniosłam się z kanapy i wyszłam przed dom.
   Usiadłam na nagrzanych od promieni słonecznych, marmurowych schodach i wyjęłam z kieszeni paczkę papierosów, z której wyjęłam jednego szluga, którego bez zastanowienia zapaliłam. Wpatrywałam się w zachodzące ponad budynkami, słońce i jednocześnie zaciągałam się papierosem. Kiedy ognisto pomarańczowa kula zniknęła już z mojego pola widzenia, przeniosłam swój wzrok na ulicę i co chwilę przejeżdżające kilka metrów przede mną samochody. Po kilku minutach zerknęłam do środka domu, w którym Waliya wciąż gawędziła przez telefon, więc pozostałam jeszcze na schodach i wróciłam do mojego poprzedniego zajęcia, wpatrywanie się we wszystko co dookoła.
   - Nie wracasz do domu?- usłyszałam zza pleców głos dziewczyny, a gdy się odwróciłam, stała ona kilka centymetrów ode mnie, a w dłoniach trzymała szampana i dwa kieliszki.- Mogę?- wskazała dłonią na miejsce tuż obok mnie.
   - Siadaj- odpowiedziałam krótko, a dziewczyna przykucnęła na tym samym schodku co ja kilkanaście minut temu.
   - Na co tak patrzysz?
   - Sama nie wiem.
   - Wiesz, to pewnie zabrzmi dosyć dziwnie, ale strasznie przypominasz mi mojego brata, nie dość, że macie podobne charaktery to jeszcze podobnie się zachowujecie. Zayn, nie raz, gdy tu mieszkał, bez powodu siadał na tych schodach i wpatrywał się, sama nie wiem w co przez kilka dobrych godzin- odparła, a ja się uśmiechnęłam i sięgnęłam po butelkę szampana, którą otworzyłam, a trunek wlałam do kieliszków.
   - No to za te szczególe schody- wzniosłam toast, po czym przechyliłam kieliszek, wypijając całą jego zawartość, za jednym razem. Później nasunęło się kolejne kilka toastów, że jak przyszło co do czego to  szklana butelka zrobiła się puściuteńka.
   - Wracamy do środka?- spytała Waliya, a jej język pod wpływem alkoholu zaczął się plątać.
   - Spoko- odpowiedziałam i wróciłyśmy do salonu, w którym rzuciłam się na talerz z kanapkami, bo byłam na tyle głodna, że mogłabym zjeść spokojnie całego konia z kopytami.
   Do swoich pokoi rozeszłyśmy się jakoś po dwunastej w nocy. Wyjęłam z szuflady swoją piżamę i powędrowałam chwiejnym krokiem w stronę łazienki, która znajdowała się zaraz obok. Szybko się umyłam i zanim się obejrzałam, leżałam już w ogromnym i wygodnym łóżku. Na sen nie musiałam czekać, jakoś szczególnie długo, bo ten przyszedł naprawdę w mgnieniu oka.
__________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale napisałam ten rozdział wczoraj i go nie zapisałam i musiałam pisać go od nowa, w związku z czym wyszedł on krótszy i głupszy w ogóle mi się nie podoba. Powiem wam natomiast, że kolejny rozdział będzie zajebisty. Poznanie Lili z Zaynem hehehe. Czekam na DŁUUUUUUUUUGIE komentarze z waszą opinią.

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 4

   - Fajna chata- odparłam, gdy w końcu dotarłyśmy pod dom, w którym teoretycznie miałam spędzić całe wakacje.
   - Dzięki- odpowiedziała, otwierając bagażnik samochodu, z którego wnętrza wyjęła siatki z zakupami, a ja chwyciłam za swoją walizkę.- Zapraszam- odrzekła, otwierając przede mną frontowe drzwi.- Poczekaj chwilę, odłożę zakupy i pokażę ci twój własny pokój.
   - O jest i jakiś plus, będę miała swój pokój- skomentowałam.
   - No tak jakoś wyszło. Brat wyprowadził się z niego kilka miesięcy temu, więc od tamtego czasu jego sypialnia stoi zupełnie pusta.
   - Mam nadzieję, że gdyby jednak coś mu się odwidziało, nie będę musiała dzielić z nim łóżka?
   - Raczej nic, nie powinno mu się odwidzieć w najbliższej przyszłości. A teraz chodź ze mną- odpowiedziała i zaczęła zmierzać w stronę marmurowych schodów.
   Owy, tymczasowo mój pokój znajdował się na piętrze, w dodatku na samym końcu korytarza. Na drzwiach prowadzących do sypialni wisiała czarna tabliczka z jasnym napisem "BAD BOY".
   - Fajne to- powiedziałam wskazując ową rzecz.
   - Poczekaj, aż wejdziesz do środka- westchnęła, a ja mocno nadusiłam klamkę.
   - No, nie jest źle- odparłam, kiedy ujrzałam pomieszczenie w całej okazałości.- A te złote i platynowe płyty na ścianie to taki żart tak?
   - Niezupełnie. Można powiedzieć, że były właściciel tego pokoju nie jest zwyczajnym nastolatkiem. Powiem tak, śpiewa on w zespole, w dosyć znanym na cały świat zespole. To dlatego też...
   - Wyznania i takie tam inne, zostawmy sobie na wieczór- przerwałam jej wypowiedź, która zaczęła przeradzać się w jakieś żalenie.- Mogę wpakować swoje rzeczy do szafek?- spytałam grzecznie, co w moim wykonaniu zabrzmiało dosyć dziwnie.
   - Tak, tak- odpowiedziała, po czym wyszła z pokoju.
   Z rozpakowaniem uwinęłam się nawet szybko, bo po godzinie od przyjazdu, wszystkie moje rzeczy wylądowały w szufladach. Chwyciłam prawie już pustą paczkę papierosów i zeszłam do salonu, w którym nikogo nie było, więc weszłam do kuchni, gdzie krzątała się Waliya.
   - Co robisz?- spytałam, siadając na drewnianym stole.
   - Jakąś szybką kolację, bo pewnie jesteś głodna- odpowiedziała, częściowo odsłaniając talerz z kanapkami.
   - Macie tu gdzieś jakiś sklep?- zmieniłam temat.
   - Tak, ale po co ci on? Przecież niedawno wróciłyśmy z jednego.
   - Muszę sobie kupić fajki, bo mi się kończą, a na lotnisku nie chcieli mnie puścić z większą ilością paczek- wytłumaczyłam.
   - Najbliższy jest na rogu ulicy. Jak wyjdziesz przed dom to musisz się kierować na lewo. A w ogóle mam iść z tobą?
   - Spoko, poradzę sobie- zeskoczyłam ze stołu i wyszłam z kuchni. Będąc na korytarzu wciągnęłam na nogi czarne trampki i wyszłam na zewnątrz. Postanowiłam wykorzystać sytuację, że jestem poza mieszkaniem i zapaliłam sobie papierosa, którego zdążyłam spalić, zanim jeszcze doszłam do spożywczaka.
   Kiedy wędrowałam już pomiędzy sklepowymi regałami, chwyciłam jeszcze szampana z półki, po czym stojąc w kolejce do kasy, chwyciłam jeszcze dwie paczki moich nikotynowych słodyczy.
   - Ale lala. Fajna dupa- gdy już wracałam z powrotem, usłyszałam zza pleców jakieś gwizdy i dziecinne uwagi.- Gdzie nam uciekasz?
   - Mówisz to do mnie?- warknęłam, odwróciwszy się w stronę dwóch nieco wstawionych Anglików.
   - Tak pindziu- odpowiedział jeden z chłopaków.
   - Sorry nie mam czasu dla debili- odburknęłam, dosyć głośno.
   - Zostaw ją stary, niech sobie księżniczka sztywniara idzie do swojego różowego i magicznego świata- zaśmiał się ten drugi, a mi puściły nerwy, co nie wróżyło nic dobrego.
   - Słuchaj gnoju, nienawidzę jak mi ktoś z brudnymi buciorami wpierdala się do mojego życia, więc stul pysk i spierdalaj za nim wkurzę się mocniej!- stanęłam z nim twarzą w twarz i zaczęłam mu uświadamiać, że zaczął z nie właściwą osobą.
   - Już się bolę takiej słabej laluni- nie przestawał sobie drwić. Na co ja po prostu podcięłam mu nogi, jednocześnie dosyć mocno powalając go na ziemię, dołożyłam jeszcze kopniaka, którego wycelowałam mu prosto w brzuch.
   - Miłego wieczoru panowie- odparłam, jakby nigdy nic i żwawym krokiem skierowałam się w stronę domu Malików
___________________________________________________
Dobra wiem, że krótki, ale teraz długość kolejnych rozdziałów będzie zależała od was i pozostawianych przez was komentarzy. Im więcej komentarzy, tym dłuższy rozdział :) A więc zostaje wam po prostu pozostawianie długich komentarzy :)  No i bardzo dziękuję za poprzednie :)JAK WAM SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ???    
STRONA NA FB http://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie

czwartek, 15 listopada 2012

Rozdział 3

   Spakowana siedziałam już na swojej walizce przed drzwiami i czekałam, aż mój ojciec znajdzie w końcu te pieprzone kluczyki do samochodu.
   - Może nam pomożesz ich szukać?- spytała mama, spoglądając na mnie surowym wzrokiem.
   - Nie, dzięki. Posiedzę sobie tutaj i poczekam- odpowiedziałam, chamsko się uśmiechając.
   Ponad pół godziny później czekałam już na odprawie, na warszawskim Okęciu. Szybko pożegnałam się z rodzicami, od których dostałam tysiąc złotych na pobyt, po czym skierowałam się w stronę samolotu. Gdy byłam już w tej ogromnej maszynie, zajęłam wyznaczone miejsce tuż obok jakiejś dziewczyny w moim wieku. Włożyłam sobie słuchawki w uszy, obróciłam głowę w stronę małego okna i przymknęłam powieki. Samolot wystartował.
   Kiedy zaczęłam już przysypiać, poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramię, a dokładniej w dosyć świeżą ranę, którą zrobiłam sobie, gdy ostatnio uciekałam przed policją i przez przypadek wbiegłam w płot kolczasty.
   - Chcesz coś?!- powiedziałam, odwróciwszy głowę w stronę dziewczyny.
   - Nie. Przepraszam, nie chciałam cię obudzić- odparła słodkim głosikiem.
   - Dobra, spoko- odburknęłam.
   - A tak w ogóle to jestem Kama- dodała, wysuwając w moją stronę rękę.
   - Lila- odpowiedziałam i uścisnęłam jej dłoń.
   - Pierwszy raz lecisz do Anglii?- spytała blondyna, która najwidoczniej chciała rozpocząć ze mną jakąś dłuższą rozmowę.
   - Jak byłam młodsza, często latałam do dziadków, ale kilka lat temu przeprowadzili się oni do Polski- odparłam, obojętnym tonem.
   - Aha rozumiem, to można wiedzieć, po co w takim razie lecisz do Anglii?
   - A ta informacja w jakiś szczególny sposób odmieni twoje życie?- spytałam chamsko.
   - Nie. Przepraszam, że spytałam- odpowiedziała, zakłopotana.- Ja właśnie jadę tam, żeby odwiedzić swojego chłopaka, bo wiesz studiuje on w Londynie- dodała, a ja nie byłam pewna, czy one właśnie chce mi się pochwalić, czy wyżalić.
   - Dzięki za informację. Ja ze swoim zerwałam kilka dni temu, więc chyba nie jestem zainteresowana tego typu rozmowami-odburknęłam i odruchowo, na samą myśl zaczęłam szukać na szyi wisiorka od niego, którego już nie miałam.
   - Przykro mi. Na pewno nie był ciebie wart.
   - Jak ja nienawidzę takich ludzi- szepnęłam sama do siebie, w taki sposób, żeby nikt nie zdołał tego usłyszeć. Odwróciłam wzrok w stronę okna i do końca lotu wpatrywałam się w mini domy i jeszcze mniejsze samochody.
   W krótkim okresie czasu na londyńskim lotnisku wylądowały trzy samoloty, co było przyczyną strasznego tłoku. Jedynym plusem, wśród niewielu było, to że udało mi się w miarę szybko znaleźć swoją walizkę. Kiedy przepychałam się przez tłum, kilka metrów przede mną dojrzałam pewną mulatkę, która w dłoniach trzymała coś przypominającego transparent, na którym napisanie było moje imię i nazwisko.
   - Siema. Fajna kartka, tylko czemu jest na niej moje imię?- spytałam, jednocześnie przestawiając swój język na angielski, który nie był mi obcy.
   - Cześć. Jestem Waliya. Czekam na ciebie już chyba drugą godzinę- powiedziała, przytuliwszy mnie wcześniej, co mnie nie powiem zdziwiło.- Wiesz powinnam ci powiedzieć, że plany trochę się zmieniły i moich rodziców z młodszą siostrą wybyło na dwa tygodnie, ale spokojnie, jestem pełnoletnia i odpowiedzialna- zaczęła mówić, gdy szłyśmy w stronę wyjścia z budynku.
   - Daj mi minutę- powiedziałam, gdy byłyśmy już na zewnątrz i zaczęłam szperać w plecaku, z którego wyjęłam paczkę papierosów.
   - Długo już palisz?- spytała mulatka, na której, to, że palę nie zrobiło żadnego wrażenia.
   - Jakoś ponad rok- odpowiedziałam, po czym zaciągnęłam się fajką.
   - O to nie tak dużo. Mój brat jara te paskudztwo odkąd skończył piętnaście lat, no, a teraz ma już dziewiętnaście. Tylko nie mów o tym moim rodzicom, wydaje mi się, że nie powinni jeszcze o tym wiedzieć.
   - Nie no luz- odparłam, a następnie obie wsiadłyśmy do srebrnego auta, którym przyjechała dziewczyna.
   - Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać, jeśli zatrzymamy się na chwilę przy supermarkecie? Bo wiesz lodówki, to u nas zbyt pełnej, to nie ma- powiedziała, parkując na sklepowym parkingu.- Pomożesz mi, czy zaczekasz w samochodzie?- spojrzała na mnie pytająco.
   - Mogę popchać wózek- odparłam i zwinnie wysiadłam z auta, a w związku, że było dosyć ciepło zostawiłam bluzę w samochodzie i ruszyłam za brunetka.
   - Fajny tatuaż- skomentowała Waliya, spoglądając na mój nadgarstek.
   - Dzięki- odpowiedziałam słowem, które, raczej nie należało do tych często używanych przeze mnie.
   - To jedyny jaki masz?- ciągnęła temat tatuaży, który jakoś mi nie przeszkadzał.
   - Nie, mam ich siedem.
   - Zawsze chciałam sobie jeden zrobić, ale chyba mam zbyt wielkiego cykor, a poza tym igły mnie odrobinkę przerażają.
   - Uwierz, że są rzeczy, które bardziej bolą od igieł. Ja w ostatnim czasie poczułam na własnej skórze takie dwa, dosyć mocne.
   - Mogę wiedzieć jakie?- zatrzymała się przed sklepem i zerknęła na mnie.
   - Przede wszystkim złamane serce- przerwałam na chwilę, aby wziąć głęboki wdech.- I to- podsunęłam rękaw, jednocześnie odsłaniając swoją, świeżą, lecz gojącą się już ranę.
   - Ałć- dziewczyna wzdrygnęła się na sam widok mojej popapranej ręki.
   - Macie tu w Anglii jakieś dobre piwo?- zmieniłam temat, podczas gdy mijałyśmy półkę z wyrobami alkoholowymi.
   - Kilka się znajdzie. A co?
   - Zrobimy sobie dzisiaj wieczór zapoznawczy- uśmiechnęłam się i ściągnęłam z półki dwa czteropaki piwa.
   - I my to mamy wypić?- spytała, a jej oczy ze zdziwieniem spoglądały do metalowego kosza.
   - No jak nie dzisiaj, to jutro- odparłam, po czym ruszyłyśmy dalej, a dziewczyna cały czas dokładała do koszyka jakieś produkty.
_______________________________________
PO PIERWSZE !! to jest link na stronę na facebooku, gdzie macie kontakt ze mną i powiadomienia o nowych rozdziałach http://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie.
PO DRUGIE!! Dziękuję za 1000 wyświetleń i komentarze.
PO TRZECIE!! w kolejnym rozdziale będzie ostro dosyć, więc musicie przeczytać :)
PO CZWARTE!!  Mam dzisiaj zły humor i może polepszycie mi go wieloma długimi komentarzami?  1KOMENTARZ=1 UŚMIECH. Jest was dużo, więc mam nadzieję, że dojedziecie do 25 :)

środa, 14 listopada 2012

Rozdział 2

   Godzinę później już na szczęście zostałam sama w domu, z moją narastającą złością. Żeby nieco odreagować wróciłam do swojego pokoju wyjęłam z paczki papierosa, chwyciłam jeszcze zapalniczkę i wyszłam przed dom, usiadłam na schodach i zaczęłam spalać fajkę. Gdy byłam jeszcze na zewnątrz wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer do Konrada.
   - No siema- usłyszałam zaspany głos, swojego chłopaka.
   - Możesz do mnie przyjść? Muszę ci coś powiedzieć- odparłam.
   - W sumie, też powinienem ci o czymś powiedzieć, będę za pół godziny- odpowiedział i się rozłączył, a ja wróciłam do środka i zabrałam się za robienie wyrazistego makijażu, bez którego nie zdarzało mi się wychodzić z domu, a nawet przyjmować znajomych w domu.
   - Otwarte- krzyknęłam, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, a po chwili te się otworzyły.
   - Lila, gdzie jesteś?
   - Tu- odpowiedziałam, wychodząc z łazienki. Ujrzałam Konrada, który w dłoni trzymał białą różę, co mi się średnio podobało, bo przecież wiedział on doskonale, że ich nienawidzę.
   - To raczej nie będzie miłe spotkanie- odparł, siadając na kanapie.
   - Nie rozumiem-powiedziałam, siadając obok niego.
   - Nie miej mi to za złe, ale nie byłem z tobą do końca szczery. Bo ja i Kaśka my... Zdradziłem cię z nią jasne. Nie chciałem już tego ukrywać- odpowiedział, a mnie zamurowało.
   - Co ty powiedziałeś?!
   - Zrozum, miłość nie trwa wiecznie- odparł spokojnym tonem, poprawiając sobie włosy.
   -Wynoś się stąd!- krzyknęłam, a w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy.
   - Ale, daj mi to wytłumaczyć, ja...
   - Wypierdalaj z tego domu, nienawidzę cię. Rozumiesz?! Nienawidzę!- zaczęłam się wydzierać na cały dom. Nie wiedziałam, że ktoś jest w stanie złamać moje serce, w tak krótkim czasie.
   Po chwili znowu zostałam sama w domu, a po głowie chodziły mi różne myśli, w tym też samobójstwo.
   - Weź się w garść dziewczyno- warknęłam sama na siebie, po czym wyjęłam papierosa, którego wsadziłam sobie do kieszeni, gdy się ubierałam kilka minut temu, a gdy już go spaliłam, odrobinę ochłonięta poszłam do swojego pokoju, w którym zaczęłam zrywać wszystkie swoje zdjęcia z Konradem. Kilkoma zwinnymi ruchami podarłam je na strzępy i wysypałam za okno. Podobny los spotkał te fotki, które miałam na swoim laptopie.
   Podczas szperania w internecie w poszukiwaniu zdjęć nadających się do usunięcia z mojego życia, natknęłam się na interesującą ofertę pracy w Londynie. Bez wiedzy rodziców, z których zdaniem i tak nigdy się nie liczyłam wysłałam zgłoszenie do owej, przypadkowo znalezionej firmy. Tak na prawdę miałam pewien plan w zanadrzu. A zawierał on jeszcze kilka małych elementów, w tym sprzedaż wartościowego, pamiątkowego pierścionka, który dostałam rok temu od babci. Wzięłam ową pamiątkę i wybrałam się do pobliskiego jubilera.
   - Ile za to dostanę?- spytałam sędziwego mężczyznę, w którego stronę wyciągnęłam pierścionek, gdy byłam już na miejscu.
   - Hmmm...- mruknął pod nosem i zaczął oglądać z każdej strony, przyniesiony przeze mnie przedmiot.- To sześcio karatowy diament. Kosztowny no nie powiem. Myślę, że mogę ci dać za niego dwa tysiące złotych- odpowiedział, gładząc swojego siwego wąsa.
   - A jak dorzucę jeszcze to?- zdjęłam z szyi naszyjnik, który dwa lata temu dostałam od Konrada i z którym od tamtej pory nigdy się nie rozstawałam.
   - Dwa i pół tysiąca łącznie i ani grosza więcej- odparł mężczyzna.
   - Zgoda.
   - Dobrze trafiłaś, bo jeszcze kilka miesięcy temu, gdy złoto stało bardzo nisko, nie dostałabyś za to nawet dwóch tysięcy- skomentował, podczas wypłacania pieniędzy.
   - Nara- rzuciłam przez ramię i wyszłam ze sklepu. Schowałam pieniądze do kieszeni i ruszyłam w kierunku domu. 
   - Dwa i pół koła plus tysiąc z oszczędności i jakaś kasa od rodziców na wyjazd. No tyle powinno mi starczyć- zaczęłam obliczać w myślach po drodze. Byłam tak zajęta rachunkami, że nie zauważyłam jakiegoś chłopaka, który szedł z naprzeciwka i na niego wpadłam.- Jak łazisz cioto?!- warknęłam i odeszłam.
   - Gdzie byłaś?- spytała mnie na wejściu mama, która już najwidoczniej musiała wrócić z pracy.
   - I tak wiem, że cię to nie obchodzi- odpowiedziałam, po czym wyminęłam ją i weszłam do kuchni, w której zrobiłam sobie mocną kawę, a następnie pomaszerowałam w kierunku swojego pokoju.
   - Lilka, chcesz zobaczyć co mama mi kupiła?- powiedział mój brat, który zagrodził mi wejście do mojej sypialni.
   - Pelerynę niewidkę, albo klatkę, która spowoduje, że znikniesz?- spytałam.
   - Nie, tylko...
   - No to nie mamy, o czym gadać- z całych sił odepchnęłam go na bok i weszłam do swojego pokoju, po czym zamknęłam drzwi na klucz.
   Nałożyłam sobie słuchawki na uszy i momentalnie odpłynęłam do swojej krainy pełnej marzeń.
__________________________________________________
Oto i drugi rozdział dosyć krótki, ale jest. Jak wam się podoba? Mam nadzieję, że nie jest aż taki zły i wiem, że możecie się przyczepić do zerwania Konrada i Lilki, ale tak musiało być, żeby mi się wszystko zgadzało dalej. W ogóle jestem w szoku, że tyle z was skomentowało poprzednie posty. Zaczynam tego bloga z bardzo dobrymi statystykami za co wszystkim dziękuję :)

wtorek, 13 listopada 2012

Rozdział 1

   - Wakacje. Nareszcie!- krzyknęłam jak najgłośniej mogłam, wybiegając z budynku szkoły.
   - To co, idziemy uczcić wakacje?- spytał Konrad, na którego się rzuciłam, gdy tylko go ujrzałam przed wejściem na teren mojego, jakże znienawidzonego liceum.
   - Jasne- chwyciłam go za dłoń i ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę pobliskiego jezioro, nad które mieliśmy niecałe dziesięć minut drogi.
   Kiedy byliśmy na miejscu, rzuciłam torbę pod pierwsze, lepsze drzewo i podeszłam do swoich znajomych, którzy usiłowali rozpalić ognisko. Usiadłam Konradowi na kolanach i wyciągnęłam rękę w stronę Kaśki, która podała mi puszkę piwa. Zwinnym ruchem ją otworzyłam i wzięłam sporego łyka.
   - To co jakie plany na wakacje?- spytałam, gdy oderwałam swoje usta od ciepłych warg Konrada, w których kilka sekund temu się zatopiłam.
   - No jak jakie, suniemy pod domki nad morze- odparł Miki, zapalając papierosa.
   - Władysławowo, czy Hel?- spytała Kaśka.
   - Mój wujek ma we Władku domki, więc się z nim dogadam- skomentował Konrad, gdy chłopak skończył mówić, rozległ się donośny dźwięk mojej komórki.
   - No co?- przyłożyłam telefon do ucha.
   - Lila, gdzie ty się podziewasz?- w słuchawce rozpoznałam nerwowy głos mojej mamy.
   - Nad jeziorem jestem.
   - I co, nie masz zamiaru wracać do domu?
   - Wrócę wieczorem, teraz jestem ze znajomymi i świętujemy początek wakacji- nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się, a następnie całkowicie wyłączyłam telefon.
   - Co chciała?- spytał mój chłopak, otwierając kolejne piwo.
   - Nic- odpowiedziałam krótko, po czym sięgnęłam po fajkę, którymi dzielił się Riko.
   - To co, gramy w butelkę?- Kaśka rzuciła pomysł, a wszyscy się zgodzili na grę.
   Do domu dotarłam przed dwudziestą pierwszą, nieźle wstawiona. Po cichu zsunęłam z nóg obcasy i nie zwracając uwagi na domowników, powędrowałam do swojego pokoju, który znajdował się na piętrze. Przebrałam się w piżamę, po czym wgramoliłam się do ciepłego wyrka i zasnęłam.
   Od samego rana, mój młodszy brat za cholerę nie dawał mi się porządnie wyspać. Latał po całym mieszkaniu i wrzeszczał jak opętany. Miałam ochotę wyjść na korytarz i wydrzeć się na cały dom, ale dokuczał mi straszny ból głowy, a większa ilość krzyków tylko by pogorszyła mój stan. Podniosłam się z łóżka, wciągnęłam na siebie luźny T-shirt i krótkie szorty, po czym zeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie.
   - Mamy dla ciebie niespodziankę- powiedziała mama, gdy tylko ujrzała mnie w kuchni.
   - Super- odburknęłam i nasypałam sobie do miski kukurydzianych płatków.
   - Nie jesteś ciekawa?- ciągnęła.
   - No jakoś średnio.
   - Razem z tatą załatwiliśmy dla ciebie wyjazd do Anglii na wakacje, do pewnej bardzo miłej rodziny- mówiła to z uśmiechem na twarzy.
   - Że co?!- krzyknęłam, rozlewając przy tym mleko na podłogę.
   - To niesamowite prawda. Nie dość, że podszkolisz swój angielski, to jeszcze będziesz miała okazję pomieszkać sobie w Anglii- mówiła to takim radosnym głosem, a ja z minuty na minutę zaczynałam sobie wmawiać w myślach, że to tylko głupi żart.
   - To ściema prawda?
   - Nie w żadnym wypadku- odpowiedział tata poważnym tonem.
   - Ale ja miałam jechać ze znajomymi nad morze- zaczęłam przypominać jej o MOICH własnych planach na tegoroczne wakacje.
   - Pojedziesz w przyszłym roku.
   - No chyba nie. Nie chcę jechać do żadnej pieprzonej Anglii!- prawie wykrzyczałam jej to prosto w twarz.
   - Kotku za późno, mamy już wszystko ustalone.
   - Nie podoba mi się to. Na ile niby mam tam jechać i kiedy?- zadałam pytanie, a mój ton głosu zrobił się nieco oburzony.
   - Samolot masz w piątek i lecisz tam do trzydziestego- odpowiedziała mama.
   - Co do trzydziestego lipca, tak długo?!
   - Nie głuptasku do trzydziestego sierpnia- odpowiedziała i wyszła z kuchni.
   - Chyba ich już do reszty pogięło- wyszeptałam sama do siebie i zabrałam się za robienie sobie kawy, bo jakoś po tej informacji nie miałam już ochoty na śniadanie.
__________________________________________________
Tak to już jest, że pierwsze kilka rozdziałów są nudne i smętne, ale spokojnie akcja się rozkręci już chyba nawet w następnym rozdziale. Ogólnie, dla tych którzy nie czytali wcześniej mojego opowiadania mówię, że uwielbiam długie komentarze i na takie właśnie liczę z waszej strony :)
Zapraszam na stronę na facebooku http://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie

poniedziałek, 12 listopada 2012

Prolog

   Nie jestem i nigdy nie byłam marionetkę w rękach innych ludzi. Żyję tak jak chcę bez żadnych zobowiązań. Chce zapalić papierosa, nie pytam się nikogo o zgodę, po prostu to robię, tak też jest z wszystkimi innymi rzeczami. Jednak czasem potrzebuję czegoś innego, czegoś nowego, nieraz nawet ekstremalnego.
   Policja, ona tak naprawdę jest dla mnie nikim. Nic mi nie mogą zrobić. Patrząc na ich postawę ciała, na ich widoczną nadwagę, jak taki ktoś może mnie dogonić. Szanse są nikłe, jeżeli w ogóle jakieś są.
   Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie, tak jest ktoś kto od dwóch lat zadomowił się w moim sercu na dobre i szybko z niego, go nie wyrzucę.
   Co mogę wymieniać godzinami?
   Wszystko czego nienawidzę, a tym czymś są m.in.: buraki, szpinak, góry, matma, fizyka, francuski, pedały(nie chodzi o te od roweru), lalusie, wszystkiego co różowe, tabaki, cygar, piwa smakowego, klaunów, małp, glanów...
_________________________________________________
To taki nudny prolog, bo w końcu od czegoś trzeba zacząć.
Pisany tak chyba trochę nie przemyślanie, ale spokojnie, jak się zaczną rozdziały pewnie będzie lepiej :)
Jak wam się podoba?
Zapraszam wszystkich też na stronę na fb http://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie

Bohaterowie


Lila- Osiemnastoletnia dziewczyna z Polski, a dokładniej z Warszawy. Jest osobą zupełnie niezależną od wszystkiego. Uwielbia dobre imprezy. Od roku praktycznie nie rozstaje się z paczką papierosów, a dnia nie wyobraża sobie bez porządnej, dającej kopa kawy. Od dwóch lat spotyka się ze swoim równie niezależnym chłopakiem Konradem.
Konrad- dziewiętnastolatek, jego hobby to imprezowanie do późna i przyozdabianie swojego ciała tatuażami. Skończył już liceum, więc postanowił zrobić sobie rok przerwy od jakiejkolwiek nauki. Mimo, że spotyka się z Lilą uwielbia flirtować z innymi dziewczynami, co nie koniecznie podoba się jego dziewczynie.

                                                     
Zayn- dziewiętnastolatek, mieszkający w Anglii. Jest jednym z członków popularnego zespołu One Direction, który tworzy wraz z czwórką swoich poznanych podczas Xfactora przyjaciół. Nie jedna dziewczyna chciałaby spędzić z nim swoje życie. Zayn w zespole nazywany jest tym niegrzecznym. Ciekawe dlaczego ?
Od lewej: Niall (19 lat), Louis (20 lat), Harry (18 lat), Liam (19 lat)


Doniya Malik- najstarsza siostra Zayna

Waliyha Malik- osiemnastoletnia siostra Zayna.


Ok to nie są oczywiście wszyscy bohaterowie, ale gdybym ich tu wszystkich miała wymienić, to zajęłoby mi to sporo czasu. Również informacje nie są rzeczywiste, bo każdy wie, że między Waliyhą, a Zaynem jest większa różnica wieku, ale gdyby była ta poprawna to opowiadanie straciłoby trochę mój postawiony sobie cel :)