Translate

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 26

   Przed samym wejściem na halę widowiskową, nie obeszło się bez paparazzich, wywiadów i autografów, które z uśmiechami na twarzach, rozdawali chłopcy. Gdy zaczęło się to całe zamieszanie, ja wraz z Eleanor udałyśmy się wprost na salę, w której miała zacząć się już za niecałą godzinę, gala. Odnalazłyśmy nasze miejsca, które były niemalże na samej górze, pod tarasami. Chłopcy natomiast mieli specjalny, zarezerwowany dla nich stolik, przy scenie.
   - Niesamowicie, prawda?- westchnęła El, po czym zrobiła kilka zdjęć swoim telefonem.
   - Ujdzie- odpowiedziałam i wpatrzyłam swój wzrok w scenę, na której było mi dane wczorajszego dnia zaśpiewać.
   - Zgadnij kto?- ktoś wyrwał mnie z mojego transu, jednocześnie przysłaniając mi oczy dłońmi.
   - Niall, ręce ci śmierdzą frytkami- skomentowałam, a chłopak odsunął ręce z mojej twarzy i usiadł na wolnym krześle obok mnie. Nie pomyliłam się, był to uśmiechnięty od ucha do ucha Nialler.
   - Jak wrażenie dziewczęta?- spytał rozglądając się po ogromnej sali.
   - Jest nieziemsko...- odpowiedziała Eleanor zachwyconym głosem.
   - Ej stary chodź na chwilę- krzyknął blondyn do jakiegoś chłopaka siedzącego kilka rzędów niżej.- Przedstawię wam zaraz mojego mistrza- szepnął do nas Niall.
   - No co tam?- przed nami stanął nie kto inny jak Justin Bieber, którego wprost nie trawiłam od samego początku jego muzycznej kariery.
   - Pytałeś się o nasze dziewczyny, oto i one- Niall wskazał na nas, na co ja tylko wywróciłam oczami, a Eleanor szeroko się uśmiechnęła i wysunęła dłoń w stronę Biebera.
   - No Niall, która twoja?- spytał Justin, odwróciwszy wzrok w stronę mojego przyjaciela.
   - No żadna, obie mi konkurencja zwinęła. Widzisz takie ciężki życie bycia w zespole- odpowiedział, udawanym, smutnym głosem, a Justin się zaśmiał, co spowodowało, że ludzie siedzący przed nami, odwrócili wzrok ku nam.
   - Oj brachu, kogoś ci znajdziemy- powiedział Bieber.- Może zdradzicie mi swoje imiona?- spytał Justin, spoglądając to na mnie to na Eleanor.
   - Eleanor jestem- odpowiedziała brunetka siedząca obok.
   - Piękne imię, a ty?- wskazał palcem na mnie.
   - Mama nie nauczyła, że palcem się nie pokazuje?- odpyskowałam.
   - Przepraszam, to co zdradzisz mi swe imię i skąd jesteś, bo poznaję po akcencie, że z Wielkiej Brytanii, ani ze Stanów nie.
   - Cóż za spostrzegawczość- skomentowałam.- I tak wiem, że masz wylane w to jak mam na imię, więc oszczędzę ci niezbędnych informacji- dodałam, pewnym siebie głosem.
   - Ostra- rzucił Justin i się uśmiechnął.
   - Nie martw się stary, Zayna wcześniej też tak jechała, a teraz są razem- wyjaśnił Niall, który wytknął w moim kierunku język, po czym razem z Bieberem zeszli pod scenę.
   - Flirciarz z tego Justina- powiedziała Eleanor, która odprowadziła chłopaków wzrokiem.
   - Albo palant- dodałam, po czym światła nieco przygasły, tłum ucichł, a na środek sceny wyszedł ubrany w żółto-czarny garnitur Usher.W owym wdzianku wyglądał przezabawnie, z tego też powodu zrobiłam mu zdjęcie, które momentalnie powędrowało na mojego twittera z dopiskiem "Lila radzi jak się nie ubierać". Napisawszy tego tweeta, wyłączyłam telefon i schowałam go do torebki, a następnie całą uwagę skupiłam na gali, która trwała.
   Pierwsze nominacje, pierwsze nagrody, pierwsze słodziutkie podziękowania, pierwsze odruchy wymiotne. Tak pokrótce można skomentować pierwszą część tego całego widowiska. Oczywiście koncerty na żywo, były taką odskocznią do czegoś co mi się podobało. Każda występująca kolejno gwiazda chciała zrobić większe wrażenie. Taka jakby konkurencja. Jednak na mnie największe wrażenie zrobiła piosenka zaśpiewana przez Bruno Marsa, gdy śpiewał można było spostrzec, że robi naprawdę to co kocha.
   - Zanim wręczymy nagrodę za najlepszą piosenkę roku, zapraszamy do wysłuchania jednych z nominowanych. Przed państwem One Direction- zapowiedział Usher i uciekł ze sceny.
   Światła całkowicie zgasły, a z samego dołu doszedł mnie pisk dziewczyn, co musiało znaczyć, że chłopcy są już na owej platformie zwanej sceną, a kilka sekund później, kolorowe reflektory zaczęły szaleć, jednocześnie oświetlając postacie piątki debili. W uszach zaczęła mi bębnić muzyka, a po chwili dołączyły do niej słowa piosenki. Siedząca obok El dołączyła się do chłopaków i też zaczęła podśpiewywać pod nosem. 
   Odnalazłam przypadkowo, wzrokiem twarz Zayna, który akurat spoglądał się w moją stronę. Nasze spojrzenia się spotkały i chyba w tym samym czasie na mojej, jak i na jego twarzy pojawił się delikatny zarys uśmiechu. Przeleciałam po każdym z chłopaków z osobna i okazało się, że nie tylko Malik na mnie spoglądał, robił to też Harry, co mnie zdziwiło.
   Reszta gali była równie nudna, jak ta sprzed występu zespołu One Direction. W głębi duszy liczyłam chociaż na nieco ciekawszą imprezę. Tak zwane afterparty.
   Nie czekając na chłopców wraz z El poszłyśmy na miejsce, rozrysowane na odwrocie naszych identyfikatorów, gdzie było party. Na samym wejściu wręczano każdemu kieliszek z szampanem i wskazywano przeznaczony stolik. Tu w porównaniu z halą gdzie odbywała się kilka minut temu gala, wszystko było dopracowane w najmniejszym szczególe. Zajęłyśmy miejsce przy stoliku niemalże na środku sali i pozostało nam czekać na chłopaków, którzy zjawili się po kilku minutach w tych swoich garniturach.
   - Hej- szepnął mi na ucho Zayn, po czym odszukał moje usta, na których złożył słodkiego buziaka.
   - Jak tam wam się podobała gala?- spytał Liam, zająwszy miejsce po mojej prawej stroni.
   - Trochę nudna, ale nie zasnęłam, więc jest dobrze- odpowiedziałam i przeniosłam wzrok na wpatrującego się we mnie Stylesa.
   - Przepraszam, kiedy podacie jedzenie- Niall krzyknął, do oddalonego od naszego stolika o kilka metrów, ubranego w biały garnitur kelnera.
   - Po toaście- odpowiedział mężczyzna poważnym głosem.
   - No dobrze, a ten toast to kiedy będzie?- zadał kolejne pytanie blondyn, natomiast kelner najzwyczajniej na świecie zlekceważył to pytanie i odszedł.- Co za pozbawieni kultury ludzie- prychnął Niall.
   - Chcesz batonika?- spojrzałam na niego i na jego oczy, które po moich słowach aż zabłyszczały.
   - A masz?- spytał, a ja wyciągnęłam z torebki Snicersa, którego mu podałam.
   - Ja i mój żołądek cię kochamy- odparł, jednocześnie odpakowując batona, którego potem wsadził sobie do uradowanej buźki. 
   - Hej chłopaki mogę się dosiąść?- tuż obok nas stanęła Taylor z szerokim i słodziutkim uśmieszkiem na drobniutkiej, umalowanej twarzyczce. 
   - Nie- odburknęłam.
   - Jasne siadaj- odparł Zayn, który odsunął przed nią krzesło, tuż obok siebie, a blondynka posadziła swój szanowny tyłek na siedzeniu i obdarowała Zayna delikatnym uśmiechem.
   - Przepraszam. Proszę o chwilę ciszy- powiedział grubszy mężczyzna, stojący na podwyższeniu na środku przepełnionej od celebrytów sali.- Chciałbym wznieść toast, za wszystkich tu zgromadzonych i złożyć gratulacje osobą nominowanym i tym które otrzymały w dniu dzisiejszym nagrodę- kiedy skończył przemawiać, rozległ się hałas gromkich braw. Kiedy wszyscy podnosili, bądź stukali się kieliszkami, ja przelałam do swojego już pustego, nieco szampana od Zayna, po czym też podniosłam go ku górze, a następnie go opróżniłam.
   - No my się chyba jeszcze nie znamy- zaczęła Tay zwracając swój wzrok pierw na siedzącą naprzeciw niej Eleanor, a później na mnie.
   - I raczej nie musimy się poznawać- odburknęłam.
   - Zaraz ja wiem, czekaj... Hmm Lila tak? To ty śpiewałaś wczoraj na próbie i to ciebie spotkałam w toalecie- zaczęła wymieniać, a ja wywróciłam oczami i chwyciłam zwisającą dłoń Zayna.
   - Nawet jeśli to co?
   - Nie pozwoliłaś mi wczoraj dokończyć. Bo wiesz znam wiele osób siedzących w branży muzycznej, a ty masz ogromny i jeśli byś chciał to mo...- nie dałam jej skończyć.
   - Obawiam się, że bym nie chciała- wymruczałam.
   - Ale czemu?- ciągnęła ten nużący temat.
   - Nie chcę ci robić konkurencji- palnęłam, byle tylko dała mi spokój.
   - Ale wiesz...
   - Zrobiło mi się trochę nie dobrze, pójdę do łazienki- powiedziałam i lekceważąc wszystkich wstałam od stolika i pomaszerowałam w stronę toalet.
   - O Bruno, hej. Mogę zdjęcie?- spytałam Bruno Marsa, na którego natknęłam się przed drzwiami do WC.
   - Nie no spoko- odparł, a ja wyciągnęłam telefon, a następnie Bruno mnie objął i cyknęłam fotkę z rąsi.
   - Dzięki.
   - Do usług. Czy to nie przypadkiem ty wczoraj śpiewałaś na próbie?- spytał, a jago wyraz twarzy przybrał charakter zaciekawionego.
   - Tak to ja- odpowiedziałam, krótko i już chciałam wejść do damskiej toalety.
   - Fajny masz głos- zatrzymał mnie Mars.
   - Ty też- rzuciłam przez ramię i weszłam tam gdzie wejść miałam.
   Nawet w łazience nie brakowało gwiazd, a mianowicie akurat przed lustrem poprawiały sobie makijaż, dyskutujące ze sobą Selena Gomez i Demi Lovato, a z kabiny akurat wyszła, rozmawiająca przez telefon Rita Ora. Bez zastanowienia skorzystałam z ubikacji i wrzuciłam kolejne zdjęcie na twittera, tym razem to z Bruno Marsem, podpisując: " Z idolem".
   Wychodząc z łazienki natknęłam się na Harrego, który wciągnął mnie do jakiegoś składzika, czy czegoś takiego i zamknął za sobą drzwi na klucz.
   - Możemy porozmawiać- zaczął niepewnym głosem.
   - Chyba nawet musimy- odpowiedziałam, poważnym tonem i spiorunowałam go wzrokiem.
   - Myślałem, że jak przekonam Zayna, żeby z tobą zerwał, to wrócisz do tej swojej Polski i już nigdy żaden z nas nie będzie musiał cię oglądać- wychrypiał chamsko, a ja niekontrolowanie go spoliczkowałam.
   - Pizda z ciebie Harry- stwierdziłam podniośle.- Może mi chociaż, po co chciałeś się mnie pozbyć?
   - Po prostu byłem zazdrosny, przez ciebie chłopcy mniej interesują się mną i zespołem. Zayn wszędzie za tobą lata, Niall niemalże też, Louis dniami rozmawia z El, Liam on też zaczął żyć swoim życiem. Zanim się pojawiłaś było inaczej, lepiej. W piątkę chodziliśmy po imprezach, gadaliśmy o dziewczynach i dobrze się razem bawiliśmy, teraz tego nie ma- wyjaśnił ze smutkiem w głosie.
   - Chce stąd wyjść- warknęłam na niego.
   - Zaraz, nie skomentujesz w jakiś głupi sposób, tego co przed chwilą powiedziałem?
   - Nie, może i masz rację, ale nie martw się za miesiąc wracam do tej swojej Polski i już nie będziesz musiał mnie oglądać- odparłam i wyciągnęłam mu z dłoni mały kluczyk.
   - A co z tobą i Zaynem?
   - Nie wiem- szepnęłam i wyszłam z małego pomieszczenia, a zaraz za mną Harry.
   Przy naszym stoliku siedział tylko zajadający się Niall i chichrający się z czegoś Zayn i Taylor. Usiadłam Malikowi na kolanach i pocałowałam, żeby przestał wpatrywać się w Tay.
   - Pójdziesz ze mną zapalić?- szepnęłam mu na ucho.
   - Co chcesz zapalić?
   - Papierosa, a co innego?- spytałam i pociągnęłam go w stronę tylnych drzwi.
   Niedługo później zwinęliśmy się z afterparty i limuzyną wróciliśmy do domu, gdzie ja i Zayn poszliśmy spać, Niall i Liam tak samo, Louis pojechał do mieszkania Eleanor, a najebany Harry poszedł jeszcze na jakąś imprezę urodzinową do swojego kumpla.
______________________________________________________________
Muszę powiedzieć, że jestem mega zadowolona z tego rozdziału, dla was może być nudny, monotonny i bla bla bla, mi się podoba pisałam go z taką łatwością, a efekt końcowy uważam, że jest przyzwoity. A w związku, że gdzieniegdzie jest już 2013r. (Australia, Japonia) wstawiam teraz rozdział. Trochę mi smutno, że statystyki komentarzy i ich długość z rozdzału na rozdział spada :( No trudno najwidoczniej to opowiadanie robi się nudne.
   Mam nadzieję, że uda wam się sylwester, ja osobiście spędzę go w łóżku, bo się rozłożyłam :(
   Happy New Year xxx <3

sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 25

   W nocy dręczył mnie jakiś głupi koszmar, przez którego obudziłam się około godziny czwartej. Zapaliłam nocną lampkę i spojrzałam w kierunku Nialla, który smacznie sobie spał. Rozejrzałam się po pokoju, po czym wygramoliłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Wolnym krokiem zeszłam po schodach do kuchni, w której zrobiłam sobie gorące kakao.
   Z ciepłym, gotowym napojem usiadłam przy stole i powoli zaczęłam pić, rozglądając się po pomieszczeniu, w którym akurat się znajdowałam. Kiedy opróżniłam kubek, doszedł mnie huk z korytarza. Nerwowo podniosłam się z krzesła i chwyciłam leżącą na wierzchu patelnię.
   - Kto tu jest?- warknęłam, po czym otworzyłam drzwi od kuchni, a następnie usłyszałam kroki i głośne sapanie.- Mam broń- krzyknęłam i zaczęłam szukać dłonią włącznika od światła.
   - Spokojnie, spokojnie- usłyszałam czyjś głos, a gdy wreszcie odnalazłam włącznik, okazało się, że owym włamywaczem jest Zayn.
   - Gdzie ty byłeś?!- spytałam i podeszłam bliżej niego. Dopiero teraz poczułam jak śmierdzi od niego alkoholem.
   - Spokojnie, spokojnie- powtórzył i głupkowato się uśmiechnął.- Zjadł bym coś- dodał, a następnie zaczął zataczać się w stronę łazienki.
   - Idioto, kuchnia jest w drugą stronę- podniosłam na niego głos.
   - A lodówka?
   - Co tu się dzieje?- w tym momencie na dół zszedł zaspany Louis.
   - Zayn się najebał i dopiero przed chwilą wrócił do domu- odpowiedziałam i nakierowałam Malika na drzwi od kuchni.
   - Ale o co chodzi?- jęknął Zayn, a ja wepchnęłam go do pomieszczenia i zamknęłam za nim drzwi. Teraz zostałam sama z Lou na korytarzu. Przez jakiś czas w ciszy spoglądaliśmy się na siebie.
   - Czemu to zrobił?- zerknął na mnie pytająco Louis.
   - Nie wiem- odparłam cicho.
   - Zajmiesz się nim?- spytał Lou, po czym ziewnął.
   - No spoko, idź spać- odpowiedziałam i weszłam do kuchni, w której Zayn przysypiał na krześle z parówką w buzi.- Ty jesz, czy śpisz?- powiedziałam, a mulat otworzył oczy i skończył jeść.
   - To ja zjem sobie jeszcze jedną- mruknął i podniósł się z krzesła.
   - Nie, nie zjesz, pójdziesz teraz spać, bo jutro masz ważny koncert!
   - O co ci chodzi?
   - O nic. Po cholerę się tak nachlałeś?
   - Ale ja nic nie piłem- powiedział pewnym siebie głosem.
   - Nie no oczywiście, masz cudowne perfumy pachnące jak wódka wymieszana z piwem i fajkami- skomentowałam i pociągnęłam go za sobą wprost do jego pokoju.- A teraz się rozbieraj i do łóżka- warknęłam na niego.
   - Chcesz żebym cię przeleciał?- uniósł brwi i się uśmiechnął.
   - Przelecieć to ty się zaraz możesz przez okno- odpowiedziałam, po czym wyjęłam z wewnętrznej strony drzwi klucz i wyszłam z pokoju Malika.
   - Co się stało?- spytał Niall, kiedy z powrotem położyłam się do łóżka.
   - Zayn wrócił przed chwilą do domu- szepnęłam.
   - Jak to przed chwilą?
   - Normalnie, łaził sobie nocą po Londynie...
   - Powiedział, gdzie był dokładnie?
   - Nie ważne gdzie był, ważne że wrócił pijany- powiedziałam, a następnie zgasiłam światło.
   - Co za idiota, przecież mamy jutro galę i występ...
   - Dobranoc- burknęłam cicho, odwróciłam głowę i zasnęłam.

   Rano obudził mnie budzik nastawiony przez Niallera, który również w tym samym momencie co ja otworzył oczy.
   - Co jemy na śniadanie?- spytał Niall, kiedy ja podnosiłam się z łóżka.
   - Co za różnica?- odburknęłam i wyszłam z pokoju.
   Przez kilka sekund stałam przed drzwiami do pokoju Zayna i zastanawiałam się, czy tam wejść, jednak w końcu się rozmyśliłam i zeszłam na parter.
   Do czasu przyjazdu limuzyny, która miała nas zawieść na miejsce, gdzie dzisiaj odbywała się gala, oglądałam filmy. Jeśli chodzi o Zayna, to cały czas spał w swoim pokoju.
   - Hej co ci jest?- w pewnym momencie dosiadł się do mnie Niall z miską żelek.
   - Smutno mi- wymruczałam i uniosłam wzrok na niego.
   - Coś się stało?
   - Ja już sama nie wiem. Jak jesteśmy razem z Zaynem to mam na niego wylane, a teraz jak zerwaliśmy brakuje mi go- zaczęłam mówić cichuteńko.
   - Po prostu go kochasz, ale jednocześnie boisz się do tego przyznać. Wiesz, że on nie zrobił tego z własnej woli?- powiedział Niall, po czym szybko ucichł.
   - Jak to nie?- zdziwiłam się.
   - Zapomnij, nic nie powiedziałem.
   - Niall, gadaj- podniosłam na niego głos i spiorunowałam go wzrokiem.
   - No dobra, ale nie mów tego nikomu. Zayn... No Harry mu powiedział, że no w jaki sposób traktujesz Zayna jest nieodpowiedni i że wasz związek nie ma żadnych szans, a Malik zasługuje na kogoś lepszego. No i wyszło na to, że chyba go posłuchał, no a dalej wiesz co się stało.
   - Zabiję go...- warknęłam.
   - Okay, ale po gali, póki co jest nam potrzebny- oświadczył Niall.- Dobra zbieraj się, zaraz wychodzimy- dodał po chwili i równocześnie podnieśliśmy się z kanapy. Poszłam do pokoju Nialla i wyjęłam z szafy jedyną, elegancką sukienkę jaką miałam.
   Czerwona sukienka przykryła moje ciało, a na stopy wsunęłam szpilki. Zaszłam jeszcze na chwilę do toalety, aby zrobić sobie świeży makijaż i przy okazji umyć zęby. Kiedy zeszłam na dół chłopcy krzątali się po parterze ubrani w czarne, identyczne garnitury.
   - Możemy porozmawiać?- spytał Zayn, który podszedł do mnie. Wyglądał strasznie, zresztą jak każdy skacowany człowiek na Ziemi.
   - Naiwniak z ciebie Zayn.
   - Nie rozumiem.
   - Ale ja rozumiem, dlaczego ze mną zerwałeś- wypaliłam i spojrzałam na przechodzącego akurat obok nas Harrego.
   - Wiem zachowałem się idiotycznie, ale poniosło mnie. Jestem pieprzonym, naiwnym idiotą!
   - Tak, właśnie taki jesteś.
   - To co dasz mi jeszcze szansę?
   - Nie wiem.
   - Jak go kochasz, to go pocałuj- szepnął mi do ucha Niall, który jak się okazało, cały czas stał za moimi plecami. Tak też zrobiłam przysunęłam się do Malika i go pocałowałam, aż zrobiło mi się gorąco.
   - No i tak miało być- skomentował Niall.- Wolne łóżko i o to chodziło- szepnął sam do siebie, jednak i tak to usłyszałam. Chwilę później wsiedliśmy do podstawionej pod dom limuzyny, a ta zawiozła nas pod halę widowiskową.
___________________________________________________________
Nie chce mi się tu dużo pisać. Czekam na komentarze, kolejny rozdział w przyszłym 2013 roku :)
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I SZALONEJ IMPREZY SYLWESTROWEJ WAM ŻYCZĘ. :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 24

   - No idź- szturchnęła mnie siedząca obok Eleonor.
   - Nigdzie nie pójdę- zaprotestowałam ostrym i stanowczym głosem.
   - Lila, Lila- zaczął krzyczeć Niall, do którego po chwili dołączyło kilku innych obecnych na sali.
   - Słonko no nie daj się prosić- zaczął Zayn.- To co albo zaśpiewasz nam tu, albo ja wszystkim opowiem w jaki fajny sposób spędziliśmy dzisiejszą noc. Oczywiście nie ominę szczegółów, a szczególnie tego jak krzycz...- nie pozwoliłam mu dokończyć, bo z wielkim oburzeniem podniosłam się z fotela.
   - Obiecuję ci, że masz przejebane kotku- szepnęłam mu na ucho, a następnie wyrwałam z jego rąk mikrofon, po czym podeszłam do Josha.- Co umiesz grać?- spytałam spoglądając prosto w jego oczy.
   - No w sumie to wiele utworów- odpowiedział, po krótkim zastanowieniu.
   - Cry me a river- rzuciłam pierwszym tytułem, który przyszedł mi do głowy, a tekst piosenki, był mi w miarę znany.
   - Liam, często to śpiewa, gdy...- zaczął.
   - Mniej gadania, a więcej grania. Chcę to jak najszybciej mieć za sobą- przerwałam mu.- Grasz pierwszą zwrotkę i refren, nic więcej, jasne?- rzuciłam do niego przez ramię, po czym chwyciłam jakieś krzesło na którym się wygodnie rozsiadłam.
   Przymknęłam powieki, aby lepiej wsłuchać się w perkusję Josha, po czym zaczęłam śpiewać. Gdy zaczęłam się bardziej wczuwać, muzyka ucichła, natomiast zaczęły się brawa, które zignorowałam i gdyby nigdy nic zeszłam ze sceny i usiadłam na swoim miejscu.
   - Byłaś niesamowita- skomentował Zayn, kiedy do mnie podszedł i chciał mnie pocałować, jednak ja odwróciłam głowę w drugą stronę.
   - Zamknij się głupku.
   - Znowu zaczynasz być chamska.
   - Bo mnie wkurzasz- warknęłam na niego.
   - Tak to zawsze ja jestem wszystkiemu winien.
   - A może jest inaczej? Zawsze musi być po twojemu.
   - Ha i kto to mówi.
   - Hej nie kłóćcie się- przerwał nam Niall, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
   - Niall, nie wtrącaj się, to nie twoje sprawy- powiedziałam.
   - No właśnie Niall, nie przerywaj pani idealnej- dodał Zayn kpiąco.
   - Jesteś głupim chamem- podniosłam na niego głos.
   - To może lepiej będzie jak ze mną zerwiesz, albo wiesz co ułatwię ci to. To koniec- powiedział i wyszedł, natomiast stojący najbliżej Niall chciał mnie przytulić, jednak ja się odsunęłam.
   - Daruj sobie Horan- szepnęłam do blondyna, a następnie również wyszłam z hali i skierowałam się wprost do damskiej toalecie.
   Przez dobre kilka minut bezczynnie wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Czy zostać tu w Londynie, czy wrócić do Polski. Moje rozmyślenia przerwała blondynka, która właśnie weszła do toalety. Gdy się lepiej jej przyjrzałam rozpoznałam kto to, a była to Taylor Swift.
   - Hej, to ty przed chwilą śpiewałaś tam na scenie?- spytałam miłym głosem, od którego zrobiło mi się nie dobrze.
   - Tak- odpowiedziałam krótko i poprawiłam sobie usta czerwoną szminką.
   - Byłaś niesamowita, masz talent dziewczyno- dodała i też zaczęła malować sobie usta pomadką.
   - Super, nie mam czasu na rozmowy- odpowiedziałam i wyszłam z toalety.
   - Niall. Możemy już wracać do domu?- spytałam, gdy tylko go odszukałam i tym razem nie wytrzymałam i przytuliłam się do niego. Właśnie w tym momencie zrozumiałam, że naprawdę kocham Zayna, a teraz mi go brakuje.
   - W sumie mieliśmy jeszcze zostać, ale okay mniejsza o to. Wrócę z tobą do domu- odpowiedział i pogładził mnie po policzku.
   - Mogę spać dzisiaj z tobą?- spojrzałam na niego pytająco, kiedy siedzieliśmy w samochodzie.
   - Pod warunkiem, że na mnie nie nadepniesz jakby mi przyszło spaść z łóżka- odparł, a ja lekko się uśmiechnęłam.
   - Postaram się, ale nie obiecuję- odpowiedziałam, po czym wyjęłam z torebki butelkę z wodą i upiłam z niej trochę.
   - Jestem pewien, że prędzej, czy później do siebie wrócicie- zmienił temat.
   - Sama nie wiem, teraz chyba potrzebujemy przerwy od siebie.
   - Mam nadzieję, że ta przerwa nie będzie zbyt długa- powiedział Niall.
   - A co ci tak zależy na tym żebyśmy do siebie wrócili?
   - No bo wiesz jak nie jesteście razem to też nie śpicie razem, a ty nie lubisz spać na kanapie, a wolnych pokoi no nie mamy...
   - Do sedna Niall, do sedna.
   - No bo ja wolę spać sam- wydukał, a ja się uśmiechnęłam.
   - Jesteśmy już- odpowiedziałam i wyszłam z samochodu, a za mną blondyn.
   W ciszy weszliśmy do domu, w którym był już Zayn. Od razu udałam się na piętro po swoje rzeczy, które teraz znajdowały się w pokoju Malika.
   - A to sukinsyn- szepnęłam, gdy zobaczyłam przed pokojem Zayna moją walizkę.- Dziękuję, że mnie wyręczyłeś- krzyknęłam prosto w drewniane, zamknięte drzwi.
   - To ty znasz takie słowo jak dziękuję? Jestem pełen podziwu- usłyszałam równie głośną odpowiedź, walnęłam tylko z całych sił w drzwi i pomaszerowałam do pokoju Niallera, w którym zostawiłam swoje rzeczy.
   Przebrałam się tylko w piżamę i wgramoliłam się do wielkiego łóżka Horana. Zaczęłam sobie wszystko w głowie analizować. Tę całą kłótnię, moje dotychczasowe zachowanie wobec Zayna i reszty. No ale co ja mam poradzić taka już jestem i tyle. Niall, czemu jestem milsza dla Nialla, to proste kocham go jak brata, a mam więcej szacunku dla rodziny niż dla znajomych, a Niallera uważam za kogoś, tak jakby z rodziny.
   - Posuń się trochę grubasie- moje rozmyślanie przerwał Niall ubrany w piżamkę.
   - Jesteś grubszy ode mnie- sprostowałam i przesunęłam się bardziej do ściany, jednocześnie robiąc trochę miejsca dla chłopaka.
   - Wydaje mi się, że będzie lepiej jak ja będę spał przy ścianie, a nawet jeśli nie lepiej to bezpieczniej dla mnie- odparł, a ja zamieniłam się z nim miejscem.
   - Przyjdziesz jutro na naszą galę?- spytał Niall, kiedy przymknęłam powieki, a po jego słowach ponownie je uniosłam.
   - Nie wiem... Przyjdę jako twoja przyjaciółka- odpowiedziałam, po czym z jakiegoś powodu sięgnęłam po swój telefon i zalogowałam się na twitterze. Weszłam na profil Zayna i zaczęłam przeglądać jego tweety, w których przeważnie wspominał o naszym związku. Gdy chciałam już wyłączyć Twittera, Zayn dodał nowy post, który szybko odczytałam. Pisał, że jest mu smutno i że zrobił dzisiaj coś, czego nie powinien robić.
   - Śpisz już?- szepnęłam w stronę Nialla, na co on głośno chrapnął. Wywróciłam tylko oczami i również zasnęłam.
_________________________________________________________________
Taki średni, ale jest. Po tych świętach jakoś mi wena odeszła, dlatego rozdział jest jaki jest. Ale mam nadzieję, że mimo to szczerze skomentujecie :)
Ps. 1. Przez was coraz bardziej zaczynam myśleć na poważnie o wydaniu książki, ale wydaje mi się, że nie będzie na nią popytu ;p Nie wiem już sama, to trudna decyzja.
2. Nowy rozdział 31 grudnia.
3. Zauważyłam, że piszę tak w kratkę jeden rozdział słaby, drugi dosyć dobry, potem znowu słaby i tak w kółko. Więc wychodzi na to, że kolejny będzie lepszy :)
xxx

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział 23

   - Gdzie mamy iść na ten obiad?- spytałam, po czym popchnęłam wejściowe, szklane drzwi.
   - Do restauracji.
   - Nie no kurwa nie żartuj, a ja myślałam, że do kibla- wywróciłam oczami i odwróciłam głowę do tyłu, żeby zobaczyć, czy Zayn idzie za mną, co było błędem, bo znowu o coś zahaczyłam i wylądowałam na kafelkach.- Zamknij się!- krzyknęłam do Malika, który właśnie otwierał usta.
   - No przestań, to jest śmieszne- powiedział, uśmiechając się szeroko.
   - Ty mnie wyzywasz, to ja mogę się czasem z ciebie pośmiać. Myślisz, że jesteś jakaś lepsza? Bo chyba za taką się uważasz, zawsze wszystko musi iść po twojej myśli! Żal mi cię.- zaczął mówić przy wszystkich.
   - Spierdalaj!- krzyknęłam na niego i zaczęłam szybkim krokiem iść w stronę windy.
   - Przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć- zaczął za mną biec.
   - Powiedziałam, spierdalaj!- uniosłam do góry dłoń i pokazałam mu środkowy palec, po czym zamknęłam się w windzie. Po kilku sekundach zadzwonił mój telefon.
   - Nie chcę z tobą rozmawiać!- warknęłam.
   - Przepraszam. Kocham cię- powiedział szeptem do słuchawki swojego telefonu.
   - Jakbyś mnie kochał to, byś zaakceptował moje zachowanie. Przecież wiesz jaka jestem- odpowiedziałam, a winda właśnie się zatrzymała, jednak na złym piętrze.
   - Kocham cię, nie jestem idealny i powiedziałem co mi właśnie przyszło na język- dodał, a winda znowu się zatrzymała, a gdy jej drzwi się rozsunęły stał za nimi Zayn z bukietem kwiatów, który kilka minut temu widziałam w holu.- Wybaczysz?
   - Ty mnie naprawdę kochasz?
   - Normalnie bym nie przebiegł po schodach z parteru na ósme piętro- odpowiedział, a ja dopiero teraz dostrzegłam jaki jest spocony. Nie odpowiedziałam nic, po prostu pocałowałam go. Serce mi przyspieszyło, a usta nie chciały odłączyć się od warg Zayna.- Mam ochotę zobaczyć twój tatuaż teraz- szepnął oddalając się kawałek od mojej twarzy.
   - Pierw ja chcę zobaczyć twój- odpowiedziałam, gdy ciągle staliśmy na korytarzu.
   - Ok- uśmiechnął się i podwinął rękaw koszulki, pod którym miał wytatuowaną jaskółkę, trochę podobną do mojej.- Teraz idę zobaczyć twój- wziął mnie na ręce, po czym szybo otworzył drzwi mojego pokoju. Położył mnie na łóżku i znowu zaczął całować.- Gdzie go masz?- spytał, kiedy składał delikatne pocałunki na mojej szyi.
   - Poszukaj- odpowiedziałam tajemniczo i się do niego uśmiechnęłam. Chłopak nie odrywając ust od mojego ciała zaczął powoli ściągać ze mnie szarą bluzę, a następnie T-shirt. Było nieziemsko, dosłownie.
   - Znalazłem- powiedział radośnie i przejechał koniuszkiem palca po mojej łopatce, którą zdobił tatuaż. -Należy mi się chyba jakaś nagroda- wygiął usta w cwaniacki uśmieszek, a ja ściągnęłam z niego koszulkę, po czym wbiłam się w jego usta. Po krótkiej chwili nasze ubrania leżały porozwalane po całym pokoju, a my wciąż nie odrywaliśmy się od siebie.
   - A może...- zaczęłam, odsuwając się od niego na kilka milimetrów.
   - O nie tym razem mnie nie spławisz- odparł i przyciągnął mnie do siebie.
   Tego dnia jakoś już nie zdążyliśmy zjeść obiadu z chłopakami, za to przeżyliśmy kilka bardzo upojnych godzin na robieniu brzydkich rzeczy. Na umówionym spotkaniu z Niallem nie zjawiłam się, nie miałam już sił na nic. Wzięliśmy z Zaynem jeszcze wspólny prysznic, po czym oboje, wtuleni w siebie zasnęliśmy w moim łóżku.

   Obudziłam się pierwsza i odruchowo zerknęłam na swój telefon, na którym pojawiło się kilka nowych wiadomości oraz kilkanaście nieodebranych połączeń, a wszystko to od Nialla.

   - "Mogę przyjść teraz?"- wysłałam do niego SMS-a.
   - "Moje drzwi są dla ciebie zawsze otwarte :)"- odpisał po chwili, a ja ostrożnie wygramoliłam się z łóżka, po czym w samej piżamie i skarpetkach wyszłam na korytarz.
   Zjechałam windą na trzecie piętro, gdzie ujrzałam kilka dziewczyn dobijających się do drzwi Harrego. Przysłoniłam sobie twarz dłońmi i minęłam dziewczyny. Okazało się, że pokój Niallera był tylko kawałeczek dalej, jednak mimo to zastukałam w nie.
   - Nie ma tu nikogo- usłyszałam odpowiedź, a w tym samym czasie dostrzegłam, że oczy fanek skierowane są w moją stronę.
   - Ty jesteś Lila?- spytała jedna z nich.
   - Nie no coś ty. Ja jestem... yyy no... sprzątaczką- odpowiedziałam, po krótkim zastanowieniu się.
   - I sprzątasz w piżamie i skarpetkach?- zdziwiła się któraś z dziewczyn.
   - Ona kłamie, to jest Lila- odparła inna, która właśnie wpatrywała się w ekran swojej komórki.
   - A nawet jeśli jestem Lilą, to co? Może mnie porwiecie?- zaśmiałam się dosyć głośno.
   - No nie, ale chcemy żebyś zawołała jednego z chłopaków!
   - Taa jasne, a ja chcę, żeby Niall otworzył mi w końcu drzwi...- nie zdążyłam dokończyć zdania, bo akurat owe drzwi, przed którymi stałam otworzyły się, a w nich stanął Niall w samych krótkich spodenkach.
   - Hej- zaczął, natomiast ja szybko wepchnęłam go do środka pokoju, do którego sama weszłam, zamykając za sobą starannie drzwi na klucz.
   - Jakim cudem one wtargnęły do tego pokoju?- spytałam, odwróciwszy się w jego stronę.
   - Kto je tam wie, to są takie dziewczyny, które zrobią wszystko, żeby tylko zobaczyć któregoś z nas. Najczęściej wchodzą oknami, albo przez zsypy- wyjaśnił, a ja zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia.
   - Zmieniając temat, wiem, że miałam przyjść wczoraj, ale coś mnie zatrzymało- powiedziałam, po czym usiadłam sobie na byle jak zaścielonym łóżku.- Więc co chciałeś?
   - Między innymi zobaczyć twój tatuaż- uśmiechnął się.
   - Który?
   - No ten nowy. Pozostałe już przecież widziałem- wytknął do mnie język.
   - Nie mogę ci go pokazać- odpowiedziałam poważnym tonem.
   - Niby czemu?
   - Mam go pod koszulką, a nie mam na sobie stanika czopku- wyjaśniłam.
   - To jakiś problem, przecież już raz cię widziałem nago, jakiś czas temu pod prysznicem- wyszczerzył się do mnie, na co ja odwróciłam się do niego plecami i zwinnym ruchem zdjęłam bluzkę.- Mogę dotknąć?- usłyszałam te słowa, zza siebie.
   - Zapomnij- odpowiedziałam i z powrotem wciągnęłam na siebie górę od piżamy.

   - Ściągałeś mnie do swojego pokoju tylko po to?- spytałam i usiadłam na łóżku obok uśmiechającego się blondyna.
   - Nie, nie tylko po to- zaprzeczył,  po czym zaczął grzebać we wnętrzu swojego plecaka.- Mam coś dla ciebie- dodał, odwracając się na moment w moją stronę.
   - Fajki?- spytałam, bo właśnie sobie uświadomiłam, że w paczce zostały mi chyba tylko dwa papierosy.
   - Ty tylko te fajki i fajki. Mam coś…- nie dokończył, tylko głęboko się zamyślił.- Jesteś dla mnie kimś wyjątkowym, jesteś moją przyjaciółką, czy tego chcesz, czy nie. Wiem, że za niecały miesiąc będziesz musiała wrócić do siebie do Polski… Mam coś, żebyś zawsze pamiętała o mnie, a ja o tobie- uśmiechnął się szeroko i wyciągnął dwa łańcuszki z zawieszkami w kształcie połówek serca.- Były tylko serduszka- wyjaśnił, a ja złapałam oba wisiorki i przyjrzałam się im dokładnie. Na jednym było „Best”, a na drugim „Friends”.
   - Mogę to z napisem „Friends”?- spytałam i nie czekając na odpowiedź wyciągnęłam mu owy łańcuszek z zaciśniętej piąstki.- Dziękuję- szepnęłam, po czym zapięłam sobie wisiorek na szyi i przytuliłam Nialla.
   - Nie wybierasz się do Zayna?- zmienił temat.
   - A co już mnie wyganiasz?
   - Nie, nie…
   - Spędziłam z nim całą noc, teraz chyba mogę pobyć trochę ze swoim przyjacielem- odparłam.
   - To co będę wujkiem?- spytał.
   - Nie!- niemalże krzyknęłam.
   - To nie robiliście ten tegos?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem w oczach.
   - Głupek z ciebie- przywaliłam mu poduszką, którą przed chwilą chwyciłam.
   - Au, za co to?
   - Za ciekawość- zachichotałam, a następnie podebrałam Niallowi kilka chipsów, które leżały na szafce nocnej.
   - To moje chipsy- warknął Niall, piorunując mnie wzrokiem.
   - Chcesz je to musisz mnie złapać!- zaśmiałam się, chwyciłam paczkę i wybiegłam z pokoju, a zaraz za mną Niall, na którego rzuciły się zalegające jeszcze na korytarzu fanki.
   - Przepraszam dziewczęta, ale muszę ocalić moje chipsy, które są w niepowołanych rękach- usłyszałam jak mówi do nich, a gdy spojrzałam za siebie, blondyn biegł już w moją stronę.
   Nie podając się wbiegłam na schody, którymi popędziłam kilka pięter wyżej, a cały czas słyszałam za sobą kroki.
   - Mmm, słonko, twoje chipsy są pyszne- krzyknęłam, jednocześnie wpychając sobie do buzi kilka.
   - Oddaj mi je!- odpowiedział zdyszanym głosem.
   Ta ucieczka jednak nie trwała długo, bo wbiegłam w taki jakby ślepy korytarz i zatrzymałam się na jego końcu, a za chwilę dołączył do mnie Nialler, który z obrażoną miną wyrwał mi z ręki paczkę z chipsami.
   - Czemu tyle wyżarłaś?- krzyknął zaglądając w głąb opakowania.
   - Głodna byłam- odpowiedziałam, a wtem ktoś wyszedł z pokoju, przy którym staliśmy.
   - Nie możecie… Lila?- jak się okazało znajdowaliśmy się przed drzwiami mojego pokoju, z którego wyszedł nie kto inny jak Zayn.
   - Powiedz coś swojej dziewczynie, wyżarła mi prawie wszystkie chipsy- poskarżył się blondyn.
   - Lilka, mówię ci coś- szepnął zaspanym głosem Malik, po czym ziewnął.
   - Słyszałem, że spędziliście upojną noc razem- uśmiechnął się mówiąc to, Niall.
   - Oj bardzo upojną- odpowiedział Zayn, a ja go szturchnęłam w ramię.- No co nie podobało ci się?- przeniósł wzrok na mnie.
   - Nie no rozmowy o seksie na hotelowym korytarzu są jak najbardziej w porządku- powiedziałam, przewracając oczami.- A wy przypadkiem nie macie dzisiaj próby, na którą powinniście się szykować?- wtrąciłam, jednocześnie zmieniając temat.
   - Mamy, ale za dwie godziny, więc spokojnie- odburknął Niall, a ja weszłam do swojego pokoju, wyjęłam z szafy granatową sukienkę, którą na siebie wciągnęłam, pomalowałam się, w szczególności podkreślając usta czerwoną szminką, a następnie włożyłam swoje czerwone szpilki i wyszłam na korytarz, gdzie obaj chłopcy jeszcze ze sobą o czymś dyskutowali.
   - Idziesz gdzieś?- spytał Zayn, gdy mnie ujrzał.
   - Tak- odpowiedziałam krótko, po czym cmoknęłam go w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad po swojej szmince, a następnie zaczęłam iść w stronę windy.
   - Nie powiesz mi gdzie?- usłyszałam za sobą głos Zayna.
   - Na śniadanie- odparłam.
   - I dlatego się tak wystroiłaś?
   - Tak.
   - A może mnie zdradzasz?
   - Tak w windzie czeka na mnie przystojny model, z którym potajemnie sypiam- krzyknęłam kpiącym głosem i wsiadłam do pustej windy. 
   W hotelowej restauracji zajadało się kilku gości, a w tym Liama i Harrego, którzy siedzieli na końcu sali. Nałożyłam sobie na talerz bułkę i kilka plasterków szynki, po czym do nich podeszłam.
   - Hej, gdzie Louis?- spytałam, siadając na wolnym krześle obok Payna.
   - Pojechał na lotnisko po Eleonor- odpowiedział Liam.- Czemu nie przyszłaś tu z Zaynem?
   - Ciii, jakby co nie ma tu mnie, zdradzam go z przypadkowym modelem windzie- szepnęłam, a zajmujący się do tej pory jedzeniem Harry, uniósł wzrok na mnie.
   - Co?
   - Długo by opowiadać, a jestem głodna- powiedziałam, po czym wzięłam gryz świeżego pieczywa.
   Dopiero kiedy skończyliśmy jeść do restauracji weszli Zayn z Niallem, a za nimi Josh i reszta bandu.
   - Gdzie twój model?- spytał Zayn, gdy stanął obok mnie, a ja pocałowałam go czule.
   - Trochę zaufania, nie ma żadnego modela, a teraz idę do jakiegoś sklepu, po moje fajeczki- odparłam i zaczęłam iść w stronę wyjścia- Wiem, że gapicie mi się na tyłek- krzyknęłam do niech, kiedy stałam już przy drewnianych drzwiach.
   - Ja mogę- odkrzyknął Zayn.- Ej chłopaki, znajdzie sobie własną dziewczynę- warknął na swoich kolegów Zayn, a ja wyszłam z restauracji, a później z hotelu.
   Oczywiście nie obeszło się bez kilku zdjęć, które zrobili mi czyhający przed budynkiem paparazzie i fanki. Wsunęłam na nos ciemne okulary i zaczęłam kierować się w stronę najbliższego sklepu spożywczego. Po zaopatrzeniu się w dwie paczki papierosów, zapaliłam jednego i wróciłam do hotelu. Tym razem na szczęście wszyscy ciekawscy zajęci byli Louisem i El, którzy właśnie podjechali pod hotel, dzięki temu ja też nie zauważalnie wślizgnęłam do budynku.
   Za nim pojechaliśmy na próbę, czas spędziłam z chłopakami na siłowni, która znajdowała się w hotelu na drugim piętrze. Jednak jeśli chodzi o mnie i o Nialla, to więcej się obijaliśmy niż ćwiczyliśmy, podczas, gdy pozostali ostro pakowali.
   Na halę, w której chłopcy mieli próbę, przed jutrzejszą galą, zawiózł nas podstawiony, czarny van. Okazało się, że ta cała próba zajmie nam cały dzień, ponieważ nie tylko chłopcy mieli mieć dzisiaj tam próbę, ale również pozostałe gwiazdy, które maja jutro występować.  Siedziałyśmy razem z Eleonor w pierwszym rzędzie i przyglądałyśmy się kolejnym występom, a było ich trochę. Zaczął Usher, później Flo rida, Red hotsi, Bruno Mars, nasi chłopcy i na końcu Taylor Swift.
   Wszyscy zrobili to co zrobić mieli na scenie idealnie, oprócz debili z One Direction, którzy przekręcali słowa w piosence, albo bawili się swoimi głosami, śpiewając bardzo wysoko, bądź bardzo nisko. A na koniec jeszcze przewrócili dekoracje. Przez to też musieli wszystko zaśpiewać jeszcze raz, tym razem poprawnie.
   - Moja dziewczyna jest tutaj…- zaczął mówić do mikrofonu Zayn, kiedy skończyli piosenkę.- I wiem, że marzy o zaśpiewaniu na scenie, a ma talent, więc Lila chodź tu do nas- powiedział, a ja w tym momencie miałam ochotę go zabić.
___________________________________________________________
   Rozdział wstawiam z okazji pewnego, bardzo ważnego wydarzenia, które ma dzisiaj miejsce, a mianowicie urodzin Lou :) Mam nadzieję, że wam się rozdział spodoba, bo osobiście uważam, że jest udany.
Rozdział dedykowany Natalii Kufel, która nie mogła się doczekać pewnej scenki, między Zaynem, a Lilką.:)
Czas na szantaż, mianowicie kolejny rozdział, jak będzie 50 komentarzy :) Hehe jestem złaa!
Ps. 1.Jakby ktoś nie widział jest nowa ankieta po prawej stronie :) 

2. Czekam na najdłuższe w historii komentarze :) hehe

Miłego czytania i MARRY CHRISTMAS <3  xxx :*
(przepraszam za błędy, nie chciało mi się ich sprawdzać :)
 

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 22

   Przez kilka dobrych minut chodziłam w tą i z powrotem po pustym chodniku. Co kilka sekund spoglądałam na zegarek w telefonie. To całe wyczekiwanie na Zayna było dosyć długotrwałe. Dopiero po jakiś dziesięciu minutach przede mną zatrzymał się czarny van, z którego wyskoczył Malik, który podszedł do mnie i mocno przytulił mnie do siebie.
   - Wiesz jak się martwiłem?- zaczął, spoglądając mi prosto w oczy.
   - Nie było warto jak policja mnie nie może sadzić mnie za kratki, to tym bardziej nigdy nie uda się to zdesperowanej fance, amatorce- wyjaśniłam, a chłopak się tylko uśmiechnął, a następnie otworzył przede mną drzwi samochodu.- Jesteś sam?-zdziwiłam się, ponieważ w środku nikogo nie było.
   - Chłopaki są na policji, mieli złożyć zeznania, w sprawie poszukiwania ciebie. Zaraz tam pojedziemy- oznajmił, a w tym samym momencie van ruszył z piskiem opon.
   - Nie musimy tam jechać.
   - Musimy. Tej dziewczynie nie może ujść na sucho to co zrobiła- powiedział ostro i chwycił moją dłoń.
   - Już i tak dostała za swoje- uśmiechnęłam się, a Zayn zrobił zdziwioną minę.
   - Co jej zrobiłaś?
   - Dokładnie to samo co ona mi, plus dorzuciłam pewien mały bonusik- zachichotałam.
   - Czasami się ciebie boję. Pamiętasz jak ta dziewczyna wyglądała, bo będziesz musiała złożyć zeznania i pewnie opis jej buźki.
   - No, ale po co? Już i tak dostała za swoje- równo, gdy skończyłam mówić samochód zatrzymał się przed komisariatem.
   - Jak dobrze, że nic ci nie jest- podbiegł do mnie Niall, kiedy weszłam do budynku.- Martwiłem się- powiedział jednocześnie tuląc się do mnie i miażdżąc mi przy okazji żebra.
   - Tak, ja też się cieszę, że cię widzę- wyszeptałam i jakoś uwolniłam się z jego objęć.
   - Czy to ta panienka, która została porwana?- spytał policjant, który właśnie do nas podszedł.
   - Tak to ja- wyburczałam od niechcenia i zwróciłam wzrok ku mężczyźnie.
   - Została pani wypuszczona?- zdziwił się.
   - Nie- odpowiedziałam krótko i przeczesałam sobie delikatnie włosy palcami.
   - Nie rozumiem, to jakim cudem tu jesteś?- te jego pytania były na tyle nurtujące, że miałam ogromną ochotę olać to wszystko i wyjść.
   - Żadnym cudem. Najzwyczajniej w świecie jej uciekłam. Jak człowiek ucieka tyle razy przed wyszkoloną policją to przecież wiadomo, że przed amatorem też da sobie radę- dopiero po chwili zorientowałam się, że to co właśnie powiedziałam, nie było zbyt na miejscu.
   - Uciekałaś przed policją?
   - Powiedziałam przed policją, a mój błąd, chodziło mi o bandziorów- palnęłam.
   - Serio?- spytał Zayn.
   - Na tak, dużo ich mamy w Polsce. Dobra idziemy, ta dziewczyna i tak dostała za swoje- powiedziałam i zaczęłam ciągnąć Malika w stronę wyjścia.
   - Zaraz, co masz na myśli, że dostała za swoje?- zatrzymał nas owy, jak widać ciekawski policjant.
   - No co miałam jej to puścić płazem?
   - Zabiłaś ją?
   - Kurwa mać, ludzie przestańcie, czy ja wyglądam na seryjnego mordercę?- powiedziałam wkurzonym już głosem, po czym oburzona wyszłam z komisariatu i żeby się uspokoić zapaliłam papierosa.
   - Może powinnaś...- zaczął Liam.
   - Przestańcie się tym martwić do jasnej cholery. Macie na głowie galę- przerwałam mu.- Idziemy!- chwyciłam Zayna za rękę i pociągnęłam go w stronę samochodu.
   - Ale...
   - Skończmy ten temat, Zayn!- warknęłam na niego.- A wy przypadkiem nie macie prób na tą galę?- postanowiłam wreszcie zmienić ten niepotrzebny temat.
   - Tylko jutro, dzisiaj możemy robić co chcemy. Czyli znając życie każdy pójdzie gdzieś indziej- odparł Niall, kiedy wsiedliśmy do samochodu.
   - Dobra, to teraz każdy z was mi mówi gdzie idzie, bo muszę się do kogoś podłączyć- stwierdziłam, spoglądając po kolei na każdego z chłopaków.
   - Ale chyba jako to, że jesteśmy razem powinniśmy też spacerować po Nowym Yorku wspólnie- odpowiedział Malik.
   - No wiem, dlatego musisz mnie jakoś zaskoczyć, żeby twoja propozycja mnie przekonała. Dobra Liam zaczynamy od ciebie- powiedziałam do siedzącego po mojej prawej chłopaka.
   - No ja idę połazić sobie po Time Squer.
   - Nuda, a ty Louis?
   - Zamykam się w pokoju i dzwonię do El, muszę z nią wszystko wyjaśnić- odparł.
   - A ja idę do McDonald'sa, potem do KFC, na pizze i na koniec na potrójne lody- wtrącił Niall, jednocześnie oblizując sobie usta.
   - Ale to wszystko masz też w Londynie- powiedział Liam spokojnym głosem.
   - Wcale, nie tu jest inne mięso, lepsze- odpowiedział.
   - Jasne...
   - Liam, nie warto się z nim kłócić- zatrzymałam chłopaka, który miał zamiar coś powiedzieć.- A ty Harry.
   - Gdziekolwiek bym nie szedł nie potrzebuję nikogo towarzystwa, a w szczególności twojego- prychnął.
   - Jak tam sobie chcesz. No Zayn zaskocz mnie- uśmiechnęłam się do mulata.
   - Idę sobie zrobić tatuaż, no a potem nie wiem, gdzie mnie nogi poniosą.
   - No i o to chodziło, idę z tobą- uśmiechnęłam się, a w myślach zaczęłam się zastanawiać jaki tatuaż i gdzie, dlatego też całą drogę do hotelu przesiedziałam w ciszy.
   Pod hotel zajechaliśmy w ciągu jakiś dwudziestu minut. Sam budynek był ogromny, liczył chyba z kilkanaście pięter, a wejście do niego zostało starannie ogrodzone barierkami, za którymi stało kilkadziesiąt piszczących dziewczyn. Chłopcy oczywiście do nich podeszli, natomiast ja od razu weszłam do środka hotelu. Okazało się, że każdy z nas dostanie własny pokój, chłopcy na trzecim piętrze, a ja na ósmym. Nie wiedziałam dlaczego tak nas rozdzielili, ale i tak mniejsza o to, znając życie noce będę spędzać u Zayna, albo on u mnie.
   - Wychodzimy, idziesz z nami?- spytał Zayn, który bez pukania wszedł do mojego pokoju, kiedy przerzucałam ubrania w walizce.
   - No idę, idę. Potrzebuję pięć minut na przebranie- odparłam i chwyciłam krótkie, białe szorty i szarą bluzę z kapturem. Gdy tylko znalazłam się w małej łazience, szybko wciągnęłam na siebie owe ubrania, a następnie zjechaliśmy z Zaynem windą do holu, w którym czekali na nas pozostali.
   - Gotowi?- spytał Liam, a po jego słowach wszyscy zarzucili na głowy kaptury. Później zaczęliśmy parami wychodzić z hotelu i udawać się wprost do podstawianych, typowych amerykańskich, żółtych taksówek, które każdego zawiozły tam gdzie chciał jechać. My z Zaynem wysiedliśmy przed studiem tatuaży.
   - To co, ja tatuuję sobie twoją twarz, a ty moją- zaproponował chłopak, gdy weszliśmy do budynku.
   - Zapomnij- odpowiedziałam krótko.- Prędzej, bym sobie kibel wydziarała- dodałam, po czym zaczęłam przeglądać katalog.
   - To co tatuujemy?- spytał koleś.
   - Tak- odpowiedzieliśmy chórem z Zaynem, po czym ja poszłam z kolesiem z bródką do jednego pomieszczenia, a Zayn z drugim mężczyzną do drugiego.
   - Zdecydowałaś się już?
   - Tak, chcę jaskółkę na prawej łopatce. O taką- wskazałam na kartkę, którą wyrwałam z katalogu, jakiś czas temu.
   Zdjęłam bluzę i koszulkę, po czym usiadłam na krześle, a koleś zabrał się za robienie tatuażu.
   - " Jak tam tatuaż?"- w trakcie tatuowania, dostałam SMS-a od Nialla.
   - " Właśnie się robi"
   - " Muszę z tobą porozmawiać. Dzisiaj o 20 u mnie w pokoju, numer 372"
   - " Już się boję"- odpisałam i wyłączyłam telefon.
   - Gotowe!
   - No nie jest źle- odpowiedziałam, gdy zobaczyłam swoją nową dziarę w lustrze. Wciągnęłam na siebie swoje ciuchy i wyszłam z pomieszczenia. Na kanapie czekał na mnie uśmiechnięty Zayn.
   - I jak?- spytał, zaraz po tym gdy niespodziewanie cmoknął moje usta.
   - Jest dobrze.
   - Nie pokażesz mi?- zrobił zdziwioną minkę.
   - Wieczorem, mam ją pod ubraniem. Ale ty mi możesz pokazać swój.
   - Nie też nie mogę- zaśmiał się, a następnie wyszliśmy ze studia, przed którym czekali na nas paparazzie.
   Zayn szybko złapał pierwszą lepszą taksówkę, która przywiozła nas na obiad do hotelu.
____________________________________________________________
   Wiem, że krótki i beznadziejny, no ale tak jakoś wyszło. Dziękuję za 36 komentarzy. <3 Kocham was bardzo.
   No i w związku z tym, że nie wiem czy napiszę tu coś przed świętami to chciałabym wam życzyć: dużo szczęścia, miłości, zdrowia, udanych świąt, wielu cudownych prezentów, od razu jeszcze dorzucę, szczęśliwego, szalonego sylwestra, spełnienia wszystkich marzeń, a szczególnie tych związanych z 1D. :) No i przede wszystkim żebyście nigdy się nie poddawały i dążyły do swoich celów.
   A i nie zapomnijcie o mnie, moim blogu i o zostawianiu tutaj długich komentarzy, które jak już dużo mówiłam kocham.
   Marry Christmas xxx <3 <3



wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 21

   - Lou, oddawaj mi moje majtki!- obudziły mnie głośne krzyki Harrego, a gdy podniosłam zapuchnięte powieki, ujrzałam goniących się po pokoju Louisa i Harrego w samym ręczniku.
   - Czy was do reszty pojebało?!- powiedziałam wkurzonym i zaspanym głosem, a chłopcy przystanęli, aby spojrzeć w moją stronę.
   - Bo on mi wziął gacie- odparł smutno Hazza.
   - Człowieku, litości nie masz innych?- zmieniłam pozycję z leżącej na siedzącą i mocno się przeciągnęłam.
   - No mam, ale ja wolę te.
   - Lou, nie możesz mu ich oddać?
   - Nie, bo to jest zabawne- zaśmiał się, a ja tylko wywróciłam oczami.
   - Otaczają mnie sami idioci- szepnęłam sama do siebie, po czym podniosłam się z kanapy, od której bolał mnie cały kręgosłup i wspięłam się po schodach na pierwsze piętro.
   Otworzyłam drzwi prowadzące do pokoju Zayna i zręcznie wślizgnęłam się do jego środka. Swój wzrok skierowałam od razu w stronę łóżka, na którym leżał Zayn i akurat rozmawiał z kimś przez telefon.
   - Tak mamo mam tu opiekę- powiedział znudzonym głosem do słuchawki.- Nie, nie musisz przyjeżdżać- dodał po chwili i cały czas wpatrywał się w okno.
   - Hej- powiedziałam i usiadłam na łóżku.
   - Muszę kończyć. Tak też cię kocham. Dzięki. Pa- zakończył swoją konwersację z mamą, kiedy zorientował się, że nie jest już sam w pokoju.
   - Cześć- uśmiechnął się do mnie, po czym delikatnie pocałował moje usta.
   - Miałeś mnie nie całować!- warknęłam, kiedy odsunęłam się od niego na kilka centymetrów.
   - Nie mogłem się powstrzymać- znowu się uśmiechnął, tym razem szerzej.
   - Jak się rozłożę przez ciebie, to ci obiecuję, że masz w pierdol- mówiłam, równocześnie wycierając sobie dłonią usta.
   - Okay. Czemu już nie śpisz? To niepodobne do ciebie. Jest dopiero dziewiąta, a ty już na nogach- zmienił temat.
   - Harry i Lou mnie obudzili- odparłam.- Dowiedziałam się, że jedziecie na jakąś galę, więc musisz wyzdrowieć do tego czasu. A jak się czujesz?- spytałam tak naprawdę od niechcenia.
   - Wiem, że mamy galę.- odpowiedział krótko.- Gdy jesteś przy mnie czuję się rewelacyjnie, ale gdy tylko sobie idziesz znów wracają wszystkie niefajne skutki choroby- mówił to ze smutną minką.
   - Urocze, a teraz cierp- uśmiechnęłam się i wyszłam z sypialni. Tak się jakoś złożyło, że wpadłam prosto na Niallera.
   - Aż tak na mnie lecisz?- spytał Niall, spoglądając na mnie.
   - A zamknij się- lekko go szturchnęłam.
   - Co z Zaynem?
   - Żyje, a poza tym trochę majaczy, ale wyjdzie z tego- wyjaśniłam i razem z Niallem zeszliśmy do kuchni, gdzie każde z nas przyrządziło sobie śniadanko, plus ja jeszcze zrobiłam kilka kanapek na Zayna, żeby nam nie umarł z głodu.
  
   Kilka dni postanowiłam ominąć, bo nic ciekawego się nie wydarzyło. Natomiast jeśli chodzi o Zayna, to jego choroba z dnia na dzień ustępowała.
   Dzisiaj jest już piątek dokładnie jutro o jedenastej wszyscy lecimy do USA na ową galę, podczas której chłopcy zaśpiewają swoje 'hity', no i oczywiście są nominowani do zgarnięcia nagród w kilku kategoriach. 
   Od samego rana wszyscy latali z wywieszonymi ozorami i załatwiali swoje sprawy. Jedynie Harry nic nie robił tylko narzekał jak to go wszystko boli.
   - Spakujecie mnie, bo mi głowa tak pęka, że szok?- powtórzył to samo zdanie po raz któryś, dzisiejszego poranka.
   - Kurwa mać, Harry ogarnij dupę, trzeba było wczoraj tak nie szaleć na tej imprezie, z którejś żeś wrócił nie wiadomo o której i nie wiadomo jak- odpowiedziałam surowo, bo już miałam serdecznie dosyć tego jego całego narzekania.
   - Pojedziesz ze mną do sklepu?- spytał Niall, który właśnie wciągał na nogi białe adidasy.
   - A po co tam jedziesz?- spytałam odrywając wzrok od lustra, bo właśnie robiłam sobie makijaż, niestety na korytarzu, bo chłopcy pozajmowali obie łazienki.
   - Muszę kupić jakąś walizkę, bo moja obecna jest za mała- odpowiedział.
   - W sumie i tak miałam kupić sobie fajki, więc mogę jechać- odparłam, a następnie oboje wyszliśmy z domu.
   - Nie wiedziałam, że masz prawo jazdy- spostrzegłam, kiedy ruszyliśmy z podjazdu.
   - Oj jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz- wyjawił tajemniczo, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
   Uważałam Nialla za najlepszego przyjaciela, którego tak naprawdę nigdy dotąd nie miałam. W jego towarzystwie czułam się tak jakoś swobodnie, ale wiedziałam doskonale, że jest i będzie tylko przyjacielem.
   W związku z jutrzejszym wczesnym wylotem i długą drogą do pokonania, każdy z chłopaków i ja poszliśmy szybciej spać.
   - Kocham cię- szepnął mi na ucho Zayn, kiedy leżeliśmy w łóżku pod cieplutką kołderką.
   - Też cię... kocham- zawahałam się na moment, jednak po chwili dokończyłam zdanie, a Malik mnie pocałował. Owy buziak zaczął przeradzać się w coraz to gorętszego. Chłopak wbił się we mnie ustami, natomiast ja zaczęłam błądzić dłońmi po jego czuprynie.- Koniec zabawy. Idziemy spać- przerwałam, kiedy Zayn zaczął podwijać moją górną część piżamy.
   - No, ale...- zaczął.
   - Dobranoc- cmoknęłam go jeszcze w policzek, a następnie wygodnie ułożyłam się na materacu i przymknęłam powieki.

   - Pobudka- obudził mnie głos Malika, który właśnie pochylał się nade mną.
   - Co, już?- przetarłam zaspane oczy i zerknęłam na stojący na nocnej szafce budzik. Właśnie dochodziła dziewiąta.- No dobra- głośno ziewnęłam i wygramoliłam się z łóżka.
   Na środku sypialni stały trzy zapakowane po brzegi walizki plus bagaż podręczny, a tak to pokój wydawał się jakiś taki pusty. Kiedy ociągając się szłam po naszykowane poprzedniego dnia ubranie, potknęłam się o jedną z toreb i wylądowałam z hukiem na ziemi.
   - Ty chyba nigdy nie nauczysz się spoglądać pod nogi- skomentował Zayn, który z szerokim uśmiechem przyglądał się mi jak sobie leżę na ziemi.
   - Ach zamknij się- odburknęłam i szybko podniosłam się do pionu.
   - Co spadło?- spytał Liam, który niespodziewanie wtargnął do pokoju.
   - To ja- odpowiedziałam, unosząc rękę do góry.
   - Nic ci nie jest?- spytał ciepłym i uprzejmym głosem.
   - Daruj sobie, jestem twarda i nic mi się nie stanie po takim małym upadku- podniosłam dumnie głowę ku górze i zrobiłam kilka kroków, po czym znowu o coś zahaczyłam i powtórka z rozrywki i kolejna gleba.- Kurwa mać, jak ty ustawiasz te torby?!- całą winę zwaliłam na Malika, po czym wyszłam z pokoju i udałam się prosto do łazienki, w której doprowadziłam się do ładu i wciągnęłam ubranie.
   - Ludzie wychodzimy, Paul przyjechał- krzyknął Harry, po czym każdy zaczął znosić swoje tobołki na dół. Moje oczywiście zniósł Zayn, wyręczając mnie.
   - Jesteś gotowa na spotkanie z bardzo dużą ilością fanów?- spytał Zayn, kiedy zamykał drzwi na klucz, a ja stałam obok niego.   
   - Myślę, że tak. Ale wiesz co mam- uśmiechnęłam się do niego cwaniacko i wyciągnęłam z kieszeni bluzy opakowanie stoperów, które kupiłam podczas wczorajszej wizyty w sklepie.
   - Po co ci one?- zdziwił się.
   - Jestem za młoda, żeby być głuchą- odparłam, a następnie chwyciłam dłoń Zayna i oboje wsiedliśmy do podstawionego samochodu.
   - A tak w ogóle co to jest za gala?- zaczęłam temat, w tym samym czasie, gdy auto ruszyło.
   - Video Music Awards- powiedzieli w tym samym czasie Liam i Lou.
   - Co to za różnica jaka, ważne że dają żarełko- wtrącił Niall, a wszyscy zachichotali.
   - A co z Eleonor? Nie leci?- skierowałam pytanie do Lou, który od jakiegoś czasu się we mnie wpatrywał.
   - Nie, nie leci!- prychnął chłopak.
   - Coś się stało?- spojrzał na niego Liam.- Przecież miała lecieć z nami.
   - Ale nie leci jasne- warknął Lou i wsadził sobie do uszu słuchawki.
   - Co się stało?- spytałam się, przelatując wzrokiem po wszystkich.
   - Kto go tam wie- zaczął Zayna.- Pewnie mają jakiś kryzys w związku i tyle...- nie zdążył dokończyć, ponieważ przerwał u Harry.
   - No, na przykład wasz związek to jeden wielki kryzys- powiedział loczek, patrząc to na mnie, to znowu na Zayna.
   - Kryzys to przeżyła twoja matka jak cię urodziła- odpowiedziałam.
   - Nie mieszaj do niczego mojej matki- warknął Harry.
   - To ty się nie wpierdalaj mi tu z gównianymi sugestiami dotyczącymi mnie i Zayna- powiedziałam szorstko i jednocześnie z przypływu emocji mocno zacisnęłam pieść na dłoni Malika, który aż zasyczał.
   Odprawa poszła szybko, gorzej ze spotkaniem z fankami. Gdy tylko ujrzałam pierwszą grupkę, momentalnie wsunęłam dłoń do kieszeni, z której wyjęłam czarne stopery, które umiejscowiłam w swoich uszach. Jedna taka mała czynność i świat w mgnieniu oka staje się piękniejszy. Założyłam sobie jeszcze okulary, bo oczy zaczynały mnie już pobolewać od fleszy. Chłopcy rozdawali autografy i robili sobie zdjęcia, natomiast ja usiadłam sobie na jednej z walizek, wyjęłam swój telefon i zaczęłam grać w wężyka. W pewnym momencie poczułam coś mokrego na głowie, a gdy spojrzałam w górę okazało się, że jakaś suka wylała na mnie kawę.
   - Nie żyjesz głupia pizdo- warknęłam i wyjęłam z uszu stopery, a dziewczyna zaczęła uciekać.
   - Złap Lilę!- usłyszałam krzyk Liama, po czym poczułam silny uścisk rąk Zayna, splatający się wokół mojego brzucha.
   - Puść mnie- zaczęłam się wyrywać.- Kurwa zabieraj ręce!- krzyknęłam, jednak mimo to Zayn tego nie zrobił. Moje całe ciało pulsowało ze złości, a do tego miałam kawę we włosach.
   - Wiesz co ją bardziej wkurzy?- powiedział spokojnie Malik i pocałował mnie, co spowodowało spadek mojej złości. To co słyszałam było dziwne, jedne dziewczyny gwizdały, inne zaczęły kierować do mnie jakieś wyzwiska, a jeszcze inne mówiły "Awww". Jednak ja w tym momencie miałam to wszystko głęboko w dupie. Miałam coś, a raczej kogoś o kim one mogły sobie tylko marzyć.
   Po tej całej aferze z tą psychofanką, chłopcy skończyli rozdawać autografy i wspólnie udaliśmy się w kierunku samolotu. Szybko jeszcze pobiegłam do toalety i zaczęłam spłukiwać z włosów kawę, która zaczynała już na nich zasychać. Z mokrymi włosami wyszłam z łazienki i zgłupiałam, nie miałam pojęcia gdzie mam iść. Jak głupio rozglądałam się we wszystkich kierunkach z nadzieją, że odnajdę wzrokiem coś, lub kogoś znajomego.
   - Wolność- usłyszałam zza siebie znajomy głos, a gdy się odwróciłam dostrzegłam Nialla, który wyszedł właśnie z męskiego WC i właśnie zapinał rozporek spodni.
   - Uff jak dobrze- westchnęłam.
   - Heh śmiesznie wyglądasz... Tak, jak jakaś zmokła kura- skomentował blondyn, a ja wywróciłam tylko oczami.
   - Wiesz, gdzie mamy iść?- spytałam, spoglądając na jego twarz, której wyraz przypominał wyraz twarzy, która właśnie myśli.
   - Jestem Niall Horan, ja wiem wszystko- za nim to powiedział, wyprostował się i uniósł głowę.
   - Tak, to w którą stronę mamy iść?
   - Tam- wskazał dłonią w kierunku, z którego jakiś czas przyszliśmy.
   - Matoł z ciebie. Idziemy tam- wskazałam przeciwną stronę do tej pokazywanej przez blondyna, a chłopak wzruszył ramionami i ruszył za mną.
   Jakoś udało nam się odnaleźć ten właściwy samolot, do którego pośpiesznie weszliśmy. Ja usiadłam obok Zayna, który trzymał dla mnie miejsce, natomiast Niall dosiadł się do Liama.
   Ponad połowę lotu przespałam, a drugą spędziłam na rozmowie z Zaynem i siedzącym obok Liamem. Co dziwne, zawsze żywy i rozbawiający wszystkich Louis siedział cicho, nie odezwał się ani słowem.
   - Psyt, Harry- szepnęłam do loczka, który majstrował w swoim telefonie.
   - Czego chcesz?- warknął, unosząc na mnie wzrok.
   - Zamień się miejscem.
   - Po co?
   - Nie ważne, zamień się i nic nie gadaj- chłopak niechętnie podniósł się z fotela i ustąpił mi na nim miejsce.
   - Opuszczasz mnie- Zayn, chwycił moją dłoń kiedy się podniosłam.
   - No tak. Idę pogadać z Lou- odpowiedziałam i wymieniłam się miejscem z Hazzą.
   - Ej co ci jest?- wyszeptałam te słowa, zaraz po tym, gdy wyjęłam mu z uszu słuchawki, z których wydobywała się smętna, przygnębiająca muzyka.
   - Nic- burknął krótko.
   - Widzę, że jest inaczej. Mów co się dzieje.
   - A co cię to obchodzi.
   - Szczerze nie obchodzi mnie to wcale, ale wiem, że mogę ci jakoś pomóc. Możesz ze mną pogadać, naprawdę ulży ci- powiedziałam to przekonującym tonem, który chyba podziałał.
   - Wydaje mi się, że Eleonor mnie zdradziła- zaczął, a mówiąc to wpatrywał się w podłogę.
   - Ale nie jesteś tego pewien tak?
   - No nie widziałem tego na własne oczy, ale tak mi się wydaje.
   - Skąd takie przypuszczenia?- ciągnęłam temat.
   - Widziałem ją jak wychodziła od siebie z mieszkania z jakimś kolesiem, a w ręku trzymała kwiaty, śmiali się i w ogóle- teraz dostrzegłam jak po jego policzku płynie jedna, samotna łza.- Jak się spotykaliśmy też cały czas do kogoś esemesowała i uśmiechała się do telefonu.
   - Rozmawiałeś z nią o tym?
   - Nie.
   - To czemu tego nie zrobisz?
   - Nie rozmawiamy ze sobą.
   - Jak to?
   - Po prostu tego samego dnia, gdy przyłapałem ją z tym chłopakiem zadzwoniłem do niej i powiedziałem, że jest nic nie warta i że chcę o niej zapomnieć- odparł.
   - No i chuj ci to dało. Musisz z nią porozmawiać i to jak najszybciej.
   - Nie mam ochoty.
   - Lou, ona jest dobrą dziewczyną, jeśli naprawdę cię zdradziła to ci o tym powie. Ale jeśli chodzi o mnie na pewno tego nie zrobiła- uśmiechnęłam się, a chłopak poszedł po chwili w moje ślady.
   Po kilku minutach samolot wylądował, a my cali zesztywniali od tak długiego siedzenia w jednej pozycji wyszliśmy na zewnątrz. Kolejne lotnisko i zapewne kolejne fanki. Oczywiście się nie myliłam tłum dziewczyn był jeszcze większy, niż ten w Londynie.
   - Idę do łazienki- szepnęłam Zaynowi na ucho i skierowałam się w stronę toalet, do których nie doszłam.
   Poczułam dziwne coś na plecach, po czym runęłam na ziemię. Urwał mi się najzwyczajniej w świecie film.

   Ocknęłam się w jakimś małym pomieszczeniu. Nogi i ręce miałam związane grubymi sznurami, a obraz pochodzący z moich oczu był strasznie niewyraźny. Po chwili zapaliło się światło, a przed sobą ujrzałam ciemnowłosą dziewczynę z chytrym uśmiechem na piegowatej twarzy.
   - Rybka wpadł w sieć- zaśmiała się.
   - Tak, to może mi ją usmażysz, jestem trochę głodna- uniosłam brwi.
   - Czemu nie jesteś przestraszona?- spytała dziewczyna.
   - Czego mam się bać, dziewczynki, która gówno może mi zrobić, proszę cię- zakpiłam z niej.
   - Ale ja mam to- wyjęłam z kieszeni podręczny paralizator, którym najprawdopodobniej ugodziła mnie na lotnisku.
   - Hah, okay. Wiesz rozumiem, że mnie porwałaś nie wiem po co i dlaczego, ale jako zakładnik mam jakieś prawa co nie- powiedziałam pewnym siebie głosem.
   - Co chcesz?-
   - Szklankę wody z cytryną- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.- Wiesz nie chciałabym, żeby zaschło mi w gardle.
   - Niech ci będzie, ale się nie ruszaj!
   - A gdzie ja mogę się ruszać, skoro mnie tak dobrze związałaś?- miałam ochotę zacząć się śmiać, ale jakoś się powstrzymałam, a dziewczyna załapała haczyk i pomaszerowała schodami gdzieś do góry.
   - Amatorka- szepnęłam, po czym zręcznie przełożyłam sobie związane dłonie przed siebie i zwinnymi ruchami zaczęłam je uwalniać spod sznurów. Węzeł był naprawdę bardzo prymitywny, więc nie miałam mniejszego problemu, żeby się wydostać. A w dodatku ta tępa suka zostawiła swój paralizator, który chwyciłam i schowałam się za drzwi. Po chwili usłyszałam kroki, a gdy ciemnowłosa była na tyle blisko, ugodziłam ją jej własną bronią. Jednak w taki sposób, żeby zesztywniała, a nie straciła przytomności.
   - No i co jebana gówniaro, chyba nie zdajesz sobie sprawy z kim zadarłaś- uśmiechnęłam się, a w oczach dziewczyny dostrzegłam przerażenie.- Chyba muszę cię nauczyć robić porządne węzły- chwyciłam za sznury i z całych sił oplotłam nimi ręce nastolatki i zawiązałam w taki sposób, żeby nigdy się od nich nie uwolniła, następnie to samo zrobiłam z nogami. Później zaczęłam jeszcze szperać po szufladach w poszukiwaniu czegoś co by mi się mogło przydać. Przy okazji natknęłam się na swój telefon z dwudziestoma kilkoma nieodebranymi połączeniami i na nożyczki.
   - Masz ładne włosy, wiesz?- zachichotałam i podeszłam do dziewczyny i obcięłam jej pasmo włosów, później kolejne i kolejne. Efekt końcowy był zadowalający. 
   Z łatwością odnalazłam swój plecak i drzwi wyjściowe. Uśmiechnięta zaczęłam kierować się przed siebie. Kiedy doszłam do jakiejś ruchliwszej ulicy zadzwoniłam do Zayna.
   - Gdzie ty jesteś?- usłyszałam w słuchawce nerwowy głos swojego chłopaka.
   - Nie wiem, jakaś pizda mnie porwała- wytłumaczyłam.
   - Jak to porwała nic ci nie jest?- zaczął niemalże krzyczeć w słuchawkę telefonu.
   - Nie, spokojnie, uciekłam jej w wielkim stylu- zaśmiałam się, bo akurat przypomniałam sobie jej piękną, strwozoną przeze mnie fryzurę.
   - Zabiłaś ją?
   - Kochanie, znowu robisz ze mnie seryjnego mordercę- stwierdziłam.- Ale wiesz jak ktoś ruszy tyłek po mnie to się nie obrażę.
   - Dobra mów gdzie jesteś.
   - Na January street- przeczytałam najbliższą tabliczkę.
   - A to jesteśmy chyba niedaleko, nie ruszaj się stamtąd, zaraz będziemy- odparł, a następnie się rozłączył.
_________________________________________________________________
Proszę przeczytajcie to, bo troszkę się tych wszystkich informacji nazbierało:
1. DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE SIĘ OŻYWILIŚCIE I STATYSTYKA KOMENTARZY TROCHĘ UROSŁA. MAM NADZIEJĘ, ŻE KIEDYŚ DOJEDZIEMY DO TYCH 70 :)
2. PROSZĘ NIE UMIESZCZAJCIE POD ROZDZIAŁAMI LINKÓW DO WŁASNYCH BLOGÓW, BO JA I TAK ICH NIE BIORĘ POD UWAGĘ, ALE SPECJALNIE STWORZYŁAM POST PRZEZNACZONY NA WASZE LINKI, BĘDĘ PO KOLEI ODWIEDZAĆ TAMTE BLOGI :)
3. ZASKOCZYŁO MNIE, ŻE LUDZIE KTÓRZY NIE KOMENTUJĄ ROZDZIAŁÓW UJAWNILI SIĘ DODAJĄC LINK DO SWOJEGO BLOGA. CIEKAWE <3
4. ZE MNĄ MOŻECIE KONTAKTOWAĆ SIĘ PRZEZ GG- 45105756 ALBO ASK- http://ask.fm/GobyPlane
5. OPRÓCZ TEGO NA FB JEST STRONA Z WSZELKIMI INFORMACJAMI DOTYCZĄCYMI TEGO OPOWIADANIA -http://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie6. MOŻLIWE, ŻE W PRZYSZŁYM TYGODNIU NIE POJAWI SIĘ ROZDZIAŁ, BO WYJEŻDŻAM NA ŚWIĘTA. :)
7. MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ WYKAŻECIE I POD TYM ROZDZIAŁEM BĘDZIE CO NAJMNIEJ 69  DŁUGICH KOMENTARZY :) JA W WAS WIERZĘ CAŁYM SERDUSZKIEM. <3
Ps. Jest środa, więc dodaję rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Kocham was xxx.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ! <3

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 20

   - Wal śmiało- odpowiedziałam.
   - Czemu jesteś z Zaynem. Przecież go nie lubiłaś. Jeśli chcesz się dzięki niemu wybić możesz mi powiedzieć, wymyślimy coś innego. Nie chcę, żeby Zayn cierpiał- gdy to mówił, ja miałam ogromną ochotę wybuchnąć śmiechem, ale udało mi się powstrzymać.
   - Pojebało cię? Nie chcę sławy, ani rozgłosu, nie potrzebuję tego!- sprostowałam.- Boję się, że moje serce wybrało Zayna, żeby zapomnieć o moim byłym. Może nie wyobrażam sobie życia bez drugiej osoby? Sama nie wiem. Ja też nie chcę go zranić- powiedziałam to cicho, tak aby mógł usłyszeć to tylko Louis. 
   - A co jeśli on ci się znudzi, skoro ta miłość nie jest taka prawdziwa?
   - Nie wiem, ja nic nie wiem. Jestem bezradna. To wszystko jest takie głupie- stwierdziłam.
   - O czym rozmawiacie?- przerwał nam Zayn, który przytulił się do mnie od tyłu.
   - Tak sobie plotkujemy, o wszystkim i o niczym- odpowiedziałam, uśmiechając się do Lou.
   - Co powiesz na to, żebyśmy już wrócili do domu?-spytał Malik, kiedy Louis oddalił się od nas.
   - Ale, że sami?
   - Yhm.
   - Czemu? Jest dopiero jedenasta- odpowiedziałam, spoglądając na zegarek, znajdujący się na dłoni chłopaka.
   - Ja po prostu nie czuję się najlepiej- odrzekł, a ja spojrzałam w jego oczy, które się zeszkliły, natomiast jego twarz była podejrzanie czerwona.
   - Przecież ty jesteś rozpalony- powiedziałam, zaraz po tym jak przyłożyłam dłoń do jego gorącego czoła.
   - To ty tak na mnie działasz- wyszeptał z cwaniackim uśmieszkiem.
   - Zamknij się, to nie było śmieszne- skarciłam do.- Dobra bierz kurtkę wychodzimy- postanowiłam, po czym Zayn chwycił za swoją skórzaną kurteczkę, a ja tylko poinformowałam stojącego najbliżej Liama, że się zwijamy, bo Zayn źle się czuje. Kiedy już byliśmy przed budynkiem, oboje wsiedliśmy do podstawionej limuzyny, tej samej, która przywiozła nas tutaj kilka godzin temu.
   - Gdzie mam was zawieść?- spytał kierowca.
   - Do łóżka- odpowiedział Zayn, który zaczął odlatywać, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu.
   - Póki co do domu- sprostowałam.
   - A co...- zaczął mężczyzna.
   - Nam naprawdę się spieszy, więc nie gadaj koleś tyle, tylko jedź- pośpieszyłam go, na co jego reakcja była natychmiastowa.
   - Piłeś coś?- spytałam chłopaka, kiedy ruszyliśmy spod podjazdu.
   - Trzy piwa, drinka i na raz pół butelki szampana prosto z zamrażarki- odpowiedział, opierając głowę o moje ramie.
   - Jesteś pojebany do reszty, taka ilość zimnego szampana. Jesteś debilem- skomentowałam.- Boli cię gardło?- zeszłam nieco z poprzedniego tematu.
   - No, a to źle?- jęknął.
   - Nie kurwa, bardzo dobrze. Każdego normalnego człowieka boli gardło- wywróciłam oczami.
   - A ciebie boli?
   - Skończ, okay- odparłam cicho.
   Kilkanaście minut przesiedzieliśmy cicho, to znaczy ja przesiedziałam, bo Zayn rozwalił się na dwóch siedzeniach i zasnął. Przez ten czas, żeby czymś się zająć, po prostu bawiłam się jego włosami, na których roiło się od żelu.
   - Wstawaj Malik jesteśmy- szepnęłam mu do ucha, kiedy auto się zatrzymało, jednak te ciche słowa nic nie dały.- Podnoś dupę- warknęłam trochę głośniej a Zayn, powoli otworzył oczy.
   - Co się stało, czy ja umarłem?- zaczął się rozglądać po wnętrzu limuzyny.
   - Bredzisz już. Pod domem jesteśmy, wysiadaj- szturchnęłam go, co spowodowało, że wrócił on do rzeczywistości i powoli wygramolił się na zewnątrz.
   Kiedy oboje weszliśmy do domu wygnałam Zayna prosto do łóżka, a sama zabrałam się za robienie dla niego herbaty z cytryną, którą po chwili zaniosłam mu do pokoju.
   - Co masz?- spytał spoglądając na kubek, który trzymałam w dłoniach.
   - Coś co powinno ci trochę pomóc- odparłam i podeszłam do łóżka.
   - Wiesz co mi by bardziej pomogło. Taki czuły buziak, albo szybki numerek- poruszył brwiami.
   - Ciebie chyba naprawdę coś pojebało, nie mam zamiaru się od ciebie zarażać, a jak jesteś niewyżyty seksualnie, tę potrzebę zaspokoić i włączyć sobie jakieś poro- odpowiedziałam wytykając do niego język.- Z mojej strony musisz zadowolić się herbatką i buziakiem w policzek- postawiłam mu wywar na stoliku nocnym, po czym delikatnie cmoknęłam go w policzek. Za nim jeszcze wyszłam z pokoju, wyjęłam z szafy swoją piżamę i udałam się do łazienki.
   Po kilkunastu minutach umyta i w piżamce zeszłam do kuchni zrobiłam sobie dwie kanapki które zjadłam, a następnie poszłam na górę do pokoju Nialla, gdzie położyłam się w jego łóżku. Zapaliłam sobie lampkę i zaczęłam przeglądać jego gazety.
   - Ale jestem śpiący- powiedział ktoś, otwierając drzwi.- Lila, co ty tu robisz?- spytał Niall, bo to właśnie on wszedł do pomieszczenia.
   - Hej, śpię- odpowiedziałam uśmiechając się delikatnie do niego.
   - Ale to moje łóżko.
   - No wiem, ale nie chcę się zarazić od Zayna, a kanapę... no macie niewygodną.
   - To może ja prześpię się na kanapie- zasugerował blondyn.
   - Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mogą spać w jednym łóżku- powiedziałam i zrobiłam dla niego miejsce.
   - A to nie będzie nie fair w stosunku do Zayna?
   - Przecież będziemy tylko spać- sprostowałam.
   - Tylko?
   - No tak, a co ty innego chciałeś robić?- spytałam spoglądając na niego z ciekawością.
   - Nie nic, mniejsza o to. Dobra idę się umyć- odparł i wyszedł z pokoju, a kiedy wrócił po kwadransie, wgramolił się do łóżka obok mnie, delikatnie się uśmiechnął i przymknął oczy.
   - Dobranoc- szepnął, kiedy ja zgasiłam lampkę.
   - Dobranoc żarłoku- odpowiedziałam, po czym odwróciłam się do niego plecami i również zasnęłam.


   Gdy się rano obudziłam, Nialla nie było już w łóżku. Przeciągnęłam się i wyszłam z łóżka, a pod stopami poczułam coś dziwnego.
   - Kurwa Niall, co ty robisz na ziemi?!- wrzasnęłam i szybko odskoczyłam, kiedy zorientowałam się na czym, a raczej na kim stanęłam.
   - Auć- jęknął cicho i złapał się za brzuch, na którym przed chwilą postawiłam swoje stopy.- Nie wiem co robię na ziemi, ale czasem tak mam, że budzę się na niej- odpowiedział zachrypniętym głosem.
   - No dobra mniejsza o to, idę zobaczyć co z Zaynem- odparłam, a następnie wyminęłam wciąż zalegającego na podłodze blondyna i ostatecznie wyszłam z pokoju. Zrobiłam kilka kroków w stronę schodów, po czym bez pukania, weszłam przez drzwi znajdujące się po prawej stronie. Zayn jeszcze sobie spał, jednak mimo to podeszłam do niego i przyłożyłam dłoń do jego czoła, które było bardziej rozpalone, niż wczorajszego wieczoru.
   Nie siedziałam długo przy Zaynie, może jakieś dwie, trzy minuty. Bo wpatrywanie się w kogoś kto właśnie śpi nie było jakąś specjalnie ciekawą czynnością.
   - Macie telefon do jakiegoś dobrego lekarza?- spytałam, kiedy weszłam do kuchni, gdzie chłopcy, Eleonor i Josh jedli wspólne śniadanie.
   - A czemu pytasz?- zerknął na mnie Harry.
   - Wydaje mi się, że Zayn nabawił się anginy po wczorajszym- przedstawiłam im swoje przypuszczenia.
   - Ale jak?
   - Normalnie. Szalał na tej scenie, wydzierał się, a później wypił lodowatego szampana i proszę bardzo, załatwił się- wyjaśniłam.
   - Mam numer do jednego lekarza- odrzekł Liam i zaczął czegoś szukać w swoim Iphonie.
   - To daj, przekręcę do niego.
   - Okay- Liam podyktował mi owy numer, który ja zręcznie wystukałam na telefonie i wdusiłam zieloną słuchawkę.
   - Halo- doszedł mnie sędziwy, męski głos ze słuchawki.
   - Witam, dodzwoniłam się do doktora Browna?
   - Tak, to ja. O co chodzi?
   - Przypuszczam, że mój chłopak nabawił się anginy i chciałam, żeby pan go zbadał...
   - Niestety nie dam rady przykro mi mam dzisiaj dwie ważne operacje.
   - Chuj ci w dupę- szepnęłam po polsku, po czym się rozłączyłam.
   - Mogłaś z nim rozmawiać po polsku- wtrącił Liam, kiedy odłożyła telefon na stół.
   - Jak to po polsku?- zdziwiłam się.
   - No bo, on przez kilka lat mieszkał w Polsce i z tego co wiem to nawet dobrze mówi w twoim języku- wytłumaczył, a mi w jednej chwili zrobiło się gorąco.
   - To jakiś głupi żart, prawda- zerknęłam na niego, mając nadzieję, że potwierdzi moje słowa.
   - Nie mówię serio, a co?
   - Powiedziałam do niego coś brzydkiego, właśnie po polsku, bo przecież ludzie nie znają tego języka no... - szepnęłam.
   - Przestań się tym martwić. Jesteś Lila robiłaś gorsze rzeczy, prawda?
   - Masz rację.
   - Jakie inne, gorsze rzeczy?- spytał Josh, który chyba był nie wtajemniczony w moje różne dziwne akcje.
   - No na przykład: uciekałam kilka razy przed policjantami, kiedyś wysadziłam kibel w szkole- zaczęłam wymieniać.
   - A okay- odparł Josh, a ja zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie.
   - Co z tym lekarzem- wtrącił w pewnym momencie Niall.
   - Nie wiem, ja już nigdzie nie dzwonię- odpowiedziałam, przeżuwając kęs kanapki z serem.
   - Moja ciocia jest lekarzem, tylko, że ona jest pediatrą- zabrała głos Eleonor.
   - To nic nie szkodzi, Zayn to jest taki dzieciak. Zadzwoń wtedy do cioci- powiedziałam, spoglądając na Eleonor, która chwyciła swoją komórkę i wyszła na korytarz.
   - I co?- spytał Lou, kiedy dziewczyna do nas wróciła po około minucie.
   - Przyjedzie za kilkanaście minut- odparła El i usiadłam na swoim miejscu obok Louisa.
   Po kwadransie przyjechała ciocia El, która była raczej młodą ciocią, co chyba spodobało się Harremu, który jakoś nie mógł oderwać od niej wzroku.
   - Gdzie ten biedaczek?- spytała, melodyjnym głosem i z uśmiechem na twarzy.
   - Tu jestem- uniósł rękę w górę Harry.
   - A co ci dolega słoneczko?
   - Pani go nie słucha, zakochał się i tyle- sprostowałam i wytknęłam do Hazzy język.- Zayn leży na górze, wydaje mi się, że jeszcze śpi- dodałam po chwili.
   - Zaprowadzisz mnie do niego?- spojrzała na mnie.
   - Ja mogę to zrobić- krzyknął Harry.
   - Nie zwracajmy lepiej na niego uwagi- zaproponowałam i zaprowadziłam doktorkę na piętro, a dokładniej do pokoju Zayna.
   - Obudzisz go, czy mam poczekać, aż sam to zrobi?
   - Da mi pani minutkę- odparłam i podeszłam do łóżka.- Zayn mogę przespać się z Liamem?- szepnęłam mu do ucha.
   - Co, nie!- momentalnie otworzył oczy.
   - Żartowałam. Pani doktor przyszła cię zbadać.
   - Nie potrzebuję lekarza, czuję się dobrze.
   - Tak, tak każdy tak mówi no oprócz ludzi po sześćdziesiątce- uśmiechnęła się do niego i zrobiła kilka kroków w przód, po czym wyjęła kilka przedmiotów ze swojej ciemnej torby.
   - Zostawisz nas samych?- skierowała owe słowa do mnie, na co ja bez odpowiadania wyszłam za drzwi, a następnie zeszłam na dół dokończyć zaczęte śniadanie.
   - Co z nim?- spytał Liam, gdy tylko weszłam do kuchni.
   - Nie pozwolił mi się z tobą przespać- powiedziałam udawanym, sztucznym głosem, a Liam w reakcji na te słowa, wypluł kawę ze swojej buzi.
   - Że co?
   - Nie nic- uśmiechnęłam się do niego, po czym zjadłam do końca wcześniej przygotowane śniadanie.
   - Będzie żył- powiedziała lekarka, która po kilkunastu minutach stanęła przed nami.
   - No tak to my wiemy, ale co mu jest?- spytałam z zaciekawieniem w głosie.
   - Angina ropna- odparła, krótko i na temat.- Tu macie receptę i koniecznie musicie go przypilnować, żeby brał regularnie te lekarstwa- podała mi kartkę, następnie powiedziała coś do Eleonor i wyszła.
   - Pojedzie mu ktoś po te leki?- spojrzałam na każdego z chłopaków po kolei.
   - Dobra daj. I tak mieliśmy jechać na zakupy- powiedział Lou, po czym wziął ode mnie receptę i wraz z El, Joshem i Harrym wyszli z domu.
   - Miałaś kiedyś anginę ropną?- zapytał Nialler.
   - Tak, a czemu pytasz?
   - Jestem ciekawy ile ona trzyma, bo mamy w przyszłym tygodniu wręczenie nagród i dobrze by było, żeby Zayn był już zdrowy.
   - No ja nie wiem, mnie trzymała coś koło tygodnia, pożyjemy zobaczymy- odparłam i wyszłam z kuchni, zostawiając w niej samego Nialla.

   - Jak się czujesz?- spytałam Zayna, kiedy weszłam do jego pokoju.
   - Bywało lepiej. Jak tam noc na kanapie?
   - Bywało lepiej- skłamałam, a Malik cicho się zaśmiał.
   Resztę dnia spędziłam w domu, dokładniej w pewnym bardzo dobrze mi znanym pokoju na piętrze razem ze swoim chorym chłopakiem. Kilka dobrych godzin zeszło nam na oglądaniu filmów. Jeśli chodzi o noc, to  trosce o bezpieczeństwo Nialla i jego brzuch, spędziłam ją na niewygodnej kanapie w salonie.
__________________________________________________________
Na samym początku bardzo bardzo bardzo chciałabym podziękować tym wszystkim osobą, które komentują każdy mój rozdział. Jesteście niesamowite i normalnie WAS KOCHAM. Co do innych mam ich gdzieś równie dobrze możecie nie czytać tego opowiadania, nie zależy mi tak bardzo na was. Jakby co to czytam KAŻDY komentarz i za każdym razem buźka mi się cieszy, jak je czytam. No to chyba tyle ode mnie. Następny jakoś w środę. Buźka Pa. xxx
 Ps. Nie ma to jak wstawiać rozdział o 1 nad ranem, ale jest niedziela, obietnica dotrzymana. :)